Feministka dojrzewa

Feminitka dojrzewa

Feminitka dojrzewa

To TEN dzień, kiedy przychodzi graniczny wiek, kiedy przestaję być „20stką” i w tym wieku czas spoważnieć, spłodzić choć jedną latorośl i wiedzieć, o co w tym wszystkim w życiu chodzi. A ja z wiekiem tylko rozumiem, że coraz mniej rozumiem. I że jak byłam gnojkiem, to myślałam, że jako dorosła będę wszystko ogarniała. I nadal czekam na ten dzień.

To TEN wiek, który przecież nie jest tragedią, ale czuję się emocjonalnie bliżej Bridget Jones z trzeciej części, kiedy nie wiedziała, kim jest Ed Sheeran i na młodszych od siebie z tabletami patrzyła z miną „WTF”.

Jak byłam dzieckiem, mniej się tego wszystkiego bałam, bo sądziłam, że dorośli naprawią to, co się stało i dzieje w świecie. Że są dorośli, więc mądrzy, więc nie zrobią niczego głupiego. Teraz jestem dorosła i wyrosłam z tej wiary. Chyba dlatego się niepokoję o świat.

I za to inni wokół każą mi dorośleć, bo jako osoba dorosła, nie powinnam się tyle cieszyć, bo osoba dorosła ma zmartwienia, a jak ma zmartwienia to się nie cieszy. Ze wszystkiego.

I papa shorty i miniówy, bo w tym wieku nie wypada. I papa brokat-make up, teraz tylko czerwona szminka, o niebieskich włosach czy niebieskiej szmince możemy zapomnieć. A jak będę chodziła kolorowo ubrana, to znaczy, że nie mam klasy i zdziwaczałam. I z wiekiem będę jedynie dziwaczała coraz bardziej.

Nie wypada mi też na filmach ryczeć po 30-stce, poniewaz to oznacza, że jestem babska. Zaś przed 30-stką oznaczało, że byłam infantylna i gówno przeżyłam w życiu, skoro film mnie wzrusza (spróbujcie nie płakać na „Zielonej mili” albo na „Szeregowcu Ryanie”).

I to, że już nie powinna kobieta skakać, ale spacerować powoli. Skończyły się wściekalnie.
Kobieta nie powinna zastanawiać się, co fajnego założyć, ale że czas założyć rodzinę.
Zamiast hasła „ciała naprzód!” jest hasło „cała naprzód!” – chowamy ciała i cała naprzód, aby zakładać rodziny.

Po 30-stce obniżają się oczekiwania względem mężczyzny. Ponoć. Ponoć wystarcza nam tylko to, by nie był tragiczny (nie pił, miał pracę). Nastoletnim myśleniem jest, gdy kobieta nadal oczekuje od partnera namiętności, robienia (z wzajemnością!) niespodzianek, spontaniczności, romantyczności w tym całym odpowiedzialnym życiu i zwykłej codzienności.
W wieku 30. lat nie wierzy się już w głupawą miłość, ponieważ miłośc głupawa nie może być jednocześnie dojrzała i szczera. Nie da się chcieć kochać nad ranem i całą noc z ukochanym, ani brać urlop, żeby się kochać cały dzień, a jednocześnie tworzyć dojrzałego, ciepłego domu i poważnych relacji. W tym wieku jako kobieta skupiam się na dramacie dnia codziennego, czyli co ugotować na obiad. Bo jak, kurwa, nie ugotuję ziemniaków ze schabem, to żadna ze mnie partnerka na całe życie (choć nie szkodzi, że jakoś mam szczęście do tego, że jakoś ze mną chce się żenić/brać ślub/chce się oświadczać).

Ale i tak zjawi się 40stka, która z samego faktu metrycznego przyjmie założenie, że i tak nadal nic nie wiem o życiu ze względu na młodszy wiek – zakładając, że 30stki to jeszcze niczego nie przeżyły w życiu. A już na pewno nie taka, co się publicznie nie udręcza. Też tak macie?

W wieku 20. lat powinnyśmy dbać o reputację i opinię i choć namawiają nas do życia pełnią życia – bo przecież to takie fajne, ale oklepane, bo nic nieznaczące już hasło – to jednocześnie trzeba orientować się, jaki kandydat będzie idealnym partnerem, żeby w wieku 30 lat się ustatkować. I trzeba już mieć gotowe zaplecze na 30-stkę. I po tej 30-stce już czas minął: koniec rumakowania, koniec niewinności i naiwności, żeby po 40-stce pomyśleć sobie: „Fuck. Życie jest za krótkie, żeby się dobrze zachowywać. Ale niestety czas już minął, żeby spróbować życia”. Też tak macie?

Żadna Kolejna miłostka

Żadna Kolejna miłostka

Nie jestem guru i gówno wiem o życiu. I prawda jest taka, że nie jest ważne, ile każda z nas przeżyła, i tak będziemy nadal niewiele wiedziały. I pewnie dlatego dałabym jedną radę innym:
Nie dawajcie rad. Żadnej bez pytania. A jak któraś wzięła czyjąś radę – posłuchajcie sobie te rady, ale i tak swoje przeżyjcie.
Bo żadna z nas nigdy nie znajdzie się dokładnie w tej samej sytuacji, co którakolwiek inna z nas.
I prawdą jest to, że niczego się nie nauczyłam na tym 30. levelu życia, bo jestem krowa, która nie zmienia swoich poglądów.
Zatem jako stare próchło mogę już innym prawić morały i doradzać.
1. Będziecie miały 30 lat, a nadal będziecie przewijały scenę śmierci Mufasy w „Królu Lwie”. Tak, nadal oglądam „Króla Lwa”.
2. Przebywajcie z kobietami w różnym wieku i bardzo różnymi – to wzbogaca i urozmaica wasze poglądy, a tym samym życie
3. Najbardziej będzie się rzeczywiście żałowało tego, czego się nie zrobiło, niż to, czego się zrobiło (no dobra, nie mówię o skrajnie głupich decyzjach życiowych. Chyba).
4. Fucktycznie lepiej się żyje, jeśli zrozumiemy, że to, co teraz ktoś myśli o nas czy o naszych decyzjach, za 5 i 15 lat nie będzie miało to żadnego znaczenia na nasze życie.
5. Coś a la Paulo Coelho: lepiej być sobą, bo reszta świata/wszechświata/kosmosu/ludzi się i tak dostosuje. A i tak nikt nie jest wart tego, żeby się zmieniać.
Zmienić na chwilę coś małego w swoim życiu, żeby spróbować czegoś nowego – owszem. Ale samej siebie – nigdy.

 

Może do 40-stki coś jeszcze tam przeżyję, może wylecę z Polski, może poznam dziwnych ludzi etc., czyli coś, czego do tej pory nie przeżyłam, więc będę coś tam o tym życiu wiedziała. Może ludzie nauczą się sarkazmu.

waga

waga

Nie nauczyłam się bardziej wstydzić, a ponoć wstyd to efekt uboczny socjalizacji. Zatem jestem aspołeczna, ponieważ nie widzę potrzeby wstydzenia się tego, czego inni mówią wokoło.
I nie wstydzę się pewnych rzeczy, w które wierzę.

Nie powinnam już wierzyć w symbolikę. W Pana Boga jak najbardziej, bo ludzie z zasadami mają etykę, która opiera się na etyce katolickiej, czyli możemy wierzyć we wszechobecnego Boga, ale już w symbolikę, karmę, czyli w to, że to co dajemy innym, do nas wraca, już nie, bo to nie jest żadna zasada.
A i symbolika to voo-doo. Więc nie wypada wierzyć, że 23 września to wyjątkowy dzień w roku. Po pierwsze to Pierwszy Dzień Jesieni, 2. To Równonoc. 3. ja wchodzę na 30. level życia. Owszem jestem tak stara. I wszyscy mi życzą stu lat, a wiecie, czego taka fminazistka sobie życzy z okazji urodzin?

Możemy wierzyć w to, że wszyscy na świecie jesteśmy dziećmi Boga Jedynego, nawet jeśli wyzają inną wiarę, ale nie wypada już mi wierzyć w znaki zodiaku. W to, że Waga zodiakalna, która zaczyna się właśnie 23.września zalicza się do tzw. Krzyża kardynalnego. Symbolizuje on chęć działania, pewność siebie oraz aktywność w inspirowaniu nowych przedsięwzięć; że do pozytywnych stron osób urodzonych pod znakiem Wagi należy zaliczyć duże poczucie sprawiedliwości i obiektywizm w ocenie zdarzeń; i że w momencie zagrożenia walczą z determinacją.
I że Wagami zodiakalnymi były/są również Margaret Tatcher, Lew Wałęsa i Martyna (Marta) Wojciechowska. Czy Oscar Wilde, Mahatma Gandi,  Rita Hayworth, John Lennon, Kate Winslet. Hitler nie był Wagą.
Pozdrawiam wszystkie Wagi zodiakalne!

 

Libra

Libra

0
3 Comments
  • Emilia Teofila
    Wrzesień 26, 2017

    Płuska, życzę Ci, żebyś Twoje słowa zawsze brzmiały tak energicznie, odważnie i wzniośle, jak w tym poście. Gratuluję Ci z całego serca bycia sobą, czyli Tobą, czyli duuużo kobiet powinno się od Ciebie uczyć, jak być najwspanialszą wersją siebie.
    Bo jesteś super, piszesz ekstra, podziwiam Cię i pozostaję wierną fanką!
    PS
    Zdrówka życzę, bo to przydatne.
    PPS
    I kolejnej książki. Myślisz, żeby spłodzić nowe dzieło? Seks stoi na półce i domaga się siostrzyczek!

    • zadna-kolejna-milostka
      Wrzesień 26, 2017

      Teofilka <3 <3 <3 Dziękuję

    • zadna-kolejna-milostka
      Wrzesień 26, 2017

      „Domaga się siostrzyczki” <3 <3 Czegoś słodszego nie słyszałam :* :*
      Płodzi się, ale niestety młodsza siostra (jak ja w moim rodzeństwie :D ) musi być tą lepszą wersją, dlatego proces płodzenia tyle trwa

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *