Randka na pogrzebie

środa, Sierpień 2, 2017 0 No tags Permalink 0

Moją koleżankę facet zaprosił na randkę. Na pogrzeb.
            Nietypowo. I mimo tego, że ludzie codziennie umierają, była to nietypowa randka. Pewnie chciał się dać zapamiętać, albo ją zaskoczyć. Pogrzebem. 

I zarówno ona, jak i ja nie wiemy, co o tym myśleć. Ani co czuć. Spotkała się ze mną, opowiedziała mi to, a ja siedziałam z mało inteligentnym wyrazem twarzy, patrząc na nią i tylko mrugając oczami.
- Słyszysz, co powiedziałam?
- Tak, ale coś innego zrozumiałam: możesz powtórzyć całą historię jeszcze raz?

Musiałabym wam pokazać jej zdjęcie (ale tego nie uczynię, bo dziewczyna się wstydzi!), żebyście uwierzyli, że jest ona normalna i wszystko z nią w porządku (widać, czy ktoś ma w twarz nieskalaną myślą, czy po oczach można zgadnąć czy wariat itp.).
Koleżanka poznała jegomościa. Jegomość wyglądał na normalnego, ale przecież Charles Manson też miał takie wesołe oczy. Nawet nie pamiętamy dokładnie, gdzie go poznała: to było take naturalne, spontaniczne, lekkie poznanie się bodajże  w sieciówce księgarskiej. Koleżanka mówi, że facet miał w sobie taką fajną radość do życia, naturalną i nie nachalną otwartośc do innych, więc rozmawiało im się równie lekko, jak logiczna układanka, więc ten zaprosił ją na spotkanie. Pewnie – czemu nie przedłużyć tej rozmowy na inny dzień, żeby kontynuować to, co miłe.
Zatem spotkali się w umówionym miejscu o umówionej wczesnej porze. Była pewna, że pójdą do kawiarni niedaleko, zaś kościół, przed którym się spotkali, to jedynie strategiczne miejsce. Na początku uznała, że może to śkub: w końcu było to w miesiącu, które miało „r” w sobie, wg zabobonu, a jegomość, pomyślała sobie, może był zbyt wstydliwy, by zaprosić ją jako osobę towarzyszącą na ślub. Albo też że pewne rzeczy są dla niego naturalne, skoro sam jest w swoim zachowaniu dość swobodny, dopóki nie zobaczyła na środku kościoła przed ołtarzem… trumnę.
A Wy co byście zrobiły? Uciekły? Wyszły nagle, gdy ksiądz powiedział, aby powstać? Tym bardziej, że nie usiedli jakoś specjalnie przy wyjściu z tyłu, zatem wszyscy by podziwiali, jak w momencie dla innych tak smutnym opuszcza nagle ceremonię. Albo też miałaby zostawać faceta, skoro – może – to dla niego był smutny moment. No powiedzcie szczerze: co Wy byście zrobiły?
Więc koleżanka została na pogrzebie i na samym momencie pochówku, ale przed cmentarzem już została. A wracać nie mogła za bardzo, ponieważ nie miała samochodu, a cmentarz znajdował się nieco dalej niż komunikacja miejska.
- Co tu się dzieje? – zapytała go w końcu, gdy zostali sami, gdy podszedł do niej przed cmentarzem.
- Wujek mi zmarł – odpowiedział tak naturalnie, jakby odpowiadał jej na pytanie o godzinę.
„A, to sorry, za nietaktowne pytanie”, powinna była odpowiedzieć. Bożżż, w ogóle te moje koleżanki nie potrafią się zachować!
Ale zaraz podeszli inni członkowie rodziny i znowu nie byli sam na sam, a ona mocno nieśmiała osoba, patrzyła na rozwój wypadków, aż nowy znajomy ją odwiezie do domu, czy zamówi taksówkę. Nie, on pojechał z nią i z resztą rodziny do restauracji, w której odbywała się stypa.
- Gdzie się poznaliście?… Długo się znacie?… Lubisz go?… – padały pytania od ciotek i matki w trakcie obiadu. I co dziwne, zapewnia mnie, że nadal on jak i pozostali wyglądali na normalnych: elokwentni, ciepli, oczytani, atrakcyjni, zadbani – podkreślała. Nawet on. Nawet.
- A czym się zajmujesz? – poczym lawinę pytań przerywały szlochy i chęć przytulania się do mojej koleżanki. Normalka – przecież ludzie płaczą i przytulają się do siebie na pogrzebach w celu poszukiwania pocieszenia. O co tej mojej koleżance chodzi?! Zachować się nie umie, że się dziwiła?

           Nie przesłyszałam się. Takie też coś miało miejsce.
- No, a gdzie miał cię zabrać? Na zakupy do Ikei, żeby wybierać łóżeczko dla dziecka, by dać ci do zrozumienia, że od razu chce mieć z tobą dzieci? Nie dziwacz – odpowiedziałam jej.

           Stary, twoja była tam była? I za wszelką cenę chciałeś się pochwalić nową? Że ty po rozstaniu nadal sobie żyjesz? Jeśli tak, to chyba nieodpowiednie miejsce, tak nieco ironicznie (rozumiecie? Pogrzeb i „nadal sobie żyjesz”? #heheszki).
           Czy rodzina taką presję na ciebie wywiera w kwestii znalezienia partnerki, że chciałeś przed rodziną pokazać, że masz jakąś kobietę, więc żeby dali ci na jakiś czas pożyć? (rozumiecie? Pogrzeb i dać pożyć? #heheszki)
           Czy chciałeś dziewczynę podkręcić: „Patrz, tu ludzie umierają, a my wciąż żyjemy! Memento Mori, zatem carpe diem! Uprawiajmy życie i seks, tu i teraz!”.

     Po wszystkim facet powiedział:
            – Było miło, chciałbym się spotkać jeszcze raz.
Serio? Było miło? To co ty rozumiesz pod pojęciem „niemiło”, „niezręczna randka” w takim razie?

            …

            Brakowało, żeby powiedział:
            – Było miło, może to powtórzymy?

            W sensie, stary, że będziesz czekał na taką okazję, żeby dopiero zaprosić?
           Czy też sam zaangażujesz imprezę?

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *