Patrz, jak tańczę – recenzja

wtorek, Maj 1, 2018 0 No tags Permalink 0
Patrz, jak tańczę

Patrz, jak tańczę

Rok 1977. Jedenastoletnia Mira ucieka w taniec, żeby nie uczestniczyć w kłótniach rodziców. Balet, poprzez rygorystyczne zajęcia, mordercze treningi i obsesję perfekcjonizmu, daje jej poczucie kontroli, siłę i obietnicę sukcesu. Jej mentorem zostaje dużo starszy, charyzmatyczny Maurice. Wkrótce Mira zostaje przyjęta do prestiżowej szkoły baletowej, której dyrektor wiąże z młodą uczennicą wielkie nadzieje. W miarę upływu lat relacja Miry z Maurice’em staje się coraz bardziej intensywna, co naznaczy ich piętnem na całe życie.

Rok 2016. Kate, profesor tańca w college’u, wdaje się w romans ze studentką. Ten ryzykowny krok może zagrozić nie tylko jej karierze, ale też precyzyjnie ułożonemu planowi na życie. Kiedy Kate otrzymuje list od mężczyzny, którego długo uważała za zmarłego, musi wrócić do dramatów z przeszłości, o których dawno już zapomniała.

Martwe biedronki spadają na trawę, na podłogę i chrzęszczą pod nogami. Zatykają odkurzacze (str. 10)

Parę słów ode mnie…
Wielu wydaje się, że taniec to taka forma rozrywki, albo też – nieco łagodniej – że to taka prymitywniejsza forma sztuki. Że tańczyć każdy potrafi. I oczywiście, że mówię tu nie o tańcu w dyskotekach! Ale o jazzie, balecie, tańcu musicalowym, układach choreograficznych połączonych z akrobatyką i gimnastyką itp, itd. I oczywiście, że potrzeba zarówno siły charakteru, żeby nie poddać się po długich i ciężkich treningach z wymagającymi trenerami, jak również silnego ciała, choć patrząc na baletnice wydaje nam się, że to są najsłabsze i najdelikatniejsze istoty na Ziemi. I nic bardziej mylnego. Zawsze uważałam, że sport i taniec wzmacnia charakter.

W tym świecie asfaltu i betonu kryje się inny świat (…). W tym innym świecie dziewczynki nie noszą obcisłych dżinsów, wytartych tenisówek czy sztywnych plisowanych spódnic, które kupuje się w celofanowych workach (…) mają włosy spleciony w ciasny warkocz albo skręcone i zebrane z tyłu głowy w solidny węzeł przytrzymywany wsuwkami i siatką.

Znowu natrafiam na książkę, którą zaczynam czytać w miesiącu, w którym zaczyna się książka, zaś główna bohaterka tańczy i ma na imię Mira, co brzmi prawie jak Marta (prawie nie zawsze robi tak wielką różnicę) i Kate jak moje drugie imię. Brzmi dobrze, jak dla mnie. #heheszki
Patrząc na okładkę – różową, z jakimiś płatkami kwiatków, jakby słodkość się zmaterializowała – obawiałam się, że będzie to tani romans. Bogu dzięki, (zazwyczaj) nie ocenia się książki po okładce, bo słodkości w tym w ogóle nie ma. I to żaden cholerny magiczny świat baletu – to jest bolesny świat jedynie dla twardych jednostek.

(…) wyobraź sobie czasy przed elektrycznością. Żadnych reflektorów ani kul dyskotekowych. W takich warunkach tańczyły pierwsze baletnice: w teatrach oświetlanych lampami gazowymi, blisko ognia. Zdarzało się, że tancerki wysuwały się za bardzo na przód sceny, stawały za blisko lamp i ich delikatne tutu, które w tamtych czasach były dłuższe, no cóż, po prostu zajmowały się ogniem, i puf! Baletnica płonęła. Wiele z nich w ten sposób straciło życie. Ale nie przerywały przedstawienia. Biedna Clara Webster spaliła się żywcem na oczach publiczności, ale spektakl trwał do końca (…)”. (str. 93, 94)

INTRO
Wprowadzenie powinno być względnie krótkie, zatem krótko:
W tym świecie, w którym w szkole młodzież dyskutuje o introdukcji Le Sacre: o tym jak Niżyński starał się dopasować ruch do muzyki, o tym, jak ten taniec jest wściekły, bez współczucia, dyskutują o strachu i dzikości ludzkiego serca; o tym, że dla przyzwyczajonej do romantyzmu publiczności ten taniec był niezwykle niepokojący. W tym świecie ludzie mocno odczuwają, są wyczuleni na piękno, sztukę; ich odbiór świata jest bardziej wyczulony na każde drganie. Jakby impulsy ze świata zewnętrznego były intensywniejsze niż u nie-artystów.
I tę bogatość w odbiorze świata odczuwa się, czytając „Patrz, jak tańczę” – nie dziwię się, skoro autorką książki, Sari Wilson, również niegdyś była baletnicą, m.in. Harkness Ballet, stypendystka New Ballet School założonej przez Eliota Felda.

Choć pozornie banalnym zabiegiem było zastosowanie retrospekcji, w rezultacie dało to dobry efekt kontrastu pomiędzy Mirą a Kate – dojrzałą Mirą, która wyzbyła się dziecinnej naiwności, a dorosłą Kate, która niegdyś miała marzenia i coś czystego w patrzeniu na świat. Ciekawe, ponieważ nie widzimy płynnego przejścia w dorosłość; tego niewidzialnego momentu przekształcania się, tylko uderza nas różnica tych dwóch osobowości, co daje nam do myślenia, co łączy dorosłą i młodszą wersję tej samej postaci.

Upłynęło już tyle lat, ale moje ciało nadal pamięta: pas de bouree, glissade, jeté, pierwsza sekwencja, której nauczyłąm się jako dziecko i którą wykonywałyśmy po koniec zajęć, mając wrażenie, że latamy (…). Teraz jestem blisko ziemi, utrzymuję głębokie plié, ręce wyciągam na boki, potem opadam (…). Poruszam się w przestrzeni (str. 63).

"Patrz, jak tańczę"

„Patrz, jak tańczę”

PRZYGOTOWANIA DO SPEKTAKLU
Nie rozumiem, czego inni szukają w tej książce, chcą przeczytać o tancerce-baletnicy i w konsekwencji, kiedy to dostają – widzą, jak wygląda życie jednej z nich – są zawiedzeni i zdziwieni. A czego się spodziewali? Lekkości w życiu, motylków, które unoszą baletnice wysoko, kiedy robią wyskok? Czy sypiących się płatków róż i brokatów pod ich nogami, jak to może się wydawać, gdy patrzy się na występy? W kontekście baletu nie można mówić o nadmiernej ambicji, ponieważ w tym świecie albo ktoś w pełni poświęca się temu, albo innej drogi nie ma, bo to tak jakby być „trochę w ciąży” – albo się w niej jest, albo się w niej nie ma, albo jest się w balecie całą sobą, ale się w niej nie jest. Balet czy sam taniec nie polega na paru czy parunastu godzinach treningów i wyjścia z sali treningowej, żeby odpocząć i zapomnieć. Taniec to styl życia, ruch trzeba zrozumieć: to jest nieustanne chodzenie z podwiniętym odcinkiem lędźwiowym, ściągniętymi łopatkami i wciągniętym brzuchem, odpowiednim ułożeniem rąk, odpowiednią kontrolą nad ciałem i ruchem…  Bycie jedną z baletnic oznacza bycie silną i niezmordowaną. To jakby uczyć się rytmu oddychania od nowa. Balet to nauka codziennych ruchów i codziennej kontroli nad swoim ciałem i korygowaniem postawy.

I co? Już nie brzmi to tak różowo, jak innym się wydaje, słysząć słowo „taniec” i „balet”? I powiedzą/napiszą/skomentują to ci, którzy nie mieli nigdy żadnego zainteresowania/pasji (nienawidzę tego słowa – nadwyręża sie go przy banałach) lub w czymś się nie zakochali.
Poza tym jeśli nie Mira, to na jej miejsce czeka sto innych chętnych.

Gdy Mira zaczyna tańczyć, w dziewczynce rozwija się coś tajemniczego, jak określa narrator. I słusznie – bo to jest jeden z elementów, jaki się odczuwa przy tańcu. I to, czego kobieta jako dziewczynka nauczyła się i doświadczyła, będzie jej towarzyszyło przez resztę życia, gdy naprawdę pokochała taniec.

Pamiętacie w filmie „Billu Elliot”, jak po egzaminie kobieta w komisji pyta go, dlaczego chce tańczyć, a on – prostymi słowami, ponieważ w takiej rodzinie się urodził – odpowiada, że gdy słyszy muzykę, czuje w sobie elektryczność, która po prostu zmusza go do ruchu i tańca? I nie można się przed tym powstrzymać? To jest mniej więcej to.

Ale po tym, jak Adele na „rozmowie” w sprawie wagi, zaczęła sobie zeskubywać skórę ze spodu stopy, dostała zakażenia i nie mogła tańczy przez miesiąc. Kiedy wróciła na zajęcia, była jeszcze grubsza. Po wakacjach nie pozwolono jej kontynuować (str. 206)

AKT WŁAŚCIWY (I, II, III)

Mira w wieku jedenastulat mieszka w jednym domu z dorosłym mężczyzną, który ją całuje. Musi od samego początku wytrwać wśród wielu pozostałych dziewcząt, które sabotażują jej rozwój i karierę,ponieważ podskórnie pozostałe wyczuwają, że to, co im sprawia trudność, Mirze przychodzi z łatwością; tu nawet przyjaciółki są swoimi wrogami. Partnera tanecznego, któremu zaufała, a który ją okłamał i spowodował wypadek. Zaprzyjaźnia się z innym dorosłym mężczyzną, który niepokojąco łatwo zbliża się do niej.

Niepokojąco łagodnie zostaje wprowadzony wątek pedofilski. Niepokojąco, ponieważ tak gładko dorosły mężczyzna wsunął się do życia małej dziewczynki i tak dobrze oswoił ją ze sobą, zaskarbiając jej zaufanie. Łatwo wtapia się w życie dziewczynki, ponieważ jest ona pozostawiona sama sobie, a tylko ten dorosły mężczyzna może poluzować kłębek nerwów, który nosi w sobie główna bohaterka.I już na początku książki, czytając o dorosłym życiu głównej bohaterki, Miry-Kate, widzimy, że spotkanie z tym mężczyzną odbije się echem na jej życiu.

Dorosła główna bohaterka, już jako Kate, wdaje się w romans z uczennicą. Tak naiwnie i jednocześnie tak głupio. A to dlatego, że na chwilę w tej dziewczynie zobaczyła coś, co sama kiedyś miała…

Dochodzi do gwałtu. Relacja głównej bohaterki, czternastoletniej dziewczyny, zakończyła się odebraniem jej wszystkiego. Jej przyjaciel, człowiek, któremu zaufała, rozwijał w niej miłość do tańca, czyli tym samym część jej samej, a także miłość między nimi i kiedy chciała – owszem, chciała – kochać się, paradoksalnie nie było to pożądanie, ale czysta miłość dla niej. Chore w miłości – owszem, kochał ją – tego mężczyzny do Mirabelle było także to, że on po prostu ją chciał z daleka podziwiać tak naprawdę. Jak przez szkło, Girl through the glass, nietkniętą, nieskazitelną. Chore było to, że płacił jej kieszonkowe za wspólne kolacje, za jej prywatne tańca baletowe dla niego. I najbardziej niepokojące jest to, jak ona to odbierała: niewinne. Dziecinnie, czysto.

Oczywiście, można by spróbować go usprawiedliwić, ale tylko Nabokov tak pięknie w „Lolicie” potrafił tak pięknie pisać o obsesyjnej, nielegalnej miłości. Można usprawiedliwić, że przez tyle lat jej nie dotknął; że chciał by była nieskazitelna, niewulgarna, że jego miłość była potwornie silna, wręcz owładnęła nim; miłość, którą stracił, nota bene jak w „Lolicie”.

Swoją drogą ciekawe zestawienie tu mamy: podobieństwo imion głównych bohaterek, czyli Annabelle („Lolita”) oraz Mirabelle („Patrz, jak tańczę”) oraz to, że dorosły mężczyzna zdrabniał imię swojej ukochanej. Obydwie główne bohaterki kochały taniec, każda na swój sposób, ale każda brała udział w przedstawieniach. Pomijam ich wiek ten sam.

Porwał nas wir, powietrze płonęło, syreny nas rozszarpywały, a my tańczyłyśmy, żeby się nie oparzyć. Ale to nieuniknione. Życie zawsze parzy (str. 355)

"Patrz, jak tańczę"

„Patrz, jak tańczę”

ANTRAKT
Tytuł oryginalny brzmi „Girl through glass”, a oryginalna okładka pokazywała tańczącą w sali baletowej dziewczynę z pozycji obserwatora, co biorąc pod uwagę narrację, może ewidentnie świadczyć o wspominaniu czasów przeszłości głównej bohaterki, w których łączy zarówno sentymentalizm jak i gorycz. Ludzie sentymentalni to ci, którzy mieli szczęśliwe życie – i tak właśnie jest z główną bohaterką: z jednej strony wspomina okres, gdy rozpoczęła swoje życie z baletem, jako coś pięknego, a jednocześnie patrzy na to z dystansu (stąd narracja trzecioosobowa) z pozycji osoby doświadczonej, której łatwiej jest przeanalizować pewne kwestie i zachowania.

I tacy czytelnicy, którzy nie do końca rozumieją pojęcia „poświęcenie dla tańca”, „szkoła baletowa” itp., chcą oceniać matkę Miry, Rachel? Rachel jest dorosłą, samotną matką, ma swoje problemy i, choć kocha swoją córkę i chce dla niej jak najlepiej, jej samej również jest ciężko zrozumieć, czym jest to wszystko, co jest związane i co idzie za tańcem. Rachel „choć z reguły jest rozkojarzona, czasem niespodziewanie, wbija w córkę uważne oczy, jakby chciała dotrzeć do wnętrza Ziemi” (str. 175).

Zostaje jej jedyny dorosły. Ale ten mężczyzna, któremu jako jedynemu ufała przez lata, który był jej jedyną podporą, który pomagał jej ją tworzyć, odebrał jej wszystko, a kiedy został jej odebrany taniec, siłą rzeczy – mówiąc najbanalniejszy banał – straciła też dużą część siebie.

(…) Maestro wybierał bardzo młode tancerki, które do tańca ciągnął tylko zwierzęcy instynkt (…). „Balet jest kobietą” – twierdził Balanchine. Balanchine szukał dziewcząt tak oddanych Terspychorze, muzie tańca, że same stawały się godne czci (…). W choreografiach Balanchine’a kobieta nie opierała się już o swojego księcia, który kręcił nią piruety. Sama znalazła się na środku sceny, dowodząc swojej siły fizycznej. Balanchine skończył z sublimacją.(str. 359)

AKT KOŃCOWY
Efekt końcowy? I ostateczne odczucia po przeczytaniu książki?
Od dawna nie przeczytałam, żeby ktoś tak ładnie, bo gorzko, szczerze, bez zbędnego patosu, egzaltacji, a emocjonalnie pisał o tańcu…

Polska okładka: różowa, słodka, która sugeruje melodramatyczne romansidło. Nie, nic z tych rzeczy, nie ma mowy. Motywem przewodnim tu jest taniec i miłość do niej, natomiast wszystko inne jest kwestią poboczną, która wzmacnia miłość Miry do tańca i jej chęć bycia lepszą. W dziewczynce buzuje życie i chęć rozwoju, a do tego wszystkiego ma ogromne predyspozycje, aby przekroczyć te granice, które chce dosięgnąć.

Mira nie jest głupią dziewczyną, wręcz przeciwnie –jest bogata wewnętrznie, ma w sobie prawdziwą pasję; zarzuca się jej, że ucieka w świat tańca, aby schronić sie przed problemami w domu, ale dlaczego jest to postrzegane w sposób pejoratywny? Dlaczego ambicja u dziewczyny jest odbierana jako coś nadgorliwego? Już chyba lepiej, żeby uciekała w swoje zainteresowania, miłość, niż w banalne, płytkie używki i toksyczne przyjaźnie – doprawdy nie rozumiem ludzi i czytelników, którzy z lekkim pobłażaniem czy litością patrzą na tę bohaterkę.

Jest sporo rozwinięcia, sporo tułaczki przez wprowaddzenia i rozbudowania kwestii nie do końca istotnych, mniej esencji samej historii na samym początku, a to może czytelnika nieco męczyć. Ja to odebrałam trochę, jakbym w środku letniego dnia musiała przedostać sie przez środek hałaśliwej stolicy – męczy i duszno nieco.

Ale tylko z początku, ponieważ ogólnie ta książka jest czarująca, rzeczywiście dla mnie była emocjonalna, bogata. To nie jest książka dla każdego, a już na pewno nie jest ona na szybko – w nią trzeba się zatopić, nieco w nią wejść. Jak z ruchem w tańcu, tak z tą książką, mówiąc patetycznie, wzniośle: trzeba ją poczuć.

Podobno noga baletnicy to stal obleczona skórą (str. 228)

Patrz, jak tańczę

Patrz, jak tańczę

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *