Ma być czysto – recenzja

czwartek, Grudzień 7, 2017 0 No tags Permalink 0
Ma być czysto

Ma być czysto

Krytykę Polityczną czytam i śledzę od lat.
Czytając książki od wydawnictwa Krytyka Polityczna – jeśli jakimś cudem nie wie, bo przebywa na innej planecie – nie znajdziecie raczej (mówiąc delikatnie) kiepskich pozycji. Nawet jeśli sięgniecie po książkę o młodzieży, nie będzie lekko i przyjemnie z tematami miłostkowymi, motylkowymi. Tam nie ma działu „kobieca literatura”, ale znajdziecie książki dziewczyńsko, pokoleniowe przygodowe przy jednoczesnym zaangażowaniu społecznym.

Gdy czytam książki, szczególnie polskich autorów, mam poczucie, że ma być czysto. Co to znaczy? Mam poczucie, że książki polskich autorów są bardzo bezpieczne. I to chyba odpowiednie słowo.
I właśnie „Ma być czysto” nie ma czegoś takiego. Zatem jest dobrze. I to bardzo.
Sam tytuł dokładnie oddaje oczekiwania rodziców względem dzieci. Ale są to oczekiwania, do których mało który dorosły przykłada rękę, czy też stara się pomóc, aby ten porządek istniał.

Tym bardziej, że zaczyna się od dedykacji: Dziewczynom, o których mówi się źle.
Dobrze, ponieważ w naszym polskim społeczeństwie źle o dziewczynach mówi się – między innymi, zazwyczaj – gdy te robią to, na co mają ochotę, czyli to, co mężczyźni robią.
Takie, które nie są skromne i pasywne.

A tu autorka pokazuje, że dziewczyny w wieku nastoletnim są karane ostrzej za to, za co ich męscy rówieśnicy dostają jedynie upomnnienia.

- Nie chodzi tylko o nią. W naszym sądzie rejonowym to, co jest normą u chłopaków, uchodzi za gorze, kiedy dotyczy dziewczyn (…). Nie zauważyłaś, że w necie krążą filmy o nastolakach, które pobiły faceta, albo memy o tym, że urwały kotu głowę, bo rozpadł się One Direction? 

OPIS OD WYDAWNICTWA
Mieć piętnaście lat to jak cierpieć na nieuleczalne zaburzenia urojeniowe. Każdą uwagę na swój temat analizuje się po sto razy, kompleks wyrasta na kompleksie, a wszystko, co fajne, jest zabronione. Oliwia boi się, że zaszła w ciążę z Chomikiem o grzywce Biebera. Czy z powodu pechowego wypadu do sklepu, gdy jej kolegów przyłapano na kradzieży batonów, wyląduje w ośrodku? Julii to raczej nie grozi, jest z lepszego osiedla. Nie jest jednak pewna, czy w sercu Usziego wygra z żołnierzami wyklętymi, ani nawet, czy by tego chciała. Magda, macocha Julii, próbuje pomóc Oliwce, ale trudno wsadzić kij w szprychy bezlitosnej biurokratycznej machiny, tym bardziej, gdy samej się żyje bez papierów i na umowie śmieciowej.

Przejmująca powieść Anny Cieplak opowiada o Polsce, jakiej prawie nie znamy. O brudzie prowincji, gdzie o być albo nie być może zadecydować złośliwa plotka. O dorosłych, którzy są bardziej bezradni niż dzieci. I dzieciach, które muszę dźwigać odpowiedzialność dorosłych. Jakby życie nie było wystarczająco trudne, nad losem ich wszystkich czuwa zmęczony kurator, wielkie państwo polskie.

Bohaterki
Mamy właściwie trzy główne bohaterki:

Oliwka - piętnastolatka, której czas wypełnia opieka nad młodszą Sonią i Oskarem, zajmowanie się domem, nauka w szkole. Oraz, oczywiście, przetrwanie wśród rówieśniczek, z którymi na co dzień jest walka o tę akceptację.
Oliwka mieszka z ojczymem, który dużo pracuje. Ich relacja nie jest zbytnio opisana, ale nie widzimy, żeby ojczym był złym człowiekiem; jest to po prostu opiekun, który dużo pracuje, przez co rzadko jest obecny w ich życiu codziennym, tak samo rzadko obecny jak matka Oliwki, która pracuje w Niemczech i pojawia się tylko raz na jakiś czas w ich życiu. Ci rodzice nie są złymi rodzicami, ponieważ pracują na chleb na swoje dzieci, po prostu nie mają czasu na zapewnienie im swojej stuprocentowej uwagi.

Julka - rówieśnica, „przyjaciółka”/przyjaciółka Oliwki. Mieszka z ojcem oraz Magcochą – macochą o imieniu Magda, która chyba jako jedna z nielicznych stara się zrozumieć nastolatki. Julia przeprowadziła się od matki, która chciała córkę jak najlepiej uszktałtować  na miare możliwości niewielkiego miasta. Ostatnie przeniosła córkę do innego gimnazjum, twierdząc, że lepiej mieć lepsze oceny w gorszej szkole, niż tak sobie radząc w lepszej. W przeciwieństwie do Oliwki, Julka ma to szczęście, że jest otaczana uwagą i opieką ze strony trójki swoich rodziców, ale dziewczyna jest sfokusowana raczej na akceptacji rówieśników, w szczególności płci przeciwnej. Sorry, Julia, że cię ocenię, ale jesteś roszczeniowym bachorem, który nie wie, jakie ma szczęście, tym bardziej, że masz obok najlepszą przyjaciółkę, dzięki której masz i porównanie i ten kontrast.
Od poniedziałku do czwartku popołudnia małej były wypełnione jak kalendarz prezeski. I nie ma zlituj się, choroby nie wchodzą w grę, chyba że grypa żołądkowa. Kiedyś dzieci miały dwutygodniowe anginy, teraz mają kilkunastogodzinne biegunki. Czasy szybkie jak sraczka. Teraz w życiu Juli nadeszły inne czasy, ale to nie znaczy, że jest jej łatwiej…

Magda – no i wspomniana macocha, która najlepiej, ale i najbardziej stara się zrozumieć nastolatki. Może kwestią tego jest to, że jest od nich paręnaście lat starsza, a może to to, że taką po prostu jest osobą. I robi to właściwie najlepiej, bo w końcu dogaduje się i żyje w dobrych relacjach ze swoją pasierbicą.
I mimo tego że dba o nią, jak o swoje dziecko, chodzi na jej wywiadówki, zamiast rodziców, to ona jest tu workiem treningowym pierwszej żony męża, która wyładowuje swoje frustracje i problemy z córką, a także zwala swoje niepowodzenie małżeńskie na Magdę, która to wszystko znosi.
Do tego, gdy czytam, że książka otrzymała nagrody (zanim doczytam, jakie), to zastanawiam się, czy to będzie kolejna pseudo-intelektualna czy też napisana pseudo-intelektualnym bełkotem, nadęta księga.
I… Nie. Na szczęście nie jest tak.

No i przyszła ta cała polska wiosna. wszyscy wyglądają jakby przez pięć miesięcy mieszkali pod ziemią, bo na powierzchni dżuma albo wojna atomowa. Pryszcze, podkrążone oczy, szara cera, tłuste włosy, rozbiegany wzrok próbujący ukryć się przed promieniami marcowego słońca.

Czytałam porównania „Ma być czysto” do brytyjskiej książki „13 minut”, która również opowiada o niecukierkowym życiu nastolatek.
Zacznijmy od tego, że jest to bzdura, ponieważ „13 minut” thtiller, zaś książka Anny Cieplak to (dramat) obyczajowy, w którym jest brudno, ponieważ opisuje polską, szarą codzienność w mniejszych miasteczkach. To bardziej przypomina klimat „Cześć, Tereski”. Mnie przeraża takie środowisko, taka patologia, bo mam poczucie, że człowiek zawsze będzie się lepił takkm środowiskiem. Śmierdział na kilometr gnijącym mieszkaniem. Biedą, z której często nie chcą wyjść.
Ten brud lepi się od pierwszych stron i ciągnie przez całą klatkę schodową, w której przesiaduje jedna z głównych bohaterek, której autorka nie ocenia, nie prawi morałów, tylko obiektywnie opisuje, jak wygląda życie nastolatek w mniejszych miejscowościach oraz w jakich wartościach krążą.
Nie powiem nic oryginalnego, gdy powiem, że w „Ma byc czysto” jest sam brud. 
Może dlatego udaje się autorce tak szczerze i dokładnie opisać to środowisko, ponieważ ona nie rozkłada niepotrzebnie na czynniki pierwsze, nie analizuje, nie moralizuje, jak wspomniałam, tylko po prostu opisuje takim, jakim jest.

Pamiętam, jak w dokumencie „Bowling in Columbia” Michael Moore przeprowadzał wywiad z Marilynem Mansonem na temat nastolatków z liceum, do którego on również wcześniej chodził, dlaczego dopuścili się takiej masakry, kiedy to weszli do szkoły uzbrojeni w (bodajże) AK i zaczęli strzelać do ludzi, a następnie sami się zastrzelili.
Reżyser zapytał artystę:
- Co byś powiedział tym nastolatkom?
Na co Manson powiedział najmądrzejsze słowa, jakie mógł odpowiedzieć:
- Nic. Bym to ja ich wysłuchał.

I to właśnie zrobiła Anna Cieplak: po prostu obserwowała, słuchała.
Autorka jest absolwentką pedagogiki i na co dzień zajmuje się dziećmi i młodzieżą w Świetlicy Krytyki Politycznej „Na Granicy” w Cieszynie. Stąd też miała możliwość zaobserwować i posłuchać młodzieży ze środowiska, które opisała.
I pokazywała przy okazji, jak to dorośli są nieporadni w tym wszystkim.
Choć nie mogę powiedzieć, że oni zawodzą: jest babcia Oliwki, która zajmuje się nią na tyle, na ile może z doskoku, gdy przychodzi kurator. Nawet sąsiadka, matka jej kolegi, broni jej na policji i chce się nią zająć, czy broni przed kuratorem.
Oliwka może liczyć jedynie na uwagą i opieką na 1/4 etatu.

Czemu nie zapytała, czy zajmuje się młodszymi dziećmi, sprząta, robi zakupy, płaci rachunki, planuje poprawić oceny i normalnie chodzić do szkoły? Zapytała, czy Oliwka zamierza palić lub pić alkohol pomimo tego, że została dwa razy za to spisana.

Oczywiście epicentrum ich wszechświata to przede wszystkim akceptacja.
Akceptacja, o którą walczą różnymi metodami, jednocześnie próbując jakoś przejść i przeżyć ten okres, w którym „kompleks wyrasta na kompleksie i tylko co bardziej gruboskórni nie czują się jak gówno”.
I wŁaśnie – między innymi – dlatego taka książka o młodzieży powinna być lekturą dla dorosłych.

Choć pierwsze strony czytałam, jak wtedy, gdy włącza się telewizor, któy leci w tle, ale zbytnio nie przebija do twojej świadomosci początek, ponieważ jako nie możecie skupić sie na historii. A może musiałam przyzwyczaić się do tego brudu, przebić się przez niego.

Nie jest to książka pisana językiem dewotek.
Z czego potwornie się cieszę, ponieważ mdli mnie, gdy czytam nierealny język w książkach. Gdy czytałam Nesbo, w rozmowie dwóch policjantów padło sformułowanie: „Ależ to fantastyczna wiadomość”. Nie wiem, czy tak autor napisał (norweskiego jeszcze nie znam, by czytać Nesbo w języku ojczystym Nebo), czy wina tłumacza, ale… Z całym szacunkiem, ale każdy chyba wątpi, żeby policjant i to taki, który zajmuje się morderstwami, używał takich zdań jak dewotka, bo to raczej u Jane Austen przeczytałabym takie słowa w ustach jej bohaterki. Podobnie było, gdy czytałam „Metro” Uniwersum – tym bardziej nikt mi nie wmówi, że wojskowi i to rosyjscy mówiliby do siebie:  „A figa, bracie” czy „A spadaj stąd, czorcie!”. Nie mówię, by nakurwiać kolokwializmami, ale mam zazwyczaj poczucie, że jakiś purytanizm panuje w literaturze, przez co dialogi nie są naturalne.
Nie po to czytam książki i chcę wejść w świat jakichś bohaterów, żeby czytać ocenzurowany, nienaturalny świat.
A tu mam nastolatki, które zamiast – jak w wielu współczesnych książkach – wysyłać sobie karteczki na lekcji, dostając rumieńców, bo chłopak się spojrzał, te są żywe, ponieważ jest to świat nastolatek, które żyją Instagramem i Snapchatem, zaś Gadu-Gadu to jakiś archaiczny wynalazek, jak maszyna telegraficzna.

Te nastolatki żyją w świecie, w którym czyjąś wartość rówieśnic ocenia się na podstawie ilości lajków na Instagramie czy Snapchacie. Czy tego, że wrzuca się takie same rzeczy i na tej i na tej aplikacji.
Wiedziała od starszych, że trzeba uciec dzień przed powrotem i wtedy, jak policja cię przywiezie, to masz darmową podwózkę i trochę więcej adrenaliny.
Słyszała też o opcji „na samobójcę”. Tniesz się dzień, dwa przed powrotem i masz tydzień wolności do produ. Wtedy dodajesz zdjęcie z wenflonem i zbierasz lajki.

PODSUMOWANIE
Bez języka dewotek.

Ani infantylnego podejścia do tematu.
Bez moralizowania.

JEST, KURWA, DOBRZE.

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *