Blogerka w podróży

środa, Sierpień 15, 2018 0 No tags Permalink 0
Słynne za małe banany jak na Unię Europejską

Słynne za małe banany jak na Unię Europejsk

Turcja. Na wschód od słońca i na zachód od księżyca.To ta krótka podróż zamiast dać mi oddech, dała mi do myślenia.

Dom

Przylatuję nad Morze Śródziemne, ponieważ unikam wyjazdów nad Morze Bałtyckie, ponieważ to jest tykająca bomba biologiczna – jeszcze trochę, a będzie to może martwe i będzie Polska leżała nad morzem trującym. I dopiero wtedy politycy zainteresują się tym, kiedy zobaczą, że skoro turystyka nad morzem upadła i kraj na tym traci, zaczną coś z zatruciem Bałtyku robić. Ale wtedy już będzie za późno.
Hawaje jako pierwsze wprowadziły w tym roku zakaz sprzedaży w sklepach preparatów z oksybenzonem i oktinoksatem, czyli kremy na opalanie . Może i ucierpią na tym firmy kosmetyczne, ale ważniejsze jest środowisko. To filtry w kremach przeciwsłonecznych, które chronią skóre przed słońcem, ale na rafę koralową mają zabójczy wpływ: kremy spłukują się ze skóry w wodzie, a następnie wchłaniają je koralowce i uszkadzają ich DNA. Wówczas koralowce blakną, ponieważ giną glony w ich wnętrzu, a to one zapewniają im pożywienie. Podobny skutek przynosi ocieplenie mórz i oceanów, a także zakwaszanie wód. Każdego roku 14 litrów kremów z filtrem dostaje się do raf koralowych.

Blogerka w podróży

Blogerka w podróży

Turcja

Ląduję tuż przed nocą i od razu dowiaduję się, że w Turcji nie wypowiadamy w nocy słowo „dżin”, ani nie powinno się gwizdać nocą. Za to wolno nucić. Turczynki bardzo często, idąc po ulicy, chodząc po sklepach, nucą same do siebie. Niekoniecznie konkretną melodię, piosenkę. Po prostu nastrajają się nuceniem. Do tego obrazka przywykłam w Niemczech, gdzie jest pełno Turczynek, ale dla turysty może to być nieco osobliwe spotkanie.

Na plażach w Turcji wokół siebie dostrzegam ślad człowieka, taki, który nie zostawia żadne inne stworzenie na naszej planecie: śmieci. Nasza planeta Ziemia ledwo dyszy, ledwo może oddychać, a my ciągle każemy jej jeszcze szybciej krążyć, żeby wyrobić z naszymi potrzebami.

Palmy rosną między betonami, ale i one ledwo oddychają. Wybetonowaliśmy my, ludzie, każdy metr w miejscu, gdzie postawiliśmy stopę lub gdzie chcemy ją postawić, jakbyśmy roztaczali przed sobą betonowy dywan – twardy i solidny, pod ktorym wszystko, co żywe, się ugnie – jakbyśmy potrzebowali go przed sobą, jak celebryci potrzebują czerwonego dywanu dla połechtania swego ego. Czy dlatego wszystko miażdżymy i przywłaszczamy, co żywe, ale mniejsze i bardziej bezbronne? Żebyśmy poczuli się pewni siebie, bo panami Ziemi? Zapominając, że – wbrew temu, co nam wmówiono – nikt nie urodził się równiejszy, aby panować nad innymi.

Wiemy, że Natura znajdzie sposób; że jest nieprzewidywalna i niesamowicie silna, zatem co Natura zrobi, żeby zacząć się przed szkodnikami bronić?

Przy plaży widzę wielbłąda prowadzonego na łańcuchu i przyodzianego w śmieszną czapeczkę. Mnie ta czapeczka nie śmieszy. Ani ten widok. I rozumiałam, że i zwierzę to nie śmieszy i że cierpi na uwięzi i w niewoli, jeszcze jak byłam dzieckiem, ale zaczynam rozumieć, że odczuwam ból z jego powodu dopiero, odkąd przestałam jeść zwierzęta. Odkąd zrozumiałam, że moralność względem zwierząt to tylko linia, którą sami przesuwamy w zależności od naszego wygodnictwa. Dla ludzi miłość do zwierząt kończy się tam, gdzie zaczyna się nasze „widzimisię”.

Blogerka w podróży

Blogerka w podróży

Droga

Linie mojej drogi życiowej obrysowuję inaczej. Bo wegetarianizm to droga życiowa.

Nie chcę, by brzmiało patetycznie, ale taka jest prawda. To nie moda, to coś, co ktoś wybrał z różnych, indywidualnych powodów i rzadko kiedy chce z tej drogi zejść.

Z Niemiec do domu – mego pierwotnego w Polsce – wracałam Autostrada Wolnosci, gdy po drodze zobaczyłam ciezarowke z przewozem żywych istot. Świnie ściskały się i taranowaly, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza z niewielkich otworow w ciężarówce. Autostrada Wolność i przewóz żywych stworzeń, które chciały żyć. Cóż za ironia.

Wracałam autostrada do domu, do Warszawy? Czy mój dom już jest w Niemczech? Nie wiem, ponieważ stoję w rozkroku: kocham mój kraj, ale z pewnych powodów zdecydowałam mieszkać nie wśród swoich.

Gdy zwierzęta są zabierane ze swoich naturalnych środowisk, nie zawsze są traktowane źle, nierzadko lubią swego właściciela, ale gdyby mogly wybrać, zylyby wśród swoich. Gdybym po czesci mogła, chciałabym żyć wśród swoich. Mówiących w języku, w którym kocham.

Po części samodzielnie wybrałam inną drogą życia. Po części inaczej się nie dało żyć.

 IMG_20180802_094224

Powrót

Wróciłam do Warszawy i przed wylotem do Turcji, w polskiej telewizji z cyklu reportaży znanej i cenionej dziennikarki, którą uwielbiam, Ewy Ewart, został pokazany reportaż o podróży na Marsa. Wizja jest piękna: przekraczanie granic człowieka poprzez zdobywanie wiedzy, ale myśl, że ludzie zaczną mieć podejście, że bez problemu będziemy mogli podróżować na inne planety i tam zamieszkać, nie jest dla mnie taka piękna. Nie licząc kwestii tego, że co na Ziemi waży 75 kg, na Marsie będzie ważyło 25kg, np. ja. Takie heheszki.
Nie jest ta wizja dla mnie piękna, ponieważ zaczniemy wierzyć, że możemy zanieczyszczać wodę, zaśmiecać plaże, eksploatować i wykorzystywać naszą planetę bez problemu, ponieważ jak już tylko ją wyjałowimy, uciekniemy na kolejną planetę. W ten sposób nie nauczymy następnych pokoleń niczego innego, jak uciekania od odpowiedzialności. A także tego, że w pewnym momencie nie będziemy mieli dokąd powracać.

Powrót. Wracam do domu z Berlina, które ponoć Berlin, który wybrał do życia, to Niebo dla wegetarian. I coś w tym musi być. Pomijam miejsce dla ludzi, którzy nie jedzą mięsa i nabiału, ale sam fakt, że Niemcy, gdy usłyszą, że ktoś jest weganinem czy wegetarianinem, nie moralizują, nie pytają, nie wtrącają się, nie narzucają swojego zdania – ponieważ wiedzą, że nikogo ich zdanie, o które nie pytam, nie interesuje, a także wiedzą, że każdy ma prawo do wolności wyboru.

Taką wybieram drogę: prawdziwą Autostradę Wolności. Dla wszystkich istot, które żyją. Nie tylko dla wyvbranych.

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *