Femigracja do Niemiec – kobieta w Niemczech

poniedziałek, Maj 21, 2018 0 No tags Permalink 0
Femigracja do Niemiec

Femigracja do Niemiec

Dla nas, Polaków, Niemcy nie są żadnym egzotycznym krajem. Ani właściwie też dla nikogo. A mimo to zachciało mi się napisać o nich, ponieważ uważam je za inny od naszego polskiego.

W Polsce, gdy jest rozmowa o tym, dlaczego kobieta nie chce mieć dzieci, argumentem, żeby nie zadawać takiego pytania kobiecie, jest głównie:
- A może ona nie może mieć dzieci.
Podczas gdy w Niemczech moja 40-letnia koleżanka z pracy odpowiedziała:
- A może ja nie chcę mieć dzieci?
Czujecie tę różnicę? Ponieważ taka naturalna odpowiedź „kobieta nie chce” dała mi do myślenia, jak w Polsce często stara się zamykać czyjeś usta na dopytywanie o tak intymne sprawy i zakończyć definitywnie temat.

Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby jakiś mężczyzna gapił się na mnie czy na inne – o wiele zgrabniejsze, seksowniejsze, atrakcyjniejsze – kobiety. Czy to chodzimy w shortach latem, czy w obcisłych sukienkach. Mężczyźni raczej odwracają wzrok (tak, tak, pewnie dlatego odwracają ode mnie wzrok, ponieważ straszę), nie gapią się, nie ślinią, nie gwiżdżą, nie zaczepiają. Jakoś tutaj wśród Niemców jest ten szacunek wobec kobiet. Większości, bo przecież wiadomo, że wyjątki zawsze się znajdą, ale tutaj są wyjątki, nie zaś, jak w Polsce, że propozycje są odwrócone: wyjątkiem w Polsce są mężczyźni, którzy nie skręcą sobie karku, odwracając się za kobietą. I to nie tylko dlatego, że Polki są atrakcyjniejsze.

I jeśli kogoś tym uraziłam, to przepraszam, ale tak właśnie jest. Nie mówię, że Niemki urodą nie grzeszą, ale z tłumu, w sklepie, na ulicy jest się w stanie nasze rodaczki rozpoznać.

CO ZAŚ TYCZY SIĘ SZACUNKU, TO DZIWI MNIE I NIECO DRAŻNI JEDNA KWESTIA: NIEPRZEPUSZCZANIE W DRZWIACH.
Oczywiście, ktoś powie: „Jak równouprawnienie to równouprawnienie! A nie tak, że chcecie po łebkach, co wam wygodnie!”.
Inne zaś powiedzą: „A co ja jestem gorsza, żeby mnie przepuszczać?!”
Otóż ja osobiście wolę, kiedy mężczyzna ma dobre maniery i przepuszcza mnie przez drzwi, nie zaś pcha się przede mnie. Tak samo nie podoba mi się to, że mężczyzna siedzi w nakryciu głowy przy stole w restauracji itp. To jest po prostu kwestia tego, czy został dobrze wychowany. Taki jest mój partner, tak moja mama wychowała mojego starszego brata i kropka.

Jak również w normie jest to, że jeśli Niemiec zaprasza kobietę na randkę to płacą równo rachunek.
Dosłownie: jeśli kobieta zamówiła raptem sałatkę za 5 euro, on zaś za 15 euro wurst, to i tak każde z nich płaci po 20 euro.

Co ciekawe, to to, że Niemcy często wiążą się ze starszymi od siebie kobietami. Nie jest to regułą, ale raczej czymś dość powszechnym. Tak jakoś już jest. Kobieta może być nawet starsza raptem o 2-4 lata, ale jest starsza.

COŚ Z CZEGO BARDZO JESTEM DUMNA, TO Z NASZEJ DUMY. POLEK.
Wiem, że to jest anty-kosmopolityczne, wręcz nacjonalistyczne: być dumnym z jakiejś cechy polskiej, ba!, w ogóle wyodrębniać coś takiego jak „polskie” czy „nie-polskie”. Ale kij w oko tym, którzy mi to zarzucą: jestem lewaczką i patriotką. Jak kto woli.
Wielu uważa, że Polki są aroganckie. Zarówno od Holendrów to słyszałam, jak i od Niemców. Ale to nie jest arogancja (choć może niekiedy u niektórych), ale duma. My, Polki, co później przyznają znajomi z zagranicy, mamy w sobie jakąś dumę.
Polka raczej nie poprosi o pieniądze, Polka raczej nie wróci się do sklepu w porównaniu z wieloma np. Bawarczykami, żeby zwrócić uwagę, że rachunek wyszedł o 10 centów za dużo (nie żartuję, w Bawarii to norma…), nie będziemy tolerowały pewnych zachowań niegenelmańskich u panów.

KOBIETY W PRACY.
Szczególnie w pracy Niemki są bardzo w porządku (raczej): uważają, że najważniejsza jest dobra atmosfera, a nie emocjonalno-gimnazjalne zachowania współpracowniczek, czyli coś (bez urazy byłe koleżanki z pracy; z tymi, które potrafiły się zachować, nadal utrzymuję kontakt lub długo utrzymywałam), czego w Polsce rzadko widziałam. Bo Niemka nie musi się z Tobą przyjaźnić i ma w nosie to, czy jesteś dziwna, czy coś tam robisz, najważniejsze jest, czy nie sprawiasz problemów w pracy, bo prywatne sprawy umie wyłączyć i zachować dla siebie zamiast stwarzać konflikt.

WYGLĄD NIEMEK.
„Moje” Niemki, dorosłe kobiety, śmiały się z Polki, z którą pracowałyśmy. 40-latki, która wyglądała na 32 lata. Jaka nie była paskudna z charakteru, to trzeba było jej przyznać: ładna, zadbana, młodo wyglądała.
Niemki dziwiły się, jak ona może się malować, ponieważ używała… tuszu do rzęs! A także kremu Yves Rocher, aby odżywić twarz.
Nie licząc młodego pokolenia, dorosłe Niemki nie wydają pieniędzy na kosmetyki czy ciuszki. To jest ich plus, ponieważ nie muszą się stroić, mizdrzyć, wydawać fortuny na rzęsy, paznokcie, zabiegi, kosmetyki itp., żeby ich panowie i tak ich kochali i adorowali. To jest fajna cecha, aczkolwiek nie poznałam Niemki, która by dbała o siebie. Pulower babciny był na porządku dziennym.
Do tego stopnia, że Niemce 40-letniej wszyscy dawali 56 lat. Dlatego też któregoś dnia wypaliłam:
- Ale super, że mimo tego że mogłabyś być na emeryturze, wciąż pracujesz!
Brawo, Martusia. Brawo.

Tu rzadkością są raczej kobiety bez tatuaży. Czy to młode, czy starsze, czy nauczycielki – kobiety z tatuażami w widocznych miejscach to rzecz naturalna i nikogo to nie dziwi, a co najdziwniejsze dla przeciętnego Polaka-rodaka: NIKT nikogo tu nie ocenia, bo ma w nosie nieswoje sprawy <3
Ostatnio widziałam nauczycielkę z klasą – 8-latkowie, 9-latkowie – która miała wygolony bok i turkusowe włosy i cała była w tatuażach. I wiecie co? I nikt się nie bulwersował, że nauczycielka, pedagożka, tak wygląda!

NIEMKI RACZEJ NIE ZWRACAJĄ UWAGI NA WYGLĄD U SIEBIE.
Chyba że to młode dziewczęta, ale przeważnie nie pielęgnują siebie. W szczególności Bawarki, u których normą jest brak niektórych zębów. Ale z czego to wynika? Nikt nie wie, one same również nie.
Nawet jeśli mają zniszczoną cerę w wieku 35 lat przez palenie oraz pożółkłą cerę (a niemalże każda Niemka pali…. wręcz kopci) czy czarne „wąsy” od papierosów na stałe – nie jest to kwestią dla nich istotną.

W szatni w fitnessklubie kobiety się nie zakrywają, nie wstydzą. Starsze, z pomarszczoną, obwisłą skórą, z fałdkamii z cellulitem- nic je to nie interesuje. Wchodzą do sauny nagie i siedzą tak, nie wiedząc nawet, że powinny wstydzić się czegokolwiek.

CO ZAŚ TYCZY SIĘ MOJEGO WYGLĄDU:
Mogę wyglądać, ubierać się-przebierać i się nie gapią.
Tak, tak, pewnie nie gapią się, bo nie mają na co u mnie – wiem, wiem, hejterzy. Ale tak poważnie: nie gapią się, nieważne, jak bardzo kobieta jest kolorowa, bo wiedzą, że IM NIC DO TEGO.
Jeśli któryś się gapił, to… okazywał się Polakiem. A okazywał się, bo zaraz głośno do kogoś coś skomentował.

Słyszałam wiele razy, jak to niektórzy komentowali, że Ukrainki za bardzo się malują i stroją, o Rosjankach (z Moskwy) to już lepiej nie wspominać. Ale tak samo Niemcy nas, Polki, jak Polacy Ukrainki postrzegają w tej kwestii. Dla nich to my przesadzamy z malowaniem się, nawet jeśli malujemy codziennie rzęsy do pracy.
Tak samo Polacy zatrudniają Ukrainki do sprzątania, sądząc, że one lepiej zajmą się domem, tak samo Niemki Polki cenią w tym zawodzie. Ale to wynika z tego u Niemek, jeśli chodzi o sprzątanie, że Niemki nie zważają na takie rzeczy, przeważnie, ponieważ one dużo energii poświęcają na pracę.

Swoja droga to w pracy są bardzo zadaniowe: skupiają się na pracy i współpracy, nie zaś na intrygach współzawodnictwie. Wiadomo, że wyjątki zawsze się znajdą, ale przeważają kobiety zadaniowe, zaś polskie środowisko pracy zawsze przypominało mi telenowele: obgadywanie, intrygi, kombinowanie, plotkowanie.

Każda Polka nie tyle chciała mi pomóc i uprzedzić, ile zmazać ten uśmiech z twarzy, ględząc mi, żebym nie trzymała z Niemkami w pracy, gdy szefowe brały mnie ze sobą na przerwy. Każda Polka powtarzała mi:
- One ciebie tak naprawdę nie lubią! Są dla ciebie miłe tylko w pracy, ale poza pracą to ich w ogóle nie obchodzisz.
A co mnie to obchodzi? Wolałam zawsze to, żeby w pracy była zdrowa i miła atmosfera przede wszystkim. Nie obchodziło mnie, co o mnie myślą. Swoje animozje każda osoba może wsadzić tam, gdzie słońce nie dochodzi.
Wolałam to od tego, jak jest w Polsce: każda, niepytana, musiała pokazać swoje humory, sympatie i antypatie, bo inaczej by się udusiła, tworząc atmosferę, w której nie dało się oddychać.
W pracy tylko jedna pracowniczka przypomina mi nieustannie, żebym nie ufała – jak na ironię jest to akurat Polka. Cały czas powtarza mi, że Niemki są dwulicowe, ponieważ np. uśmiechają się, ale nie jest to szczery uśmiech. Szczerze? Nic mnie to nie obchodzi: wolę kulturę i życzliwość zachowaną w pracy, niż budowanie dziwnej atmosfery, z którą nierzadko spotykałam się w Polsce.
To Polka mi przypomina, że te uśmiechy i życzliwość są nieszczere. Szczerze? Możliwe, że ten uśmiech nie jest ich szczerą radością, ale ten zachowany uśmiech wobec innych to kultura osobista.

Co zaś tyczy się kultury osobistej…
W Polsce miałam koleżankę w pracy, wręcz się kumplowałyśmy, gdy wyjechałam z Polski, została managerką, a gdy wróciłam po roku na wakacje do domu, była nie do poznania – już nie była miła dla ludzi, już nie musiała z innymi poniżej jej stanowiska  się kolegować, a do swojej pracowniczki potrafiła powiedzieć: „Rozumiem, że nie jesteś z Warszawy, co widać po Twoim zachowaniu…”, kiedy ją karciła.
Swoją drogą sama nie była z Warszawy przez pierwszych 30 lat swojego życia, jeśli ktoś tu komu coś chce wytykać.

NIE UOGÓLNIAM, ale moje dotychczasowe doświadczenie w pracy nauczyło mnie, że w Polsce im bardziej niemiła kobieta, krzykliwa czy niekiedy wręcz chamska, tym bardziej się jej bano i tym samym uważano za kandydatkę na przełożoną.
W Niemczech natomiast jest wprost odwrotnie: im sympatyczniejsza, ogarniająca swoją pracę i pomocna, tym szybciej zostawała szefową, natomiast niemiłe osoby są niemile widziane w środowisku pracy, ponieważ strach nie jest dobrym wyznacznikiem bycia dobrym szefem.
Mówię o kobietach, ponieważ w Niemczech samymi szefami i dyrektorkami czy managerkami są… Właśnie kobiety!

 Ale to są początkowe, luźne spostrzeżenia.

A poniżej macie zdjęcie pt.: „Bez kawusi ze Starbunia nie zacznę pracy w wielkim świecie, czyli Berlinie. OMG, paznokcie krzywo pomalowane #coZaŻycie”.

Kawusia w wielkim świecie

Kawusia w wielkim świecie

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *