Obsesja – recenzja

Obsesja

Obsesja

Ponure korytarze szpitalnego oddziału psychiatrii i niepokojące listy od tajemniczego wielbiciela. Wygląda na to, że doktor Joanna Skoczek znalazła się w niebezpieczeństwie. Joanna Skoczek odbywa rezydenturę na oddziale psychiatrii warszawskiego Szpitala Wschodniego. Podczas gdy ponure szpitalne korytarze same z siebie przyprawiają o gęsią skórkę, w podziemnym magazynie zostaje znaleziony trup jednej z pacjentek. Z oględzin wynika, że powrócił seryjny morderca kobiet, poszukiwany przez policję od trzech miesięcy. W dodatku Asia otrzymuje ostatnio niepokojące listy od anonimowego wielbiciela.

Czyli nie ma to jak thriller na dobranoc i kolorowe sny.

No i mnie kopnął zaszczyt, żeby przeczytać tę książkę. A ponieważ zostałam wezwana do tablicy, to powiem wszystko, jak na kazaniu, co uważam o niej.
Mogłabym zacząć od tego, że autorką jest Panna zodiakalna, a jako osoba z obsesją na punkcie zodiaków (tak, tak: innym pozwalacie być wierzący i nie czepiacie się, ale tu już wychodzi się na osobę niepoważną i niedojrzałą!), będę upierała się, że Panny (zazwyczaj, przeważnie) to pracowite i szczegółowe osoby, dlatego i książka nie powinna być odwalona. No i tym razem nie myliłam się.
Zatem skoro jesteśmy przy tej obsesji, to kontynuuję: szczegółowa, dopracowana, nie po łebkach będzie książka takiego zodiaku, bo Panna zodiakalna nie odda swojej pracy, dopóki nie będzie z niej dumna.
Choć niektórzy mówią, że Panny są wręcz upierdliwe, to przydaje się ta upierdliwość w książkach #heheszki.
(Tak, dziś mam ochotę w ten sposób zrecenzować. Bo tak, bo mogę, bo lubię, bo inaczej).

Goły beton był szary i wilgotny, miejscami spływały po nim strużki brudnej wody. W powietrzu unosił się zapach pleśni i ziemi (…). Na ziemi, w kurzu, pod topornym stołem, leżało jeszcze kilka zdjęć. Każde przedstawiało inna czarnowłosą dziewczynę
(pierwsze strony)
O, super, akurat obecnie mam czarne włosy, zatem robi się ciekawie…

…od urodzenia mieszkał po lewej stronie Wisły. Jak każdy rodowity warszawiak wyznawał patriotyzm lokalny (str. 25)
Się wie. Ja również z miłością do mego miasta.

A ponieważ i ja jestem upierdliwa, to uczepiłam się takich kwestii w książce jak:
- bohaterka wspomina, że ośrodki psychiatryczne w Polsce są zaniedbane (nawet te dobre)
- o chorobie zawodowej takich ludzi jak główna bohaterka – wszędzie widzi się szaleńców
- że nie wolno nawet dotykać pacjentów wbrew ich woli, nawet gdy pijany mężczyzna rzuca się z pięściami na personel
- nierzadko obskurne budynki i nieremontowane korytarze z linoleum (ale wiadomo, że nie wszystkie i nie w całej Polsce! nie popadajmy w paranoję!)
Racja to wszystko. Jakie to prawdziwe… Niestety.
Realistyczna też jest rozmowa z pacjentem w 2. rozdziale: wszystko trzyma się kupy, jest logiczne w jego nielogicznym zachowaniu. Nie ma rozmowy a la „tania sensacja”, którą autor naoglądał się w filmach, które nijak mają się do prawdy.

I nawet w takich przypadkach nie trzeba tworzyć specjalnego krajobrazu na rzecz książki, bo rzeczywiście wystarczy opisać to, jak naprawdę wyglądają niektóre szpitale w Polsce, bo niestety taka prawda, ale o tym się nie mówi i niewiele ludzi w kraju wie, że nasz kochany polski rząd niezbyt dużo pieniędzy przeznacza na chorych pacjentów. (Chyba) Każdy psycholog czy psychiatra powie, że leczenie przypomina metodę „a nuż się uda”, ponieważ chorzy ludzie w tym kraju muszą sobie sami radzić.
A np. ludzie chorzy na schizofrenię mogą normalnie żyć w naszym społeczeństwie, jeśli przyjmują leki. JEŚLI. I nie byłoby w tym niczego złego, że nie daje im się żyć, ale sytuacja wygląda nieco mniej przyjaźnie, kiedy tacy, którzy zagrażają życiu innym, zaprzestają brać leki, wówczas policja przyjeżdża do domu takiej osoby, wezwana przez członka rodziny, najczęściej to się dzieje ok 2:00 – 3:00, ponieważ wtedy przez sen leki przestają działać, osoba cierpiąca na tę chorobę przebudza się i zaczyna być nieciekawie, policja zabiera taką osobę do szpitala, ale ponieważ nie należy takich ludzi trzymać w zamknięciu, odsyła je się z powrotem do domu. Dlaczego? Ponieważ nie ma dobrej, odpowiedniej pomocy dla tych osób: wystarczy przesunąć „problem” na kogoś innego i mieć go z głowy. I taka jest prawda o polskim leczeniu chorych.
Wierzcie mi, że wiem, o czym piszę….

Powiem kulturalnie i elokwentnie: bohaterka mnie nie wkurwia.
Rzadko kiedy da się stworzyć główną postać, którą można polubić, z różnych powodów. Aśka ani nie jest przemądrzała, ani nie jest ofiarą z natury. Jest zabawna, ze swoją jakąś tam osobowością, kumata w tym, co robi kobieta.
Taka normalna dziewczyna. Postać dobrze wykreowana. Przekonuje mnie jej istnienie  (to, że taka osoba jest z krwi i kości, nie zaś z mrzonek autorki) i przekonuje mnie ona do siebie.
I może to usposobienie/charakter bohaterki sprawia, że nie czuję, jakby ktoś mi na siłę wciskał: „Masz się bać! Od początku masz być przekonana, że jest to ciężki i mroczny klimat! Powtórzę ci to tyle razy, aż uwierzysz!”
A także to wykreowanie poprzez szczegóły postaci głównej bohaterki oraz pozostałych sprawia, że łatwiej jest czytelnikowi wejść w tę książkę tak swobodnie.

A ja mam niemałego fioła na punkcie języka. O czym wiadomo, gdy się mnie czyta.
Zawsze powtarzam: drażni mnie pruderyjny język w miejscach, gdzie pruderyjny być nie powinien.
Gdy czytam książki i w rozmowie dwóch policjantów pada sformułowanie: „Ależ to fantastyczna wiadomość”, .. Z całym szacunkiem, ale każdy chyba wątpi, żeby policjant i to taki, który zajmuje się morderstwami, używał takich zdań jak dewotka, bo to raczej u Jane Austen przeczytałabym takie słowa w ustach jej bohaterki. Ponieważ posługujemy się językiem z takiego środowiska, którym się otaczamy. Język do nas zaczyna przylegać. Policjanci, którzy otaczają się najgorszym brudem i którzy muszą zobojętnić się na zło, nie będą posługiwali się naiwną mową dewotek, czy kwiecistym językiem literackim. Podobnie było, gdy czytałam „Metro” Uniwersum – tym bardziej nikt mi nie wmówi, że wojskowi i to rosyjscy mówiliby do siebie:  „A figa, bracie” czy „A spadaj stąd, czorcie!”.
Nie mówię, by nakurwiać kolokwializmami, ale mam zazwyczaj poczucie, że jakiś purytanizm panuje w literaturze, przez co dialogi nie są naturalne.
Nie po to czytam książki i chcę wejść w świat jakichś bohaterów, żeby czytać ocenzurowany, nienaturalny świat.
Dlatego, gdy bohaterka – na przykład – spotyka faceta zatrzymanego przez policję, po prostu patusa, nie mówi on, „Niech to durdeń świśnie”, ale mówi tak, jak na warszawskiej Pradze.
I super, pani Miszczuk, za to. A wydawnictwu za nieugrzecznianie języka.

Przypomniała mi się historia pewnej kobiety z manią. Uparcie twierdziła, że jest właścicielką kopalni złota w Afryce. Nikt jej nie wierzył podczas jej kilkumiesięcznego pobytu w szpitalu. Pacjentka niewątpliwie cierpiała na manię i jej nie leczyła, a urojenia o takiej treści idealnie pasowały do objawów kobiety. Okazało się jednak, że naprawdę miała kopalnię złota. Jak została jej właścicielką? Nie udało nam się tego ustalić.
Karol twierdził, że profesorowi, który był jej lekarzem prowadzącym, do dzisiaj głupio, kiedy wspomni się przy nim tę historię. Podobno reaguje nerwowo, nawet gdy ktoś tylko powie słowo „kopalnia”. 
(str. 33)

Ale nie będę tylko słodziła, żeby nie było, że rozkwita we mnie obsesja na punkcie autorki.
DLA MNIE było za mało thrilleru w samym thrillerze, więcej jest kryminału w „Obsesji”. DLA MNIE szkoda, dla niektórych wręcz odpowiednio wyważona książka. I absolutnie nie będę mówiła, że co to ma być za thriller/kryminał, który miesza ze sobą inne gatunki – mi osobiście odpowiada taka forma, o ile jest właśnie odpowiednio wyważona.
W kwestii kryminalnej fajne było to, że mamy grono podejrzanych, dzięki czemu teoretycznie sami kombinujemy, kto jest psychopatą, choć szkoda, że nasze przypuszczenia nie będą wynikały z naszego logicznego myślenia, ponieważ wybranie sprawcy jest nieco przypadkowe, losowe. A szkoda, bo lubię mieć rację, która wynika z samodzielnego myślenia :)
I jeszcze jednym małym minusem jest to, że z początku – jak dla mnie – nieco się dłuży wszystko, a ja należę do tych osób, co mówią: „Dobra! Dawaj mnie tu morderce i psychopatę!” Ale zwalam to na karb charakterologii Panny zodiakalnej: skrupulatność, szczegóły, cierpliwość, dlatego niekiedy brakuje dynamiki czy wzburzonych emocji, które JA jako czytelnik lubię.
No i też – jak dla mnie – za dużo było wątków ‚relacje damsko-męskie”… No, ale zwalmy to na to, że pewnie sama takich nie mam w życiu, mnie nikt nie chce i żółć, zawiść i zazdrość przeze mnie przemawia :D

I jedna uwaga:
nie, marihuana to nie narkotyk. Chyba że papierosy, słodycze, alkohol i środki przeciwbólowe również za takowe uznamy, a piwo powinniśmy zdelegalizować jako również środki uzależniające i niszczące zdrowie i ciało ludzkie.

Ponoć mam obsesję na punkcie feminizmu, ale tak powiedzą anty-feminiści. I ponoć z taką obsesją będę z góry dobrze oceniała kobiecych autorów i na siłę solidarna. Ale jak to mówią osoby dojrzałe: „A wcale bo nie!”.
Nie z tego powodu dobrze napiszę o tej książce.
Raczej nie piszę o (naprawdę) złych książkach. A piszę dobrze o „Obsesji”, bo ta książka nie zrobiła mi niczego złego: ani nie zabrała mi cenny czas, nie nie przynudziła, ani mózgu nie roztopiła. Albo sama zgadzam się na recenzję niektórych książek, gdy je polubię, albo też sama sobie wybieram, którą opiszę, gdy wpadnie w me pazerne na książki łapska.
Skupiam się też na tym, co dobre, ponieważ mnie osobiście irytują, wnerwiają i wkurzają pseudo-krytyczki, pseudo-krytycy, którzy sądzą, że im więcej skrytykują i im bardziej (mówiąc kolokwialnie) zjadą książkę, tym na większych intelektualistów wyjdą lub na bardziej opiniotwórcze osoby.

Obsesja

Obsesja

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *