Nie-poradnik: Nie wierzę, że to piszę…

sobota, Sierpień 12, 2017 0 No tags Permalink 0
Zajmijcie się tym, co dla was jest dobre

Zajmijcie się tym, co dla was jest dobre

Nie wierzę, że to napiszę… Nie wierzę, że mnie o to pytałyście co jakiś czas, ale… Napiszę to przez was (niektóre z was), dlatego nie oceniajcie mnie!
W trakcie pisania z Wami pytacie, czy silnej kobiecie wstyd płakać po rozstaniu. Czy feministka powinna tęsknić. I czy nie jest to wstyd, gdy jest jej źle po rozstaniu i nie wie, co ze sobą zrobić…
Podzielę się z wami, ale tylko z wami tajemnicą sukcesu. Tylko wam zdradzę moją tajemnicę… Żartowałam! Żadnych takich bzdur już na samym początku. I postaram się, żeby to nie było nic na poziomie porad z „Seksu w wielkim mieście” ani inne porady z „Cosmo”.
Tym bardziej, że nie do końca wiem, jak to jest po zerwaniu – nie mam zbyt dużego doświadczenia w tej kwestii, mówiąc delikatnie. Czy sama płakałam, jak mi coś nie wychodziło w związku lub miałam w swoim związku przerwy? Oczywiście, że tak! I szczerze? Nie wiem, co każda z was powinna robić i jak najlepiej przeżyć ten okres. Bo każda powinna indywidualnie to przeżyć.

Dygresja: Nie musicie chwalić się koleżankom, że czytacie coś takiego – nieco obciach czytać feministkę, prawda?             Nie musicie nawet mnie słuchać. Bo co ja tam mogę wiedzieć. Ba! Ja nawet nie znoszę poradników dla bab. Nie uznaję ich i uważam, że piszą je kobiety, które same są nieporadne w życiu, a o życiu innych nic nie wiedzą. Dlatego to, co piszę, to taki nieporadnik – nieporadnie radzę, gdy inne tak obserwuję was, kobiety, siebie, mężczyzn, co można zrobić. Powtarzam i podkreślam, co można, a nie co należy, ponieważ nie jestem żadnym wzorem do naśladowania. A jeśli tak uważacie, to zastanówcie się nad swoimi wartościami, bo ja idealna nie jestem, żeby mnie naśladować. Ja wam podpowiem co nieco.

IDŹ W DRUGĄ STRONĘ
Niedawno spotkałam się z moją byłą panią profesor (inteligentna, energiczna, fajna kobieta), która powiedziała mi dwie fajne rzeczy: zacytowała Katarzynę Miller, która powiedziała, że kobiety powinny przebywać w kręgach w różnym wieku, od 8 do 80 lat, żeby wzajemnie siebie słuchały i wymieniały poglądami życiowymi. Zgadzam się z tym, dlatego posłuchałam moją panią profesor, która powiedziała mi drugą rzecz, mianowicie taką, że mężczyzna najbardziej nie zniesie silnej kobiety, a kiedy kobieta go prosi i błaga, nie jest on wzruszony. I z tym się zgadzam. Choć kiedyś (lata świetlne temu) dostałam poradę, żeby okazać skruchę i nieco się popłakać, żeby pokazać, że mi zależy, kiedy z moim długoletnim partnerem mieliśmy przerwę-kłótnię. I szczerze? Nie polecam, bo to jest zbędne. No chyba, że zrobiłyście same coś złego – jak najbardziej okazanie skruchy jest potrzebne. Ale szczerze powiedziawszy to MI SIĘ WYDAJE, że nie ma co się prosić i nie chodzi tu o dumę czy honor, tylko wydaje mi się, że mężczyzna nie lubi przymuszania jakiegokolwiek, dlatego jeśli on idzie w swoją stronę? To ty idź w swoją, najlepiej w drugą stronę, a on niech idzie w cholerę.

I jak wspomniałam, nie chodzi o pokazanie, które jest silniejsze. MI SIĘ WYDAJE, że chodzi o okres przeczekania: jeśli mężczyzna nie chce, to nie zechce, ale jeśli zechce, to wy nawet nie zauważycie, kiedy ten czas rozłąki minął (jeśli rzeczywiście będzie chciał wrócić), ponieważ zajmiecie się sobą, umilając sobie czas, dlatego mówię, abyście poszły w drugą stronę.
Dygresja: w Internetach krąży mem (okej, nieco nastoletni argument, ale nieco prawdziwy), na którym mamy porównanie kobiety i mężczyzny po zerwaniu – kobieta najpierw płacze, potem zaczyna się czymś zajmować, a następnie oddycha z ulgą i jest happy end; mężczyzna odwrotnie – ma okres wyżycia się, itp., a później zaczyna tęsknić za kobietą. I wydaje mi się, że coś w tym jest. Ale nie uogólniajmy, więc nie będę się mądrzyła.

Ludzie i panowie (#heheszki) potrzebują czasu na samotność, pobyć sami ze sobą. Więc nie łaź za nim. Ok, zapytać się, żeby pokazać troskę, jest ok. Ale zapytaj i tyle. Albo nic nie mów – daj mu tego buziaka w czoło czy policzek i idź sobie w swoją stronę.
Jeśli już się nagadałaś, rozmawialiście o waszym związku czy (o zgrozo) o uczuciach, to już skończ ten temat. Naprawdę milczenie jest złotem. Co innego przekazywać jasny komunikat i nie kazać facetowi zgadywać, a co innego przegadywać do wyrzygu coś. Kiedy łazisz za facetem, tracisz swoją energię, a przecież możesz ją spożytkować na coś innego.
Może się okazać, że sama odkryjesz jakiś teren nikomu nieznany; może się okaże, że jak pobędziesz ty sama ze sobą, czy pójdziesz trasą, po której on (czy ktokolwiek inny) nie stąpał, to odkryjesz coś ciekawszego. A przede wszystkim spojrzysz na daną kwestię w inny, świeższy i zdrowszy sposób. Łażąc za ukochanym fokusujesz się na nim, a nie na tym, co ciebie ma rozwijać. A chyba żaden (normalny, zdrowy, pewny siebie, fajny partner) nie chce kobiety, której życie skupia się na nim, bo on poczuje, że go przyduszasz. #OverlyAttachedGirlfriend.

A jak macie nie wrócić do siebie, to wiedzmy, że los/życie/karma/kosmos/Bóg daje nam nie tę osobę, którą chcemy, ale którą potrzebujemy. Filmy romantyczne i media serwuja nam smieci: cukier. Wmawiaja, ze bedzie slodko, czyli dobrze, czyli happy end.
A wiecie, jaka jest prawda? 
Że może nie być tego happy endu. Wcale może sie nie ułożyć, jak tego chcemy: ukochany nie wróci, może znajdzie sobie inną, może wy kogoś innego znajdziecie, albo bedziecie same. Ale szczerze? Wbrew pozorom to nie jest ważne. Bo ważne jest, jak same sobie wypełnicie ten czas: najpierw czas, żeby nie płakać, potem żeby zająć myśli, a potem się nie zorientujecie, kiedy skupicie sie na sobie.

MASTURBUJCIE SIĘ
Wiem, że żaden szanowany poradnik wam tego nie podpowie, ponieważ taka terapia nie jest odbierana poważnie, ale mówię wprost: masturbujcie się.
Nie dajcie sobie wmówić, że powinniście tłumić w sobie tę potrzebę, ponieważ jest to coś nienormalnego. Dlaczego? Ponieważ wtedy wmówi się wam jednocześnie, że bez mężczyzny nie osiągniecie przyjemności. Że bez faceta nie będziecie miały orgazmu, podczas gdy same sobie jesteście w stanie go wręczyć. Owszem, wręczyć, ponieważ Bóg/Jahwe/kosmos nas obdarzył zdolnością do dawania sobie największej przyjemności. A to jest jeden z największych darów. Jedyną wadą autoerotyzmu może być zwichnięcie nadgarstka, ale żadne inne schorzenia wam nie grożą.

  • Chodzi o wytwarzanie hormonów szczęścia, dopaminy, dzięki masturbacji, dlatego też jesteście swoimi własnymi fabrykami szczęścia.
  • Masturbacja pomoże wam lepiej spać.
  • Wpływa pozytywnie na zdrowie i cerę, włosy szybciej rosną (chodzi o wytwarzanie białka – tak w skrócie)
  • Łagodzi ból – zarówno fizyczny jak i psychiczny i emocjonalny
  • Zredukuje stres
  • Osiągniesz orgazm po swojemu
  • wzmocnicie swój układ immunologiczny – w ultra-skrócie, kiedy jesteście w traumatycznym dla Was momencie życia, Wasz układ odpornościowy podupada. Zauważcie, że częściej chorowałyście, gdy coś mocno negatywnie przeżywałyście

Po co Twój były ma widzieć Ciebie smutną i schorowaną i z podkrążonymi oczami? Niech zobaczy Ciebie zdrową i szczęśliwą – niech ma za swoje!

I jak to rzekł Woody Allen: ”Gdyby Bóg nie chciał, byśmy się masturbowali, dałby nam krótsze ręce”.

RÓBTA, CO CHCETA
Powinnam zacząć od porady, abyście wróciły do tego, co kochałyście robić, zanim związałyście się z waszym ostatnim partnerem, byście wróciły do waszego hobby. Ale pierwsze, co zrobię, to zapytam was: Czy jesteśmy tak durne, że w ogóle przestałyśmy robić to, co nam sprawiało przyjemność? Mam nadzieję, że nie. A jeśli przestałyście, to dlaczego? Bo nie miałyście czasu? Bo ostatni partner wam go zabierał? Bo jakoś o tej przyjemności zapomniałyście?
Zacznijmy od tego, że nigdy nie powinnyście były przestawać zajmować się tym, co lubiłyście robić. Zawsze powinien każdy człowiek mieć coś swojego, taką swoją odskocznię.
A jeśli z jakichś powodów przestałyście się zajmować swoim hobby, pasją, to jest to ten moment, żeby do niego wrócić. Szkoda trochę, że trzeba do niego wracać, zamiast kontynuować, ale to jest właśnie ta okazja, żeby odwrócić uwagę od tego, że coś was boli. I niech to będzie cokolwiek, dzięki czemu będzie wam miło (i zdrowo!). Niech to będzie nawet pleasure guilty seriale, filmy, muzyka etc.
Jeśli przyjemność wam sprawi zmiana fryzury – co z tego, że będzie to banalny sposób? Zróbcie to! Albo cokolwiek innego. Ale ja bym uderzała w sport – zawsze polecam dopaminę, endorfiny, endorfiny po-treningowe jako najlepsze lekarstwo na wszystko, dlatego trzeba to regularnie uprawiać. Zresztą kiedy siedziałam w zaprzyjaźnionym fitness klubie wiele osób (zarówno kobiety jak i mężczyźni) przychodzili, żeby zacząć coś robić ze sobą, a zaraziwszy się hormonami szczęścia zaczęli ćwiczyć, co zmieniało ich sposób myślenia i przelewało się na inne obszary ich życia. Ale do sportu zawsze będę przekonywała. Niech zakwasy, ból i zmęczenie odciągnie was od innych bolących myśli.
A jeśli już chcemy wpaść w nurt filmów, to niech to będą dokumentalne albo reportaże – bądźmy mądrzejsze po zerwaniu-rozstaniu, rozwińmy się.

Wyciskajcie

Wyciskajcie

PLEASURE GUILTY
Okej, jednak zdecydowałyśmy się na coś lżejszego, tak? Na coś lekkostrawnego, aby przetrwać tę zgagę porozstaniową. Nie wyciągnę was z tego, skoro tego potrzebujecie i już się w to zanurzyłyście. Nie polecimy w ambitne kino europskie – no i dobrze, to znaczy, że tego potrzebujecie w danym okresie życia. To skoro już w to wpadłyście, ale udawajemy, że wcale po cichu nie oglądamy przyjemnych filmów, to doradzę jedną rzecz: niech to nie będą filmy romantyczne. Płakać zalecam – silne kobiety również płaczą, również tęskną i im również zależy. Płacz ponoć pomaga, ale ja osobiście namawiam, aby się nie nadkręcać w tym wszystkim. Nmawiam do nakręcania się pozytywnego, wyciśnięcia płaczu z siebie, a później wyciśnięcia tego, co dobre, fajne, pozytywne, kolorowe.
Dlatego skoro was od uroczych filmów nie odciągnę, podpowiem wam filmy, które JA bym poleciła:
1. „Stalowe magnolie” – bo tak! Bo ewidentnie mam duszę starej kobiety!
2. „Klub pierwszy żon” – ponieważ jestem potwornie banalna w tych pomysłach
3. „Rozwód” (serial HBO) – bo HBO, bo Sarah Jessica Parker się rozwodzi, a nie gada o szpilkach Manholo Blanik.
4. „Amelia” – no bo chyba to oczywiste! Chyba nikt tak nie przyprawia nadziei jak Amelia
5. „Now and then” – „Koniec niewinności” z Demi Moore i Christinną Ricci komedia, niezbyt popularna w Polsce, ale rozczula
6. „Syreny” – z Cher, Bobem Hoskinsem, Wynona Rider i z małą Christiną Ricci, również komedia, również mnie rozczula i napawa czymś pozytywnym
7. „Ich własna liga”
8. „Erin Brokovich” – well, duh, jeśli chcecie nabrać woman power, czyli znowu: jestem potwornie banalna w wyborze filmowym
9. „Dziewczyna z tatuażem” – jak już obejrzycie miłe komedie, przypomnijcie sobie, kto jest superbohaterem
10. „Lepiej późno, niż później” – mnie osobiście drażni ten film, ale ponoć Diane Keaton pomaga wielu
11. „Wild” – z Reese Witherspoon, kto obejrzał, ten zrozumie, dlaczego
12. „Unbreakable” - serial komediowy, którego w Polsce raczej nie ma, a szkoda i dziwne. O dziewczynie z niezwykle ciężkim-absurdalnym życiem…

I oglądajcie taką pozytywną dawkę – co wieczór inny film. Może nie rozwiąże to waszych problemów egzystencjalnych, sercowych, zawodowych, ale na pewno te filmy nie zaszkodzą.

PLASTER NA TYŁEK I SERCE
Zacznijmy od tego, że tuż po rozstaniu nic do was nie dotrze. Przez pierwsze tygodnie wiele z was będzie płakało i żadne rozmowy z przyjaciółkami, mamami czy kumplami nie pomogą. Mogą nieco złagodzić momenty, ale to będzie tylko chwilowe. Potem, jak będziecie same w domu, tuż przed zaśnięciem, dopadną was znowu myśli i znowu będzie płacz. Przyjaciele będą na początku cierpliwi i wyrozumieli, choć pewnie nie wszyscy, ale niedługo to się skończy i będą mieli dosyć odbierania od was telefonów czy spotkań z wami, bo będziecie głównie ujadały. Ale to zachowanie u was będzie naturalne – wyryczcie się, bo przez to trzeba przejść. Jeśli musicie.
Wiele z was też będzie chciała wpadać w kolejny związek albo i romans – odradzam wam. Bo każdy następny jegomość w najbliższym czasie będzie wydawał wam się marny i (nie)świadomie będziecie porównywały go do waszego ukochanego-którego-tak-naprawdę-nienawidzicie-bo-jest-sukinsynem-ale-wy-go-nadal-kochacie.

Jeśli będziecie chciały popadać w romans – również wam tego odradzam. Chcecie sobie coś udowodnić poprzez łóżko? Zatem odsyłam do terapeuty. Czy chcecie poczuć, że wykorzystujecie faceta? Po co? Żeby z kolejnego miłego faceta zrobić skurwysyna? Bravo, potem przez takie zgorzkniałe i porzucone babska nie ma już miłych facetów na ziemi. A wy wcale nie poczujecie się przez to lepiej. Chyba że potrzebujecie tylko seksu i układ jest jasny z jakimś facetem i rzeczywiście dzięki orgazmom i zwykłemu seksowi będzie wam lepiej. Ale tu może jak ochłoniecie już z emocji i uczuć.

DIETA
Skoro już wspomniałam o filmach, poleciłabym też… owszem, dietę. Produkty, które ponoć poprawiają samopoczucie:
1. (śniadania) jaja - podnoszą poziom serotoniny (hormonu szczęścia)
2. (II śniadanie) banany, miód –
miód jest bardzo skuteczny w zwalczaniu nerwic, wszelkich stanów depresyjnych, a nawet schizofrenii! Zaś banany zawierają po prostu derotoninę
3. gorzka czekolada – ciemna czekolada zwiększa dopływ krwi do mózgu, a tym samym poziom energii
4. (obiad) sezam, 
szpinak & marchewka
5.  (obiad) botwinka, soja i halibut - poziom magnezu idzie w parze z niskim prawdopodobieństwem zachorowania na depresję.
6. (obiad) szparagi -  zawiera dużą ilości tryptofan, można nazwać regulatorem dobrego samopoczucia: dzięki przemianom tego aminokwasu powstaje serotonina (hormon szczęścia)
6. (kolacja) avocado & pomidor - pomidor to źródło  likopenu, czyli antyoksydantu, który pomaga utrzymać mózg w dobrej kondycji i chroni przed depresją

LEĆCIE W CHOLERĘ
Kolejny banał bad banałami, ale jeśli macie odrobinę grosza: wylećcie sobie w cholerę gdzieś na wakacje. Teraz. Bierzcie last minute najtańszy jakiegokolwiek kierunku i po prostu sobie lećcie odpocząć (nie powinnam tego pisać, bo obecnie znajduję się na Majorce, a sport uprawiam zawsze, więc złośliwi powiedzą, że wychodzi na to, że co chwilę mój wieloletnie partner mnie rzuca). Opalcie się, zaczerpnijcie dopaminy i witaminy D od słońca, albo zobaczcie miejsce, którego jeszcze nie widziałyście, zróbcie sobie ciekawe zdjęcia z tego miejsca i po prostu pobądźcie same. Jest to zbawienne. Zdrowe. I niezbędne!
Po co macie tkwić w miejscu, które sprawia wam przykrość? Polećcie, odpocznijcie od tego miejsca, żeby nabrać do niego dystansu (w przenośni, nie tylko dosłownie) i przewietrzcie to miejsce i swoje myśli.

A jednocześnie zadajcie sobie pytanie: dlaczego płaczecie po rozstaniu? Określcie, co was najbardziej boli.  Pytanie niedorzeczne, ale sprecyzujcie sobie: Czego wam brakuje? Tak dokładnie czego? Znajomych wspólnych, których potracicie? Dobrego materiału na ojca dla swego potencjalnego dziecka?
Czy wspomnień? Bo będą następne.
Oszczędzałyście na wspólne wakacje czy mieszkanie? Jedźcie same. Może się okazać, że tak właśnie miało być i na lepsze wam to wyjdzie.
Czasu, który teraz będzie pusty? Wypełnijcie go tym, co wam sprawia przyjemność, żeby odwrócić myśli, zanim to wszystko minie.

POWIEM WAM TAJEMNICĘ: TO WSZYSTKO MINIE
Nienawidzę określenia „wszystko będzie dobrze”, bo zawsze mówią to puste, tępe, płytkie, bezmyślne, kretyńskie osoby, które nie wiedzą, co powiedzieć, albo też myślą, że takim dziecinnym zdaniem załatwiły sprawę i są dumne z siebie, że pomogły.
Na początku to wy będziecie ryczały i chciały wrócić, a potem weźmiecie się w garść. Choć lepiej dla was, żebyście od początku wzięły swoje tyłki w troki.
Powiem wam coś, co może wydać się niektórym z was pocieszające: oni za wami zatęsknią. To wy na początku będziecie płakały i tęskniły i pisały, a oni najpierw będą się dobrze bawili, to oni będą beztroscy. Dopiero po jakimś czasie (może po paru tygodniach, może po miesiącu) przyjdzie im moment, kiedy zatęsknią i zaczną się zastanawiać i żałować.

Ale czy będziecie tego powrotu chciały? Nie oceniam, bo wiem, że ludzie potrzebują niekiedy tych rozstań. Ale może rozstanie to tez okres, żeby pobyć z samą sobą, żeby wiedzieć, co jest… o fuck! Zarzucę truizmem jednak z „Cosmo”… dla was najlepsze.
Jeśli macie być z kimś, kto jest dla was, i tak będziecie. Więc potraktujcie ten okres, jako okres dla was samych. Taki prezent, który musicie wykorzystać jak najlepiej, choć pewnie boli jak sukinsyn. Dlaczego nie nauczymy się korzystać z wolnego czasu?

Żadna kolejna miłostka

Żadna kolejna miłostka

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *