Miłostka po latach. Nic się nie zmieniło.

czwartek, Listopad 22, 2018 0 No tags Permalink 0
Pierwsze moje myśli na blogu

Pierwsze moje myśli na blogu

Gdy zakładałam bloga, to dlatego, że nie czytałam innych blogów. Logicznie i konsekwentnie, prawda? Gdy zakładałam bloga, miałam też dość paru kwestii. Jedna z dziennikarek w trakcie wywiad zapytała mnie wprost: „Wkurzyłaś się chyba, co?”. Wkurzyłam się, że pewne rzeczy, które powinny być oczywistą oczywistością, nadal nią nie są w kwestii seksualnej.
Nadal, po takim czasie, dziwię się, że w XXI wieku ogromną szkodą jest to, że kobietę bardzo łatwo wychować – wystarczy ją zawstydzić. Szczególnie w kwestii seksualnej.

Już w starożytnych pismach indyjskich oraz egipskich opisywano, że pożądanie kobiety jest podporządkowane cyklom księżycowym. Przypływa i odpływa. Już wtedy wiadomo było –nie w naszej cywilizacji, niestety – że seksualność kobieca jest rzeczą naturalną, a tym samym normalną. I nie należy jej ograniczać.
Zresztą dlaczego ograniczano jedynie kobiecą seksualność, ale nigdy męską? Dlaczego mężczyźni tak bardzo od wieków w naszej cywilizacji i tak do tej pory odbierają nam te same prawa seksualne, które sobie zostawiają? Ponieważ kobietę wtedy łatwiej kontrolować i nią rządzić, ponieważ u podstaw naszych zachowań leżą potrzeby seksualne – to seksualność, żądza i pożądanie kieruje naszymi decyzjami życiowymi. Czy to świadomie czy też podświadomie.

Swoją drogą Kinsey złośliwie powiedział, że człowiek dotknięty nimfomanią, to ktoś, kto uprawia seks częściej niż ty.
Proszę to sobie przeanalizować.

A skoro już jesteśmy przy oskarżaniu kogoś o coś. Nijaka Marmee March (zachęcam do książek) powiedziała mądrze: „”Nic tak nie prowokuje plotek jak fakt, że kobieta się dobrze bawi”.

Wrócę do tego, co kultura szerzyła od dawna.
W średniowiecznej Germanii cudzołóstwo karano śmiercią. Żonie, która porzuciła męża, groziło utopienie. Natomiast mąż porzucający żonę bez powodu jedynie był zobowiązany zwrócić jej posag i zapłacić niewysoką karę. Jeśli mąż nakłonił żonę do stosunku seksualnego z innym mężczyzną, jej groziła kara śmierci, jemu jedynie kara pieniężna. Na kobietę nakładano od zawsze większy obowiązek ponoszenia winy za swoje pożądanie. Jakby w ogóle powinna ponosić winę za swoje pożądanie.

Nijaki Wilhelm Reich, niemiecki psycholog, już w XIX wieku twierdził, że gdyby społeczeństwu nie narzucono antyseksualnej moralności, byliby wolni od wstydu i polegali na własnym wyczuciu dobra i zła. I może gdyby nie wychowano kobiety w poczuciu wstydu i winy za nasze pożądanie – to samo, które odczuwają mężczyźni – bylibyśmy bardziej wyzwolone w znacznie szerszym zakresie i to nie tylko seksualnie.

Tak było w XIX wieku, ale od tej pory niewiele się zmieniło, ponieważ nadal obecnie obowiązuje dychotomia świętej i dziwki, która każe myśleć nie tylko mężczyznom, ale i kobietom, że kobieta ma do wyboru wyłącznie taką alternatywę: „nie dawać nikomu” tudzież „dawać każdemu”. Jest to najbanalniejszy przykład slut-shamingu, czyli – znów – ten sam przykład postawy społecznej, która zabiera kobietom te same prawa do swojej seksualności, którą tak chętnie przywłaszczają sobie mężczyźni, głosząc, że ich potrzeby seksualne powinny być gloryfikowane, ponieważ są szczere i zdrowe.

Dlatego piszę to, pisać będę i Wy też powinnyście zwalczać slut-shaming, uświadamiając siebie i inne dziewczęta, że my, kobiety, mamy pełne prawo do tych samych potrzeb i wyrażania ich, nie wstydząc się, tak samo jak robią to mężczyźni, a jednocześnie tak samo zasługujemy na szacunek.

Swoją drogą, określenie „dawać” sugeruje bierną postawę: mężczyzna bierze, a kobieta daje przyjemność? Czyli znów kobieta jako ta strona bierna, która daje to, co mężczyźnie potrzebne – seks. Co on potrzebuje, ale nie czego ona również pragnie. Określenie „mężczyzna bierze, kobieta daje”, oznacza, że to ona jest tą, która oddaje się mężczyźnie, a on czerpie przyjemność z seksu. Że niby kobieta wcale z ochotą nie podchodzi do przyjemności seksualnych, można by wnioskować. I tak samo jak z określeniem „zdobywca” na mężczyznę: przekonanie, że facet jest zdobywcą, świadczy o mizogińskim podejściu, że po pierwsze kobiety seksu pragną mniej niż faceci i że niby same z siebie niechętnie uprawiają go. Po drugie, że kobieta jest głupsza od sama, więc trzeba ją podejść podstępem.

A dlaczego kobieta nie może też brać sobie orgazmu? Może i wielu tak bredzi głośno, gdy wytknie się ten błąd: „Nie, nie! No wiadomo, że ona też może wziąć orgazm! Przecież nie jestem zacofany. ALE…”. I to „ale” już przekreśla wszystko.

 

Wiele ludzie opiera swoje przekonanie o przyzwoitości kobiecej na podstawie jej skromności vs. Rzekomej rozwiązłości. Gdy zapyta się mężczyznę, czy uważa się za dobrego człowieka i o jego moralność, zacznie odpowiadać, że jest uczciwy, pracuje, że nie kradnie itp., kobieta natomiast argumentuje swoją uczciwość i poczucie bycia dobrą na podstawie swego doświadczenia seksualnego – im sama jest skromniejsza czy też im mniejszą miała ilość partnerów seksualnych, tym jest lepszym człowiekiem. Zacznie mówić, na jakich warunkach i z kim sypiała.

Kobiety wstydzą się swojej seksualności do tego stopnia – nadal, w XXI wieku, po takim czasie założenia mego bloga – że odczuwają niechęć do seksu oralnego z własnym partnerem, nie dlatego, że po prostu nie odpowiada im ta pieprzota, ale dlatego, że nasuwa im to gdzieś, świadomie lub podświadomie, pejoratywne skojarzenia. Seks oralny kojarzy nam się – za przeproszeniem, no ale mówiąc wprost – ze „stawianiem laski”, czyli czymś wulgarnym, bez szacunku do samej siebie. „Lachociąg” zaraz przychodzi na myśl. Kobieta, której się nie szanuje, bezwartościowa, z którą nikt wartościowy się nie zwiąże, zatem żadna szanująca się kobieta nie będzie chętnie wykonywała takiej czynności seksualnej nawet z kimś, kogo kocha. Ba! Szczególnie z kimś, z kim chce związać się na stałe i żeby ją szanował.
I co straszne – wielu mężczyzn również tak myśli.

 

To wszystko jest smutne, ponieważ (dobry) seks to coś, co (u ludzi seksualnych, nie zaś aseksualnych) daje nam ogromną energię. To akumulator, który napędza nas życiowo i sprawia, że chcemy działać, śmiać się i żyć.
Kiedyś przeczytałam takie ładne zdanie w „Seksie na wysokich obcasach” (książce z wydawnictwa Agora, „Wysokich Obcasów”):
„Można tak typowo seksuologicznie odpowiedzieć, że seks jest taką dziedziną, w której zmienia się nam próg odczuwania bólu, że jest to kompletnie inny sposób odczuwania siebie i rzeczywistości, doświadczenie graniczne, jakim jest orgazm (…) Może tak być, że w fantazji pokonujemy ten ból i odnajdujemy rozkosz za jego progiem”.

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *