Merhaba, Marta

poniedziałek, Wrzesień 3, 2018 0 No tags Permalink 0
Blogerka w Turcji z tureckim (wege) kebabem - czyż nie ma czegoś bardziej pretensjonalnego?

Blogerka w Turcji z tureckim (wege) kebabem – czyż nie ma czegoś bardziej pretensjonalnego?

W wakacje pieprzę swoją pracę i wyjeżdżam na dłużej. M.in. teraz do Turcji. Choć zbytnio nie chciałam do kurortów, miejsc turystycznych, ponieważ tureckie kurorty to land Januszy… Ale nie ważne. O tym też napiszę.

Pierwszego dnia pobytu dowiaduję się, że Turcy uwielbiają dzieci. Widzę to od razu: lgną do dziecka, szczerze się do niego uśmiechają, ponieważ jego widok sprawia radość. Nowe dziecko to nowa nadzieja na lepszych ludzi. Na lepszy świat.
Jest tutaj pewna Turczynka – krąży wśród nas, ale nigdy się do nikogo nie uśmiecha, zbytnio się nie odzywa, ale kiedy widzi paromiesięczne dziecko – nagle pojawia się uśmiech na jej twarzy i lgnie do niego, a dziecko – o dziwo – zaczyna i do niej się przytulać.
Ale nie pstrykam zdjęć: ani tutejszym kobietom, ani dziecku – staram się unikać januszowego zachowania, który jakby mógł, to pokazywałby palcem na ludzi nieco inaczej ubranych i obcych.
I upewniam się już następnego dnia co do dzieci: nie wolno prawić komplementów dziecku lub noworodkowi, ponieważ i to mogłoby sprowadzić na nie nieszczęście. Jednak chodzi o złe demony, które mogłyby odczuć zazdrość, czy zniszczyłoby to niewinność dziecka zrzucając na nie pychę. Jednakże komplement może być wyrażany, jeśli zakończy się je obowiązkiem „Maallah”, które oddala zły los.

Tu można żyć. Ale nie chcę innych za bardzo przekonywać, żeby i inni tu nie zamieszkali – kocham Polskę, ale nierzadko chcę odpocząć od Polaków.
Ale powiem wam, że tu da się spokojnie utrzymać w miejscowości nadmorskiej, gdzie (niestety) turyści przyjeżdżają.
Aczkolwiek wszelkie załatwianie spraw urzędowych jest męczące i nudne, bo sprawy papierkowe są dla mnie nudne, zatem jak kto woli.

Tylko można być zaskoczoną w kwestii prowadzenia samochodu…
Gdy jechałam z Turkiem-kierowcą, dokładnie to widziałam: ruszają na czerwonym, bo kierowca stwierdza, że nie chce mu się czekać 10 sekund, bo nad lub pod sygnalizacją świetlna jest licznik, który wskazuje, za ile zmienią się światła, zatem 10 sekund to prawie jak zielone! Takie niskie zielone; Zmieniają pas czy na skrzyżowaniu, nie hamując, jadą bez kierunkowskazu; jadą okrakiem; jadą pod prąd!; I możesz krzyczeć do nich „Dur!”, Czyli „stop” (bo łatwe do nauczenia się), a skuterynki i tak nie zwolnią nawet, jak ciebie widzą. A te są wszędzie o wyskakują nagle znikąd i zewsząd i stadami.

I kij z tym, że cię potrąca…
Tak też przywita was Turcja :)  

Oczywiście, jak unika się pewnych sytuacji (przecież Turcja to inna kultura) i nie prowokuje losu w newralgicznym dla kobiet kraju, to można tu samej spróbować pomieszkać. Chociażby na jakiś czas. Tym bardziej, że Turcy to naprawdę życzliwy naród. Wiadomo – kobieta jest bardziej narażona na pewne sytuacje, ale jeśli o 1:00 w nocy ktoś krzyknie, nagle zewsząd pojawi piętnastu ludzi gotowych pomóc.
I za to im tesekkur ederim.

Wiadomo – najbezpieczniej i największy odsetek liberalnych i wykształconych mężczyzn jest w Stambule, ale szczerze? Jak już ma Europejka mieszkać przez jakiś czas w Turcji, to tam, gdzie jest morze, żeby się ochłodzić przed upałami, do których się nie jest przyzwyczajoną. Dużego  miasta mam dość chwilowo.

Przyzwyczajona do życia w betonowej Warszawie, mam poczucie, jakby ktoś te palmy, tu, w Turcji, wokół mnie zasadził. Przyzwyczajona do tego, że człowiek wszystko wybetonił, wyburzył, zapominam, że Ziemia była kiedyś piękna, zanim wkroczył człowiek.
Za każdym razem, gdy gdzieś latam po świecie, muszę sobie przypominać i dziwić się, że kiedyś nie eksplorowaliśmy tak tej Ziemi i że wcale nie potrzebuje tych betonów, żeby przeżyć. Nie o to w tym chodzi.
I w Turcji to jest ten ich rozkrok: chcieliby być jednocześnie współcześni, dążą do członkostwa w Unii Europejskiej, w większych miastach (Stambuł, Ankara, Antalya) budują sklepy, osiedla na modłę Europejczyków, zapominając, że Europejczycy po to jeżdżą do Turcji, żeby spotkać się z tym, czego nie widzą i nie mają na co dzień, a jednocześnie mają silną tożsamość kulturową.

Dlatego z jednej strony mamy dążenie do nowoczesnego zachodu, zaś z drugiej mamy pełno flag tureckich: na balkonach, na bazarach na oknach w knajpach i domach prywatnych i wcale nie jest to uznawane za przejaw nacjonalizmu.

Turcy mają silne poczucie tożsamości narodowej

Turcy mają silne poczucie tożsamości narodowej

Turcy mają silne poczucie tożsamości narodowej

Turcy mają silne poczucie tożsamości narodowej

 

Widok z okna

Widok z okna

Widok z okna

Widok z okna

 

Skoro już wspomniałam o betonie i o tym, że Turcja to inna kultura i o miastach – jest coś, czego Turkowie jeszcze dłuu-uugo będą się uczyli…

Dziko też jeżdżą. Gdy jechałam z Turkiem-kierowcą, dokładnie to widziałam: ruszają na czerwonym, bo kierowca stwierdza, że nie chce mu się czekać 10 sekund, bo nad lub pod sygnalizacją świetlna jest licznik, który wskazuje, za ile zmienią się światła, zatem 10 sekund to prawie jak zielone! Takie niskie zielone; Zmieniają pas czy na skrzyżowaniu, nie hamując, jadą bez kierunkowskazu; jadą okrakiem; jadą pod prąd!; I możesz krzyczeć do nich „Dur!”, Czyli „stop” (bo łatwe do nauczenia się), a skuterynki i tak nie zwolnią nawet, jak ciebie widzą. A te są wszędzie o wyskakują nagle znikąd i zewsząd i stadami.
I kij z tym, że cię potrąca…
Tak też przywita was Turcja :)

- Merhaba, Marta.
Czyli tak mnie wita Turcja. A to dopiero początek.

Turcja na co dzień

Turcja na co dzień

Turcja na co dzień

Turcja na co dzień

 

Turcja na co dzień

Turcja na co dzień

Słynne za małe banany jak na Unię Europejską

Słynne za małe banany jak na Unię Europejską

Merhaba, Marta

Merhaba, Marta

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *