Ojcowie przy porodzie

środa, Czerwiec 21, 2017 0 No tags Permalink 0
święta Maria matka Polka

święta Maria matka Polka

Nie rodziłam (jeszcze). Więc pewnie nie powinnam się wypowiadać. Bo to jest tak jak z politykami: nie jestem politykiem, więc nie powinnam mówić politykom, co mają robić, skoro oni nie sa kobietami i nie mówią nam, co kobiety mają robić… To by było absurdalne, czyż nie?

Anyway, nie rodziłam i nie jestem ojcem, więc nie wiem pewnie nic. ALE jak na mój gust, skoro obydwoje rodziców byli przy poczęciu swojego dziecka, to chyba powinni być tak samo przy jego przyjściu na świat.

Wszyscy dotykają kobiety po brzuchu i jej gratulują ciąży. Mnie nikt nie złapie za penisa i nie pogratuluję!
- Gratuluję ci, że miałeś orgazm, w wyniku czego powstało dziecko. Kawał ciężkiej roboty zrobiłeś. Odwaliłeś większość tego, co trzeba…

Wiem, to jest potwornie mizoginiczne pewnie, co przed chwilą napisałam. Wiem, pewnie nienawidzę mężczyzn. Ale może po prostu uważam, że i ciąża i poród i połóg nie jest rzeczą wcale piękną, nie znajduje się wyłącznie w sferze sacrum, dlatego też kobieta wówczas potrzebuje ogromnego wsparcia psychicznego i fizycznego i gromne gratulacje – wg mnie – dla tych, które przechodzą przez to wszystko.

- … Gratuluję ci, że teraz ciebie to będzie czekało z powodu ciąży: rozchwianie hormonalne w trakcie ciąży, tycie i gromadzenie wody i puchnięcie ciała, mdłości, rozstępy, a następnie w trakcie porodu:  bóle porodowe… nacinanie krocza, ból przy porodzie porównywany do dziewięciokrotności łamania kości, spomiędzy kobiecych nóg, z pochwy, której rozwarcie sięga 15 cm, wychodzi coś, co waży od 2,5 – 4kg, mędzy nogami coś jest rozrywane, cieknie krew, przed parciem należy wykonać lewatywę, żeby nie popuścić podczas rodzenia.  I do tego dochodzi rozciągnięcie pochwy, które trwa półtora miesiąca. Ona wprawdzie ponownie „ściska się”, ale nie zawsze wraca do swoich dawnych rozmiarów. Następnie leżenie z „szytą” pochwą przez parę dni w szpitalu. Chyba że postanawia się ominąć cały proces parcia, krwi, rozcinania krocza i prosi się o cesarskie cięcie. Wtedy trzeba leżeć w szpitalu ponad tydzień, aby wszystko jej zrosło się…. A nie. To nie ciebie będzie czekało. Dlatego pozwólmy, że jednak rzeczywiście pogratulujemy kobiecie.

Skoro kobieta siłą rzeczy i natury musi to przejść, to warto by było, gdyby ojcowie byli przy porodzie, żeby widzieli, co matki ich dzieci muszą znosić. Niech zobaczą tę krew, nacinanie krocza, ból i to, że kobiety to nie łaskocze.

Ok, wiem, że powinno się uszanować tych panów, którzy nie chcą na to patrzeć, ale ja wolałabym na ojca moich dzieci mężczyznę, który byłby w stanie znieść sam widok, skoro ja musiałabym znieść to wszystko
(tak, tak, pewnie nienawidzę mężczyzn za to i chcę ich ukarać w imię tego, co Natura nam sprawiła). A jeśli po tym nie mógłby już na mnie inaczej spojrzeć, to nie jestem pewna, czy chciałabym mieć później poczucie, że skoro przy takiej rzeczy przy mnie nie był, to nie mogłabym na nim polegać w innych kwestiach.
Bo wydaje mi się, że narodziny dziecka i wspólne życie i samo ojcostwo to nie tylko przyjemności.

Koleżanki, które rodziły, wybierając, by partnerzy byli przy porodzie, bardzo sobie chwalą ten wybór, chociażby z tego względu, że w momentach, gdy lekarze chcieli zachować się tak, jak nie powinni byli:
- cesarka, którą chcieli wykonać w ostatnim momencie, choć kobieta i dziecko im schodziło
- naciskanie na brzuch, żeby dziecko łatwiej wyszło (nie pamiętam, jak nazywa się ta metoda)
- brak dostarczenia tlenu, gdy dziewczyna lekarzowi schodziła itp, itd
- chcieli w trakcie porodu podsunąć coś moim koleżankom do podpisania, gdy ledwo orientowały się, co się dzieje
Mężowie, którzy nie byli odbierani jako „histeryczki, które wszystko boli”, ale których głos był brany pod uwagę.

Nie jestem przekonana do pomysłu, aby oddzielać kult świętej matki Marii dziewicy i Matki Polki od matki umęczonej zakrwawionej niewyspanej z rozstępami. Macicą rozciągniętą i skórą zwisającą. Nie jestem za tym, aby ukrywać przed ojcami swoich dzieci to, co niewygodne dla nich. Może jestem sadystką, ale chciałabym, żeby mój ukochany babrał się w tej krwi. Bo dlaczego miałabym ukrywać przed nim to, co prawdziwe? Żeby pocukrzyć i wygładzić rzeczywistość i podać mu w lekko strawnej wersji ból, aby samej go doświadczać?

Jestem za partnerstwem w związku i za tym, żeby wzajemnie i świadomie zdawać sobie sprawę przez co i jedno i drugie musi przechodzić i co jedno i drugie czuje i myśli. A nie będzie porozumienia bez dialogu, a dialogu bez szczerości.

Bo wydaje mi się, że narodziny dziecka i wspólne życie i samo ojcostwo to nie tylko przyjemności. Ale co ja tam wiem – nie jestem przecież ojcem. 

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *