Jeść (nie)jadalne cz.3 – czyli co jeść

 

Jaka jest różnica?

Jaka jest różnica?

jeść (nie)jadalne

jeść (nie)jadalne

Z wegetarianami jest tak, że jak ich tylko poznajesz, od razu – niepytani – informują Cię, że nie jedzą mięsa. Wow, jakie to oryginalne w dzisiejszych czasach.
Mnie samą to drażni, bo przecież nikt na „dzień dobry” nie mówi mi: „Wiesz, że jem mięso?!”. 
Dlatego też sama staram się nie informować, a już na pewno nie podejmować tematów na ten temat, ponieważ gdy tylko mówi się na głos, że je się inaczej, każda osoba wokół okazuje się specjalistą zasad żywienia i dietetykiem, który zna się na mikroelementach (nie, nie zna)…

jeść (nie)jadalne

jeść (nie)jadalne

Nie, nie jestem blogerką kuchenną, wręcz jestem leniwa, jeśli chodzi o gotowanie i przygotowywanie sobie jedzenia. Ale jedna z Was (Paulina Sz. <3) dała mi pomysł, bo zapytała, jak się przygotować do odrzucenia mięsa…. Hehehe, „Tyle z was nieustannie zadaje mi pytanie” – o fuck, stałam się jedną z TYCH blogerek. ALE ponieważ chcę namawiać do niejedzenia zwierząt, myślę sobie: „Okejka, czemu nie?”.
Bo przecież jak feministka to i wegetarianka (no i pewnie lesbijka).

Zaczęłam stopniowo, żeby nie było szoku dla organizmu. To znaczy najpierw wycofałam czerwone mięso (od razu) i tylko spooooradycznie indyka jadałam (jedyne mięso, które nie faszeruje się antybiotykami i testosteronami). I na początku organizm może chcieć domagać się jedzenia dużo, jak bachor, któremu zabrało się nagle słodycze, więc siłą i szantażem emocjonalnym stara się wyszarpać to, co mu zabrali.
Podobno słowo „wgetarian” pochodzi od indiańskiego albo pewnie łaciny i oznacza „za głupi, żeby polować” (podobno, bo dowiedziałam się o tym z Internetów). A ja jestem za leniwa, żeby gotować. I tu jest problem, poneiważ jednocześnie jestem żarłok. Powiem tak – dobrze jeść tak, żeby się zapchać (opcja poniżej dla leniwych), dlatego proponuję krótkie podpowiedzi, żeby wypchać sobie żołądek:
  • na śniadanie 2 jaja  (z wolnego howu/hodu whatevs ) na miękko lub w koszulkach (czyli po prostu wlewamy jajo do gotującej się wody – voila! jestę kucharkom), nie z fabryk, bo to nie zabijanie – syci na dłuugo
  • pół melona na śniadanie czy tam drugie śniadanie – da się nim zapchać na parę godzin
  • mnie ratuje kus kus, bo po prostu zalewa się go wodą i… tyle w temacie jego gotowania!
  • albo soczewica mnie ratuje, bo tę też wrzucam do wody, gotuję i jedna miska soczewicy zapycha żołądek. Oczywisćie możecie dodać na talerz resztę rzeczy, które wam tam smakują. Leniwiej być nie może.
  • jak macie blender (zajebista opcja!) to wsadzam tam warzywa lub/i owoce, alkohol i mam koktajl jedzeniowo-pełnowartościowy
  • skoro już kupiliście blender, a ja o nim wspomniałam: ciecierzyca. Blendujecie czy tam miksujecie i macie hummus. Kroicie ogórki zielone (nie te kwaśne czy solone) czy paprykę czy marchew i maczacie sobie
  • na obiad odgrzejcie sobie warzywa zwykłe jakieś hortexowe – jedno opakowanie starczy na cały obiad, albo i na 1,5. Warzyw jest dużo, zapchacie się brokułami, a i tak będzie Wam lżej na żołądku, niż jak zjecie ciężki kawałek mięsa, który będzie zalegał.
  • Mi się nie chce wyciagać patelń, gotować, smażyć itp., itd, więc najlepiej (no niestety trzeba kupić) grillować sobie te warzywa – są smaczniejsze niż smażone, gotowane (Boże broń!), a już na pewno szybciej się przyrządzi
  • Unikajcie cukrów – one tylko podsycają apetyt i soki żołądkowe, przez co będzie Wam się chciało więcje jeść
  • Można do lunchboxów wsadzać pokrojone na szybko marchewki, ogórki – takie podłużne kawałki, żeby po prostu sobie pochrupać. I podpowiedź dla leniwych: NIE OBIERAJCIE ich ze skórki, bo pozbywacie się w ten sposób tylko błonnika!
  • Albo zamiast przegryzek w paluchy, weźcie po prostu tarkę i wszelkie warzywa, jakie Wam smakują i przetrzyjcie i takie różnokolorowe przetarte jadło umieścijcie do lunchboxów i jazda z domu
  • opcja dla turbo-leniwych: spaghetti na obiad. Makaron, sos pomidorowy czy tam przecier pomidorowy (120% pomidorów) i oliwki. I tyle. Tak, osobiście tak jadam i mi to smakuje, a do tego mam zapchany żołądek i nie podżeram
  • ja tam zamawiam pizzę (wegetariańską) i tyle, jeśli chodzi o gotowanie perfekcyjnej pani domu, którą (nie) jestem
  • latem to wpychajcie w siebie arbuzy – zapchacie się nimi, a kalorii zero
  • placki z cukini, czyli placki ziemniaczane, ale zamiast ziemniaków cukinię wpychacie – słodkie, zapychające
  • pieczone jabłka jako przekąska słodka, żeby nie wpychać w siebie ciast, chipsów itp.
Wszyscy ci, którzy słyszą, że ktoś nie je mięsa

Wszyscy ci, którzy słyszą, że ktoś nie je mięsa

jeść (nie)jadalne

jeść (nie)jadalne

  • Leniwa, ale i mniej tania opcja: szałwia hiszpańska, mleko (kokosowe, sojowe, migdałowe), wiórki kokosowe zalewamy wieczorem, wstawiamy do lodówki i rano mamy post-śniadaniową papkę.
    Wiecie, co to jest szałwia hiszpańska? Coś, co hipsterzy lubią najbardziej, ale nie wiedzą, że to jedzą: po prostu nasiona chia, ale napisane po ludzku, czyli szałwia. Są cenione za ich zdolność do zapewnienia organizmowi zrównoważonej energii … tłumaczenie słowa „chia” z języka starożytnych Majów to po prostu „siła” – mała porcja, a dostarcza olbrzymią dawkę wartości odżywczych. Wow. Szacun.
    Zawierają one również przyzwoitą ilość cynku, witaminy B3 (niacyny), potasu, witamina B1 (tiaminy) i witaminy B2. No i są pełne przeciwutleniaczy… Zresztą cała dieta wegetariańska jest zajebiście zdrowa.

Ja mam właściwie dziwne kupki smakowe, bo przez całe życie uwielbiałam ser żóły z dżemem truskawkowym. I do tej pory jem dziwne połączenia, które mi smakują i nie przeszkadzają. Więc ja mogę Wam polecić nawet melona z przetarty selerem, bo tak jadłam i mi smakowało.

Tak, tak, wiem, że wszystko to, co tu opisuję, nie jest pełnowartościową dietą. Ale wiecie co? Ja podaję tylko PRZYKŁADY zapchania się czy nasycenia żołądka dla LENIWYCH. Dlatego wykwintnych dań czy nawet obiadów z kotletami sojowymi nie polecam.
Inna sprawa jest taka, że ci, którzy jedzą mięso, twierdzą, że „Należy jeść wszystko, aby być zdrowym”. Czyli każde gówno, czyli tłuszcze ile wlezie. I wiecie co? I gówno to prawda. Bo gdyby tak było, to mięsożerni nie chorowaliby, a już na pewno nie częściej od pozostałych. A już na pewno nie musieliby uzupełniać swojej diety witaminami, bo tych najczęściej im brakuje. I gdyby rzeczywiśćie jedzenie mięsa było takie zdrowe, to nie mieliby podwyższonego cholesterolu w organiźmie itp.
Poza tym tak jak niektórzy mięsożercy muszą wspierać dietę magnezem, witaminami czy skrzepem w proszkach czy kapsułkach, tak tu niektórzy (najprawdopodobniej ci z grupą krwi 0) powinni aminokwasami w kapsułkach uzupełniać dietę. Lub/i takimi produktami jak:

  • SOCZEWICA!
  • komosa ryżowa (co to, kurwa, jest?! sama nie wiem)
  • brokuły
  • tofu
  • soja (kotlety, nasiona, mleko choć modyfikowane)
  • kalafior
  • szparagi
  • grzyby
  • groszki
  • szpinaki
  • migdały
  • CIECIERZYCA

Ja sobie na telefon pobrałam zdjęcie poniżej i służy mi za pomocną listę zakupów – jestem zbyt leniwa, żeby zapamiętywać.

Lista zakupów uzupełniająca

Lista zakupów uzupełniająca

białka roślinne vs. białka zwierzęce

białka roślinne vs. białka zwierzęce

Jak również zaletą diety wegetariańskiej jest zmniejszenie:

  • otyłości
  • choroby niedokrwiennej serca
  • nadciśnienia tętniczego
  • hipercholsterolemii
  • nowotworów
  • zaparć i hemoroidów
  • próchnicy zębów
  • cukrzycy typu 2
  • kamicy nerkowej i żółciowej
jeść (nie)jadalne

jeść (nie)jadalne

Swoją drogą fakt, że to dieta wegetariańska zawiera w sobie więcej błonnika i pomaga z nadwagą i otyłością, powinno być kolejnym powodem, dla którego należałoby zrezygnować z jedzenia mięsa.
Jak również fakt, że dzięki niej mniej człowiek choruje i wygląda dłużej młodo. No i żyje młodo, ale nie każdemu zależy, żeby nie żyć byle jak, więc co dla niego za różnica, ile będzie żył.
jeść (nie)jadalne

jeść (nie)jadalne

Swoją drogą poleciłabym też dietę, która zawiera w sobie jedzenie „polepszającą humor”. I nie, nie chodzi o tego rodzaju zieleninę (#aleNieśmiesznyŻart). Chodzi o te produkty, które wytwarzają czy też podnoszą poziom serotoniny w naszych organizmach, czyli hormonów szczęścia:
1. (śniadania) jaja - podnoszą poziom serotoniny (hormonu szczęścia)
2. (II śniadanie) banany, miód - 
miód jest bardzo skuteczny w zwalczaniu nerwic, wszelkich stanów depresyjnych, a nawet schizofrenii! Zaś banany zawierają po prostu derotoninę
3. gorzka czekolada - ciemna czekolada zwiększa dopływ krwi do mózgu, a tym samym poziom energii
4. (obiad) sezam, 
szpinak & marchewka
5.  (obiad) botwinka, soja i halibut - poziom magnezu idzie w parze z niskim prawdopodobieństwem zachorowania na depresję.
6. (obiad) szparagi -  zawiera dużą ilości tryptofan, można nazwać regulatorem dobrego samopoczucia: dzięki przemianom tego aminokwasu powstaje serotonina (hormon szczęścia)
6. (kolacja) avocado & pomidor - pomidor to źródło  likopenu, czyli antyoksydantu, który pomaga utrzymać mózg w dobrej kondycji i chroni przed depresją
Zające się ratuje (i wypuszcza), a nie robi z nich pasztet

Zające się ratuje (i wypuszcza), a nie robi z nich pasztet

1

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *