Żadna miłostka. Taniec

wtorek, Październik 2, 2018 0 No tags Permalink 0
Niektóre kobiety po prostu wyczuwają, czego inne potrzebują

Niektóre kobiety po prostu wyczuwają, czego inne potrzebują

Boję się w dzisiejszych czasach napisać, że uważam, że ci, którzy trenują lub trenowali taniec (czy jakąkolwiek dziedzinę sportu), wzmacniają swój charakter. Boję się, żeby zaraz nie znalazł się ktoś, kto powie, że dlaczego sugeruję, że ci, którzy sportu nie uprawiają, mają słabe charaktery -> są słabi -> są do niczego.
Boję się napisać, dlaczego i że w ogóle warto mieć „coś swojego” (nie nazwę tego pasją, bo mam uczulenie na to słowo, ponieważ jest nadużywane w sposób patetyczny), żeby zaraz ktoś nadwrażliwy nie powiedział, że promuję snobizm.
Boję się powiedzieć, za co ja kochałam taniec, żeby ktoś zaraz nie zaczął jazgotać, że każdego, kto tańca nie uprawiał, uważam pewnie za nic niewartego. „Nawet jeśli ktoś uprawiał inną dyscyplinę, to sugerujesz, że taniec jest lepszy!”.
Takie czasy.

Ale – oczywiście – na przekór i tak to napiszę, co myślę o tańcu i za co ja go kochałam.

Wielu wydaje się, że taniec to taka forma rozrywki, albo też – nieco łagodniej – że to taka prymitywniejsza forma sztuki. Że tańczyć każdy potrafi. I oczywiście, że mówię tu nie o tańcu w dyskotekach! Ale o jazzie, balecie, tańcu musicalowym, układach choreograficznych czy tym bardziej tych choreografiach połączonych z akrobatyką i gimnastyką itp, itd. I oczywiście, że potrzeba zarówno siły charakteru, żeby nie poddać się po długich i ciężkich treningach z wymagającymi trenerami, jak również silnego ciała. Choć patrząc na baletnice wydaje nam się, że to są najsłabsze i najdelikatniejsze istoty na Ziemi. I nic bardziej mylnego. Zawsze uważałam, że sport i taniec wzmacnia charakter.

Nie rozumiem, czego inni spodziewają się po tańcu, gdy oglądają reportaże lub słuchają czyichś opowieści: chcą usłyszeć o czymś banalnym, a w konsekwencji, kiedy to dostają – widzą, jak wygląda życie – są zawiedzeni i zdziwieni. A czego się spodziewali? Lekkości w życiu, motylków, które unoszą baletnice wysoko, kiedy robią wyskok? Czy sypiących się płatków róż i brokatów pod ich nogami, jak to może się wydawać, gdy patrzy się na występy? W kontekście tańca, a już w ogóle baletu nie można mówić o nadmiernej ambicji, ponieważ w tym świecie albo ktoś w pełni poświęca się temu, albo innej drogi nie ma, bo to tak jakby być „trochę w ciąży” – albo się w niej jest, albo się w niej nie ma, albo jest się w balecie całą sobą, ale się w niej nie jest. Balet czy sam taniec nie polega na paru czy parunastu godzinach treningów i wyjścia z sali treningowej, żeby odpocząć i zapomnieć. Taniec to styl życia, ruch trzeba zrozumieć: to jest nieustanne chodzenie z podwiniętym odcinkiem lędźwiowym, ściągniętymi łopatkami i wciągniętym brzuchem, odpowiednim ułożeniem rąk, odpowiednią kontrolą nad ciałem i ruchem…  Bycie jedną z baletnic czy prawdziwych tancerek oznacza bycie silną i niezmordowaną. To jakby uczyć się rytmu oddychania od nowa. Balet to nauka codziennych ruchów i codziennej kontroli nad swoim ciałem i korygowaniem postawy.

Gdy ktoś chce oddać się tańcu, musi wiele rzeczy w swoim życiu podporządkować temu:
codzienna dieta musi być ułożona pod taniec. I mylą się ci, którzy twierdzą, że chodzi tu o głodzenie się, ale najprawdopodobniej powiedzą to ci, którzy nie mają za dużo pojęcia o zdrowym odżywianiu się – nie da się głodzić i być w formie i mieć siły. Trzeba jeść takie produkty, żeby zachować odpowiednią postawę, figurę i siłę mięśni jednocześnie. Trzeba się zacisnąć w sobie, żeby nie rozleniwić się ani na treningach, ani w przygotowaniach do nich, ani w tym jadłospisie i nie jeść wszystkiego, „bo mam kaprys”. Taniec tego nie będzie tolerował, jeśli rozleniwisz się i nie zepniesz w sobie.

I co? Już nie brzmi to tak różowo, jak innym się wydaje, słysząc słowo „taniec” i „balet”? I powiedzą/napiszą/skomentują to ci, którzy nie mieli nigdy żadnego zainteresowania/pasji (nienawidzę tego słowa – nadwyręża się go przy banałach) lub w czymś się nie zakochali.
Poza tym jeśli nie ty, ja czy my, to na nasze miejsce czeka sto innych chętnych.

Powiem taką przebanalną rzecz:
pamiętam, że po tym, jak dana tancerka wykonywała choreografię można było poznać, jaka jest. Czy to jest nieśmiała, czy zawzięta, czy ma w sobie energię, czy jest ambitna, w tym, co robi, ale niekoniecznie kocha taniec. Tak, nawet takie rzeczy dało się zauważyć.
Pamiętam, że po wielu dziewczynach widać było też, jaki dodatkowy sport przy tym uprawiają – ich ruchy i nawyki ciała były już tak wyuczone, że potem przenosiło się to na taniec. Niektórym to pomagało, żeby osiągnąć więcej siły i lepsze efekty, czy bardziej siebie zdyscyplinować, innym wręcz to mogło przeszkadzać. Bo to nie sztuka powiedzieć sobie: „Nie chce mi się” i leżeć dalej w łóżku, kiedy trzeba wcześnie wstać lub wrócić do domu i zasiąść na kanapę przed TV (albo teraz: przed komputer), ale przełamać to zmęczenie w sobie, zdyscyplinować się, pojechać na trening i dać z siebie wszystko.

I nie chcę tu mówić największej oczywistej oczywistości z tego wszystkiego: że taniec pomaga wyrazić siebie.
Pamiętacie scenę w „Vicky, Christina, Barcelona”, kiedy bohaterka grana przez Scarlette Johanson mówi, że czuje, że chce wyrazić w sobie jakąś wrażliwość, ale nie czuje, żeby miała narzędzia w sobie odpowiednie, żeby to zrobić? Gdy się tancerka tańczy czuje, że właśnie mówi do świata i siebie wyraża.

Pamiętacie w filmie „Billu Elliot”, jak po egzaminie kobieta w komisji pyta go, dlaczego chce tańczyć, a on – prostymi słowami, ponieważ w takiej rodzinie się urodził – odpowiada, że gdy słyszy muzykę, czuje w sobie elektryczność, która po prostu zmusza go do ruchu i tańca? I nie można się przed tym powstrzymać? To jest mniej więcej to.

Gdy widzę kogoś, kto wzrusza się na tej scenie, wiem już, że zna to uczucie.

Bo też sztuką jest ćwiczyć silny charakter i jeść to, co powinno się jeść i żyć nie byle jak. Bo aktywność fizyczna (nie mówię o seksie) powinna być fundamentem życia, nie zaś jego dodatkiem.
Taniec czy inna dyscyplina sportowa pomaga ci w pracy: uprawianie sportu wzmacnia charakter i zmienia mentalność. Zaczyna się od tego, że myślisz sobie, że nie dasz rady wytrzymać na zajęciach, ale okazuje się, że ogromną siłę mają tak naprawdę nie mięśnie, a myśli. I okazuje się, że jak uwierzysz, to już przeskoczysz połowę sukcesu. I dajesz radę i wytwarzasz sobie endorfiny w swoim organizmie, czyli hormony szczęścia. Widzisz? Jesteś swoją własną fabryką szczęścia. Nie wiedziałaś o tym, co? A te hormony uzależniają, bo przecież nikt nie chce być nieszczęśliwy w życiu. Więc znowu idziesz na trening taneczny, na zajęcia, na cokolwiek, i dajesz z siebie tyle samo i myślisz sobie, „O! To nie był przypadek, że mi się udało!”, więc na następnym treningu okazuje się, że dajesz z siebie jeszcze więcej.
I zaczynasz się zastanawiać i wierzyć w to, że w życiu w innych sprawach też może ci się udać zrobić coś, w co nie wierzyłaś, że zrobisz tak jak na treningu.
Bo gdy ktoś to kocha, to tańcząc, czuje, że jest na jakimś haju. Na jakimś wyższym poziomie i może wszystko.

Poza tym taniec pozwalał… odlecieć. Wiem, teraz odleciałam, ale nie przesadzam.
Naukowcy zaczynają być zgodni co do kwestii, która była oczywistą oczywistością, że jeśli dostarczamy do naszego organizmu więcej tlenu, a to możemy osiągnąć właśnie poprzez ćwiczenia, sport, zwiększanie wydolności, nasz umysł będzie lepiej funkcjonował. Będzie łatwiej zapamiętywał informacje, stajemy się bardziej kreatywni, szybciej rozwiązujemy z powodu trudniejsze zadania.
Między innymi z prostego powodu: endorfiny zamieniają działanie kory mózgowej i czasowo rośnie ciśnienie tętnicze, dzięki czemu mózg długotrwale generuje wzorce ruchowe, a to wiąże się z silną i długotrwałą cykliczną aktywnością elektryczną. I tu taka ciekawostka, mianowicie tego rodzaju wzorce ruchowe wymagają większej integracji obydwu półkul mózgowych, nie zaś jak np. praca przy komputerze czy też pisanie lub mówienie.
Jak ktoś nie wierzy, niech popatrzy sobie na osoby starsze te aktywne intelektualnie: myślicie, że te osoby mają siły, żeby uprawiać sport, ponieważ natura je tak obdarzyła (owszem, ale nie tylko), czy też dlatego, że są inteligentne? Otóż odwrotnie: dzięki ruchowi i pewnej aktywności fizycznej, zachowują kondycję intelektualną. Niech niedowiarki popatrzą na badania naukowców.
A przede wszystkim relaksujemy się i dostarczamy do naszego organizmu hormony szczęścia: endorfinę, serotoninę i dopaminę. Hormony, dzięki którym chociażby obniżamy stres, który blokuje nasz mózg, przez co nie potrafimy się skoncentrować, szwankuje nam pamięć, zaczynamy mieć „luki” informacyjne w głowach.

Taniec i Zawody

Taniec i Zawody

ALE W ŻYCIU OGÓLNIE TRZEBA MIEĆ COŚ SWOJEGO.
Jeśli człowiek niczym się nie interesuje, to zaczyna gnić wewnętrznie. Nie ma znaczenia, czy jest to taniec, książki, konie czy podróże. Bez tego czegoś swojego, dla siebie samego.
Nie wyobrażam sobie, żeby człowieka coś nie interesowało. Nie miał swojego „konika”. I bardzo często tacy ludzie, nie interesując się czymś, zaczynali interesować się cudzym życiem, czyimiś porażkami, plotkami. Kiedy człowiek zaczyna się nudzić w życiu, zaczyna interesować się tym, co niepotrzebne i zajmować głupotami, czyli właśnie plotkowaniem i gnuśnieniem, zamiast zając się czymś, co go rozwinie, poszerzy horyzonty czy pokaże, że świat jest naprawdę interesujący. I to one – nasze zainteresowania – są akumulatorem do działania i chęci życia.

Chyba, że czyimś zainteresowaniem jest plotkowanie, sianie intryg i cudze życie…

Gdy powiem, że zainteresowanie/hobby/pasja (nie-na-wi-dzę tego słowa) wzbogaca naszą osobowość, pamiętajmy, że mówimy tu o czymś dla samych siebie, a nie o imponowaniu innym.
To nasze zainteresowania pomagają nam we wzmacnianiu charakteru i rozwijaniu systematyczności, wytrwałości, pracowitości. Ale też jesteśmy bardziej zadowoleni ze swojego życia, a tym samym nie trujemy innym go.

Koni się nie je!

Gdy powiem, że zainteresowanie/hobby/pasja (nie-na-wi-dzę tego słowa) wzbogaca naszą osobowość, pamiętajmy, że mówimy tu o czymś dla samych siebie, a nie o imponowaniu innym.
To nasze zainteresowania pomagają nam we wzmacnianiu charakteru i rozwijaniu systematyczności, wytrwałości, pracowitości.

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *