Dziwoląg

sobota, Czerwiec 23, 2018 0 No tags Permalink 0

Ktoś mądry, pewnie Miley Cyrus, powiedział raz, że „Jesteśmy sumą 5 ludzi, z którymi najczęściej przebywamy”. A moja mama mówiła, że ”Inteligentne dzieci się nie nudzą”.
Gdy to zsumujemy, co powstanie?

Jako nastolatka i 20-paro-latka lubiłam z ludźmi się widywać, ale wiecie, który moment najbardziej mi odpowiadał? Wracanie do domu. I bycie samą. Drażniło mnie, kiedy ktoś za często chciał ze mną się widywać, a kiedy już ktoś na siłę mnie gdzieś wyciągać lub zmusza, żebym gdzieś została dłużej, to się wkurwiam. Bo choć jestem gadatliwa, to najbardziej lubię swoje towarzystwo.

Ktoś najprawdopodobniej powie, że jest coś ze mną nie tak. Ktoś powie, że jestem dzika, antyspołecznaże jestemdziwna, żedziwoląg, iżemamproblemyzesobą, psychiczneiemocjonalne… No i dobrze, no i możliwe, że jestem. I co z tego? Bo mężczyzna lubi być ze swoimi myślami, ale to kobiety lubią spotykać się na kawę. A może po prostu dlatego ktoś powie, że ze mną coś jest nie tak, bo tak się nie da.

Miałam koleżanki, z którymi regularnie spotykałam się raz w miesiącu na kawę (nie pijam kaw, więc ja na herbatę), żeby opowiedzieć, co u nas, dać sprawozdanie. Ale zauważyłam z czasem, że to mnie męczy i to nie było to. Robiłam to, żeby nie stracić relacji z kumpelą, ale nie do końca mi to odpowiadało. Ale inaczej często się nie dało.
Ale nie każda kobieta lubi siedzieć z innymi i ględzić na kolorowych drinkach. Każda z nas jest na swój sposób dziwna – i dobrze. I takie zostańmy.  Nie muszę, ani żadna kobieta nie musi być idealna.

Słyszałam tyle razy, że człowiek to zwierzę stadne, dlatego potrzebuje ludzi wokół siebie. Stada. Ale wiecie, kto idzie ze stadem? No właśnie…

Nie, nie mówię, że każdy, kto ma grupę znajomych, jest baran, ale ja osobiście nie mam potrzeby przebywania codziennie czy nawet co drugi dzień z ludźmi. A już na pewno nie z tymi samymi.
„Jesteśmy sumą 5 ludzi, z którymi najczęściej przebywamy”. A jak ja lubię urozmaicenia, więc ograniczanie się do 5 osób nie jest odpowiednie? A jeśli sam fakt ograniczania się mnie drażni?
Bo jeśli jesteśmy tą sumą, to siłą rzeczy ktoś w pewien sposób wchodzi na nasz teren i nas jakoś ogranicza, albo modyfikuje. Niekoniecznie zawsze na lepsze tylko dlatego, że z kimś się przebywa.

A moja mam mówiła, że inteligentne dzieci nigdy się nie nudzą. I to nie w kontekście tego, żeby z kimś (nie)przebywać. Chodziło jej raczej o to, że inteligentne dziecko zawsze sobie znajdzie zajęcie, jeśli jest samo.
I jest to sama prawda.
Inteligentne dziecko weźmie książkę, będzie miało swoje zainteresowania, świat będzie interesował takie dziecko. I wyrośnie na inteligentnego człowieka, którego świat interesuje, a niektórzy ludzie, którzy nie mają swojego świata, będą interesowali się innymi ludźmi. Bo są głupi.

Często miałam znajomych, którzy mówili mi:
- Dlaczego nie wyjdziesz z nami? A co ty będziesz w domu robiła?
I jeśli miałam do wyboru nie zajęcia związane z czymś „wow”, ale po prostu siedzenie poza domem, to wolałam już siedzenie w domu. I nie mówię tu o siedzeniu przed telewizorem, ale z samym sobą.
- A co można robić w domu? Jest nudno.
I często słyszałam to od osób, które rzeczywiście nie miały co ze sobą zrobić. Jakby wizja przebywania ze sobą sam na sam była przerażająca.
Może dlatego, że człowiek zaczynał zanudzać się na śmierć, bo niczym się nie interesuje. A może dlatego, że wizja posłuchania samego siebie jest przerażająca i tacy ludzie sami siebie nie lubią, dlatego nie potrafią ze sobą wytrzymać, więc wolą zagłuszyć swoje puste myśli głośnymi głosami?
A może w grupie jest ciepło, bo zewsząd jest się otoczonym tymi samymi głosami?

I NIE – nie neguję każdego, kto ma swoją grupkę przyjaciół. Raczej neguję powód „koniecznie muszę z kimś być, bo inaczej zwariuję. Tak za wszelką cenę”.
I NIE – nie mówię, że zawsze.
I  nierzadko to „za wszelką cenę” wiąże się z zachowaniem „za wszelką cenę muszę mieć przyjaciół/chłopaka, więc powstrzymam się”. Powstrzymam się od powiedzenia tego, co naprawdę myślę. Powiedzenia tego, czego naprawdę chcę. To się nazywa zachowanie społeczne. A jeśli nie chcę nie mówić tego, co myślę, byleby mnie inni lubili? Jeśli ktoś swoim postępowaniem i zachowaniem mnie drażni, ponieważ nie uważam za lojalne czy fair, to dlaczego mam nie powiedzieć, że mi ono nie odpowiada?

Gdybym była mężczyzną i tak mówiła, to by powiedzieli inni:
- Samotnik. Niezależny. Twardziel. Nie potrzebuje ludzi do szczęścia. Ciężko go ujarzmić.
A jak kobieta tak mówi?
- Skończy jako dziwaczka ze stadem kotów.
Bo jak nie lubi się stada ludzi, to musi być stado kotów.

Ponoć jestem dziwna, gdy się mnie poznaje. Nawet, gdy wydaje mi się, że zachowuję się normalnie.
Każda z nas jest na swój sposób dziwna – i dobrze. I takie zostańmy. Nie muszę, ani żadna kobieta nie musi być idealna.

KINA
Oprócz bycia samej lubię też chodzić sama do kina.
Nie rozumiem – ale to ja – idei spotkania się z kimś, z kim nie będę rozmawiała. Albo idei, że – hm – byłabym od kogoś zależna: niektórzy chcą rozmawiać w trakcie, niektórzy chcą od razu po filmie wychodzić, a ja np. lubię nierzadko, jeśli film był dobry i mnie wbił w fotel, jeszcze odsapnąć po nim na miejscu. A może po prostu lubię w trakcie filmu czuć ten komfort, że siedzę sobie sama, bez skrępowania, że czyjeś ciało (nie moje i nie mojego ukochanego) jest obok. Bo do osób „dotkliwych”, które lubią się przytulać (robię to tylko, jeśli sytuacja wymaga) czy dotykać ręką, czy żeby czyiś łokieć/kolano/udo dotykało mojego, nawet jeśli to kumpela/przyjaciółka.
Nie każda dziewczyna jest przytulaśna.

Albo lubię po niektórych filmach zostać ze swoimi myślami. A kiedy chcę z kimś porozmawiać o filmie, który w jakiś sposób przeżyłam, to dzwonię lub/i spotykam się z kimś. Ale to jeśli ja mam potrzebę.
Może jestem nieco aspołeczna.

KAWIARNIE
Do nich lubię chodzić sama. Bo nie przepadam za ględzeniem przy kawusi. Ale to ja. Ale wiem, po co są kawiarnie! Otóż: one ratują!
Spoiler: wstęp zawiera pełno żółci (inaczej, jak to inni wola: hejtu).

Zawsze uważałam to za coś patetycznego i manierycznego – ślęczenie w kawiarni z kawusia i „jabłuszkiem” komputerem. Kawę macie w domu, więc po co płacić 20 zł za kawę i siedzieć wśród zmanierowanych rzekomych freelancerów (którzy gardzą pracą na stałe i na etat) i wśród gimnazjalistek… Po co im kawa w tym wieku?! To jest okres, w którym macie najwięcej energii. Na egzamin z medycyny potrzebujecie kofeiny, aby wytrzymać noc? Czy macie 8 kolokwiów z prawa karnego?
Nadal, oczywiście, wielu siada w kawiarniach po to, żeby inni widzieli, „Patrzcie: mam Apple’”, ale to są ci sami, którzy na drzwiach wejściowych i na swoich autach przyklejają znaczek nadgryzionego jabłka znanej firmy.
Jeśli kogoś tym obraziłam, to jest mi z tego powodu bardzo wszystko jedno.

Kiedy nie mam WF-u (nie nazwę treningu na siłowni treningiem, ponieważ dla mnie trening to prawdziwy wycisk jak w wojsku, ewentualnie taki, po którym się rzyga z wyczerpania) na siłowni, tańców, jazd na koniu… Czego-kuźwa-kolwiek, żeby wyjść z domu, zamiast w nim siedzieć, kawiarnia ratuje, gdy mieszka się z drugą osobą.

Ktoś powie, że co to za związek, skoro potrzebuję przestrzeni. A ja zawsze odpowiadam (skoro już ktoś raczył ocenić, osądzić), że to te osoby, które nie mają swojego życia, wczepią się w życie partnerki/partnera.
Jeśli ktoś nie ma swoich zainteresowań, nie czyta, nie ma swojego sportu, zajawki itp., szybko będzie się nudził, więc (pod)świadomie będzie oczekiwał, że druga osoba nas zabawi.
Jeśli ktoś lubi siebie, to lubi i swoje towarzystwo, więc nie będzie potrzebował permanentnie tej drugiej osoby.
Wręcz będzie chętnie potrzebował pobyć sam ze sobą.
I od tego są kawiarnie: ratują związek. Bo można na chwilę gdzieś sobie wyjść. Bez szwędania się po mieście, gdzie wszędzie drogo albo zimno.

Kawiarnie są dla ludzi, gdy się lubi posiedzieć samej. I nie czujemy się z tym głupio.

Owszem. Może wyjdę na dziwoląga, ale tak czuję.

SIŁOWNIA
A po kulturalnej kawiarni, prymitywna siłownia…
Zgadnijcie i tu. Owszem: i tu lubię pójść sama.

Raz miałam swego czasu dobrego kolegę, który był trenerem personalnym, to z nim jedynym lubiłam trenować, bo mnie trenował – skupiał się ze mną na moich treningach, zamiast na siedzeniu na przyrządach i gadaniu, zabierając przy tym innym czas.

Bo nie – nie uważam, że jak ktoś wykupił karnet na siłownię, to ma takie samo prawo siedzieć na ławeczce czy czymś innym i ględzić z kimś, ponieważ na takiej samej zasadzie mogę powiedzieć, że wykupiłam bilet w autobusie, więc mam prawo zająć swoje miejsce i dwa siedzenia na moje torebki i zakupki.

Na siłownię lubię pójść sama, bo skupiam się na swoim treningu, swoich myślach, swoim celu i tym, co mam dokładnie i porządnie zrobić, zamiast gadać dodatkowo z kimś.

*

CO POZA TYM Z DZIWACTW ZWIĄZANYCH ZE MNĄ?

  • Lubię mieć czkawkę i zazdroszczę innym, którzy ją mają
  • nie podobał mi się „Avatar”
  • nie wierzę w pierwsze lądowanie na księżycu. Uważam to za propagandę amerykańską.
  • wierzę w znaki zodiaku, ale nie wierzę w horoskopy z gazet
  • nie uznaję blogów i ich nie czytam
  • nie lubię Morgana Freemana, a właściwie to jego głosu – jest dla mnie przereklamowany
  • nienawidzę soku pomarańczowego z kartonu, ale uwielbiam sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy
  • urodziłam się I Dnia Jesieni, w równonoc
  • do 18-stego roku życia sądziłam, że mówi się „lunepa”, a nie „luneta. Ale już sobie z tym poradziłam.
  • nie lubię, gdy ktoś je przy mnie jabłko
  • nie lubię liczb nieparzystych. Np. radio w aucie nie może być ustawione na poziom głośności z liczbą nieparzystą, albo też liczba znajomych na FB nie może być liczbą nieparzystą.
  • Nie byłam na swojej studniówce, ponieważ uznałam, że to głupie. Od razu uprzedzam, bo przecież w Polsce inne zdanie jest odbierane jako atak na innych: nie, nie uważam, że ci, którzy poszli na Studniówkę, są głupi. Uznałam wtedy, że wydawanie na kieckę, na paznokcie, na makijaż, na fryzjerkę, na inne pierdoły jest głupie. Nie poszłam na Studniówkę, ponieważ mnie to nie bawiło. Strojenie się na imprezę jakąś – dzieciak, nastolatka sili się na dorosłą i się stroi. „Jeszcze będę miała imprezy w swoim życiu”, pomyślałam. Nie chcę, więc tego nie robię. Poza tym mój ówczesny chłopak, który obecnie jest moim mężem, był starszy od ludzi z liceum i nie bawiłby się z licealistami dobrze, bo był dorosłym chłopakiem. A my razem nie tańczymy – ja nie lubię z kimś tańczyć, lubię sama tańczyć, bez pary.
  • Kostki Rubika – małe skurwysyństwo! Drwi ze mnie
  • Wiśni, ale lubię wiśniowe zapachy
  • lubię udawać, że śpiewam „I will always love you”, a potem sama się wzruszam, gdy siebie słyszę.
  • Nie potrafię pić i jednocześnie iść. Potrafię nagle stanąć na środku pasów, gdy piję coś z butelki, ponieważ genetycznie jestem do tego niezdolna
  • lubię kanapkę z serem żółtym i dżemem truskawkowym
  • lubię jeść i spać
  • oraz siebie. Bardzo.
Girl power by Betty Baboo

Girl power by Betty Baboo

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *