(FEMINISTYCZNE) SPOSOBY, ABY PRZYCIĄGNĄĆ BRATNIĄ DUSZĘ.

czwartek, Luty 14, 2019 0 No tags Permalink 1
Postanowiłam dać to zdjęcie, bo po prostu je lubię. Bo łączenie się z duszą astralną, a tu kosmos przede mną i na plecach i takie tam

Postanowiłam dać to zdjęcie, bo po prostu je lubię. Bo łączenie się z duszą astralną, a tu kosmos przede mną i na plecach i takie tam

I żeby była jasność: nie jestem coachem, specjalistką, znawczynią, ideałem, omnibusem. Nie wiem wszystkiego.
Nie jestem przewodniczką duchową, żeby twierdzić, że doznałam oświecenia.
I ja to zaznaczam. Ja jedynie mówię to, co ja uważam. Co ja obserwuję. Mówię swoje zdanie.
Ja – tak jak Wy – wszystko staram się rozgryźć. A pewnie będę dłużej niż Wy uczyła się życia.
Nie każe Wam nikt być w związku, ponieważ – jak świat światem mego bloga – powtarzam Wam to do porzygu:
nie jesteśmy stworzone, aby TYLKO być w związku.
Każdą jednostkę ciągnie do miłości. Jaka by to nie była forma tej miłości: czy do siebie, czy do kogoś, czy do stworzenia miłości. Bo od tego wszystko się zaczyna:
od miłości do jakiegoś hobby chce nam się żyć,
od miłości do siebie też chce nam się żyć, tworzyć.
Dlatego nikt Wam nie każe zaraz wpadać w małżeństwo i rodzić dzieci, byleby spełnić swój JEDYNY obowiązek i przeznaczenie życiowe.
Bo pamiętajmy: jeśli któraś z Was samodzielnie (!) zdecydowała, że to da jej szczęście: posiadanie dziecka i kochający związek/małżeństwo, to też jest feminizm, ponieważ to jest WASZ wybór. Ponieważ to WY zadecydowałyście, że to Wam da szczęście.
Mój blog jest feministyczno-kobieco-babsko-seksualno-związkowy. Dlatego i o tym też (na)piszę:
JAK FEMINISTYCZNIE ZNALEŹĆ BRATNIĄ DUSZĘ.
I żeby była jasność:
- feministycznie, ponieważ będą to punkty, które mają WAM nie szkodzić. Które mają WAS przy okazji czegoś nauczyć. WAM coś dać.
- przyciągnąć bratnią duszę, czyli niekoniecznie „za wszelką cenę znaleźć męża!”, ale może też pomóc stworzyć związek z Samą Sobą.
- przyciągnąć bratnią duszę, ale niekoniecznie Drugą Połówkę.
Tak, ja zawsze to rozróżniam, ponieważ ta Druga Połówka, o ile ona istnieje dla każdego, to ktoś, z kim będziemy w pełni się rozumieli i bez kogo nam ciężko żyć, wręcz się nie da. Zaś bratnia dusza to ktoś z kim również się świetnie rozumiemy, ale jesteśmy w stanie żyć bez tej osoby; jest ona po to, by w danym momencie życia nas czegoś nauczyć, a my ją. Byśmy w danym momencie życia być razem, ale niekoniecznie na zawsze.
Ponieważ fajna, zdrowa relacja z kimś może nam wiele dać.
I – powtarzam – może to być równie dobrze relacja z samą sobą.
Zatem jakie są te feministyczne sposoby, aby przyciągnąć bratnią duszę?

1. (BANAŁ) NAJPIERW POLUB SIEBIE.

Tak, wiem, tutaj niczym nowym nie zaskoczyłam. Niczym oryginalnym. Ale tak właśnie jest. Innego pierwszego kroku nie ma.
Jak wspomniałam – powtórzę do wyrzygu – może to być relacja z samą sobą. Ale jak można ją stworzyć i tym samym siebie rozwinąć, jeśli siebie nie polubimy?
I nie mówię tu o ślepym zakochaniu i idealizowaniu siebie. Ponieważ to nie jest miłość. Miłość jest wtedy, gdy zdajemy sobie sprawę, jacy jesteśmy, nie zaprzeczamy temu, ale akceptujemy to (co nie oznacza, że tolerujemy) i pozwalamy siebie zmienić na lepsze, czyli ulepszyć.
Bo też od tego są inni ludzie wokół nas: mają nam pomóc się rozwijać. Sami mamy sobie na to pozwolić i pomóc. A my im.
Ale nie na siłę. Chcemy popychać siebie wzajemnie, żebyśmy sami z siebie chcieli się ulepszyć.
Jeśli ktoś siebie nie lubi, to jest marudzący, albo wytwarza wkurwiającą smutną energię, a ta odpycha innych od siebie. Sami siebie odpychamy. I po co to komu? Naprawdę nie szkoda życia na samoudręczenie?
Jeśli ktoś siebie nie lubi i udaje kogoś innego, żeby polubić sztuczną wersję siebie, to jak ma przyciągnąć kogoś podobnego do nas? Czyli tę bratnią duszę?
Jeśli siebie nie polubimy, to czujemy w sobie jakąś pustkę i chcemy za wszelką cenę wypełnić tę pustkę drugą osobą. I kiedy już mamy tę ukochaną osobę, partnera/partnerkę, to ta osoba – wbrew temu, co nam się wydaje – nie da nam tego, czego potrzebujemy.
I potem zaczyna się frustracja i rozczarowanie, ponieważ okazuje się, że ta osoba nie daje tego, czego oczekiwaliśmy.

2. PRZESTAŃ CZEKAĆ

To taki kolejny banał: gdy przestajemy czekać, to coś lub ten ktoś pojawia się w naszym życiu.
Jak z wodą, którą gotujemy w garnku: kipi, gdy tylko się odwrócimy, a jak patrzymy uporczywie na ten garnek, to nic się nie dzieje.

To jest takie prawo Wszechświata/Kosmosu/Przyciągania: jeśli odpuścimy, pokażemy sobie, że i tak będziemy szczęśliwi bez tej osoby w życiu, sami ze sobą, to ta osoba się pojawi.
Nie tylko dlatego, że… tak po prostu jakoś działa to Prawo Przyciągania.
Nie tylko dlatego, że zaczynamy zajmować się sobą, czyli swoim życiem, swoimi zainteresowaniami, więc i czas nam szybciej mija, więc nie frustrujemy się, że tej osoby jeszcze nie ma w naszym życiu. To jak z pizzą (tak, mi wiele rzeczy kojarzy się z jedzeniem): jeśli ją zamówimy, to czas oczekiwania na dostawcę wydłuża nam się, albo tak nam się wydaje i zaczynamy się niepokoić, frustrować, dlaczego jeszcze pizzy nie ma! I apetyt nam rośnie.
Ale też dlatego, że gdy zajmujemy się, dziewczyny, sobą, to rozwijamy się, ponieważ skupiamy się na czymś, co może nas rozwijać (no, chyba że ktoś interesuje się cudzym życiem, plotkami, intrygami, to nie bardzo) i przyciągamy fajną, normalną osobę, która nie chce, abyśmy były w nią „wczepione”. Ta osoba „widzi” z daleka, że jeśli do nas podejdzie, to nie wczepimy się w tę osobę jak bluszcz. Ponieważ od takich osób się ucieka.
Chyba że są jacyś panowie, którzy lubią takie kobiety, ponieważ oni mogą podbudować swoje ego, że stanowią epicentrum kobiecego wszechświata.
I tu nie mówię, żeby udawać, żeby na sobie to wymuszać, ponieważ fake, sztuczność śmierdzi na milę. Nie kilometr, bo mila jest dłuższa. Nie mówię, żeby udawać interesującą osobę, niezaciekawioną nikim, udawać, że ma się zainteresowania, tylko, żeby fucktycznie się sobą zająć i tym, co się kocha.
Ja w to wierzę i wierzyłam od zawsze, ponieważ nigdy nie chciałam kogoś, kto sam nie będzie miał zainteresowań, więc mnie sobą zanudzi.

3. UPRAWIAJ WDZIĘCZNOŚĆ

Okej, tu zabrzmi nieco jak mądrości Paula Coelho czy z książki „Sekret”: „uwierz, że jesteś szczęśliwa, aby być szczęśliwą”, „projektuj szczęście” bla bla, etc, itp. …
Nie chodzi o popadnięcie w Syndrom Pollyannny… Pollyanna była to dziewczynka z książki pod zawrotnym tytułem „Pollyanna” (tego tytułu się nie spodziewaliście, c’nie?), która we wszystkim, w każdej niedoli, tragedii odnajdywała dobre strony. To jest nieco mylne i nawet osoby uduchowione przestrzegają przed tym, ponieważ to tworzy iluzoryczność w postrzeganiu rzeczywistości…
Zatem wracając na ziemię: nie chodzi o to, aby wymuszać na sobie szczęście.
Chodzi o to, aby przestać się kur…. przestać się samoudręczać, być permanentnym, pieprzonym malkontentem, który wiecznie marudzi.
Nieco powyżej o tym pisała:
A) zdrowi ludzie uciekają od tego; ludzie uciekają od tego, co chore i toksyczne, chyba że sami tacy są, to sami lgną do tego
B ) Prawo Przyciągania – jeśli wytwarzamy fajną energię, ale taką SZCZERĄ, nie śmierdzącą fejkiem, to przyciągniemy bratnią duszę.

I mówię to ja: osoba, która może na dwie minuty wybuchnie, i zapomina o wdzięczności na ten czas.
Jeśli zacznie się tak szczerze doceniać to, co się ma, co się przeżyło danego dnia, robimy ćwiczenie dla naszej psychiki i stajemy się szczęśliwsi.
Zdrowsi. To taka higiena psychiczna.
Bo jak pisała, miłość to energia. Też do samego siebie.
I jeśli my zaczniemy być szczęśliwi, to… okej, przyciągniemy też i wampiry energetyczne, pijawki, które będą chciały z nas wyssać szczęście. To też. Ale jak będziemy szczęśliwi, to je zauważymy (raczej powinniśmy) i nie wejdziemy w taką relację.
I jeśli my zaczniemy być szczęśliwi, to i taką szczęśliwą bratnią duszę przyciągniemy do siebie.

4. ZACZNIJ POMAGAĆ

Ale nie po to, aby coś z tego mieć. Po prostu odpuść. Zapomnij o szukaniu bratniej duszy. Po prostu skup się na pomocy innym.
Ludzie sukcesu, milionerzy mówią, że gdy zaczęli pomagać fundacjom, zaczęli się wzbogacać. I to nie pod względem finansowym, ale na różnych płaszczyznach, między innymi poznając wartościowych, ciekawych, dobrych ludzi. A także to zmienia ich sposób myślenia, poszerza coś w ich myśleniu.
Nie musicie pomagać fundacjom finansowo, możecie też zgłosić się jako wolontariuszki gdzieś. Ale nie myślcie, że robicie to, aby coś osiągnąć, tylko że po prostu warto być dobrym człowiekiem, a Wszechświat odpłaci się Wam czymś równie dobrym…

Okej, zapachniało bieda-coachem pewnie. Ale już wiecie, co chcę przekazać.Okej, na razie na tym kończę. Ciąg dalszy nastąpi.
A głębokiego, mądrego podsumowania tego nie chce mi się robić.
1

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *