Mity miłosne

środa, Luty 14, 2018 0 No tags Permalink 0
widziały gały co brały

widziały gały co brały

TEZA „WIDZIAŁY GAŁY, CO BRAŁY” jest – z całym szacunkiem – infantylna. W to chyba wierzą osoby, które niewiele przeżyły w życiu.
Po pierwsze: to ludzie nie wiedzą, na czym polega „okres marketingowy” u ludzi? Przedstawianie siebie z jak najlepszej strony przez jak najdłuższy czas, aby tak naprawdę zdobyć tę drugą osobę? Ani też te osoby nie wiedzą, czym jest „okres godowy” – okres zauroczenia, kiedy ze względu na wytwarzane hormony nie jesteśmy w stanie tak do końca obiektywnie ocenić drugą osobę taką, jaka jest naprawdę?
Po drugie: chyba tylko nastolatki albo też 20-30-40-latki, które niewiele przeżyły w życiu, wierzą, że ludzie nie zmieniają się, ani też nie potrafią udawać przez wiele lat kogoś, kim nie są…
Po trzecie: „Znamy się na tyle, na ile nas sprawdzono”. „Uwielbiam” zdania w stylu: „Ja NIGDY bym nie zrobiła…”. Skąd ludzie wiedzą, że czegoś by nie zrobili w danej sytuacji? Przeżyli tę sytuację?

Znałam mężczyznę, który wierzył w to, że jest dobry i silny psychicznie, a kiedy okazało się, że jego (była) dziewczyna jest w ciąży, zaczął ją szantażować, że się zabije i wpadł w histerię i udawał, że wziął tabletkii się zabije. Dając dziewczynie do zrozumienia, że ma go odciążyć od tego problemu i sobie sama z tym poradzić. Mężczyzna nadal uważa siebie za silnego i nadal uważa, że nie zrobił niczego złego – mimo sytuacji, sam siebie nie poznał.

Znam ludzi, którzy byli uważani za opanowanych i dojrzałych, ponieważ niewiele w życiu mieli sytuacji, która wystawiała ich na próbę.
Więc skąd można siebie tak naprawdę znać, jeśli nie było się w ekstremalnych sytuacjach?

„I NIE OPUSZCZĘ CIĘ, AŻ DO ŚMIERCI”.
Brzmi pięknie i wiem, że nad związkiem trzeba pracować. Że kiedy są problemy, trzeba je razem rozwiązywać. Że kiedy jedno czasem nie ma sił walczyć o związek czy na nic nie ma siły, to drugie powinno mieć, a później może być odwrotnie w życiu. Wiem, że miłość trzeba w związku wzniecać, bo płomień sam z siebie się nie bierze, a jeśli ktoś tak uważa, to potem jest niemałe zaskoczenie w związku, kiedy jednak samo nic z siebie się nie robi.

Brzmi to pięknie, ale skąd możecie mieć pewność, że nie opuścicie tej drugiej osoby? Na dany moment tak czujecie i tak uważacie, zatem to jest szczere. Ale nie możecie mieć tej pewności, chociażby z tego względu jak wyżej napisałam: znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono. Kogoś nie opuściliście aż do śmierci, że wiecie, że nie opuścicie drugiej osoby?
Inną rzeczą jest to, że psychika ludzka zmienia się rednio co 7 lat. Po 7 latach człowiek może mieć inne potrzeby, inne doświadczenie życiowe, inaczej postrzegać drugą osobą, ba! psychika u tej drugiej osoby też się zmienia przecież. I kto powiedział, że zmieni się w taki sam dokładny sposób jak nasza? I to jeszcze w dokładnie tym momencie życia, co u nas? Nie wiemy tego. Zmieniamy się i druga osoba też się zmienia, po latach małżeństwa jesteśmy zupełnie innymi osobami.
Wiem, że cudownie jest wierzyć w to i cudowniej, gdyby tak się naprawdę działo, że ktoś nas nie opuści aż do śmierci, ale prawdą jest, że nawet gdyby ta druga osoba bardzo by chciała, nie możemy mieć tej pewności, że mimo chęci ona zawsze będzie nas kochała.

„PIENIĄDZE SZCZĘŚCIA NIE DAJĄ”.
W języku niemieckim słyszę powiedzenie: „Pieniądze SAME (W SOBIE) szczęścia nie dają”. Coś ktoś kiedyś źle przetłumaczył to przysłowie na język polski, dlatego wmawiamy sobie, że „Pieniądze szczęścia nie dają” – pewnie za czasów komunizmu nam tak rząd wmawiał jako sprzeciw wobec kapitalizmowi; a nawiązuje do komunistycznego systemu, bo przecież lewak ze mnie.

I tak bezmyślnie powtarzamy, że pieniądze szczęścia nie dają, co jest jedną wielką bzdurą. Urwało wam nogę? Możecie kupić protezę. Potrzebujecie zabieg czy operację, która ratuje wam życie? Opłacicie w prywatnej klinice. Potrzebujecie być zdrowym? Więc profilaktycznie będziecie spożywali odpowiednie zioła i zdrowe jedzenie, które pozwoli wam żyć dłużej. Zatem można kupić za nie zdrowie, a bycie zdrowym to jest szczęście. Kiedy ma się pieniądze, nie trzeba się stresować i frustrować (a dzięki temu być zdrowym), czy starczy na jedzenie dla dziecka, czy dziecko będzie miało za coś się ubrać, za co się opłaci dodatkowe zajęcia, aby dziecko przygotować do odpowiedniej szkoły, do której dostają się najlepsi, którzy wcześniej uczyli się, bo ich stać było na dodatkowe zajęcia, itp., itd.
Jeśli ktoś twierdzi, że pieniądze to nie wszystko, to albo przez całe życie rodzice mieli pieniądze, albo ten nigdy nie miał za dużo pieniędzy i przyzwyczaił się do pewnego stylu życia.
Znam kilka takich par, młode małżeństwa, które po ślubie, aby wybudować swój dom, albo też aby zaoszczędzić na swoje mieszkania (owszem, nie zarobić na kredyt, ale na samo mieszkanie zaoszczędzić), zamieszkało razem u rodziców. I wiecie, dlaczego w takich małżeństwach większość rzeczy funkcjonowała? Ponieważ mieszkali w sporych domach, w których niekdy z tymi rodzicami nawet przez tygodnie się nie widzieli. Mieli prywatność dla siebie i też święty spokój od zmartwień większych.
A niekiedy jak przychodziło dziecko na świat, to teściowa się zajęła dzieckiem, albo stać ich było na wynajęcie opiekunki. I wtedy żona, młoda matka, nie odczuwała podświadomie pretensji do męża, że jest sama ze wszystkim.
Pamiętacie film „Plac Zbawiciela”? No to poniekąd macie wyjaśnienie.

Niektórzy mówią, że tych zamożnym gwiazdkom z Hollywood popieprzyło się w głowach, że tak się rozwodzą. A wiecie, dlaczego się rozwodzą? Ponieważ ich na to stać.
Oni nie mówią sobie, że „Od teraz kredyt hipoteczny nas połączył”, zatem nie muszą martwić się o to, że nie mogą się rozstać, bo przecież dzieci, bo kredyt, bo co z mieszkaniem, bo gdzie oni się podzieją po rozwodzie… Tych ludzi stać na to, aby spakować się – kiedy już wszelkie inne metody przestały działać –  i zacząć nowe życie; takie, które ich uszczęśliwi i takie, którym chcą żyć. A nie którym muszą żyć.

Wiecie,dlaczego księżniczka i książę żyli długo i szczęśliwie? Ponieważ mieli pieniądze. Nie dochodziło między nimi do kłótni z powodu nerwów i frustracji, ponieważ nie zamartwiali się o to, za co poślą dziecko do szkoły. Bo nie ukrywajmy – bezpłatna edukacja? Serio? Za darmo macie podręczniki, tornistry, zeszyty, zbiórki pieniędzy na zebraniach?
Kiedy między księżniczką a księciem coś zaczynało się psuć i mimo rozmów i mediacji potrzebowali fachowej pomocy, stać ich było na terapeutę, który ponownie ich przywrócił na dobre tory. Kiedy w ich związku wdarła się nuda i szara codzienność, mogli sobie pozwolić na małe zaskakiwanie siebie wzajemnie. Bo ich było na to stać. Nie chodzili sfrustrowani, ponieważ ich marzenia zostały zaprzepaszczone, np. marzenia zostania pilotem – księcia stać było na zrobienie licencji – czy też księżniczki, aby zwiedzać świat i dzięki temu uczyć się i doświadczać, a dzięki temu podświadomie nie szukali winnych i nie byli nieszczęśliwi. Oni cieszyli się życiem.
Ta szara codzienność nie dopadała ich, nie musieli tylko na niej się skupiać, przez co zapominali o sobie wzajemnie. Oczywiście, miłość buduje się też i wtedy, kiedy druga osoba przychodzi do domu padnięta po dwunastu godzinach z pracy i dostaje pod nos ciepły obiad – i druga osoba jest wdzięczna za to i kocha mocno. Ale zapytajcie tych ludzi, czy oni nie byliby szczęśliwsi, jakby nie musieli się zamartwiać o to wszystko, tylko skupiliby się na samorozwoju i na sobie wzajemnie w związku. Gdy ludzie głównie myślą:
- Skąd ja wezmę na benzynę, aby dojechać do pracy, aby dzięki tej pracy móc opłacić rachunki, aby żona i dziecko mieli gdzie mieszkać…
To im przyjemności życiowe umykają. I co wtedy nam zostaje od życia, kiedy nie ma w nim miłości do tego życia?     I to nie są ekstremalne przypadki, a jeśli ktoś tak uważa, to znaczy, że nigdy w pełni takiej sytuacji nie doznał, bo zawsze miał zbyt wygodnie w życiu.

Kiedy mężczyzna chodzi zdenerwowany, ponieważ myśli o utrzymaniu pracy, aby utrzymać rodzinę, to – bądźmy szczerzy – jego fizjologia odmawia posłuszeństwa. Krótko: mężczyzna zaczyna cierpieć na tymczasową impotencję. Partnerka sobie myśli, że to coś z nią może być nie tak, zatem i ona odczuwa ten brak bliskości i czułości. Ponoć z biologicznego punktu widzenia, partnerzy mogą się od siebie „odzwyczaić”, jeśli przez dwa tygodnie nie dochodziło do zbliżeń. Oczywiście, potem nadal uprawiają seks, ale przez ten czas te emocje i poczucie bezpieczeństwa nieco uleciało w międzyczasie – uleciało, kiedy partnerzy się od siebie oddalali. Romantyczność i pożądanie unika, a życie bez namiętności jest nieco smutnym życiem, prawda?

Nie mówię o przypadkach ludzi, którzy mają wszystko czy też tyle, aby na to wszystko ich było stać. Bo tacy ludzie to chroniczne przypadki beznadziejności.

 

I nie mówię wam tego, abyście miały pretekst, aby rzucić mężczyznę, kiedy ten nie ma pieniędzy. Bo nie o to chodzi w miłości.
I nie mówię tego wszystkiego, ponieważ chcę wam wpoić gorzką rzeczywistość, aby żyło wam się gorzej. Mówię wam to po to, aby właśnie żyło wam się lepiej. Żebyście przestały się zadręczać, że wasz związek nie jest idealny, że coś w nim nie wyszło, a wy nie możecie odejść, przez co czujecie się jak materialistki albo czujecie, że okłamujecie cały świat. Nie obudziłam się dziś rano z myślą: „Jak tu ludziom zepsuć humor?!”.
Mówię wam to, bo jak jest się świadomą takich rzeczy, to łatwiej jest nam zrozumieć większość rzeczy dookoła, a dzięki temu przeciwdziałać niektórym sytuacjom. Zamiast siedzieć w pokoju z kimś, kogo się już nie kocha, i udawać, że nic złego się nie dzieje – „Palmy szczęśliwych dalej”. Jak w smutnym absurdzie.

Powiedzieć wam coś? Wiele kobiet tak czuje, ale boi się do tego przyznać, że:
            – Odeszłabym, bo chcę być szczęśliwa. Ale nie mam za co.

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *