Dziewczyny, czytajcie książki!

czwartek, Maj 10, 2018 0 No tags Permalink 3
czytać książki!

czytać książki!

Fajnie jest być Melanią Trump, ale jeszcze fajniej Michelle Obamą – dlatego czytajcie książeczki. 

Dinozaury nie czytały i co? I wyginęły.

Zauważyłam to, współpracując z moimi RÓŻNYMI podopiecznymi i uczniami i tłumaczę to RÓŻNYM rodzicom, gdy rozmawiamy o problemie:
widzę dzieci, które mają problemy w szkole w nauce z najprostszymi rzeczami. I dziwią się później ci rodzice, dlaczego. Ale przecież to wszystko to są naczynia połączone: jeśli nie czytamy, nie ćwiczymy mózgu (najważniejszego mięśnia w nas), gorzej zapamiętujemy, trudniej nam skojarzyć fakty, trudniej nam myśleć logicznie itp., itd. Bo dziecko, które czyta, stanie się dorosłym, które myśli!
Mamy, namawiajcie córki do czytania!

Ale i my same też czytajmy!
I nie – nie jestem pewna, czy „50 twarzy Greya”, „Zmierzch” czy też Paulo Coelho można wliczyć w czytanie.

bitches love  libraries.

bitches love libraries.

czytanie jest sexy

czytanie jest sexy

Oriana Fallaci

Oriana Fallaci

1. TAK. FAJNIE JEST BYĆ MELANIĄ TRUMP.
Kobieta atrakcyjna, elegancka, którą inni pożądają. Ale jeszcze fajniej jest być kobietą, która ma swój rozum i swój charakter. Bo z całym szacunkiem, ale wątpliwe dla mnie jest to, czy kobieta intelektualnie rozwinięta, bez przymusu zechciałaby być z mężczyzną, który nie szanuje kobiet.
Ale jeszcze fajniej jest być kobietą, która ma samodzielnie coś do powiedzenia i która jest niezależna intelektualnie. Jest to jedna z tych rzeczy, które uszczęśliwią nas same, jak niezależność. Bo nic tak nie ćwiczy umysłu i nie rozwija jak właśnie czytanie.

2. ROZWIJA SIĘ SWÓJ CHARAKTER I OSOBOWOŚĆ.
Krótko: porównajcie sobie osoby, które czytają i które nie czytają książek. Kropka.
Posłuchajcie, co mają do powiedzenia, ci, którzy nie przeczytali od dawna lub nie czytają reagularnie fascynujących książek. Ludzie, którzy czytają,  ciekawsi, potrafią popatrzeć na dane zagadnienie czy problem z kilku perspektyw, co już samo w sobie jest fascynujące. Potrafią wypowiedzieć się na niemalże każdy temat, zatem ludzie lgną do takich osób, aby posłuchać kolejnych ciekawych wątków czy wymienić interesujące poglądy.

3. CZYTANIE REDUKUJE STRES.
Czytanie odpręża, bo pozwala nam oderwać myśli od problemów i niemiłych spraw (no chyba że czytacie Jo Nesbo etc.), zamiast pogrążać się myślach, nakręcając się.
Czytanie książek sprawia, że na dany problem możemy spojrzeć z innej perspektywy, tej jaśniejszej i zauważyć problem, który wcześniej wydawał nam się nie do rozwiązania. Albo też pomoże nam zrozumieć, jakie niekiedy błahe są nasze problemy (jeśli takowe są rzeczywiście błahe).

4. KSIĄŻKI POSZERZAJĄ SŁOWNICTWO.
A im więcej słów znamy, tym lepiej jesteśy w stanie zrozumieć siebie, nasze emocje czy innych emocje. Przede wszystkim jeśli chcecie być traktowane jako poważne i wartościowe osoby, warto nieco poszerzyć swoje słownictwo, niż ograniczać się głównie do inwektyw i kolokwializmów. Jest to taka porada zarówno do kobiet, które szukają (wartościowego) męża, jak i do tych, które chcą robić coś dla samych siebie.
Czytając bardzo zróżnicowane książki, poznajemy najróżniejszych autorów, a przecież każdy z nich postrzega świat w zupełnie inny sposód, co ma swoje przełożenie na ich sposób pisania, a chyba jedną z bardziej rozwijających rzeczy jest odbierania świata w różnorodny sposób, czyli oczami innych. Dlatego nie uważam „Greya” za książkę, która jest wartościowa właśnie m.in. ze względu na słownictwo nieprawdopodobnie infantylne, trywialne i naiwne….
Chyba nie chciałybyście same być z troglodytą? Aby mieć poczucia, że ktoś nad wami dominuje w takiej dziedzinie, kiedy wy w trakcie interesującej rozmowy, która wzbogaca, musicie sięgać co drugie słówko po słownik.
A przede wszystkim rozumiemy, kiedy ktoś – mówiąc kolokwialnie – wciska nam kit zawoalowany w trudnych słowach.
Ja osobiście wolę przebywać z osobą elokwentną, niż taką, której słownictwo krąży głównie wokół słowa „kur**”. Gratuluję.

5. POSZERZA WIEDZĘ
Nie tylko słownictwo, ale i wiedzę. Ale tego chyba nie muszę tłumaczyć, czyż nie?

6. WZBOGACA WRAŻLIWOŚĆ
Kiedy wczytujemy się w przeżycia, doświadczenia, traumy bohaterów, wczytujemy się w postrzeganie innych i łatwiej jest nam zrozumieć sposób myślenia, a ty samym działani i podejmowanie decyzji bohaterów, czyli ludzi też w prawdziwym życiu. Rozwijamy nie tylko analityczne myślenie (ale i samo myślenie), ale również własną empatię.
Zaczynamy rozumieć słowa Oscara Wilde’a: „Nie jestem wystarczająco młody, aby wszystko zrozumieć” i zaczynamy zgadzać się z Carlem Jungiem: „Ocenianie jest łatwe, myślenie wymaga wysiłku, dlatego więcej ludzi osądza”.

A ponadto ludzie czytający stają się wrażliwsi na sztukę rozumianą w szeroko pojęty sposób: częściej chodzą na sztuki teatralne, do muezeów, wybierają lepszej jakości filmy, ponieważ sami tego chcą; ponieważ ich mózg potrzebuje coraz lepszej stymulacji i kolejnych dodatkowych bodźców.

7. MA SIĘ MĄDRZEJSZY WZROK (Zazwyczaj)
Nie bez powodu mamy sformułowanie:  „Twarz nieskalana myślą”…

8. POPRAWIA PAMIĘĆ.
Well, duuh!
Dzięki czytaniu i stymulacji mózgu tworzymy nowe synapsy i wzmacniają te starsze.
Jak również dłuższe czytanie zmusza nas do skoncentrowania się na jednej rzeczy, mianowicie na tekście, dlatego ćwiczymy także koncentrację.

9. POPRAWIA KREATYWNOŚĆ I ROZWIJA WYOBRAŹNIĘ.
Czytanie pobudza prawą półkulę mózgu, która odpowiada za:

  • myślenie w sposób niekonwencjonalny
  • myślenie abstrakcyjne
  • działanie zgodnie ze swoją intuicją
  • wyobraźnię
  • myślenie przestrzenne
  • działania artystyczne

Widziałam wiele dzieci, rówieśników, którzy za młodu mieli potencjał, talent, który został gdzieś zakopany, zapomniany, bo rodzice woleli włączyć telewizor i wyłączyć dziecko, niż wyjaśnić dziecku, że czytanie nie gryzie.

10. INSPIRUJE I MAMY WENĘ.
Kiedy poznajemy bogatych wewnętrznie, interesujących, ciekawych ludzi, czujemy, że jesteśmy naładowani niesamowitą energią. Mamy poczucie, że możemy dużo i że nasze pomysły, które do tej pory wydawały się głupie, nierealne, są możliwe do wykonania. Słuchamy ciekawych, innych historii, które przeżyli ci ludzie. Coś ciekawszego niż ostatni odcinek z ich ulubionego serialu. Tak samo mamy, gdy czytamy (dobre, wartościowe, interesujące) książki. Pozwalamy się otworzyć na życie.

Czytajcie książki!

Czytajcie książki!

"Kołymskie" Hugo-Bader

„Kołymskie” Hugo-Bader

"Zimne ognie" Beckett

„Zimne ognie” Beckett

11. JAKO DOROŚLI LUDZIE NIE OŚMIESZAMY SIĘ, POPEŁNIAJĄC BŁĘDY ORTOGRAFICZNE…
Nic tak nie wywołuje śmiechu, jak pani w poważnej instytucji, w instytucji zaufania, w urzędzie, banku, która pisze poważne pisma czy maile z błędami ortograficznymi jak dziecko.
ALE no przecież teraz 99% ludzi, którzy stosują błędy ortograficzne, to dlatego że mają dysleksję, ale pewnie nie stwierdzoną… Nice try. Nie, po prostu nie czytaliście za młodu, ani teraz.
Doprawdy to przekonuje potencjalnych pracodawców, aby takie osoby zatrudnić (nie liczę te osoby, ktorym rodzina i nazwisko pomagają w zdobyciu stanowiska – nie muszą tacy martwić się o to, że nie wypada pisać jak 10latek).

12. STAJEMY SIĘ DOBRYMI ROZMÓWCAMI
Już powyżej coś podobnego pisałam, ale teraz nie mam na myśli tego, aby być ciekawszym, ale aby podwyższać sobie poziom i wznosząc się na wyżyny intelektu, choć kapkę. Dzięki rozwiniętym zdolnościom analitycznym (odpowiednie książki) czy wyobraźni, szybciej wyciągamy ciekawe wnioski.

13. ZABIJAMY NUDĘ!!
Serio? Mam rozwijać ten wątek?
Krótko: Jak komuś się nudzi, to zaczyna interesować się cudzymi problemami, cudzym życiem i tym cudzym życiem żyć.
Bo lepiej mieć nos wetknięty w książkę niż w cudze życie.

14. ŻYJEMY DŁUŻEJ.
Nie żartuję. Pamiętam, jak śp. Danuta Szaflarska w jednym z wywiadów w radio powiedziała, że żyje tak długo, ponieważ ćwiczyła pamięć piosenkami tudzież wierszami. Ponieważ utrzymywanie swego najważniejszego mięśnia, mózgu, w świetnej kondycji intelektualnej sprawia, że jesteśmy bardziej świadomi tego, co dzieje się wokół nas, nieustannie ćwiczymy mózg, a dzięki temu, że nasz mózg nie jest na wyłączeniu, i nasze ciało tak łatwo nie poddaje się starości. Ciało nie może być sprawne, jeśli umysł nie jest.

15. DZIECI. CZYTANIE WZMACNIA WIĘZI EMOCJONALNE POMIĘDZY DZIECKIEM A RODZICAMI

16. DZIECI. CZYTANIE POMAGA W ROZWOJU EMOCJONALNO-PSYCHOLOGICZNYM DZIECKA.

17. CZYTANIE POMAGA W NAUCE JĘZYKÓW OBCYCH.
Wiele słów w naszym języku brzmi podobnie jak synonimy w języku angielskim (na szybko) np.: „eskalować”, „ewakuować”, „preferować”, „demokracja”, „prezentacja”, „elokwencja” itp., itd.
Dlatego łatwiej jest nam nauczyć się języka obcego, jeśli mając bogate słownictwo potrafimy zapamiętać obce słowa, kojarząc je z naszymi polskimi słowami.

18. SAMODZIELNIE MYŚLIMY.
Skoro już wiemy, że czytanie uczy myślenia, wyciągania wniosków i wyobraźni, zgodzimy się również z tym, że zaczniemy krytycznie patrzeć na to, co mówią nam inni, nie przyjmując bezkrytycznie rzekomej prawdy, która tą prawdą nie musi być. Jak również nie stajemy się zależni od mediów, które (jak wiemy, albo jak niektórzy nie wiedzą…) prawdy nie zawsze mówią…
Dzięki czemu też wyrabiamy własne gusta i upodobania, niekoniecznie to, co nam starają się wcisnąć reklamy i środki masowego przekazu – nie jesteśmy bezbronni na kulturę masową.

19. ODCIĄGA OD MEDIÓW.
Nie mówię, że wszelkie media są złe, ale kiedy włączamy telewizor, a wyłączamy siebie, nasze mózgi rozleniwiają się, zamieniają się w sieczkę. I tu chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego to niezbyt korzystne.
Książki sprawiają, że tania rozrywka, mała sztuka szybko nas nudzi, wręcz drażni i zaczynamy uciekac w wyższe rejony.

Lepiej być oczytaną, niż ładnie wyglądającą

Lepiej być oczytaną, niż ładnie wyglądającą

Dzikie łabędzie

Dzikie łabędzie

  • Wiedziałyście, że: ”(W Chinach) W grudniu 1959 r. do listopada 1960 r. wieśniacy zabili i zjedli 48 dzieci płci żeńskiej poniżej siódmego roku życia, co stanowiło dziewięćdziesiąt procent dziewczynek w tej grupie wiekowej. Kanibalizmu dopuszczało się około 70% rodzin. (…). Ponieważ tradycyjnie chłopów ceniono wyżej niż dziewczynki, ofiarami padły właśnie one. (…)”?
    Nienawidzę kochać się, czyli tylko "120 dni Sodomy"

    Nienawidzę kochać się, czyli tylko „120 dni Sodomy”

  • A o tradycji bandażowania stópek u dziewczynek w Chinach? Małej dziewczynce łamie się stopy w śródstopiu, „podwija się” pod spód, a następnie bandażuje tak mocno, aby nie mogły one rosnąć. Przez ból łamanych i rosnących kości jest nie do zniesienia, przez co kobiety bardzo często ledwo chodzą, ponieważ każdy krok jest niemożliwy. Paznokcie dalej rosną, wbijając się w ciało dziewczynki, która ten rytuał musiała przecierpieć przez całe życie, ponieważ krępowanie (łamanie) stóp uniemożliwiało im chodzenie, a co dopiero jakiekolwiek inne czynności, czy prace.
  • Dlaczego? Ponieważ czego to kobiecie się nie robi, aby ta była piękna, albowiem małe stopy u kobiet w Chinach były (są nadal w niektórych rejonach mimo zakazowi w XX wieku) uznawane za coś przepięknego. Wszystko dla estetyki. Malutkie stópki były symbolem wytworności i zapewniały właścicielce dobre zamążpójście.
  • A wiedziałyście, że to właśnie w Korei Północnej kobieca rola sprowadza się do roli rodzenia mężczyzn, aby ci budowali wspaniałą Koreę i wyrastali na żołnierzy przywódcy?
  • elity wojskowe i polityczne mają swój prywatny harem złożony z kobiet, które zostały zabrane rodzinom wbrew ich woli, aby zadowalały mężczyzn. Nazywa się to „zespołem uszczęśliwiającym”, „brygadą przyjemności”, w którym to dziewice pomiędzy 14. – 20. rokiem życia są przygotowywane przez około 20 miesięcy do tej roli?
  • A że kobietom nie wolno nosić krótszych spódnic niż do kolan. Nie wolno im również nosić spodni w Korei Północnej?
  • W tej samej Korei nie wolno im także jeździć na rowerze, ponieważ kobietom nie wypada?
  • Że pisarka i reporterka Anna Politkowska zginęła, ponieważ chciała przekazać prawdę?
  • Co do Politkowskiej: znałyście prawdę o Rosji? Tę „Udręczoną Rosję”?
  • A jedną z najlepszych reporterek jest właśnie kobieta? Świetłana Aleksijewicz?To wszystko wyczytacie z książek!
    I to nie musi być koniecznie ta konkretna książka, którą ja wam pokazuję. Chodzi o sam fakt poznawania-czytania.

    • A czy wiecie, że te kobiety opisane w książce ”Upór i przekora” odkryły wewnętrzne jądro Ziemi, zidentyfikowały pierwiastki radioaktywne czy też zapoczątkowały nową dyscyplinę badawczą?
    • A czy wiecie, że naukowczynie z tej książki brały udział w ekspedycji na dno oceaniczne?
    • Wiecie, kto zainicjował powstanie Agencji Ochrony Środowiska?
    • Czyje genialne teksty ocaliły życie wielu kolejnych pokoleń chorowitych noworodków?
    • Albo że hobby niektórych tych kobiet było latanie wyczynowymi samolotami do akrobacji powietrznych?
"Seks się liczy" Osho

„Seks się liczy” Osho

Chroniczny brak książek. To współczesna choroba zaraźliwa. A dokładniej to genetyczna.
Od lat powtarzam ludziom:
- U niektórych w domu leci „kurwa”,
A u niektórych kultura.
Nie mówię o matkach, które zapieprzają ze wszystkim i po prostu fizycznie nie mają czasu ani sił, żeby jeszcze poczytać swoim małym dzieciom, żeby nauczyć je, że należy czytać. Mówię o matkach, które ślęczą z dziećmi przez cały weekend a do tego popołudniami/wieczorami w tygodniu przed telewizorami (mimo tego że mają siły i czas), zaś w weekendy idą na shopping ciuszkowy co tydzień, ale nie pokażą dziecku, że należy poświęcić choćby godzinkę dziennie na czytanie, poczym dziwią się, dlaczego dziecko ma problemy w szkole lub niczym się nie interesuje.

Lub matki, które wydają co weekend 500zl (x4) na nowy ciuszek (pokazując dziewczynce, że dobrze jest się podobać, nie pokazując równowagi córce, że też należy czymś się interesować). Ale twierdzą, że nie mają 200zl na zajęcia dodatkowe, które rozwiną zdolności dziecka, a potem dziwią się, dlaczego dziecko ma problemy w szkole lub niewiele osiąga w jakiejkolwiek dziedzinie, jak również tej emocjonalnej.

Czytajcie!

Czytajcie!

To jest książka. Ona nie gryzie. Jak widać, można ją wziąć do ręki i niekiedy się zaprzyjaźnić. Co daje regularne czytanie dobrych książek?
Czyli podsumowanie albo skórt dla leniwych:

1. Jesteśmy w stanie same zbudować swoje przemówienia tudzież myśli, niż podkradać pełnymi garściami-zdaniami od mądrzejszych od nas.
2. Będzie nam łatwiej przy głosowaniu do rządu zauważyć idiotów, którzy nienawidzą kobiet
3. Ćwiczymy nasz najsilniejszy mięsień, który wspomaga nasze całe życie
4. Zauważamy, jak pewne kwestie, nad którymi pociłyśmy się w ciągu dnia, są śmiesznie nieistotne
5. Czytanie pomaga w walce z Alzheimerem
6. Sąsiedzi nigdy nie będą narzekali, że czytacie za głośno
7. Książki zatrzymują kule – może wam książka uratować życie
8  Powiem coś cholernie banalnego: jak się czyta książkę, to przeżywa się drugie życie (jeśli jest ona dobra). I ci, którzy czytają, to rozumieją.
9. Dinozaury nie czytały książek i co? I wyginęły!
10. Pobudza kreatywność, logiczne myślenie, myślenie twórcze i ogólnie myślenie, pomaga w lepszym zapamiętywaniu.

Skutki uboczne:
1. uzależnia
2. czytanie jest zaraźliwe

czytaj ksiażki

czytaj ksiażki

Mówi się nie bez powodu, że bogaci ludzie mają dużą bibliotekę, zaś biedni ludzie – duży telewizor.

I już nawet nie chodzi o wyszydzanie zasobów finansowych, ale o mentalność.
Swoją drogą:
jak mało książek masz,
to Ci się rzuca na twarz.

I kiedy piszę o matkach (czy też ogólnie rodzicach, którzy skupiają się przy kwestiach wychowawczych na czytaniu vs. shoppingu). nie mam na myśli tylko pieniądzy i zapisywanie na dodatkowe zajęcia, ale o podejście do dziecka. Matki, które czytają, są kreatywne, albo przynajmniej wiedzą, jak kreatywność u dziecka jest ważna, aby prawidłowo się rozwijało, i pomagają dziecku rozwijać się w tym i zachęcają do świata.

Matk, które czytają książki, zabierają swoje dzieci do muzeów, gdy są za granicą, pokazują różności świata, zachęcają do brania udziału w dodatkowych zajęciach, do czytania, do posiadania swoich zainteresowań. I na pewno nie będą wmawiały córkom, że powinno się coś robić, bo „co inni powiedzą?”. Matki-jednorożce nie przejmują się opinią innych i tego samego uczą swoje córki.

Taka matka ma klasę. W życiu nie przejdzie jej przez gardło obrażanie innej kobiety czy nawet na inną nie spojrzy. krytykując, czy mówiąc:
- Co ona może wiedzieć, skoro dzieci nie ma?
Taka matka wie, że jedynym czy też głównym osiągnięciem w życiu kobiety nie jest urodzenie dziecka. I tego też będzie uczyła swoją córkę.

"Seks i inne choroby cywilizacyjne"

„Seks i inne choroby cywilizacyjne”

Drażnią mnie tlłumaczenia w książkach.
Gdy czytałam Nesbo, w rozmowie dwóch policjantów padło sformułowanie: „Ależ to fantastyczna wiadomość”. Nie wiem, czy tak autor napisał (norweskiego jeszcze nie znam, by czytać Nesbo w języku ojczystym Nebo), czy wina tłumacza, ale… Z całym szacunkiem, ale każdy chyba wątpi, żeby policjant i to taki, który zajmuje się morderstwami, używał takich zdań jak dewotka, bo to raczej u Jane Austen przeczytałabym takie słowa w ustach jej bohaterki.

Ponieważ posługujemy się językiem z takiego środowiska, którym się otaczamy. Język do nas zaczyna przylegać. Policjanci, którzy otaczają się najgorszym brudem i którzy muszą zobojętnić się na zło, nie będą posługiwali się naiwną mową dewotek, czy kwiecistym językiem literackim.

Podobnie było, gdy czytałam „Metro” Uniwersum – tym bardziej nikt mi nie wmówi, że wojskowi i to rosyjscy mówiliby do siebie:  „A figa, bracie” czy „A spadaj stąd, czorcie!”.
Nie mówię, by nakurwiać kolokwializmami, ale mam zazwyczaj poczucie, że jakiś purytanizm panuje w literaturze, przez co dialogi nie są naturalne.
Nie po to czytam książki i chcę wejść w świat jakichś bohaterów, żeby czytać ocenzurowany, nienaturalny świat.

Co do języka, jeszcze parę słów.
Pierwsza taka rzecz ukuła mnie w oko, gdy czytałam Tomasza Piątka. Bardzo lubiłam książki pisarza („Bagno”, „Kilka nocy poza domem”, „Heroina”), ale równie nienaturalne było dla mnie, gdy bohater „Kilku nocy…” opisywał seks z prawie obcą dziewczyną: w jednym opisie było o „kochaniu się ostro”. Stary, albo ma się ostry seks z przypadkową osobą, której nie kochasz, więc wtedy nie jest to kochanie się, albo jest to namiętne kochanie się z nie-przypadkową osobą, którą kochasz. Inaczej powstaje oksymoron.
Takie nieco:
- Chcę być perwersyjny („ostro”), ale jednocześnie się wstydzę („kochać się”).

To było przyklłdowe zdanie, bo takich jest od cholery.

Mała prośba: pamiętajmy o naturalnym języku różnych środowisk czy bohaterów tak, by nie powstał z tego sztuczny wytwórk, jakiś powtorek językowy.

"Metro"

„Metro”

Czerwone gardło_Jo Nesbo

„Uwielbiam” określenie „kobieca literatura”. Pod tą nazwą zazwyczaj kryją się melodramaty, historie miłosne, współczesne harlequiny (czyli „Grey” lub „Zmierzch”).
Paradoksalnie to, co jest „płciowe”, jest nijakie.
Płciowe książki, czyli np. „kobieca literatura”:
Czyli jaka? Bo uważamy, że kobiety będą pisały w sposób przesłodzony i naiwny. Bo kiedy słyszymy „literatura kobieca”, mamy na myśli powieści miłosne i harlequiny. I pod tym tytułem mieszczą się wszystkie książki… ksiązeczki dla kobiet.
- Ojtam! Taka tam kobieca literatura, ksiażeczki o banalnej miłości, aby kobiety tez mogły sobie poczytać i myślały, że są mądre! Słodko!
Bo wielu uważa – jak to powiedział klasyk – że kobieta z książką i studiami jest tak samo urocza jak małpka na rowerze: ma przy tym dużo zabawy i jest taka słodko-zabawna.
Dlatego, dziewczyny! Namawiam do czytania książek, żeby nie dać się ogłupić durnymi książkami. I żeby nie dać sobie wmówić, że kobiety czytają jedynie głupiutkie, niewiele warte książeczki.
Jo Nesbo

Jo Nesbo

Jo Nesbo

Jo Nesbo

Millenium

Millenium

 Oczywiście należy też czytać dobre książki lub/i takie, które wzmacniają pozytywne wzorce i wartości.

 Stieg Larssen pisał do swojego szwedzkiego wydawcy:
„Chciałbym stworzyć osobowość odmienną od tych, które występują w kryminałach. Moim punktem wyjścia była odpowiedź na pytanie: kim stałaby się Pippi Langstrumpf, gdyby dorosła? Jak przyjęłoby ją nasze społeczeństwo? Czy nazwano by ją socjopatką, bo nie chciałaby się przystosować do przyjętych reguł i nie miałaby za grosz tego, co nazywa się potocznie inteligencją społeczną?”

O trylogii „Millenium” można było się już naczytać i nasłuchać, ale dlaczego zwracam uwagę na tę książkę? Bo główna bohaterka,  przyćmiewa męską rolę pierwszoplanową.
Ponieważ recenzji „Millenium” było mnóstwo, skupię się na postaci kobiecej, czyli Lisbeth Salnder która dla wielu młodych kobiet jest uosobieniem osoby biorącej los w swoje ręce. W skrócie, jaka ta postać jest? Ponadprzeciętnie uzdolniona (hakerka, genialne pamięć fotograficzna)  inteligentna, outsiderka, bezpruderyjna, gwałtowna, agresywna, skomplikowana, samodzielna, niezależna, mściwa, ale sprawiedliwa. I oprócz tego wszystkiego jest także całkowicie niezależna od mężczyzn.

Jeśli uwierzyłyście, że główne bohaterki za młodu były księżniczkami, które czekały, aż ktoś je uratuje, to przestańcie. Jeśli wierzyłyście, że dobra kobieta, to grzeczna kobieta lub ta, którą wszyscy panowie od zawsze podziwiali za dobroć i piękno, to przestańcie. Lisbeth Salander – cholernie inteligentna i niezależna – jest nazywana socjopatką i chorą psychicznie, tylko dlatego, że nie chce (i nie umie) wchodzić w relacje z innymi ludźmi. Obwinia się ją o brak wyrzutów sumienia tylko dlatego, że karze mężczyzn, którzy są bezkarni wobec kobiet.
Ktoś ładnie określił Lisbeth „antywzorcem wobec stereotypowych kobiet występujących w literaturze” i jest to jeden z największych koplementów, jaki bohaterka książki może o sobie usłyszeć.

Lisbeth nie czekała, aż uratuje ją mężczyzna bądź też pocieszy. Samodzielnie poradziła sobie ze swoim gwałcicielem z takim samym okrucieństwem, z jakim on ją potraktował, zostawiając mu na brzuchu tatuaż jako przypomnienie, a żeby jej kurator-gwałciciel nie zapomniał o niej i przede wszystkim o tym, co jej zrobił, przypomina mu się, zastraszając go. Ujawnia wszelkie informacje osobiste tych mężczyzn, którzy ze szczególną nienawiścią i brakiem szacunku traktują lub wykorzystują kobiety.
Lisbeth Salander od dziecka była świadkiem pobicia i gwałtów na jej matce, których dokonywał sam ojciec Lisbeth. W konsekwencji dziewczynka samodzielnie zrobiła domowej roboty „koktajl Mołotowa”, podpalając tym sposobem swego ojca, aby obronić matkę, której państwo nie chciało pomóc. W konsekwencji trafia do szpitala dla psychicznie chorych, gdzie pod okiem lekarza (mężczyzny) jest zdiagnozowana jako socjopatka cofnięta w rozwoju intelektualnym.

      I to, co jest również niesamowite w „Millenium” to fakt, że to właśnie męski autor stworzył taką postać i zwrócił uwagę na problem przemocy wobec kobiet.
Traktowanie czy samo myślenie o kobietach jak o istotach słabszych jest już oznaką seksizmu. Traktowanie kobiet jak obiektu czysto czy też głównie seksualnego, przekonanie, że można wulgarnie i natarczywie podrywać każdą kobietę, również jest formą dyskryminacji – świadczy o tym, że mężczyźni uważają, że kobiety są jedynie stworzone po to, by cieszyć męskie oko, oczywiście w wolnej chwili od rządzenia światem. Może nam się wydawać, że w XXI w. taka rzecz już się nie dzieje, że mamy równość płci, ale sytuacje życiowe, programy telewizyjne, teledyski i podejście mediów i reklam do kobiet pokazują nam coś zupełnie przeciwnego. Świadczy też o tym chociażby fakt, że system społeczno-polityczny często bagatelizuje problem kobiet. Dlatego też to, co działo się z Lisbeth, jest w ogromnej mierze winą systemu, który zawiódł. Tego, że kobieta-geniusz była krzywdzona przez swojego ojca i brata, a także przez to, że jej prześladowcy byli bezkarni: pracownicy społeczni wystawiają o niej opinię „egocentryczka, aspołeczna, na granicy psychopatii, opóźniona umysłowo, niezdolna do samodzielnego życia” oraz „problemy ze współpracą, niemożność przyswojenia sobie wiedzy szkolne” , przez co zostaje „skazana” być pod opieką kuratora-gwałciciela.

Wiecie, jak każe się kobiety, które chciały walczyć o swoje prawa? Na pewno niesprawiedliwie. Czy to słowem czy czynem. Słownie, kiedy chce się sprowadzić do parteru kobietę, nazywając ją najgorzej, jak się da, „dziwką”, „szmatą”, kiedy ta walczy o równouprawnienie w sferze seksualnej, nie chcąc związać się na stałe z jednym mężczyzną, a zamiast tego zachowuje się po prostu jak on: uprawia samowolkę i postanawia być „niebieskim ptakiem”. Obraża się też kobiety z Femen Ukraine, kiedy te, starając się zwrócić uwagę na ważne problemy społeczne, ukazując nagie piersi, ponieważ inne metody już zawiodły.    W 1929 r. na Węgrzech przed sądem stanęły kobiety ze wsi Nagyrév, które truły swoich mężów-pijaków. Oczywiście, proszę zaraz sobie nie myśleć, że popieram samosądy czy też karę śmierci, ale były to kobiety, które najwyraźniej miały dosyć przemocy domowej, a nikt nie interesował się w tamtych czasach tym, że były maltretowane przez mężów.

Tak się dzieje, kiedy kobiety chcą walczyć o swoje. I dlatego Lisbeth postanawia nie czekać, aż mężczyzna wybroni mężczyznę-napastnika, tylko sama postanawia ukarać tych, którzy pozwolili sobie skrzywdzić ją. Moim (nieskromnym) zdaniem jest to obecnie jedna z najlepszych postaci literatury.

            „Najsilniejsza osoba, jaką znam i najbardziej krucha” powiedział o niej drugi główny bohater, Mikael Blomkvist.

Tak sobie myślę, że skoro „Millenium” stało się bestsellerem, sprzedano trylogię w milionowym nakładzie, a jak pokazują statystyki, najczęściej (książki!) czytają je kobiety, to może Lisbeth Salander była po prostu taką upragnioną bohaterką współczesnych kobiet. Czkawką nam się odbiło to, że w literaturze (super)bohaterami byli zazwyczaj mężczyźni.

Lisbeth nie udała się jedna rzecz: mimo tego, że starała się bardzo usilnie wzbudzić w innych antypatię, czytelnicy_czki ją pokochały.

czytajcie książk

czytajcie książki

Czytajcie książki!

Czytajcie książki!

czytajcie książki!

czytajcie książki!

To jest moje zboczenie: czytanie, dowiadywanie się o Korei Północnej. W żaden sposób nie jest związane merytorycznie z blogiem. I nie musi właściwie. Wystarczy, że mnie fascynuje i namawiam każdego do czytania o tym.
Jak jeszcze Was przekonać do czytania?
Kiedyś znajoma powiedziała, że w Korei Północnej jest wojna domowa, ponieważ Arabowie biją się tam o ropę naftową.
Już nie jest moją znajomą. Czytajcie, kobiety, książki, aby nigdy nie dokonać sepuku towarzyskiego niemałym faux-pas, albo jak inni by to przeczytali: fuck up’em.

Ale gdybym tam poleciała, moi „opiekunowie”, czyli „przewodnicy” zabraliby mi telefon komórkowy, zresztą w samej Korei zabronione jest posiadanie każdego sprzętu, które jest wyprodukowane na Zachodzie. Jak również nie mogłabym wszytkiego fotografować, jedynie to, na co pozwoliliby mi moi „opiekunowie”. Wiecie, co jeszcze tam jest zakazane?

  • Na pewno nie będę jako turystka mogła zostawiać Biblii, więc dla pewności i świętego spokoju lepiej jej nie brać ze sobą (nie to, żebym ją nosiła ze sobą czy wierzyła w nią). A to dlatego, że choć Korea Północna jest oficjalnie ateistycznym krajem. Mimo że formalnie istnieje swoboda wyznania, w praktyce państwo prześladuje wszelkie związki religijne. Były również przypadki kary śmierci dla osób, które posiadały Biblię.
  • Jako turystka i mnie będzie tyczył się zakaz kontaktów z bliskimi zza granicy. Za próbę nawiązania kontaktu ze światem zewnętrznym, na przykład z krewnymi w Korei Południowej, grozić może nawet śmierć.
  • Zakazane jest słuchanie innej muzyki niż gloryfikującej reżim
  • Używanie niewłaściwej nazwy kraju. Jedyna dozwolona nazwa to Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna. Używanie nazwy Korea Północna jest zabronione.
  • Pornografia również jest tam zakazana… Zakazana jest produkcja, rozpowszechnianie oraz import pornografii.

I choć wydaje się, że wszystke te zakazy mogłyby dotyczyć tylko mieszkańców, to wielu turystów nie powróciło do swoich krajów, zamknięci w więzieniach, ponieważ koreańska władza nie patrzy na prawa człowieka.

_______________________________________________________________________________________

Kobiety w Korei Północnej mają przymusową służbę wojskową i trwa ona siedem lat. To najdłuższa przymusowa służba na świecie. Obowiązuje od 18. roku życia. W Korei, w patriarchalnym państwie, nie patrzą, czy jest się kobietą czy mężczyzną – warunki dla człowieka sa takie same. Choć kobiety traktowane tam są jako podludzie. Jedna z uciekinierek, Lee So Yeon , opisuje warunki w wojsku tak: „Nie było ciepłej wody, więc podłączali wąż z wodą z górskiego strumienia, z którego wypadały czasem węże i żaby”. Warunki i musztra wojskowa była taka, że średnio po sześciu miesiącach w wojsku okres zanikał u każdej kobiety. Wcześniej zaś używały jednego wacika, który zużywały kilkakrotnie, ponieważ nikogo nie interesuje to w Korei, że kobiety mają okres. Wstawały wyjątkowo wcześniej, aby wyprać waciki, aby to mężczyźni nie musieli patrzeć, że mają okres.
Kobiety poza takimi samymi treningami wysiłkowymi jak mężczyźni, musiały dodatkowo zajmować się gotowaniem i sprzątaniem, ponieważ te obowiązki należą do kobiet i szanujący się mężczyzna nie skala się nimi. Uciekinierka, Lee So Yeon, opowiada również o tym, że gwałty działy się nieustannie i bez końca: „Przełożony zostawał w jednostce po godzinach i gwałcił żołnierki”. Sprawcy zawsze pozostają bezkarni, ponieważ w Korei Północnej nieoficjalnie nikogo to nie obchodzi i sprawy o gwałt nie są osądzane.

_______________________________________________________________________________________

I jak zawsze powiem, że choć nie jest to temat merytorycznie adekwatny do bloga feministycznego, wyłuskałam i tu coś, co nas, feminazistki, może zaciekawić i zszokować:

  • to właśnie w Korei Północnej kobieca rola sprowadza się do roli rodzenia mężczyzn, aby ci budowali wspaniałą Koreę i wyrastali na żołnierzy przywódcy
  • elit wojskowe i polityczne mają swój prywatny harem złożony z kobiet, które zostały zabrane rodzinom wbrew ich woli, aby zadowalały mężczyzn. Nazywa się to „zespołem uszczęśliwiającym”, „brygadą przyjemności”, w którym to dziewice pomiędzy 14. – 20. rokiem życia są przygotowywane przez około 20 miesięcy do tej roli
  • kobietom nie wolno nosić krótszych spódnic niż do kolan. Nie wolno im również nosić spodni
  • nie wolno im także jeździć na rowerze, ponieważ kobietom nie wypadaWiedziałyście o tym wszystkim? Ja zaczęłam dowiadywać się z książek o Korei Północnej.

Gottland

Gottland
Gniew

Gniew

„Czytanie dobrych książek jest niczym rozmowa z najwspanialszymi ludźmi minionych czasów” (Kartezjusz).
Innymi słowy: nienawidzę aforyzmów, cytowania filozofów, ani Paula Coelho, dlatego na przekór zacytowałam.
Czyli to, co napisałam powyżej – posłuchajcie, co ludzie mają do powiedzenia ci, którzy czytają, a jak obgadują i czym zajmują się ci, którzy nie czytają książek. Najczęściej mają tyle wolnego czasu, że zajmują się życiem innych. I o dobrym rozmówcy mówił Kartezjusz i jak widać, sprawdza się i teraz.

„Żaden człowiek nie jest wyspą. Każda książka jest wszechświatem”.
And again, as I was sayin’ : nie chcę, więc cytuję. A wyjaśniając: po co nam inni ludzie? Jak można ich nie słuchać, gdy kłapią niemiło i bezsensu, skoro mamy książki. Czyli nieco ładniej: nic nie muszę, wszystko mogę, gdy czytam książkę. Odlatuję i nic mnie nie boli.

Moskiewski czas

Moskiewski czas

"Upiór i Upor"

„Upiór i Upor”

Czytajcie książki!

Czytajcie książki!

Mam poczucie, że książki polskich autorów są bardzo bezpieczne. I to chyba odpowiednie słowo.

Otóż ostatnio czytane w „13 minutach” bez problemu padały słowa, jakie naprawdę padają z ust (i to niekoniecznie patologicznych) nastolatków: „fiut”, „rżnięcie” itp. I bardzo rzadko, kiedy w Polsce ktoś godzi się na to, aby takim językiem operować w książkach polskich autorów. Nie wiem, czy polscy autorzy sami boją się tak pisać – nie wulgarnie, tylko adekwatnie do środowiska postaci i jej charakteru. Czy też polskie wydawnictwa nie wydają książki z pewnego tylu, gatunku czy tematyki, dopóki coś na Zachodzie nie osiągnęło sukcesu:
- Grocholę wydano (a może też miała szczęście i wstrzeliła się) dopiero, gdy „Bridget Jones” stała się bestsellerem
- wysyp pseudo-erotyków (a tak naprawdę harlequinów) nastąpił dopiero po tym, gdy popularny do granic absurdu stało się „50 twarzy Greya”.

Dlatego też mam poczucie, że na polskim rynku panuje zachowawczoś, akuratność i ogromna ostrożność w wydawaniu i pisaniu. Książki są ugrzecznione. Brakuje im „czegoś” indywidualnego, mocnego, charakterystycznego. Dopiero jak coś polskie pójdzie za granicę i zostanie ochrzczone przez Zachód mianem „dobre”, jesteśmy chętni tym się zainteresować.

To nieco jak z serialami na Netflixie: są świetne, pokochałam „Dark”, ale wątpię, by kiedykolwiek było uznane przez szersze grono widzów w Polsce, gdyby najpierw nie zostało zaakceptowane przez amerykańską platformę, Netflixa.
I nie – nie przesadzam. Zaś te odważniejsze książki należą do zagranicznych autorów.
Gdy czytam niektóre polskie książki, trochę jakbym oglądała „Koronę królów” czy „Złotopolskich”. A ja potrzebuję, czytając kryminał, czego na miano książkowe Netflixa.
Wolimy, Polacy, wydawać/produkować „Koronę królów” niż „The OA”, który najpierw przez polskich producentów zostałby okrzyknięty „g :D nem”, ponieważ niezrozumiały by był, a w zamian wyprodukowalibyśmy „Złotopolskich”, mówiąc, że to jest dobry serial i to chcą oglądać Polacy. I dopiero, gdyby serial trafił za granicę i został doceniony i wyprodukowany, czyli zaakceptowany przez Zachód, powiedzielibyśmy, że to dobre.
I tej odwagi brakuje mi wśród polskich autorów.

 

czytajcie książki

czytajcie książki

Przeczytałam „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłany Aleksijewicz. Siedzę i milczę, gapiąc się bezmyślnie w ścianę. Bo nie wiem, co powiedzieć.

Jeśli jeszcze raz ktoś powie, że baby pragną równouprawnienia, ale na wojnę nie ma komu iść, to odsyłam do zapoznania się z historią. Niestety tą przemilczaną.

Przystojni panowie prawicowcy pięknie piszą o wojnie. Mówią, że to piękna rzecz, ma w sobie coś romantycznego. Mówią, że tak pięknie iść na rzeź.
Rozumiem – trzeba bronić swojego kraju. Przyznaję – sama bym broniła mojej wolności. Ale w wojnie to kobiety najbardziej cierpią. Będę cyniczna, ale mężczyzna albo umrze i dla niego historia się skończy, albo wróci, możliwe, że jako kaleka, ale to kobiety w trakcie wojny zostawały w domach, martwiąc się o swoje dzieci, zastanawiając się, za co je wykarmią i czy nie przyjdzie Ruski do wiochy i nie zgwałci wszystko, co się rusza – bo tak właśnie było, Rosjanie byli jak szarańcza i gwałcili zarówno pięciolatki jak i stare kobiety. To kobiety, które zostały w domach, mogły być okaleczone, codziennie żyjąc w koszmarze wojny, choć nie znajdowały się na froncie. I z takim podejściem sięgnęłam do książki „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” laureatki nagrody Nobla w dziedzinie literatury 2015 Świetlany Aleksijewicz.

To była książka, którą czytałam, po czym odkładałam, żeby przetrawić pewne rzeczy, odetchnąć, poczym znowu zaczynałam czytać dalej fragment, żeby ponownie odłożyć książkę i przetrawić pewne informacje. Reporterka opisuje historię żołnierki, która dopiero co urodziła. Dziecko było głodne, chciało piersi, ale matka sama byłą głodna, mleka nie miała, dziecko płakało, Niemcy byli tuż obok, z psami. Jak psy by usłyszały, to zginęliby wszyscy. Cała grupa, trzydzieści osób. Zapadła decyzja. Nikt nie potrafił przekazać rozkazu dowódcy, ale matka sama się domyśliła. Zanurzyła zawiniątko z dzieckiem w wodzie i długo trzymała. Aż dziecko przestało krzyczeć. Niektóre sikały pod siebie, ponieważ przez parę w lesie leżały z rannymi obiema nogami. Każdej z nich mężowie kazali milczeć, nie opowiadać po swojemu, ponieważ powinny były „darować sobie te ckliwe powieści”.  Wojna już zawsze im o sobie przypominała, jak choćby to, że miały wrażenie, że wziąć czują metaliczny zapach krwi, a czerwony kolor – kolor niegdyś nakładany na swoje usta w postaci szminki – już zawsze kojarzył im się tylko z krwią. Te kobiety, którym przyszło znaleźć się w tym samym miejscu, na różne sposoby opisywały wojnę jak również na różne sposoby radziły sobie z nią, ale mimo wszystko w każdej z nich wojna została ona do końca życia.

W opowiadaniach wojennych szczersze są kobiety – one nie przedstawiają siebie jako super bohaterów, nie mają tendencji do megalomanii, jak panowie, którzy opowiadają o swoim rzekomym heroizmie. Może dlatego, że wyciągają z siebie słowa, a nie z przeczytanych gazet i książek.

„Poszłam na wojnę taka mała, że przez ten czas trochę urosłam”.

Od reportaży oczekuję, żeby mną wstrząsnęły tak, jak to było z książką tego samego wydawnictwa, Czarne, o Korei Północnej („Światu nie mamy czego zazdrościć”), dzięki której parę lat temu dostałam małego fioła na punkcie tego kraju. Kiedy czytam książki, oczekuję, żebym nie mogła spokojnie ich przeczytać – oczekuję emocji i tego, żeby zmuszały mnie do odłożenia na chwilę i przetrawienia tego, co przed chwilą przeczytałam.
„Wojna…” jest trudną książką. I zdziwiłam się jak bardzo. Kobiety nie podają statystyk – ilu zginęło, ile poszło naboi – bo ich, „kobieca”, wojna miała inne barwy. Krew była bardziej jaskrawa i była ciepła. Ale świat nie wie o tym. Ponieważ kazano im milczeć. Sama Aleksjiewicz opowiada sytuację – jedną z wielu – kiedy przyszła do małżeństwa, żeby opowiedzieli o wojnie. Mąż najpierw wysyłał żonę do kuchni, żeby zrobiła herbatę, obiad i sam chciał opowiadać, mimo tego, że i ona brała udział w wojnie. A kiedy reporterka poprosiła, żeby żon usiadła i opowiedziała, mąż powiedział: „Tylko opowiadaj tak, jak ciebie nauczyłem”.

Świetłana Aleksijewicz była chyba jedyną osobą, która pozwoliła tym kobietom mówić.

Książka była gotowa już w 1983 roku. Dwa lata przeleżała w wydawnictwie. Autorkę oskarżono o „pacyfizm, naturalizm oraz podważanie heroicznego obrazu kobiety radzieckiej”. Nie dziwię się, że ta książka miała swoje przejścia, skoro autorka krytykuje w niej bezgranicznie ślepą miłość do ojczyzny – w Rosji to nie przystoi. Widzimy obraz komunistycznej indoktrynacji i rozczarowanie tych, którzy wierzyli w swój naród i Stalina. Wojna to odwrócony dekalog. Wartości i idee, w które się wierzyło, nie odnajdywały swojego miejsca w rzeczywistości, jaką jest wojna.

„W szkole uczono nas kochać śmierć”.

Te kobiety – lotniczki, lekarki, snajperki, sanitariuszki, kucharki, bombiarki (?), listonoszki, szwaczki, saperki, radiotelegrafistki, strzelce wyborowi, kaemistki, kobiety, które dowodziły obsługą dział przeciwlotniczych – w trakcie wojny za swoją odwagę, upór, siłę fizyczną i psychiczną otrzymywały medale, które po wojnie tak naprawdę mogły równie dobrze zakopać, ponieważ nie zrekompensowały tego, co przeżyły. I co dziwne, to właśnie kobiety po wojnie były pogardzane przez tych, którzy zawdzięczali im życie.

W tym absurdzie kobiety chciały zatrzymać dla siebie odrobinę normalności. Dzięki zwykłym gestom mogły oddalić swoją świadomość od koszmaru wojennego, choć na chwilę, aby nie zwariować. Dlatego wielu może dziwić to, że po niedorzecznych sytuacjach, jakie niosła ze sobą wojna, kobiety potrzebowały umalować usta czy też zakręcić włosy na lokówkę. Przypomniała mi się scena z filmu „Skazani na Shawshank” (jeden z raptem paru filmów, który powstał na podstawie książki i był lepszy od niej samej), kiedy to więźniowie pili piwo na dachu jednego z budynków, na którym pracowali. Narrator, Red, powiedział, że w tamtym momencie poczuli się znowu wolnymi ludźmi. Dzięki normalnej rzeczy.

Świetłana Aleksijewicz była chyba jedyną osobą, która pozwoliła tym kobietom mówić. 

Kiedy panowie prawicowcy będą chcieli ponownie opowiadać pięknie o wojnie, powinni przeczytać tę książkę, aby zapoznać się z inną – może prawdziwszą – twarzą tego koszmaru. 

"Czarnobylska modlitwa" Świetłana Aleksijewicz

„Czarnobylska modlitwa” Świetłana Aleksijewicz

czytajcie książki!

czytajcie książki!

(…) Kiedy się urodziła… To było nie dziecko, ale żywy woreczek zaszyty ze wszystkich stron, ani jednej szparki, tylko oczka miała otwarte. W historii choroby napisali: >Dziewczynka z liczymi wadami wrodzonymi: aplazją odbytu, aplazją pochwy, aplazją lewej nerki<…” (…). Co pół godziny muszę rękami wyciskać mocz, bocz wychodzi przez pojedyncze otworki w okolicy pochwy. (…)” 

Tylko parę słów na temat tej książki, a może i za dużo, ponieważ nic mądrze-adekwatnego nie jestem w stanie wypowiedzieć po przeczytaniu tego „Czarnobylskiej modlitwy” Świetłany Aleksijewicz. Przy tej reporterce każde moje słowo staje się banalne; przy niej, bo ta kobieta potrafi „niewyrażalność” umieścić w słowach.

„Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości” to nie jest książka o tematyce feministycznej. Jest to świetny reportaż i to napisany przez kobietę. Szok, czyż nie? Kobieta może stworzyć coś mocnego. Świetlany Aleksijewicz – moja miłość do reportaży tej pisarki zaczęła się od książki „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”…

Chcę opowiedzieć historię w taki sposób, żeby nie stracić z oczu losu pojedynczego człowieka. Los bowiem sięga dalej niż jakakolwiek idea.

Jest to blog o kobietach i dla kobiet (ale nie tylko) i o sprawach kobiecych (damsko-męskich). Tłumaczę, że kobiety powinny interesować się w życiu czymś więcej i że powinny się rozwijać. Dla samych siebie. Nie musi być to przenoszenie gór, nie musi być to poznawanie siedmiu języków czy branie udziału w maratonach, można zacząć od czytania, ponieważ to daje wiele. Czytam, bo lubię i dlatego, że to wyniosłam z domu. Jak również (dosłownie) wyniosłam z domu książkę genialnej reporterki Świetlany Aleksijewicz „Czarnobylską modlitwę” – żeby nie zapomnieć pięknie myśleć wzięłam ze sobą tę książkę na obczyznę.
Kobiety tak pięknie, bo tak smutno potrafią opisywać historie ludzkie.
Jej reportaże czytam długo, ponieważ nie chcę ich końca – tak cudownie są opisane. Cudownie, bo smutno, bo prawdziwie. Wiele razy oglądałam różne reportaże o Czarnobylu, ale wszędzie były liczby, a zabrakło ludzi, jakby oni mało kogo interesowali. Liczby i ilość napromieniowania. A ludzka śmierć była traktowana jak statystyka. Tylko tej kobiecie udało się zainteresować losem ludzi, którzy postanowili zostać na ziemi, która ich zabija, i którzy opowiadają, jak wszyscy dookoła umierali. Ci ludzie byli „żywymi trupami” – pozostali instynktownie się od nich odsuwali, ponieważ wyczuwali w „czarnożylskich ludziach” atom śmierci.

Ofiary Czarnobyla wybrały pomiędzy własnym bezpieczeństwem, a miłością do swojego miejsca i sentymentalizmem.

Wszystko, co można powiedzieć o tej książce, będzie banalne, ponieważ książka ma ogromną siłę słów. Może dlatego, że są proste i użyte przez prostych ludzi, To, że Czarnobyl był czymś absurdalnym – banalnie, wiemy – bo jak żyć w świecie, w którym się umiera? I jak można dalej żyć milcząc na temat czegoś takiego?Jak ktoś miał wyjaśnić tym ludziom, że wokół – w powietrzu, w ziemi, w jedzeniu – jest wróg, którego nie widzą, więc muszą nagle zostawić swoją ziemię? To, że ludzie nagle musieli uciekać ze swoich domów i zostawić wszystko, co ich, i nigdy po to nie wrócić – wiemy, ale nie jesteśmy w stanie tego odczuć. Więc jak opisać to codzienne życie w trakcie, tuż po i już na zawsze po? Bo świat tych ludzie się podzielił: przed- i poczarnobylski. Bohaterowie tej książki opowiadają o umieraniu ich najbliższych i o ich umieraniu codziennym.

Jak kobieta ma opowiedzieć, jak zajmowała się swoim mężem, który w ciągu czternastu dni rozkładał się za życia, a ona widziała ten jego rozkład? Jak mu skóra schodziła, gdy go podnosiła, jak wypluwał narządy wewnętrzne, a ona mu je wkładała z powrotem do ust? I tak przez czternaście dni i to gdy sama była w ciąży? A potem musiała przeżyć śmierć dziecka, które przyjęło na siebie całe promieniowanie od jej umierającego męża? I jak ona miała potem z tym żyć? A jak jeden człowiek może słuchać tych historii, które naprawdę się zdarzyły – siedzieć przed drugim człowiekiem i przyjmować na siebie jego cierpienie?

Nie wiem, jak Świetłanie Aleksijewicz to potrafiła znieść. Może dlatego pisała tę książkę przez dwadzieścia lat, ponieważ jednorazowo w tak krótkim czasie tak duża dawka takiego „napromieniowania” byłaby dla niej śmiertelna.

Aleksijewicz opisuje wszystko tak świetnie, ponieważ tę kobietę interesuje świat – jest to jedna z najlepszych reporterek, jakie do tej pory czytałam. Równie świetny reportaż czytałam tego samego wydawnictwa i to o „mojej” Korei Północnej – reportaż, który również napisała kobieta. Kobiety potrafią, opisując wydarzenia, napisać poetycko o śmierci i tak smutnie o miłości i życiu.

Nie jest to książka, która opisuje samo wydarzenie wybuchu reaktora i pożarze w elektrowni atomowej 26 kwietnia 1986 roku, ponieważ za dużo było już dokumentów i reportaży, które przedstawiały statystyki, a jak wiadomo: śmierć jednego człowieka to tragedia, zaś tysięcy to tylko statystyka. Za dużo było dokumentów, które i tak niczego nie wniosły do naszego życia, ponieważ nie wpłynęły na nasze postrzeganie. Dopiero „Czarnobylska modlitwa” Aleksijewicz daje po twarzy. Bije do nieprzytomności, a potem jeszcze jak leżysz, to skopie cię kapkę.

Nie jest to książka o samym Czarnobylu, ale o świecie post-czarnobylskim. Brzmi jak post-apokaliptyczny horror? Ponieważ właśnie o tym jest: o tym, że koniec świata właściwie to już chyba się wydarzył, bo człowiek człowiekowi gotuje ten los i nie przestaje – w reportażu widać lekceważące podejście władz Rosji do człowieka. Ci ludzie, którzy zostali na czarnobylskiej ziemi są jak żywe trupy: ludzie się od nich odsuwają, jakby nosili w sobie cząstkę śmierci i ci ludzie umierają za życia; za życia, w którym ich najbliżsi poumierali, a bohaterowie książki byli tego świadkami. Ci ludzie nie potrafią wymazać z pamięci tego, co się stało, a ja jako czytelniczka nie zapomnę nigdy tej książki, choć tak bardzo bym chciała przez opowiedziane historie.

Kiedyś jak chodził człowiek po leie i usłyszał głosy, to biegł do ludzi, a teraz kryje się przed człowiekiem.

Jeszcze raz mi ktoś powie, że najlepszymi dziennikarzami czy reporterami są mężczyźni, tudzież powie mi, że kobiety czytają i piszą głównie o miłości, to powiem arogancko, że po prostu nie wie, co czyta.

czytajcie książki!

czytajcie książki!

Czytać książki!

Czytać książki!

Ronda Rousey "Moja walka/twoja walka"

Ronda Rousey „Moja walka/twoja walka”

Don’t even get me started…Nawet nie powinnam zaczynać, ale… Dlaczego „Zmierzch” jest tak kiepską książką, że normalne, inteligentne matki nie dają tej książki swoim córkom? Tylko podsuwać te, które czegoś wartościowego uczą? 

  • Książka uczy, że jeśli masz ponad sto lat, to nie ma w tym nic złego, że latasz za nastolatką. Wcale to nie podchodzi pod pedofilię.
    I co masz lepszego w życiu do roboty niż udawanie nastolatka? Oczywiście, że nic. Bo ktoś, kto doświadczył tyle w życiu, czy też zamiast podróżować po świecie, woli siedzieć w liceum. Logiczne.
    Bo co może być bardziej pasjonujące w życiu, niż słuchanie problemów nastolatek?
    Chyba coś dla kogoś, kto mentalnie nadaje na takim samym poziomie. I mówię tu o czytelnikach. And sorry, because not sorry, jeśli nieco to aroganckie podejście do czytelników „Zmierzchu”.
  • „Zmierzch” ma (mówiąc bardzo delikatnie) nieco ograniczony zasób słownictwa… Nieco jakby pisała 12-latka.
  • Jak to powiedział Stephen King: „Harry Potter jest o przezwyciężaniu strachu, znajdowaniu wewnętrznej siły i robienia tego, co jest słuszne w walce z przeciwnościami. Zmierzch jest o tym, jak ważne jest to, by mieć chłopaka”. Dziękujemy mu za to.
    Nawet nie każcie mi tłumaczyć, dlaczego ten film jest tak kiepski. Nie, nie dlatego, że aktor grający główną postać jest paskudny. Nie dlatego, że wszyscy kiepsko grają¸ jakby sobie jaja robili. Czy dlatego, że główna bohaterka ma jedną minę, bo akurat Kirsten Stewart mogłaby fajne postacie grać, ale do tego filmu nie pasuje. Chodzi o to, że ten film trzeba zbojkotować. Bo o ile „Harry Potter” uczył, że w życiu nie jet istotne to, z jakiej rodziny pochodzisz (Hermiona), jeśli jesteś wystarczająco pracowity, możesz osiągnąć wiele, czy też uczył tego, że przyjaźń i lojalność jest bardzo ważna (Ron), czy też tego, że trzeba mieć swoje zasady, czy też tego, że pozory mylą (profesor Snape…), o tyle „Zmierzch” nauczył, że najważniejsze jest w życiu, żeby znaleźć chłopaka.
  • Historia, dialogi wskazują niezwykłą dojrzałość autorki. Doprawdy.
  • Główna bohaterka nie ma żadnych ambicji, nie bardzo chce studiować, rozwijać się, a od razu po osiągnięciu pełnoletności bierze ślub. To jest najważniejsza rzecz dla niej.
  • Nie szkodzi, że facet chce bez twojej zgody czytać twoje intymne myśli i ciebie unika. Ważne, że zabiera cię do restauracji, jeździ fajnym autem (niby w ogóle na to nie lecisz, Bella).
  • Nie szkodzi też, ze wchodzi do twojej sypialni, gdy śpisz, albo po protu wchodzi do twojego pokoju bez zgody… Gdy chodziłam na siłownię, zumbę lub/i crosst fit i mnie jeden natręt podglądał, jak jakiś creepy dude, było to irytujące, wręcz chore, nie zaś romatyczne.
    Edward, za kogo ty się uważasz, że sądzisz, że masz prawo, żeby wpychać się bez zaproszenia i pukania do czyjegoś pokoju?! To nie jest romantyczne, ale chore!
  • „Zabijałem ludzi”, „Nie szkodzi”, odpowiada Bella. Spoko.
  • Czaimy, Edward: przeżyłeś tyle, ale nadal masz weltschmerz jak prawdziwy nastolatek.

Między innymi dlatego nie jestem za tym, aby czytać cokolwiek, ale by czytać i wychować z głową. Bo co taka dziewczynka będzie miała w głowie, jeśli głównymi lub niemalże jedynymi ksiązkami, jakie przeczytała, to saga „Zmierzchu”?
Zresztą osoby czytające tę książkę, rzadko kiedy sięgają po jakąkolwiek inną. O dobrej nie wspomniawszy.

Ciąg dalszy z pewnością natąpi…

Rozumiem, że miłość jest ważna w życiu, ale tworzyć z ukochanego epicentrum swego wszechświata?
Sorry, ale ja wolę czytać o silnych i niezależnych dziewczynach, kobietach, które potrafią żyć bez mężczyzny, zamiast desperacko wczepiać się w nich.

Ronda Rousey "Moja walka/twoja walka"

Ronda Rousey „Moja walka/twoja walka”

 

czytajcie książki!

czytajcie książki!

czytajcie książki!

czytajcie książki!

"Prowadz pług swój przez kości umarłych"

„Prowadz pług swój przez kości umarłych”

Olga Tokarczuk powiedziała:
„Zauważyłam, że istnieje granica, za którą przestajemy się rozwijać, i przebiega ona różnie dla każdego. Jedni rozwijają się do matury, inni do założenia rodziny, a jeszcze inni do osiemdziesiątki. Nie wiem, od czego to zależy, że niektórzy z nas stają nieruchomo w czasie i wystarcza im to, co już osiągnęli intelektualnie, emocjonalnie. A inni ciągle są w ruchu”.

Książki to nie jedyny element, który pomaga w rozwoju, ale jeden z wielu. Jak wspominałam wyżej, umysł posiada naczynia połączone: nie da się rozwijać nawet w jednej dziedzinie, jeśli używany jednego narzędzia.
…Dobra powoli zaczyna zalatywać tanim coachingiem i Coelho…
Ale sami dobrze wiecie, co mam na myśli.
Ludziom często wydaje się, że rozwoj to awans w korporacji i zarabianie więcej. Ale chyba raczej nie na tym to polega…

"Mirror, mirror" Cara Delevingne

„Mirror, mirror” Cara Delevingne

"Dziewczyna z pociągu"

„Dziewczyna z pociągu”

Stasiuk

Stasiuk

"Papusza"

„Papusza”

Rosen

Rosen

"Poczwarka"

„Poczwarka”

Żony astronautów

Żony astronautów

 

Gina B. Nahai

Gina B. Nahai

sprzysiężenie osłów

"Seks i inne choroby cywilizacyjne"

„Seks i inne choroby cywilizacyjne”
3

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *