Kobiety mafii – recenzja

"Kobiety Mafii"

„Kobiety Mafii”

Kobiety mafii

Kobiety mafii

 

 

Zrobię jak zawsze na przekór, czyli gdy inni będą krytykowali kolejny film Patryka Vegi (ochrzczonego jako król kino polo, ponieważ u niego się przeklina), dla zasady na przekór ja zrobię inaczej niż reszta.

Przyszedł czas na „Kobiety mafii”. I dlaczego przyjęłam zaproszenie na premierę?
1. Bo i tak rzadko jestem zapraszana gdziekolwiek #heheszki
2. Bo zanim inni się wypowiedzą, wolę pierwsza zbudować sobie własną opinię na dany temat.

Przy poprzednich filmach Patryka Vegi świetną robotę zrobili (nienawidzę tego słowa) hejterzy. Bodajże na „Niebezpieczne kobiety” w pierwszy weekend przyszło 700tys. osób do kin, zaś na „Botoks” 3 miliony.
Gdy czytałam komentarze pod negatywnymi wpisami np. u Korwin Piotrowskiej, czy u siebie, to ludzie pisali „Hm, takie opinie ostre, że aż pójdę. Chociażby by samemu się przekonać”. I uważam, że tak samo będzie i tu ze względu na echo poprzednich filmów reżysera.

To, że jestem i będe fanką pierwszego „Pitbulla”, nie jest tajemnicą – film najbardziej przybliża środowisko policyjne pod wzdlędem brudu. Działania policyjne sa najbardziej zbliżone do tych w realu.

Zazwyczaj zwiastuny są lepsze i ciekawsze niż sam film. I tu powiem Wam, że tym razem jest odwrotnie. Po zwiastunie nieco się przeraziłam, ale dobrze się skończyło po obejrzeniu filmu.

Wiecie, jakie mam stanowisko w kwestii pewnych żartów z  w filmie „Ciacho” czy scen aborcji w „Botoksie”. Dlatego też nie będę powtarzała tu. I skupię się na innych kwestiach. Bo nagle każdy staje się krytykiem filmowym i oświeconym od sztuki wyższej, ale klasyków kina polskiego, jak Kieślowski czy Żuławski, to już nie zna i nie obejrzal: „Im bardziej skomentuję, tym na większego intelektualistę wyjdę”. Tym bardziej, że Patryk Vega sam przyznaje, że hejt mu służy.

Podczas gdy filmy Patryka Vegi są takie, a nie inne – reżyser tworzy kino sensacyjne, kino akcji, więc po co tu silić się na szukanie głębi i metafizycznej filozofii?
Kiedy oglądam (dajmy na to) komedię amerykańską, nie porównuję jej do filmów Jeanette’a Pierre’a Jeunet („Delikatesy”).

Patryka Vegę jako reżysera lubię (abstrahuję od „Ciacha”, ponieważ to nie jest mój gatunek filmowy), gdy tworzy filmy o policjantach, ponieważ wiadomo, że Vega chce podejść do nich ambitnie, żeby nie wyszła tandeta. Nawet jak nie były to filmy, a dokumenty jak „Prawdziwe psy” z Opalą, to było to prawdziwe mięso, a w tym rzucanie mięsem. Dlatego po „Pitbullu” czy „Służbach specjalnych”, w których Vega pokazał, że tworzy dobre filmy, może tworzyć te komercyjne, bo są to dobre filmy komercyjne (wiem, moje feministki i feminiści: pamietam żart o tabletce gwałtu w filmie „Ciacho” – abstrahujmy od tego), które są daleko z przodu, jeśli chodzi o poziom polskich filmów sensacyjnych.
Choć  chyba już zawsze będę powtarzała, że moim ulubionym filmem Vegi jest „Pitbull”.

Były głosy, że za dużo filmow offowo-niezależno-melancholijnych i dla odmiany przydałby się dobry film sensacyjny. No to mamy kino sensacyjne. I w tej kategorii bedziemy oceniali, nie zaś porównywali „Kobiety mafii” do „Idy”. Bo jeśi mięsożerca idzie do knajpy wegetariańskiej, to nie może mieć pretensji, że nie ma dań z mięsa – tak samo jak idziemy na film sensacyjny.
Były żarty, że Patryk Vega nie tyle kręci, ile produkuje filmy jak na taśmie produkcyjnej. Ale jakby czekało się rok, to by było, że za długo zwleka. I tak źle i tak niedobrze.
Są komentarze, że jest pełno „chujów” i „kurew” w filmach sensacyjnych. Hm, no, choć na co dzień osobiście nie używam takiego języka, to nie przekonałoby mnie, gdyby takie osobniki jak gangsterzy czy policjanci mówili do siebie „motyla noga”. Za nic nie wyobrażam sobie większego surrealizmu, gdyby gangsterzy czy policjanci, którzy na co dzień macają się z takim brudem, mówili inaczej niż właśnie w filmach Patryka. W amerykańskich filmach sensacyjnych też lecą „fucki”, „shity”, madafaki” itp. (i nikt nie burzy się, że Bruce Willis nie operuje wierszami), a że nasz język polski jest bogaty w synonimy inwektywów, to mamy tu pole manewru.
Wyobrażacie sobie, żeby bohaterowie „Kobiet mafii” posługiwali się elokwentną mową, głębokimi metaforami, czy żeby były dłużyzny i sceny przemilczane, aby nadać klimat noir jak w filmach offowo-niezależnych? Zatem: WT innym chodzi z tymi przekleństwami, że niby ich dużo?!

Swego czasu filmy sensacyjne o gangsterach i policjantach zdominował Pasikowski, z tą różnicą, że kobiety u Pasikowskiego zawsze traktowane są jak obywatele gorszej kategorii (taki drugi sort) – kobiety upadłe, puszczalskie, głupiutkie, traktowane przedmiotowo przez samego twórcę filmów. Takie bierne.
Patryk Vega w „Kobietach mafii” chciał nadać swoim bohaterkom nadać zupełnie nowy charakter.

Kobiety mafii

Kobiety mafii

TO TERAZ O FILMIE

Patryk Vega zaczął przemówienie od słów, że ma poczucie, że w Polsce nie ma równouprawnienia. I bardzo proszę to sobie zapamiętać. I że szczególnie nie docenia się kobiet w świecie, w który teoretycnie rządzą mężczyźni.
I te słowa nie były chwytem marketingowym. Ponieważ fucktycznie w filmie pokazuje, że kobiety sa silniejsze i wygrywają z mężczyznami. To one górują, są silniejsze, inteligentniejsze.
Ba! Nawet pada jedno z moich ulubionych kwestii:
- Ma baba jaja.
- To było seksistowskie – odpowiada Dygant.
I ma rację, bo to ktoś, kto ma jaja, czyli mężczyzna, nie okazuje się tym silniejszym, ale ktoś, kto ma (jak to wiele razy pada w filmie sensacyjnym Vegi) pizdę.

Są przekleńtwa, sceny seksu, ale nie są koślawe. No ale trudno, żeby ich nie było w filmie sensacyjnym, jak już wspomniałam. Nie wyobrażam sobie, żeby współczesna mafia mówiła: „Niech cię durdeń świśne!”.

SCENARIUSZ

Karolina Błaszkiewicz dla wp.pl przed premierą napisała, że nie była pewna, kto jest główną postacią: groźni mężczyźni czy kobiety. Ale ten zabieg mi się podobał, ponieważ Vega pokazuje, że prawdziwie silnych (psychicznie) osó poznaje się nie po tym, jak zaczynają, ale jak kończą. Najpierw wydaje nam się, że to mężczyźni będą grali tu główne, silne role, zaś kobiety są upokarzane, gwałcone, bite, słabe i nie mają tu nic do powiedzenia, podczas gdy w trakcie całej akcji spadają warstwy z tychże bohaterów i okazuje się, że osoby, po których najmniej byśmy się spodziewali (spoilet alert: Niania) okażą się tymi najsprytniejszymi i najsilniejszymi.

To był lepszy film niż „Niebezpieczne kobiety” czy też „Pitbull. Nowe porządki”. I to zdecydowanie.
Z początku dychotomia siły jest nieco niejasna, ale to dlatego że Vega nie chciał po łebkach robić wstępu i na szybko rozwijać i przedstawiać relacje i zależności między bohaterami. Dlatego w przeciwieństwie do innych nie będe się tego czepiała.

Wokół Patryka Vegi zaczęło robic się coraz ciekawiej, nie tylko ze względu na dość niekonwencjonalne sceny w jego filmach (owszem, mówię o „Botoksie”, ktory wszyscy wytykają mu), ale ze względu na doniesienia, jakoby reżyser tworzył scenariusz pod dyktando mafii.
To zjawisko skomentowała nawet sama Karolina Korwin Piotrowska (choc nie powinno dziwić, ponieważ nie darzy sympatią reżysera) na swoim fp:
„Nowy styl promocji „filmu”. Przez manifestowane zwiazki z mafią i informacje o tym, że to mafiozi a nie reżyserzy castingu, układają obsady. Co prawda niemal całe Hollywood zbudowano na nielegalnej kasie mafii, ale…”.
Mnie to wcale nie dziwi – Vega lubi dowiadywać się u samych źródeł informacji. Dawali mu dostęp, to korzystał.
A że takie teksty, sytuacje, dialogi pojawiają się u Patryka Vegi? Mam malutkie wątpliwości, żeby przestępcy mówili do siebie „A figa, bracie” lub „Nie uważam pana za zbyt atrakcyjnego jegomościa spośród wszystkich, z którymi do tej pory uprawiałam miłość”.

Mimo braku aż tylu drastycznych scen, jak np. w „Botoksie”, bardziej mnie zaskoczyły „Kobiety mafii”, ale ze wzglęu na pewne plot twisty czy też na sytuacje, których się nie spodziewałam.
Bardziej odrzucały mnie ludzkie zachowania, te najobrzydiwsze, niż scena seksu z psem w „Botoksie” czy też sceny porodu. Odrzucały, ponieważ były prawdziwe: ma się ochotę jednocześnie powiedzieć, „ty tępa **** ” za zachowania, których nie spodziewalibyśmy się po danej postaci, po czym przyłapuje się człowiek na tym, że doddaje sobie w duchu, „W sumie nie należy być tak naiwnym wobec innych”.

Oczywiście, że jest dużo przekleństw. I to od chuja. Oczywiście, że są sceny seksu. I to od pyty. W końcu to film Patryka Vegi. A także były sceny przemocy, ale bez tak drastycznych tak bardzo, że miałam poczucia, że zaraz będę mdlała (pierwszy raz w życiu i to nie z powodu głodu), jak to miało miejsce na „Botoksie”.
Ale gdybym powiedziała, jakie sceny czy też wątki dają do myślenia, że to będzie serial, to zdradzę za dużo i zespoileruję film. Czuć, że tu będzie serial, ponieważ odczuwa się niedosyt przy pewnych wątkach.

Oczywiście, Patryk Vega lubi opowiadać historie, które rzeczywiście miały miejsce. Oczywiście jest to w skondensowanej formie, przez co wydaje się widzom to wszystko przerysowane.
Tak teraz i tu mamy  historię kobiet żyjących w cieniu gangsterów z Grupy Mokotowskiej.
Patryk Vega powiedział:
Po „Pitbullu. Nowych porządkach” skontaktował się ze mną gangster z Grupy Mokotowskiej. Miał pretensje o to, jak został pokazany w filmie. Po pewnym czasie zwrócił się do mnie z zaskakującą propozycją. Doszedł do wniosku, że zamiast się mścić, może lepiej byłoby, gdybyśmy napisali razem scenariusz„.
„Odbywający wyrok gangster spisał w celi historię przestępstw, napadów i zabójstw, w których brał udział, opisując w najdrobniejszych szczegółach autentyczne sytuacje wraz z kapitalnymi dialogami. Kiedy zacząłem to czytać, od razu uzmysłowiłem sobie, że mam w ręku genialny tekst, stanowiący ultradokumentalny zapis zbrodni. Powiedziałem mu: „Ok. Zróbmy ten film, ale opowiedzmy tę historię z punktu widzenia kobiet, które funkcjonowały w przestępczym świecie”. Gangster skontaktował mnie ze swoją żoną, a potem z kolejnymi kobietami gangsterów, które opowiedziały mi historię Grupy Mokotowskiej z własnej perspektywy. Tak powstały „Kobiety mafii” – najlepszy scenariusz, jaki miałem w życiu.

Wiecie, dlaczego wierzę w to? Nie chodzi o prywatną sympatię do reżysera, ale to jest wielce prawdopodobne, ponieważ socjopaci mają tendencję do tego, aby chcieć być w świetle reflektorów i mają potrzebę zaistnienia. A tak też nazwałabym zwyrodnialców z takiego środowiska jak Grupa.

Na potrzeby tego filmu spotykałem się z kobietami, które robiły przeróżne rzeczy – handlowały narkotykami na międzynarodową skalę, były zamieszane w znane napady, jak ten na Wólce Kosowskiej”.
A jak wiadomo, kobiety są ciekawsze od mężczyzn, to i jest na podstawie czego tworzyć.

Dygresja:
Nie rozumiem tych, którzy wspierają kino amerykańskie, jednocześnie wspierając ich gospodarkę, chodząc na filmy ogłupiające i komercyjne, ale jednocześnie chcąc uchodzić za (pseudo)inteligentów krytykją kino sensacyjne polskiego reżysera od filmów sensacyjnych.

Kobiety Mafii

Kobiety Mafii

Kobiety mafii

Kobiety mafii

POSTACIE:
Punktem wyjściowym filmu jest tak naprawdę Bela (Olga Bołądź)
. Dlatego też od niej zaczniemy:
Bela - Izabela jest byłą funkcjonariuszką, która zostaje wyrzucona z policji po brawurowej akcji policyjnej. I pewnie dlatego ABW składa jej propozycję, z której trudno żeby nie korzystała, skoro niewiele jej zostalo. Bela przechodzi specjalistyczne (specyficzne) szkolenie pod okiem członków FBI, żeby koniec końców zostać oficerem pracującym pod przykryciem, aby wejśc w grupę przestępczą. Taka żeńska forma Donnie Brasco.
Za zadanie ma, rzecz jasna, rozpracować szlak przemytu narkotyków przez Grupę Mokotowską, która jest sterowana przez Padrino (no i w tej roli Bogusław Linda), czyli szefa warszawskiego półświatka, którego najsłabszym punktem i oczkiem w glowie, które ceni sobie wyżj niż pieniądze i władzę jest (rozwydrzona gówniara) córka Futro (młodziutka Julia Wieniawa).
Oczywiście, aby zdobyć zaufanie w tym środowisku, musi najpierw wywalczyć zaufanie głównych członków Grupy, m.in. Siekiery (Aleksandra Popławska) oraz Cienia (Sebastian Fabijański). Tu zostaje wybrana opcja przez Belę, aby została jego ukochaną/kochanką.
Niestety wszystko się pieprzy, ponieważ („ach te baby!”) Bela zakochuje się w Cieniu (nie jej wina: okscytocyna, która wytwarza się w trakcie seksu, w połączeniu z estrogenem, czyli hormonem żeńskim, daje poczucie przywiązania i zauroczenia. Zatem zauroczyła się, gdy zaczęła sypiać z wrogiem. Zdarza się).
Od niej zaczyna się film i to dobrą, fajną akcją. Mocnym uderzeniem, ale nie obrzydliwym czy odrzucającym jak inni to odbierali w „Botoksie”.

Anka (Katarzyna Warnke) – pojawia się kolejna kobieta, a królowa przecież może być tylko jedna, dlatego wszystko zaczyna się jeszcze bardziej pieprzyć. I cały plan (jakby to powiedzieli bohaterowie Vegi) idzie w pizdu. Anka, czyli żona Cienia. Kobieta przyzwyczajona do luksusu i pieniędzy, których tak łatwo nie odda. Tak zaślepiona jest pieniędzmi, że nie widzi jak łatwo jest manipulowana przez Nianię.
Sama postać była trudna do zagrania, ponieważ – jak wspomniałam – była karykaturalna, więc ciężko było zagrać ją tak, żeby nie przekroczyć tej granicy kiczu i tandetnej gry aktorskiej. I tu Katarzyna Warnke mnie zaskoczyła znowu i znowu pozytywnie. O Katarzynie Warnke nie pozwolę powiedzieć złego słowa! Grając postać karykaturalną, paradoksalnie nie zagrała karykaturalnie; nie przekracza granic w swojej grze aktorskiej. Nie (mówiąc kolokwialnie) „odwaliła” tej roli, tylko przekonała. Śmiałam się szczerym śmiechem z jej postaci i nie były to tanie żarty czy zagrywki.
Dla mnie to ona jest cudna, a inni powinni ją docenić, bo aktorką jest naprawdę, naprawdę świetną. I szkoda, że do tej pory mało grywała w filmach. Anka była mocną postacią i solidnie ją zagrała.

Niania grana przez Agnieszkę Dygant (rozumiecie ironię :D ? Podpowiem: jaki serial pomógł Dygantowej nagłośnić jej nazwisko?). Widziałam zwiastuny, w których Dygant/Niania mówi dwóm mężczyznom, aby zrobili sobie… seks oralny/loda/ocbciągnęli. Zwał, jak zwał, a w filmach Patryka Vegi nie używa się kwiecistej mowy: wiadomo, o co chodzi. I wszyscy się oburzyli, że film obleśny pod względem językowym oraz że niepotrzebnie wulgarny. Szczerze? I ja po zwiastunie nie byłam pewna, o co w nim chodzi, dopóki nie zobaczyłam wątku, w którym Dygant wypowiada te słowa. Jest to po prostu zemsta kobiety, która (znowu) okazuje się silniejsza od mężczyzn (gangusów, mafiosó), którzy ją nękali i upokorzyli. Pokazała tą sceną, że nie da się upokorzyć, a wręcz wytrze podbite oko i odda tym, którzy ją zgwałcili i upokorzyli, sądząc, że mogą, ponieważ ona jest kobietą.
Swoją drogą ma się mocno ambiwalentny stosunek do tej postaci i nie wiem, czy to za sprawą scenariusza czy aktorki (albo i jedno i drugie), ponieważ i się ciśnie na usta, „ty wredna suko”, a jednocześnie jest to inteligentna i dobra osoba, która chroni dziecko.

Siekiera (Aleksandra Popławska) – ta aktorka spodobała mi się niesamowicie w świetnej produkcji HBO „Wataha” (fuck, w końcu dobry serial od lat). A teraz bardzo zyskała w moich oczach po tym filmie: była charakterna, była interesująca, żadna blondyna/seks-bomba, twardsza od gangusa. Żadna naiwna, romantyczka, która traci głowę z powodu mężczyzny, a tym samym traci kontakt z rzeczywistością.
Aleksandra Popławska to żadna celebrytka, żadna gwiazdka bywająca na ściankach, to fajna, bo nieprzesłodzona kobieta. Ciekawy typ urody, ciekawa kobieta – w końcu coś innego, nowego na polskich ekranach.
Jej postać dokonuje największej przemiany: od gwałconej i upokarzanej, bezbronnej postaci po silną kobietę.

Futro (Julia Wieniawa) – Ostatnia i najmłodsza kobieta w tym całym zamieszaniu; córeczka bossa Grupy Mokotowskiej, której osobiście nie mogłam przetrawić (Futro, nie Wieniawę, ponieważ tej nie znam). I niech już na tę małolatę nie gadają: dała radę, wypadła nieźle. Czepiają się Wieniawy.
Anie małolata nie robi skandali, ani nie świeci tyłkiem tylko po to, żeby zaistnieć, dlatego krytykowanie jej za tę rolę, jest dla mnie niezrozumiała fala krytyki w jej stronę.
Dostała rolę taką, a nie inną i podołała jej. I ja to kupuję.

Reszta postaci, męskich postaci, stanowi świetnie wbudowane tło do podtrzymania i uwypuklenia postaci żeńskich. Nawet postać grana przez Lindę jest jedynie tu po to (świadomie czy nieświadomy zabieg), aby podkreślić siłę i wyrazistość kobiecych ról, głównie Niani.

Dygresja: szacun za sceny kaskaderskie i pirotechniczne.
Bliskie ujęcia z ryzykownymi pomysłami na wypadki samochodowe. Dla widza, który siedzi bezpiecznie w kinie, taka scena to pikuś – „Pfff, zrobiłbym lepszą!”, jasne. Naprawdę szacun, że w polskim kinie to się udało.
Super, że Patryk Vega potrafi zorganizować scenę z takim samolotem, bo jak do tej pory nie widziałam tego.
Podoba mi się to, że polski reżyser ma ambicję, żeby tworzyć filmy na poziomie sensacyjnych z Hollywood.

Oczywiście, czuję, że będzie z tego serial, ponieważ pewne wątki Vegi rozwinie. Ale na film już nie starczyło czasu.

Kobiety mafii

Kobiety mafii

Kobiety mafii - premiera, aścianka zaliczona #heheszki

Kobiety mafii – premiera, aścianka zaliczona #heheszki

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *