I wonder about Wonder Woman

czwartek, Czerwiec 1, 2017 0 No tags Permalink 0
wonderwoman

f wonderwoman

…tytuł banalny, ale nie mogłam się powstrzymać.

Wspieram również feminizm w popkulturze. Jest kolorowy i niekiedy zbyt słodki, ale co z tego, skoro obecne produkcje holywoodzkie przedstawiają główne bohaterki jako superbohaterki.

Dawno, dawno temu za siedmioma lasami, czyli jak byłam w Polsce, pisałam o „Królewnie Śnieżce”, która samodzielnie brała miecz do walki i za którą to mężczyźni biegli na wojnę. Pisałam, jak uwielbiam Hermionę, w którą były wpatrzone miliony dziewcząt na całym świecie, żeby następnie być zauroczonym w samą Emmę Watson, która jako ambsadorka ONZ głośno siebie nazywa feministką i wspiera walkę o równouprawnienie. I bosko – główne bohaterki zaczynają żyć własnym życiem, którego epicentrum nie stanowią mężczyźni. A już nie na pewno ci, którzy ratują bezradne i nieco otępiałe niewiasty.

Teraz przyszedł czas na sfeminizowanie i sfilmowanie postaci Wonderwoman – postaci DC komiksów – a jako lamusek od tego rodzaju postaci i ten film sobie obejrzyłam, żeby zobaczyć, czy rzeczywiście jest czym się zachwycać pod kątem feministycznym. Bo zacznijmy od tego, że twórcą Wonder Woman był pewien pan, William Marston, który pracował nad ulepszaniem „wykrywacza kłamstw” (wariografu). Badania Marstona utwierdziły go w przekonaniu, że kobiety są w stanie nie tylko dorównać mężczyznom, ale też, że są bardziej szczere i niezawodne od mężczyzn, przez co mogą pracować efektywniej, zaś swoją super-bohaterkę przedstawiał z właściwościami proto-feministycznymi, odwołującą się do takich tematów jak niezależność, poczucie własnej wartości i siostrzeństwo. Jej postać w DC komiksach stała się jednym z trzech trzonów Ligii Sprawiedliwych (w skład którego wchodzi także Batman i Superman).
I tak tu nie chcieć obejrzeć sfilmowaną komiksową ikonę feminizmu?

Skoro film jest oczywiście serwowany jak klasyczny fast food filmowy – łatwo, szybko i przyjemnie – to i tu nie będę zagłębiała się w mało finezyjną produkcję, która nie będzie delikatnie pieścić naszego podniebienia intelektualnego.

1. Jak napisałam: główne bohaterki zaczynają żyć własnym życiem, którego epicentrum nie stanowią mężczyźni. A już nie na pewno ci, którzy ratują bezradne i nieco otępiałe niewiasty, które przez swój mały rozumek wpadają w kłopoty, czekając na superbohatera. One stały się superbohaterkami, które to właśnie ratują mężczyzn wcześniej uchodzących za nieomylnych spryciarzy i intelektualistów w boskich ciałach, łapią zadyszkę, kiedy starają się choć trochę dogonić supermenki.
Postać Diany ośmiesza pseudo-mocne i pseudo-dobre cechy mężczyzn, jednocześnie pokazując, że ze stereotypowymi cechami meskimi radzi sobie Wonder Woman o wiele sprawniej niż panowie, którzy w wojnie są lepiej obeznani. To ona napiera na wroga na froncie, zwalczając go, podczas gdy przez bity rok armia nie mogła przesunąć się o centymetr na froncie. To ona tu jest półboginią, z czego nie zdaje sobie sprawy, a mimo to odważnie wypływa w obcy jej świat.
Gdy mała dziewczynka ogląda taki film i widzi, że taki film osiaga komercyjny sukces, zaczyna zdawać sobie sprawę, że kobieta też może zostać bohaterką w społeczeństwie.

2. „Wonderwoman” miał parę punktów, które jawnie wskazywały na to, jak kobiety były i nadal są traktowane w dzisiejszych czasach i jak bardzo mylą się panowie, kiedy sądzą, że kobiety nadają się jedynie na sekretarki (jak właśnie w tytułowym filmie). W końcu te kobiety zaczynają mieć głos i to dość mocny jak na popowo-lukrowy nurt. Szczególnie podoba mi się sam fakt silnych kobiet, które skupiają się na swojej sile i umiejętności i nie myślą o miłostkach. Co słychać, gdy królowa Amazonek, matka Diany ostatnie zdanie, jakie jej przekazuje, brzmi: „Uważaj w świecie mężczyzn*. Oni nie zasługują na ciebie”. Lub też kiedy Wonderwoman wchodzi do sali obrad, w której ślęczą panowie i mówi: „Dlaczego nie chcą słuchać kobiety? Skoro niosę pokój?”, poczym udziela im reprymendy, szarpiąc się, żeby ją usłyszeli: „W moich stronach kobiety walczą na froncie, przy boku innych, nie ukrywają się”.

*Choć tu mieliśmy małą grę słów: „Men” po angielsku oznacza „mężczyźni”, ale również „ludzie”, dlatego w końcowych scenach Diana… Adobratam! Nie będę spoilerowała!

3. Podczas gdy fani komiksów – zarówno Marvela jak i DC – wychodzili z kin coraz bardziej rozczarowani, gdy kolejne ekranizacje robiły masakrę z super bohaterów (tak długo wyczekiwany i świetnie reklamowany „Legion samobójców” chociażby…), z jakichś powodów „Wonder woman” zaskoczyła. I choć miałam obawy, że film będzie bazował na cyckach aktorki, golizny mamy tu tak naprawdę niewiele. No okej: widać nogi! I dekolt niekiedy, ale może kogoś to zdziwi, ale kobiety mają piersi.
I wbrew mitom w mitologii Amazonki wcale nie odkrajały sobie piersi, tylko bardzo mocno bandażowały je, aby nie przeszkadzały przy strzelaniu.

4. A propos ciała kobiecego, na punkcie którego wielu ma obsesję…
Niektóre feministki oburzyły się, że skoro Wonderwoman miała mieć zabarwienie emancypacyjne, to twórcy powinni zrobić z niej postać bardziej realistyczną niż seksbombę, a dokładniej: chodziło o włosy pod pachamia. Argumentem miało być to, że Diana (tytułowa bohaterka) wychowana wśród i przez Amazonki, nie powinna mieć wydepilowanych pach, skoro miałaby to w poważaniu, jak wygląda. Don’t even get me started…. Ale okey, jednak na to odpowiem:
Poza tym – jak, hm, cóż, chyba łatwo zauważyć, jest to film produkcji holywoodzkiej, zatem tu nie będzie realistyczno-naturalistycznych scen, w których światło pada od góry, aby nadać oniryczno-mroczno-groteskowy charakter postaci.  I ponieważ żyjemy w hiperrzeczywistości, wszystko musi być ulepszone, poprawione, pokolorowane na nowo, dlatego też aktorzy we wszelkich filmach raczej mają poprzycinane włosy w nosie czy uszach, jeśli takowe im odstają, pryszcze panowie też mają przypudrowane, aby nie raziły oka, itp., itd.
Dlatego też, ok, fajnie by było, gdyby to było coś nowego i gdyby pokazać kobietę nieco mniej oskubaną z wszelkich niedoskonałości. Gdyby choć raz zobaczyć atrakcyjną kobietę z włosami pod pachami.

5. Niektóre feministki nadal jednak zarzucają, że „Wonder woman” jest zbyt seksowna i zbyt szczupła i zbyt atrakcyjna… No, sorry, ale jak superbohaterka od małego trenuje i rusza tyłkiem, zamiast siedzieć jak księżniczka (Diana jest księżniczką) na tronie, to nie nabawi się nadprogramowych kilogramów. Zatem wybaczmy jej to, że jest wysportowana, bo osoba niewysportowana raczej nie miałaby sił, aby zwalczać zło.
Pomijam kwestię schorzeń i chorób – czepiam się tylko tych, które czepiają się tych kobiet, które ćwiczą i trenują, wmawiając im, że są gorsze, ponieważ zapewne poddały się modzie, aby przypodobać się mężczyznom – Dlatego wolałabym, aby niektóre kobiety przestały dyskredytować i ośmieszać te, które trenują, ćwiczą, jeśi nie chcą być traktowane tak samo, mianowicie: oceniane.

6. Jako słabość zarzuca się  bohaterce (wręcz dziecinną) naiwność, ponieważ mówi o pokoju… A kto powiedział, że pacyfistyczne usposobienie to cecha pejoratywna?

7. Podoba mi się fakt, że w postać Wonder Woman wcieliła się Gal Gadot – izraelska aktorka, ponieważ miała już zaplecze wojskowe (owszem, przypominam: w Izraelu służba wojskowa dotyka również kobiet), zatem samą sobą już reprezentuje pewien pierwiastek tej postaci. Dlatego też dla mnie jest nie tylko ładną aktorką. Choć może niekoniecznie dobrą, ale teraz jest pewna maniera gry w tego rodzaju filmach, więc nie oczekujmy genialnej gry jak u Holland czy Lyncha.

10. Jej siła jest płytka.
Aidźżepan. Czego tu się spodziewać, skoro nie jest to offowow-europejski film niezależny, tylko ekranizacja kimiksu DC?! Nie będziemy zagłębiali się w skomplikowaną charakterologię bohaterów. Target mamy taki, że raczej na ten film pójdą fani komiksów lub/i fani kina sensacyjnego.

Ale jeśli nawet tego rodzaju forma feminizmu ma dotrzeć do najmłodszych czy początkujących w nurcie, który pomaga kobietom zrozumieć, czym jest walka o równouprawnienie, czyli zrozumieć, że kobiety nie są słabsze od mężczyzn, to co w tym złego?
Pamiętacie, jak pisałam, że jeśli misjonarz z Europy, leci do Afryki nauczać, to on nie będzie tłukł w swoim języku mądrości, ale najpierw przemówi językiem tubylców, aby ci go zrozumieli. Analogiczna rzecz: j
eśli taki głosy, jak popkulturowy feminizm, mają dotrzeć do społeczeństwa i wpłynąć na postrzeganie kobiet w filmach, następnie w mediach, następnie na naszą podświadomość, żeby w konsekwencji lepiej zrozumieć Butler, to ja jestem za.
I nie uważam, że popkulturowi odbiorcy są gorsi czy głupsi czy płytsi.

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *