Polowanie na męża

środa, Czerwiec 19, 2019 0 No tags Permalink 0
Kiedy on widzi, że Wasza energia krąży wokół niego, ma wrażenie, że nie macie swojej przestrzeni, a epicentrum Waszego Wszechświata tworzy on.

Kiedy on widzi, że Wasza energia krąży wokół niego, ma wrażenie, że nie macie swojej przestrzeni, a epicentrum Waszego Wszechświata tworzy on.

Lepiej stworzyć swój świat, niż sądzić, że mężczyzna jest kobiety całym światem.

Ponieważ jest to blog feministyczny, kobiecy…

My XXI wiek, a nadal słyszę, jak niektóre kobiety usilnie wierzą, że ich jedynym sposobem na szczęście jest posiadanie męża.
Oczywiście, jeśli którejś to da szczęście i pełnię spełnienia – nie oceniamy.
Ale jeśli są w tym tak zdeterminowane, żeby tylko za wszelką cenę znaleźć męża, jakiegokolwiek, to by nie śmierdziało desperacją na kilometr od nich, to… warto się sobie przyjrzeć, ale dla siebie. I swego zdrowia.
Dziewczyny, kobiety, jeśli chcecie znaleźć męża, który będzie jednocześnie Waszym przyjacielem i miłością życia, jest banalna, ale prawdziwa porada: przestańcie za nim latać.
W ogóle przestańcie go szukać.
Przestańcie skupiać swoją energię i uwagę na samcu.
A on sam się pojawi. I to on zacznie za Wami ganiać.
Wiem, że to antyfeministyczne, jeśli bym powiedziała, że mężczyźni są nastawieni na bycie łowcami. I tak nie powiem, bo to nie o to w tym chodzi.
Ba! Zaraz by któraś zrozumiała, że namawiam do udawania i gierek.
Gierki są dobre, jeśli mamy zabawę. Ale nie, jeśli chcemy wartościowego, fajnego związku.
Powiem coś feministycznego, czyli mówiącego o równouprawnieniu:
Wyobraźcie sobie, że spotykacie się z mężczyzną, który od początku Waszego randkowania wypytuje Was, do czego to zmierza; ile chciałybyście mieć z nim dzieci; i kiedy możecie poznać jego mamusie?
Pomyślicie sobie: „Pieprznięty. Pewnie ma jeszcze datę ślubu ustalona, świadków, tylko panny młodej mu brakuje”.
Taki mężczyzna też nosi perfumy o nazwie „Desperacja”.
I tu nie chodzi (jak już raz wspomniałam!) o dobieranie sobie taktyki: „To ja będę udawała, że nie zależy mi na nim, bo zależy mi na nim”. Bo to wyjdzie. Wszystko wychodzi.
Tu chodzi o Wasz sposób myślenia: nie chodzi tu o żadne sztuczki, o żadne gierki czy udawanie przed. Ale żebyście WY nauczyły się lubić same siebie, zanim chcecie, żeby ktoś Was polubił, żeby tylko złapać męża.
Taka historyjka: miałam znajomą, załóżmy, że nazywa się Asia. Dosłownie biegała za mężczyznami, aż byli tym zmęczeni. Pomijam fakt, że nie miała swoich zainteresowań czy czymś, by zająć swój czas, ale interesowała się tylko tym, czym oni – na co dzień nie interesowała się sportem, ale zaczęła siedzieć na siłowni, gdy jej ofiara tam przychodziła. Mężczyzna chciał w spokoju poćwiczyć, a ona chodziła za nim po siłowni, zaczepiała i zamęczała, a człowiek chce p prostu zająć się sobą. Jeden mężczyzna, drugi mężczyzna (uparta była – jednego na rok próbowała złapać, aż znajdowała następną ofiarę) uciekali z przebieralni, gdy na horyzoncie jej nie było, a potrafili godzinę siedzieć w tej szatni, ukrywając się, bo grzeczne „nie jestem zainteresowany” nie docierało do niej. Po czym znienacka wyskakiwała i krzyczała: „Poczekaj na mnie!”.
Widziałyście, jak wygląda kot, gdy się go siłą łapie i zagłaskuje? Wyrywa się, drapie i ucieka, bo on chce – jak każdy człowiek – mieć wolność. Nie zaś przydusza nie go swoim ciężarem.
Gdyby Wam tak swe względy okazywał mężczyzna, to i czy Wy byście nie uciekały?
Inna sytuacja, niestety znów na przykładzie Asi: grudzień i sandały na szpilkach.
Mężczyzna z daleka będzie czuł, czy lubicie tak wyglądać dla samych siebie, czy dla niego. Będziecie narażały swoje zdrowie, byle jemu się spodobać fizycznie.
I żeby była jasność: nie uważam i nie głosimy, że każda, która ubiera się seksownie, jest desperatką i robi to dla mężczyzny. Kobieta, która siebie kocha, będzie emanowała tym, że robi wszystko dla siebie i pod swoim upodobaniem.
Niestety Asia w grudniu, gdy był śnieg i minusowa temperatura, chodziła po śniegu w miniówie, aby zwrócić na siebie uwagę mężczyzny, a do tego zakładała sandały z odkrytymi palcami i piętami. Nikt mnie nie przekona, że jakakolwiek kobieta ryzykuje swoim zdrowiem, aby samej sobie się podobać. Bo odmrożenie palców stóp czy zapalenie płuc bardziej jakoś mniej przemawia do zdroworozsądkowej kobiety, niż bycie zdrowie. A umówmy się: chcemy zdroworozsądkowego partnera, a taki będzie cenił kobiety również zdroworozsądkowe.
Mężczyźnie wysyłała sygnał: „Przekładam przypodobanie się tobie, nad moją wygodę i zdrowie. Moja energia idzie we wkładanie wysiłku, abyś zwrócił na mnie uwagę, zatem zgadnij, do czego jestem zdolna, abyś mnie chciał”.
Kiedy on widzi, że Wasza energia krąży wokół niego, ma wrażenie, że nie macie swojej przestrzeni, a epicentrum Waszego Wszechświata tworzy on.
Lepiej stworzyć swój świat, niż sądzić, że mężczyzna jest kobiety całym światem.
Inny przykład: miałam znajomą, którą załóżmy, że nazwiemy Agnieszka (przepraszam „moje” Agnieszki). Gdy tylko usłyszała od swego potencjalnego przyszłego faceta, że on woli, kiedy kobiety mają blond włosy, co zrobiła? Od razu przefarbowała się ze swego rudego koloru na blond.
Sygnał dla mężczyzny? „Czego nie powiem, już to na początku naszej relacji to wykonuje. Ani to interesujące, ani nie ma własnego zdania. Takie to bezwolne”.
Wy również nie chciałybyście, żeby ubiegał się o Wasze względy ktoś, kto staje na głowie za wszelką cenę, byle zwrócić na siebie Waszą uwagę, prawda? Nieco tracicie szacunek do takiego mężczyzny, gdy na „dzień dobry” swoją postawą chce powiedzieć, „Jestem gotowy zrobić dla ciebie wszystko!”.
Więc dlaczego Wy miałybyście słuchać stawać na rzęsach, aby schwytać mężczyznę?
Pamiętacie „Księcia w Nowym Jorku”? Akim, grany przez Eddiego Murphyego, miał poślubić księżniczkę: piękna, mądra, zgrabną i… Dosłownie skacząca na jednej nodze i szczekając jednocześnie, gdy on jej tak powiedział. Bo chciała mu zaimponować za wszelką cenę.
Zatem książę udał się do Nowego Jorku (a to niespodzianka! Po tytule się nie domyślamy!), do Queens (!) w poszukiwaniu swej księżniczki (Queen). I znalazł identyczne kobietę (grała ta sama aktorka), ale nie skakała na jednej nodze, bo on jej tak rozkazał.
Związek to równość. Obydwie strony mają dawać z siebie tyle samo.
Wartościowy mężczyzna nie będzie chciał kobiety, która zrobi wszystko, żeby zwrócić na siebie jego uwagę.
Niekiedy moje znajome mówią, „Bo ja zołza, sucz, wredna jestem, za twarda dla niego, dlatego on nie chce że mną ślubu”.
Oczywiście, że niekiedy kobiety są dla niektórych mężczyzn za twarde i to ich onieśmiela. Ale to nie są wartościowi, fajni mężczyźni, jeśli boją się kobiet, a potrzebują słabiutkiej istotki, aby polechtac swoje ego. Więc po co z takim się jest?
Gdy mi znajome mówią, „Ja jestem zołza, dlatego on nie chce wziąć ze mną ślubu”, pokazuje palcem na siebie i przypominam: „Hello? Same mówicie, że jestem niemożliwa, zołza, paskuda wobec mego Ukochanego, a jakoś… Tada”.
Może po prostu kwestia leży w czymś innym?Adnotacja: nieco nieładne jest szczucie innych kobiet, ponieważ w swoim życiu coś nie wychodzi. Not cool.
I wtedy im mówię: „Po prostu zajmijcie się sobą. Nie po to, aby go zwabić, ale dla samych siebie”.
Oczywiście później okazuje się, że właśnie to wystarczało.
Ale przede wszystkim mówię, żeby zajęły się sobą, ponieważ wtedy będą szczęśliwsze, aniżeli gdyby miały chodzić sfrustrowane, że „są gorsze, bo mężczyzna nie chce im się oświadczyć. Od razu czy po latach związku”. Szczęśliwsze, gdy skupiają energię na sobie i tym, co lubią. I zaczynają siebie lubić.
A nierzadko odkrywają, gdy tak rozwijają miłość do siebie, że jednak posiadanie męża nie jest to, co dałoby im największe szczęście.
Zatem jeśli chciałybyście przyjaciela-partnera, ale nie chcecie rezygnować z siebie, co warto – DLA SIEBIE! – zrobić?
Banalna rzeczą będzie, jeśli powiem, żebyście najpierw pokochały siebie. I zajęły się sobą. A wtedy ktoś inny będzie chciał zająć się Wami. I nie chodzi tu o opiekę, ale o zainteresowanie się Wami, jeśli takową chcecie.
Taki ktoś będzie widział, że nie latacie za nim, więc co musi być w Was takiego interesującego, że zamiast jak większość kobiet czytać porady z magazynów, „Jak złapać męża”, Wy swój czas poświęcacie sobie. Będzie to dla niego nowość.
To jest rada ode mnie, ponieważ… Tym się zajmuję od wielu lat – sobą. I dobrze mi to wychodzi, bo szczerze lubię robić.
Jak zacząć lubić czas ze sobą?
1. Po prostu pobądźcie same.
Wyłączcie socjal media, telefon i pozbądźcie w ciszy.
Porozmawiajcie w tej ciszy że sobą – może to Was z początku krępować, ale pierwsze kroki zawsze są trudne. I posłuchajcie, co wypowiadacie na głos.
2. Pobądźcie ze sobą i zobaczcie, na co najbardziej macie ochotę: co robić, co czytać, oglądać filmy, lepić z gliny, tworzyć własną i nietuzinkową biżuterię, może lubicie coś zbierać, co dla innych jest nudne. Niech to będzie coś głupiego, dziwnego. Coś, czego inni wcale nie muszą rozumieć. Bo to te małe dziwne rzeczy prowadzą Was właśnie do poznania samych siebie.
3. Czytajcie dużo książek.
Wierzcie mi – cudowna rzecz.
4. Róbcie coś, czego wcześniej nie próbowałyście: inny rodzaj kina, np. może kino europejskie lub azjatyckie lub niezależne, lub jakaś forma aktywności czy dodatkowe zajęcia.
5. Uprawiajcie jakąkolwiek aktywność fizyczną – nie musi to być konkretny sport, jeśli nie jesteście tego fankami, może to być spacer lub power walking.
6. Mówcie same sobie komplementy. Ale szczerze coś i pielęgnujcie w sobie sympatię do siebie.
Ludzie lubią przebywać z tymi, którzy ich lubią i akceptują. A Wy będziecie musiały użerać się ze sobą do końca Waszego życia. Więc nie łatwiej, jak polubicie w sobie swoje zalety?
Skoro wyolbrzymia się wady, to dlaczego nie zalety?
7. Odetnijcie się od toksycznych ludzi – jest różnica między konstruktywną, potrzebną krytyką, a sprowadzaniem kogoś w dół, zakrywając się rzekomą pomocą, „No przecież, ja jestem tylko szczera! Robię to dla twojego dobra! Mam cię okłamywać?”.
Przy zdrowych ludziach nie czujemy się źle i jakkolwiek niekomfortowo.
Zdajcie się na intuicję – jeśli przy kimś Was coś uwiera, to znaczy, że coś jest nie tak z tymi osobami.
8. Przypomnijcie sobie, co lubiłyście robić jako… Dziecko.
Oczywiście nie mówię tu o zabawie lalkami, ale może to było coś bardziej kreatywnego: kolorowanie? Terapeuci zalecają kolorowanki dla dorosłych jako formę wyciszenia się i poprawy kondycji umysłowej. Świetna rzecz.
A może po prostu marzyłyście? Siedziałyście w swojej samotni i marzyłyście? To też pielęgnujcie – nikt nie zajrzy w Wasze marzenia, więc możecie to robić bez poczucia wstydu. Na dodatek marzenia, fantazje pomogą człowiekowi odkryć, czego mu brakuje – zadajcie sobie pytacie, dlaczego dana fantazja pojawia się w Waszym życiu teraz? A dlaczego po jakimś czasie porzucajcie fantazjowanie na rzecz innej scenerii.
9. Przestańcie się wstydzić tego, jakie jesteście.
Póki nikomu nie robicie krzywdy, przestańcie mieć wyrzuty sumienia, że jesteście inne, nieperfekcyjne i że macie swoje dziwactwa.
Nikt nie chce ludzi idealnych, więc dlaczego chcecie mieć same siebie jako idealne osoby towarzyszące do końca Waszego życia? Znajdziecie się samą sobą taka, o ile wcześniej nie zamęczycie najpierw.
Bo inne kobiety wyglądają lub są idealne? Widziałyście Carę Delavigne, jaka jest piękna? Ona nad ranem, gdy się budzi, sama nie wygląda jak Cara Delavigne.
10. Musicie pojąć ważna rzecz: to nie inni są Wam potrzebni do szczęścia. Bez nich możecie żyć. Bez siebie już nie.
Zadajcie sobie pytanie: „Dlaczego chcę być z tą osobą? Tym mężczyzną? Co stracę, jeśli z nią nie będę?”. Choć to ostatnie pytanie brzmi cynicznie czy wyrachowanie, zadane na głos i odpowiedzialne sobie szczerze, powiedzą Wam więcej o Was samych, niż się Wam wydaje.
0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *