Miesięczny dziennik cotygodniowy

Bo blogi bab nie są tylko od zapisywania pierdółek miłosnych i pisania o seksie.
Codziennik, bo zostało nam żyć w tym kraju z dnia na dzień, c
zyli miesiąc cotygodniowego pisania, jak codzienność mi mija.

Ostatnio pisałam, że Polacy pijacy wariaci. Ale czemu się dziwić. Wszystko mówi samo za siebie.

Otwieram knajpkę, w której jeszcze pracuję. Właściciel o dziwo już jest.
- No, grube spóźnienie – mówi zniesmaczony.
Jest sześć minut po godzinie rozpoczęcia pracy. Komentują (Właściciel i Właścicielka) przy takim grubym spóźnieniu, ale milczą, kiedy rozpoczynam pracę piętnaście minut przed czasem, albo kiedy zostawałam po zamknięciu. Tego już nie rejestrują na swoich kamerach, które są w całym lokalu. Nawet przed wejściem do toalety.

Kiedy indziej również przychodzę spóźniona. O całe 10min. Właścicielka jazgocze (ona nie mówi normalnie, tylko jazgocze – taki defekt genetyczny najwyraźniej):
- Reszta pracowników czeka na ciebie 30 min!
Mimo tego, że spóźniam się tylko 10min., a jedna z pracownic sama otworzyła knajpę, by w kuchni popracować od 6:00. Właścicielka knajpy chce, by pracownica pracowała do 21:00 tego samego dnia. Dzień jak co dzień.

„Do ostatniego klienta! Do ostatniego klienta pracujemy!”, ciągle powtarza Właścicielka. „Bo utarg! Utarg!”. Ale my grosza z tego utargu nie widzimy, ani nikt nam nie płacimy, jeśli zostajemy dłużej. Dlatego nie pozwalam pracownikom zostawać dłużej – punkt godzina zamknięcia i punkt zamykam. Po jedenastu godzinach nie pozwalam im dłużej pracować, skoro i tak złotówki więcej z zostawania dłużej nie widzą. Choć Właścicielka obiecuje wszystkim wszystko zawsze.

Nie pozwalam im też się denerwować, odkąd Właścicielka powiedziała, że za 10zł/h to „te Ukrainki powinny wszystko robić. Nawet kible czyścić”.

Jedna z Ukrainek wraz ze swoim mężem mieli na Ukrainie własne działalności w Kijowie, pracowali jak Właścicielka i Właściciel. Ale musieli wyjechać, bo Ala nie chciała, żeby jej męża zabrano do wojska.
- Myślisz, Ala, że będzie wojna?
- Marta… Jak to będzie? U nas wojna już jest. Moi znajomi w Kijowie poumierali, mężczyzn wezwano do wojska. To, co wam media pokazują, to nic jeszcze.

Temat mediom i społeczeństwu i tak się już dawno znudził. Bo ile można o pożarze u sąsiadów. Nie nasz problem. Ale zapominamy, że pożar bez problemu się rozprzestrzenia i może zająć i nasze podwórko. Ale lepiej mówić o dupie Kim Kardashian.

Na zewnątrz +35 stopni. Jeszcze lato. Gorąco jak w łonie.  Nie możemy zamknąć drzwi od knajpy, żeby ochłodziło się wewnątrz od klimatyzacji, bo Właścicielka boi się, że klienci pomyślą, że knajpa zamknięta. Więc kucharze w kuchni przy parze się gotują. A że u nas nieco chłodniej, to muchy uciekają z upału. Właściciel knajpy, mąż Właścicielki, zobaczywszy muchy w kuchni, zaczął w nie pryskać Raidem. W muchy. Które były na jedzeniu. Jedzeniu, które jedli klienci. I pracownikom pod nosem pryskał, bo chciał trafić w muchy.
E tam. „Ch***, z pracownikami”.

Właścicielka podjeżdża do knajpki swoim BMW3 lub Dacią Duster. Chyba że jest z mężem to BMW5 i mówią, że nie stać ich, by zatrudnić moją zmienniczkę na umowę, więc chcą, by pracowała na czarno. Zmienniczka pyta, a ile by zarabiała z umową. „Stawka byłaby taka sama”. To wszystko mówi za siebie.

Kiedyś pracowałam w pewnej znanej firmie.
Nie podam nazwy,
bo to bez klasy.
Nade mną była kobieta od HRów i prezes już tylko. Po przeprowadzeniu którejś rozmowy kwalifikacyjnej z kandydatką rozmawiam z szefową:
- Świetna dziewczyna: świetne CV, dwa języki płynnie, jeden na poziomie średniozaawansowanym , widać, że ambitna, a nie tylko potrafi się dobrze sprzedać na rozmowie.
- Marta, i co z tego? Spójrz na datę urodzenia. Jest w wieku reprodukcyjnym, zaraz będzie chciała iść na macierzyński. Nie jestem pewna, czy zatrudniać młodą dziewczynę, a jak nawet, to powiemy jej, że nie ma etatów, więc dostanie umowę zlecenie.

 Żadna Kolejna Miłostka

Przyszedł któregoś dnia jakiś pan i na całą knajpkę krzyczy:
- Czy jest papier toaletowy?!
- W toalecie?
- O Boże – odpowiedział podirytowany. – Czy jest PAPIER TOALETOWY?!

Może byłam niewzruszona, ponieważ takie wariactwa miałam na co dzień. Z Właścicielką.

Kiedy Właścicielka mówi mi:
- Marta, nikomu nie ufam, jeśli chodzi o pieniądze. NIKOMU.

To też mówi samo przez się. Najpierw mówiła, że jak zobaczy, że ktoś się stara, będzie podwyżka, później, że jak będzie ładny utarg. Ładny utarg był. Codziennie. Na koniec powiedziała, że minimum po pół roku. Ale przez te pół roku musi być bardzo dobrze. Ale dla niej nigdy nie jest wystarczająco dobrze. Tak powiedziała na koniec. I dla mnie to był koniec. Cierpliwości. Nie lubię oszukiwania ludzi i mnie. Choć jak to widzę po znajomych, którzy rzucili pracę w korporacjach w Polsce (mając ładne zarobki i umowę o pracę) i emigrowali na Zachód, bo – jak mówili – wolą z mopami i na zlewozmywakach zapieprzać, niż w korporacjach siedzieć w Polsce. Bo zarobki, bo na Zachodzie mniej się dyma ludzi – przepraszam za tę kolokwialną nomenklaturę, aczkolwiek jest ona tu adekwatna. Szczególnie w przypadku Właścicielki knajpki, która zamiast ciężko pracować przez całe życie, wolała związać ze sobą mężczyznę z pieniędzmi i to nierozerwalnym elementem. Może dlatego nikomu nie ufa w związku z pieniędzmi, bo… to mówi samo przez się.

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *