Mery Spolsky – dziewczyna z Polski

poniedziałek, Czerwiec 19, 2017 0 No tags Permalink 0
Mery Spolsky

Mery Spolsky

Może mój entuzjazm jest nadwyraz. Może się nie znam, a na dodatek Mery Spolsky, Marysia Żak, nie jest nawet feministką i feministkami gardzie.
Nie szkodzi. Lubię pisać o Polkach i o tym, co dobre. A zaprawdę powiadam Wam, że Marysia zacna jest.

Może mój entuzjazm jest przesadzony, ale wolę łykać tęczę, niż pluć żółcią. A może to tak muzyka Mery napędza.
A ja lubię pisać o tym, co dobre w kulturze, niż karmić „moje” Polki tandetnymi modelami.

Długo ubolewałam nad tym, że na polskiej scenie muzycznej mamy miałkie i przezroczyste. Nawet za sopranami i mezzo sopranami nie przepadam u kobiet, wolę alty, wolę chrypę, ale tu jest Mery Spolsky, która mnie rozwaliła, gdy usłyszałam „Miło było pana poznać”.

I sprośne gesty/ To był prowokacji festyn / Bez zbędnych komentarzy / Pan zapomniał dobrej twarzy
Wiśniowy smak /Jeszcze w gardle chlupie W głowie tupie/ Lubiłam jak pan gadał wciąż o mojej dupie.

Przyznaję, że dopiero wtedy o Mery Spolsky usłyszałam, choć wiem, że wcześniej już zyskiwała sympatię innych na festiwalach oraz konkursach – przez długi czas za granicą nie śledziłam polskiej telewizji i polskich wydarzeń kulturowych, zatem nie wiedziałam, co się święci, dopóki na wakacje nie wróciłam do Polski i nie usłyszałam nową podopieczną wytwórni Kayax. A to, co Kayahu jest, już zrozumiałam, że niezłe jest, bo ta wytwórnia bierze sobie to, co dobre.
Bo tak. Bo jest inna, kolorowa, alternatywna, niemiałka, niebanalna. Bo nie jest sexy, prowokująca, słodka blondynka roznegliżowana, czyli taka, jak większość współczesnych piosenkarek i artystek stara się być.
A takich wokalistek mi brakowało właśnie w ojczyźnie. Takich, z których nie robią kolejną „polską wersję…” kolejnej zachodniej gwiazdki. A takie mam odczucie: że mamy jakiś kompleks Zachodu. Czyli, że dopiero wtedy coś uznamy za dobre, kiedy w USA or in UK coś zostanie approved: nie opublikujemy książki, dopóki temat nie został napoczęty w Stanach; producenci nie stworzą filmu, który nie jest kalką amerykańskiego hitu; nasze rodzime gwiazdy sceniczne za wszelką cenę, na siłę, nachalnie chcemy porównywać z zachodnimi artystami, „polska Bjork”, „polska Bridgit Jones”, „polska Susanne Boyle” , „polska Bjork” (nie! nie ma żadnej takiej i nie będzie!) itp., itd. A i wiele celebrytek samozwańczo określa siebie mianem „polska Carrie Bradshaw”.
I tak długo nie docenialiśmy tego, co polskie, nie widząc, że na rodzimym podwórku muzycznym czy innym artystycznym mamy swoje lepsze jednostki i indywidualności. I Boże broń ją od kompromisów jakichkolwiek – niech pozostanie sobą.

Nawet kiedy wykonuje utwór innego artysty, jest to jej niepowtarzalna interpretacja – cudownie, bo nie sili się ta panna na zbliżenie się do pierwowzoru.
Mery Spolsky ma swoją interpretację, ale też swój materiał artystyczny: dla debiutanckiej płyty „Miło było pana poznać” samodzielnie napisała i skomponowała 11 utworów. Ja to kupuję.

Ciekawostka, o której nie wiedziałam, a doczytałam: Mery Spolsky sama tworzy chórki w swoich utworach… Przebijcie to.

Doczytałam również jej słowa w jednym z wywiadów, w których zaplusowała: „Bardzo trudno jest mnie przekonać do zmiany zdania, a już najbardziej nie lubię, jak ktoś wie lepiej ode mnie, co mam robić. Wtedy grzecznie słucham do końca, ale w myślach uciekam daleko, gdzie pieprz rośnie (…). Wiele cennych rad przekazał mi np. Mietek Szcześniak czy Lora Szafran. Jeśli chodzi o pisanie tekstów i tworzenie muzyki to jest bardzo trudno mnie przekonać do dużych zmian, zwłaszcza jeśli coś zgrzyta z moją koncepcją”.
Ani to uległe, ani nie wzoruje się na gwiazdkach popowych, co – wbrew pozorom – nie jest rzadkością wśród artystów polskich…

A jaka jest i jaką muzykę gra? I to również mnie urzeka: to, że nie da się Mery Spolsky określić. Nie ma jednego gatunku muzycznego, którym dałoby się tak łatwo opisać to, co robi. Bawi się tą muzykę, melodią, ale i słowem – czyli to, co uwielbiam. Bo to jest dziewczyna spolsky – to, co z Polski, jest swojskie, czyli równie (co zachodnie) boskie.
To nowy gatunek: spolsky. Bierze rozpęd i sobie przekracza granice muzyczne i skacze ze słowa na słowo polskie. I dla mnie osobiście to jest esencja jej muzyki – ale ja to ja, ja lubię bazgrać słowa, ja lubię słowo, dlatego tym mnie urzeka. I niebanalność. Bo ani to stricte pop, ani czysta elektronika, ani oczywista alternatywa
I to tylko świadczy o tym, że artystka ma wiele do zaoferowania.

I nie jest przy swojej twórczości wymuszona czy śmiertelnie poważna, jakby chodziło o wygranie tytułu Miss World. Thank God.

Również ze względu na moje inne upodobania „Miło było pana poznać” rozwala człowieka na łopatki i atomy, ponieważ można do tego kawałka stworzyć niebanalną, niepozorną oryginalną choreografię taneczną, która by zdziwiła i zahipnotyzowała wszystkich (tak, tak, pewnie chodzi nie o taniec w teatrze u mnie, ale o taniec na rurze; bardzo zabawne).

Wdycham wiatr / wysyłam swój oddech w świat/
ty go złap / i połknij głęboko jeśli jesteś tam

Zachwycam się, ponieważ może jeszcze będę miała czas, żeby tę pannę znielubić, ale oby nie.
Oby nie pojawiała się na ściankach, ponieważ panna Spolsky nie potrzebuje tego. I jak na razie widać, że to nie ten kaliber, żeby sensacją i ściankami ściągała w swoją stronę ludziki i resztę uwagi.

I jak to mówią zakochani do siebie:
- Zaje… Zakochałem się w tobie. Nie spieprz tego.
Czyli niech Mery Spolsky po prostu dalej robi swoje i będzie sobą.

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *