Romantyczny wieczór

Romantyczny wieczór

Ostatnio pytałam Was na fp, czy są kwestie, które was bolą, a o których nie trułam. Dużo z was pisało prywatnie… o seksie. A dokładniej to chodziło o np. wibratory czy też kulki gejszy z tych rzeczy, które dostawałam do recenzji – owszem, dostawałam. Są odpowiednie blogi, które zajmują się tylko tym i sama je czytam, bo a nuż znajdzie się tam coś ciekawego, nowego. Ja piszę sporadycznie o tym, kiedy coś naprawdę przykuje moją uwagę. Ale o tym dziś napiszę, ponieważ dużo z Was prywatnie o tym pisało i zmusiłyście mnie do myślenia, a to nie zdarza się często #heheszki.
Pisałyście wprost, że szukacie – z różnych powodów – jakiegoś wibratora, który nie będzie wam nachalnie wciskany w oczy, chamsko reklamowany byleby sklepy erotyczne wyrobiły statystyki w sprzedaży. A także że same nie pójdziecie do sex shopu, ponieważ się krępujecie. I nie powiem wam: „To jak się wstydzicie rozmawiać na takie tematy, to może i nie powinniście uprawiać seksu”. Ja to rozumiem, ponieważ jeszcze do niedawna te, które znajdowały się w Warszawie, były obsługiwane przez panów Zdzisiów z wielkimi brzuchami, którzy sami takich gadżetów by nie użyli, sądząc, że są tak boscy, że – według ich zapewnieniom – ich kobiety nie potrzebują takich gadżetów, bo umiejętności pana Zdzisia w pełni wystarczą.

Nie, ponieważ nie będę nikogo oceniała: nie każda lubi i chce rozkraczać się czy też uzewnętrzniać – nie ma z tym żadnego problemu, bo macie do tego pełne prawo. I ja nie mam problemu, żeby wręcz pokazać wam palcem, co moim zdaniem jest dobre, aby się nie zawieść.

Najpierw poględzę. Bo niektóre dały mi do myślenia… Jednym z powodów, dla których kobiety wstydzą się rozmawiać czy zapytać publicznie jest fakt, że w Polsce, kiedy kobieta wspomni chociażby coś na temat seksu, polscy Janusze dostają wariacji i myślą, że otrzymali pozwolenie na rubaszne żarty i mało subtelne komentarze z równie rubasznym, ciężkim podrywem. Przez co kobiety krępują się mówić otwarcie, że lubią seks i to sami panowie swoim nachalnym i wulgarnym zachowaniem sprawiają, że kobiety zamykają się na „te” kwestie. Kiedy niejeden „szczur” czy „patusek” poznaje mojego bloga, myśli sobie, że będzie mógł swobodnie porozmawiać ze mną na wszelkie tematy. Oczywiście rzadko kiedy jest to rozmowa na poziomie, a raczej przechwalanie się swoimi rzekomymi umiejętnościami i budzenie nadziei, że „a nuż coś wyrwę”. I rzadko też takowy Pepiczek czy Janusz wie, że tylko inni się z niego śmieją.

Inną rzeczą jest to, że – jak same przyznałyście, gdy do mnie pisałyście – kiedy kobiety zaczynają mówić, że mają ochotę na zabawki, pojawiają się wulgarne i ignoranckie komentarze:
- Chłop jej pewnie nie wystarczy. MI mój wystarczy, dlatego nie potrzebuję zabawek!
- Skoro na zabawki ma ochotę, to do czego jeszcze jest zdolna?
Daje to innym do myślenia? A to, jak powiem, że to nie z paniami jest coś nie tak, ponieważ czegoś chcą tak samo jak mężczyźni i to nie wy powinniście się wstydzić a panowie? I że dopóki milczymy, dopóty panowie będą myśleli, że mogą sobie pozwolić na ograniczanie naszej seksualności?
Daje to do myślenia, że w Polsce ciężko jest dyskutować na tego rodzaju tematy?

Z Waszych powodów doszłyśmy razem do porozumienia, aby napisać o wibratorze:

  • ponieważ Wasze libido różni się od nieco „spokojniejszego” libido partnera
  • ponieważ nie jesteście obecnie w związku, a to przecież nie oznacza, że musicie z seksu zrezygnować, a na „one night stand” nie macie ochoty lub/i nie uznajecie
  • chcecie wzbogacić/urozmaicić Wasze życie seksualne z partnerem/partnerką
  • wbrew pozorom wiele kobiet nie używało jeszcze wibratorów, a nie wie, jaki wybrać

Gdy rozmawiam z Wami, kobietami, okazuje się, że wiele z Was nadal nie potrafi osiągnąć orgazm, choć z partnerem/partnerką kochają się od dawna.
Oczywiście, że te poradniki w stylu „Kupcie sobie zabawkę w sex-shopie, a wszelkie problemy waszego świata zostaną rozwiązane” można wyrzucić do kosza. Ale jeśli obydwoje dojdą do wniosku, jak ulepszyć sytuację i że warto wejść do sklepu z erotycznymi gadżetami, to dlaczego nie? Często też partnera peszy wibrator, wyczuwając w nim „rywala”. Ale dlatego warto samej ze sobą poznać swoje ciało, aby wiedzieć, jak ewentualni nakierować partnera/partnerkę we wspólnym kochaniu się. Czyli najpierw pokochajcie się same ze sobą. A potem przejdźcie z partnerem do rozmów.

Dlaczego ogólnie warto próbować gadżetów erotycznych w związku lub samej ze sobą?
Powodów jest kilka i jeśli nie chciecie czytać, zapraszam do mojej astralnej siostry: SeksDobryWszystkim (pokazuję wam link: KLIK) . Która rzeczowo i mądrze mówi. I o tym, że fajnie rozwijać swoją fantazję i kreatywność seksualną. A nawet o przypadłościach medycznych.

mr Boss

mr Boss

JA WAM POKAŻE WPROST, DLACZEGO AKURAT TEN WIBRATOR UWAŻAM ZA DOBRY NA POCZĄTEK I SKĄD TAKOWEGO PANA MOŻECIE SOBIE SPRAWIĆ:
Dostaję różne rzeczy do recenzji i nie o każdej chcę pisać, ponieważ nie każda mi się podoba. A nie chcę polecać czegoś nieszczerze.  Staram się nie zawalać bloga recenzjami sponsorowanymi, reklamowymi, jedynie jeśli sama coś napiszę, co uważam, że warto, aby inne poznały. Zostałam przy firmie Fun Factory (pokazuję wam link: KLIK) i jak na razie nie chcę ich zmieniać, ponieważ jestem zadowolona z produktów (i nigdy na siłę nie wciskali mi czegoś, by koniecznie napisac pozytywną recenzję). I z ich wibratorków czy kulek gejszy czy dildo wybrałam dziś Mr Bossa, pokazując wam wprost coś, co lubię. Tak, wiem: feministka i pozwalam, aby Boss mnie zdominował.

Budowa
To jest chyba jedna z pierwszych rzeczy, na którą zwracam (i nie tylko ja) uwagę. Z wibratorami jest do wyboru do koloru. Możecie wybrać sobie zawsze różne wielkości. I nie musi to być nic ogromnego, co was przerazi na dzień dobry. Z Mr Bossem, gdy dostałam go do recenzji, obawiałam się, że wielkość może nieco przerazić. Ja nigdy nie ukrywałam, że ja lubię dorodność poczuć. Zatem 20 cm części użytkowej to 20 cm szczęścia. Ale oczywiście nie trzeba używać przy penetracji całej długości.

Jedyna rzecz jest taka, że może wydawać mi się nieco za gruby dla niektórych w środkowej części i w porównaniu ze środkiem Bossa nieco za wąski. Ale pamiętajmy, że to jest kwestia bardzo indywidualna, czyli anatomii kobiety. Bo poza tym sama grubość, jak również długość – w moim odczuciu – nie powinien dla początkujących sprawić dyskomfortu.
Chociażby też z tego względu, że w wyglądzie przypomina on (z samej „główki”) naturalną budową i to chyba też przemawia do tych, które pierwszy raz miałyby styczność z tą „sztuczną inteligencją”.
Sama jetem estetką, więc ogólny wygląd Mr Bossa jest sympatyczny, przyjemny. Choć może być dla mnie aż prosty.
Może uznacie, że przeginam, ale… gdy chciałam sprawdzić zapach materiału, ponieważ do silikonu mam ambiwalentny stosunek, poczułam… Lody waniliowe lub pistacjowe z Zielonej Budki. Smacznego wam, ale trudno, to jest mój indywidualny odbiór.

Mr Boss

Baterie:
Ja akurat otrzymałam z zestawem hybrydowym, to jest z kablem do ładowania i akumulatorkami. Wibrator jest na baterie lub akumulatorki wielokrotnego użytku, które ładuje się w gadżecie kablem Fun Factory .Normalnie trzeba dokupić, ten wibrator jest bez kabelka w zestawie, jednak samo doładowywanie go jest hybrydowe.
Co zaś tyczy się żywotu baterii naładowanej? Przede wszystkim, co mogę wam powiedzieć to to, że nie skończy przed wami, jak wielu partnerów. Napisane było, że bateria wytrzymuje 75 minut. Szczerze? Może i trochę więcej nawet, gdy doładowałam ją za pierwszym razem i pierwszy raz zastosowałam.
Ładowanie jest o tyle wygodne, że potrzebujecie jedynie kabelka USB – widzicie na zdjęciu – urocze jest to, że ładuje się na magnesik. Więc nie musicie co chwilę biegać do najbliższego kontaktu, sprawdzając, czy zaświeciła się zielona lampka. Dla mnie to jest wygodne i nieco zbawienne, ponieważ wolę robić przerwy w pracy przy komputerze, czy oglądając film, nie skupiając uwagi na bieganiu w tę i we wtę.
Albo jak to napisali Fun Factory: „Czasem rozwiązaniem jest skorzystanie z baterii pilota do telewizora!” <3 <3
Nie pamiętam, ile bateria się ładowała, ponieważ nie zerknęłam na zegarek, aby odliczać, a piszę wam to po pierwszym użyciu. Na emocjach jeszcze.
Producent napisał, że 150 min. wytrzymają standardowe baterie – tego nie wiem, nie sprawdzałam, nie korzystam z tego, ponieważ jako wege i eko (tak, tak, poddałam się modzie) staram się unikać mięsa, komunikacji miejskiej spalinowej a także baterii.
Rzeczywiście bateria wytrzymuje 75 min. – tuż przed wyczerpaniem Mr Boss już ledwo dyszy, dostaje małej zadyszki, ale – wg mnie – parę razy da się imprezę rozkręcić i zakończyć w ciągu tych 75 min., więc nie ma co przedłużać jakoś specjalnie.

Nie powiem wam, co lepsze: czy wibrator czy dildo, ponieważ to kwestia (znowu) indywidualna i kwestia dobrania odpowiedniej zabawki, ale skoro jesteśmy już przy kwestii baterii, to o tyle dildo jest przydatniejsze, że nie ma nigdy dosyć, ponieważ nie ma baterii, które się wyczerpują, ale wibrator może wam łatwiej pomóc osiągnąć szczytowanie ze względu na dodatkowy bodziec, czyli jego główną funkcję.

Pamiętajcie, że wibracje nie „odwalą” za was całej roboty!

Mr Boss

Mr Boss

Let’s play!
A skoro już wspomniałam o zabawie:
Mamy kilka rodzajów wibracji… Nie chodzi o tempo, choć to też, ale chodzi też o, hm, nazwijmy to „taktem”:
1. klasyczny
2. klasyczny plus
3. turbo
4. powoli-szybko-powoli-szybko
5. krótko szybko-krótko szybko-krótko szybko
6. wibrująco-pulsacyjny

Wibratory to sztuczna inteligencja, ponieważ dopasowuje się do potrzeb, ewoluuje. Nie ma mechanicznego wibrowania.
Dla mnie wibracje, czy też silniczej jest nawet głośny, ale nie tak bardzo by zbudzić całe osiedle! I na pewno nie tak, żeby to przeszkadzało specjalnie, ale jeśli mówimy o rzeczywiście dobrej mocy, to i dźwięk musi nieco być.
I typ wibracji klasyczny plus czy turbo już, hm, sprawił, że sama ręka mi się zmęczyła, a jeszcze chwilę po odłożeniu Mr Bossa czułam mrowienie w niej.
Przyznam się, że raczej skupiłam się na wariancie „turbo”, inne jeszcze mnie nie przekonały, ale nawet gdybym innych używała, to pamiętajmy, że to jest kwestia… Jaka? In-dy-wi-du-al-na. I to, że ja odbieram coś w jakiś sposób, może się okazać, że wy odbierzecie w zupełnie inny. „Turbo” mnie zaskoczyło i to pozytywnie, ponieważ po nim miałam wrażenie, hm, że jestem zmęczona – miałam wrażenie, że po wszystkim w biodrach mi mrowi.

Bałam się, że producenci skupią się na sile wibracji tak bardzo, że za silne, sądząc, jak niektórzy mężczyźni: „Im szybciej i częściej będe przyciskał guzik od windy, tym szybciej winda przyjedzie”. Albo że wręcz odwrotnie: że będą za słabe nawet te turbo wibracje. Ale nie narzekam, tym bardziej, że same wibracje nie zrobią za nas wszystkiego.

Ogólnie rzecz biorąc: może jestem konserwatywna pod tym względem, ale nie przepadam za dziwacznymi kształtami – im naturalniej, tym lepiej. Dla mnie. I właściwie dla was też, jeśli chcecie poznać swoje ciało, żeby wiedzieć, jak później nakierować partnera. Nie przepadam też za takimi wibratorami, które przypominają długopisiki. Może i fajnie wylądają, jak taki gadżet - w torebce, na półce, czy w szufladzie z sex-gadżetami, ale w samym użyciu, to wolę taki wibrator, który przypomina realnego członka. Choć słyszałam opinie, że właśnie to nie jest okej, że wygląda jak penis.

Nie do końca rozumiem tego przekazu, jaki przedstawiają media. Tak, nawet media zakrzywiają nam idealne wyobrażenie o wibratorze – nawet wibrator wpada w kompleksy. Gadżety nie są realistyczne, ponieważ naturalniejszy wibrator czy dildo budzą kontrowersje. Jak to Ania, moja bliźniaczka asralna, w SeksDobryWszystkim zauważa, że media nie pokazuje wibratorów w trybie realistycznym, ponieważ są tabu i niemoralne w związku z tym utrzymujemy przekonanie, że posiadanie ich jest wstydliwe, niemodne i że współczesnie kobiety lubią wibratory designerskie, kompletnie nieprzypominające penisy.
Takie podejście sprawia, że cały czas gdzieś chcemy „schować” tego penisa.
Jeśli którąś bardziej podnieca wibrator w kształcie konika morskiego – jej prawo, jej ciało, to kwestia (znowu!) zindywidualizowana. Ale niech media chcąc uchodzić za nowoczesne, współczesne, niech nie krępują się pokazując te, które przypominają te naturalnych kształtów.

A co do budowy w trakcie zabawy: dla mnie może mógłby być nieco ciut grubszy, mimo wszystko.

Pamiętajcie, że wibrator czy sam seks to nie jest gra, w której musicie być najlepsze: musicie przejść jakiś level, wygrać same ze sobą, siebie prześcignąć, żeby osiągnąć wyższy level. Seks, poznawanie przyjemności to nie jest wyścig!

NIE POWIEM WAM, JAK WY MACIE SIĘ NIM BAWIĆ. Ponieważ właśnie do tego was zachęcam: abyście same, indywidualnie poznawały swoje ciała i potrzeby.

 

Mr Boss

Mr Boss

SUMA SUMMARUM
ZALETY:

  • różnorodność wedle potrzeb i zainteresowań
  • estetyczny pachnący wygląd (tak, synestezja to się zwie)
  • dobry zarówno dla tych z was, które pierwszy raz bawią się wibratorem i nie wiedzą, jak go ugryźć, jak i dla tych, które potrzebują silniejszych bodźców – dopasowanie wibracji
  • łatwo zachować higienę (która jest bardzo ważna!), ponieważ ten materiał łatwo się czyści (ja czyszczę tantuum rosa lub płynem do higieny intymnej – na wypadek, gdyby mydło tradycyjne zostało na nim)

WADY:

  • hm, ja ogólnie nie mam się czego czepiać, ponieważ nie ma niczego, co mi w Mr Bossie by przeszkadzało

NA ZDROWIE!

 

Mr Boss

Mr Boss

 

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *