Bo baby chcą więcej: zobaczyć.

piątek, Wrzesień 1, 2017 0 No tags Permalink 0
Bawaria - w drodzę na wodospad

Bawaria – w drodzę na wodospad

Bo baby chcą popatrzeć: podróże.
            Myślicie, że miałam przygotowane ponad 10 tys. zł, gdy wyjeżdżałam do Niemiec? 2,5 tys. złotych na pierwszy czynsz, 1,2 tys. zł na jedzenie w pierwszym miesiącu, 6 tys. zł na kaucję, która jest konieczna, kiedy ktoś w Niemczech chce coś wynająć, drugie tyle na wypadek, gdyby pracy nie udało się znaleźć w pierwszym miesiącu. Nie, nie miałam, ja tylko wiedziałam, na czym mi bardziej zależy w życiu.
Oczywiście, że uważam też, że skoro sobie pojechałam parę/paręnaście razy w życiu do kilku państw/miejsc, to teraz będę zakładała bloga podróżniczego, bo wiem wiele o świecie i o podróżowaniu! I oczywiście, że nie jestem sarkastyczna.
Ale w odpowiedzi na wytykanie Polkom/Polakom/rodakom, że sobie polecieli gdzieś, bo „majO za dużo pieniędzy”, powiem: (prawie) każdy może polecieć.

I nie mówię tu o tych, którzy mają dzieci i mają kredyt hipoteczny i nikogo, kto by wsparł, a zarabia 2,5 tys. zł (netto). Nie mówię o tych, którzy mają zobowiązania nie tylko finansowe. W życiu bym nikogo nie pouczała, jak ma żyć, skoro ja nie znajduję się w jego sytuacji. Nawet ja nie jestem na tyle arogancka. Mówię o tych, którzy mają jeszcze czas i szansę, zanim pochłonie ich życie, czyli odpowiedzialność i obowiązki.

Nie powiem jak Cejrowski… Nie, nie, nie tę kwestię o obrażaniu Wałęsy, tylko to, gdy radził sprzedać lodówkę, żeby za te pieniądze polecieć sobie gdzieś, skoro naprawdę się tego pragnie. Bo niektórzy potrzebują tej lodówki, żeby wsadzić jedzenie dla swoich dzieci. A raczej 99% z nas wie, że gdy sprzeda tę lodówkę i poleci na drugi koniec świata, to nie zarobi na tym, wydając kolejne książki. A jeśli nawet ktoś na to się odważy, to nie ma gwarancji, że będzie tą osobą na milion, której książki będą inni chcieli czytać, ergo zarobi na tym.
Mówię właśnie o tych mniejszych wylotach.

Oczywiście, że sama wydaję na głupoty. Sama często się złapię na tym, po cholere coś kupiłam i czy naprawdę tego potrzebowałam. Dopóki w głowie nie zrobiłam sobie lisy.
Bo kiedy kończy się miesiąc na koniec pieniędzy można wcześniej sobie coś zaplanować i odłożyć:

1)     Nie kupować Glamoura, Cosmo czy Gale.
Takie gazetki i tak – gdy nikt nie bedzie patrzyl – bedziemy przegladali u dentystki czy fryzjerki.

Koszt miesięczny: 10zł/miesiąc (pierdółka, ale w skali rocznej kapkę da, czyż nie?)

Bo kobiety chcą więcej

Bo kobiety chcą więcej

2) Nie kupować tego hitu lata „który każda powinna mieć w swej torebce!”, którego nie potrzebujecie tak naprawdę.
To, że widzimy w reklamach szczęśliwe, roześmiane, spełnione kobiety w reklamach (czy to w TV czy w artykułach w magazynach), nie znaczy, że jest to kosmetyk, który rzeczywiście sprawi, że i my zaczniemy się do siebie samych w lustrze uśmiechać. A ten krem na zmarszczki? Nie, on wcale nie pomaga. To odpowiednia dieta prędzej pomoże: woda, warzywa, oliwka. I kosmetyki nie testowane na zwierzętach.

Co innego, jeśli naprawdę robimy to, ponieważ chcemy, ale czy naprawdę tak często potrzbujemy się malować (i tym samym kosmetyków), żeby dobrze się poczuć?

Wiecie, co Pink ostatnio powiedziała ze sceny swojej córce, gdy ta powiedziała jej, że jest najbrzydszą dziewczynką, jaką widziała i że według tej sześciolatki wygląda jak chłopak z długimi włosami?
Mój mózg zwariował. Pomyślałam: „Boże, masz sześć lat, skąd to się wzięło, kto tak powiedział, czy mogę skopać jakiemuś sześciolatkowi tyłek?”. Nic nie powiedziałam, a gdy przyszłam do domu zrobiłam dla niej prezentację w Power Poincie, zatytułowaną „Androgeniczne gwiazdy rocka” z artystami, którzy nie bali się żyć prawdziwie i prawdopodobnie cieszyli się każdym dniem swojego życia, idąc naprzód i „machając flagą”, inspirując wszystkich dookoła. Były tam takie gwiazdy jak Michael Jackson, Elton John, George Michael, Prince, David Bowie, Annie Lennox i Janis Joplin. Kiedy chcą się ze mnie ponabijać mówią, że jestem zbyt męska. Słyszałam wiele opinii, że moje ciało jest zbyt silne.  Ale czy widzisz żebym z tego powodu zapuszczała włosy, zmieniała swoje ciało lub sposób w jaki prezentuję się światu? Dziecinko, nie zmieniamy się tylko bierzemy piasek, muszlę i robimy z tego perłę. Pomagamy innym ludziom otworzyć się na inne wymiary piękna. Moja córeczko, jesteś piękna i kocham cię.

Jeśli te słowa – miejmy nadzieję – dotarły do sześcioletniego dziecka, to mam nadzieję, że i do dorosłych dziewcząt dotrze.

Nie znam się, więc zgaduję: (minimum) 80 zł/miesiąc.

 

3) Nie musimy iść na wysprzedaże tylko dlatego, że są wyprzedaże.
            Oczywiście, że czy to mężczyzna czy kobieta potrzebuje czegoś nowszego na sobie raz na jakiś czas. Ale to, że dana bluzka przed wyprzedażą kosztowała 200 złotych, a na wyprzedaży została przyklejona cena 400 zł i skreślona, aby poniżej napisać, że przeceniono na 200 zł jako super-wcale-nikt-takiego-chwytu-marketingowego-nie-wymyślił.

Zakładam: 200 zł/miesiąc

4) Po cholerę macie iść do tego kolejnego, nowego modnego miejsca w Warszawie, żeby zrobić check-in i zapłacić za parę drinków, w których pływa zabarwiona woda, a alkohol wyparował, zanim wam podano tego drinka? Po to, żeby inni zobaczyli, że nie siedzicie w domach? To nie z tymi innymi wyjedziecie w fajną podróż.
Po co kupujecie kawusię na mieście, żeby zrobić zdjęcie na Facebooka czy Insta i napisać: „Jak ja nienawidzę poniedziałków! Bez kawuni nie rozpocznę tygodnia!”. Tak samo stawia na nogi jak ta przygotowana w domu, tylko jest fajniejsza, bo więcej kosztuje. No ok – fajniej też smakuje taki chai, który też można samemu przygotować.

Dajmy na to: 100zł/miesiąc

5) Papierosy i alkohol.
            „Też muszę mieć coś od życia”.
„To już nałóg. Nie rzucę tego”.
A to sorry! To nie było tematu! W takim razie – jak to śpiewał klasyk – wybór należy do ciebie: jeden albo drugi nałóg. Podróże jak i papierosy uzależniają. A czy wybierzecie ten, który jest zdrowszy i – wbrew pozorom – tańszy, to już wasza brożka.
Każdy ma swoją brochę, czyli każdy musi wypić piwo, którego sam naważył.

Mniej więcej: 300 zł/miesiąc

6) Wygodny i rozleniwiający samochód.
            Nie, nie mówię do tych, którzy mieszkają pod miastem i bez samochodu dojeżdżaliby godzinę dłużej. I nie mówię do rodziców, którzy muszą odwieźć swoją latorośl do szkoły czy przedszkola.
Mówię do każdej osoby, która – tak naprawdę, realnie – może zrezygnować z codziennej jazdy samochodem na rzecz roweru: nie spalacie pieniędzy, a kalorię. No chyba że nie chcecie wjeżdżać do pracy spocone (akurat to rozumiem, bo sama odczuwam taki dyskomfort, gdy się spocę) albo zimą nie da się (to również rozumiem, bo ja zimą też nie jeżdżę na rowerze za nic!), to zostaje komunikacja miejska: eko. Czyli ekologicznie i ekonomicznie.
Poza tym w komunikacji miejskiej mamy ten czas, żeby przez 40-60 min. Poczytać książkę.

 

W zależności od kilometrów, ale zakładam minimum: 300 zł

7) Gadżety dla kobiety.
Okej – młodszy model jest lepszy i sprawniejszy :D Tu się zgadzam, ale nie to, co droższe w utrzymaniu jest lepsze.
MOZE ktoś mnie przekona do aplów, ajfonów, srajfonów zamiast zwykłych telefonów komorkówych, w których i tak mamy prawie komputer i funkcje są niemalże takie same jak w tych drogich aparatach. I ktoś może mnie przekona, dlaczego zamiast wydawać1,5tys. zł na jedną wycieczkę, lepiej kupić telefon za 1,5 tys. zł.
Gadzety zostawcie tym, którzy muszą również kupować sobie duże samochody – gadżety nie sa dla kobiety.

8) Poza sezonem.
            Do tego gorąco namawiam – aby latać, gdy u nas nie ma upałów, czyli poza sezonem, wtedy to samo miejsce kosztuje nierzadko dwa razy taniej niż w okresie czerwiec – sierpień. Czy to hostel w Rzymie czy dwugwiazdkowy hotel w Egipcie. Nie trzeba latać wtedy, gdy modny sezon na chwalenie się zdjęciami z wakacji – często warto czekać.

9) Sam se zrób!
            Zamiast biura podróży czy wycieczek z całym pakietem, sami zorganizujcie sobie wycieczkę: znajdźcie tanie bilety pociągowe lub lotnicze, tani bloking, tanie noclegownie, a już jak będziecie na miejscu, znajdźcie wypożyczalnię samochodów i sami zwiedzajcie na własną rękę. Zdziwicie się, o wiele taniej was wszystko wyjdzie, niż jakbyście zapłacili za odwalenie komuś całej roboty za was.

10) Zapomnijcie o luksusie, aby mieć luksus.
            Nigdy nie przekonywały mnie hotele czterogwiazdkowe: czy to poleciałam w podróż poślubną, czy na pierwsze wakacje z ukochanym do ciepłych krajów. Zresztą pamiętam, jak na pierwszej wycieczce zagranicznej do ciepłych krajów spotkałam koleżankę na lotnisku, wracając:
- Mój hotel miał cztery gwiazdki! Czyli pięć basenów i trzy bary! Więc po co jeździć do miasta, na bazarek, skoro mieliśmy luksus w hotelu.
A tym samym co? Pełno ludzi przy basenach.
Ja się nauczyłam, że właśnie w mniejszych hotelikach jest kameralniej, dzięki czemu obsługa hotelowa bardziej zwraca uwagę na to, aby sprostać oczekiwaniom gościom i żeby podwyższać sobie ilość gwiazdek. A pięciu basenów wam nie potrzeba, ani trzech barów, skoro i tak będziecie korzystali z jednego na wakacjach.

Około 1000 zł rocznie można przyoszczędzić. Mie-sięcz-kurwa-nie 1 tys. zł. I teraz pomnóżmy to sobie przez 12 miesięcy… Ok, różne koleje losu się pojawiają, czyli nieoczekiwane płatności, zatem przez nawet 10 miesięcy. Co nam wychodzi? Nawet ja: osoba, której matematyka nienawidziła (a nie to, że ja nienawidziłam matematyki) wiem, że to jest 12 tys. zł w skali roku.
Mogę się mylić, ALE wydaje mi się, że to ma nieco sens, czyż nie? Nawet jeśli uda nam się zaoszczędzić połowę z tego, to może się szykować fajny prezent. Chyba nieco fajniejszy niż te tymczasowe przyjemności. Bo tak pod koniec życia czy dnia będziemy wspominali nie tę kawę czy drinka czy fajną, modną bluzkę, ale to, co widzieliśmy w innym miejscu niż nasze podwórko.

Wodospad bawarski

Wodospad bawarski

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *