Femigracja – kultura i kobieta – jest martastycznie

poniedziałek, Wrzesień 5, 2016 0 No tags Permalink 0
strach jest uśmiechnąć się do polskiego faceta, żeby on zaraz sobie czegoś nie pomyślał

strach jest uśmiechnąć się do polskiego faceta, żeby on zaraz sobie czegoś nie pomyślał

Kiedy byłam u znajomej w Amsterdamie parę lat temu, chodziłyśmy po uliczkach miasta. Domki i mieszkania nie były odgrodzone żadnymi trawnikami, murkami. Niczym. Szło się chodnikiem dosłownie parę centymetrów od wielkich szklanych ścian, od szyb sięgających do podłogi. I wiecie, jaka pierdoła mnie zaskoczyła? Taka, że nie było tam firanek! Ani żaluzji czy rolet w większości mieszkań, domków.
Wyglądało to niemalże jak wystawa w sklepie meblowym.
Bo to, że nie ma firanek, rolet, żalucji nie oznacza, że ktoś inny ma prawo się gapić – „Sami się proszą! Bo nie zasłaniają się!” – tylko oznacza to, że to jest zwykłe wieśniactwo mentalne, gdy ktoś się wgapia.
Tak samo u nas w Polsce trzeba tłumaczyć: żadna dziewczyna czy kobieta nie prosi się o gwałt, złą reputacje czy molestowanie, jeśi ubierze się tak, jak wg innych nie wypada.
I rzeczywiście, NIKT nie zaglądał w Amsterdami do cudzych mieszkań!

I zauważyłam, że tak to już jest, że choć Polska i Niemcy znajdują się blisko siebie, to brak tego dystansu do samych siebie.

Feminismus im Pott życzliwie udostępniają mój blogowy post u siebie na stronie. To miło z ich strony. Jakoś dogaduję się z Niemkami.
Pewnie dlatego – jak na razie – wpasowałam się, poniewaz pod względem urody pasuję do Niemek. (badum-tsstt!).

15 godzin jazdy autem. Od razu dało się zauważyć różnicę w jeździe w Polsce i zagranicą.
Od razu po przekroczeniu granicy – nagle wszystkie samochody zjechały na prawy pas. Ktoś chciał wyprzedzić? Pomknął środkowym pasem i wrócił grzecznie na prawy. I co? I nikt mi nie wjeżdżał na tyłek, nie dawał długimi, że mu pas zawalam. I wszystko funkcjonowało prawidłowo. Teoretycznie w życiu nie było problemów.

W Polsce strach jest uśmiechnąć się do polskiego faceta, żeby on zaraz sobie czegoś nie pomyślał. Strach być miłą, żeby nie odebrał tego jako podrywu.
Ale w Niemczech ludzie są mili, naturalnie. Tu zgorzkniałość nie istnieje (no chyba że pojedyncze osoby, jak wszędzie). Kiedy zastawiłam facetowi samochód rowerem, zagadał i zaczął się śmiać, zamiast krzyczeć. Kiedy w mojej dzielnicy domków jakiejś pani mały chihuaua wyskoczył z ogródka i zaczął na mnie szczekać, wyszła pani i zaczęła mnie bardzo przepraszać za zachowanie jej pieska-chomika.
Innego dnia rowerem zastawiłam podjazd. Jakaś kobieta zatrąbiła klaksonem w samochodzie, podbiegłam, żeby przestawić, po czym kobieta z samochodu zaczęła mnie mocno przepraszać, że zatrąbiła na mnie.

 Niemcy są jak na razie mili. Tylko wstyd mi za Polaków.
Od nich trzymam się z daleka, bo sami od siebie odpychają. Ci, którym ktoś pomógł za granicą ze znalezieniem pracy i mieszkania, sami teraz nie chcą za nic nikomu pomagać. Na FB o Polakach w Monachium czytam, że kobieta, która pracuje w Niemczech, jej dzieci mieszkają w Niemczech, tu odprowadza podatki i chce walczyć o 500+, ponieważ jest zameldowana w Polsce… Moja rodzina odprowadza podatki w Polsce m.in. na ten program „500+”, żeby kobieta, która zarabia w Niemczech, mogła sobie jeszcze wziąć te pieniądze… Cwaniactwo stało się cnotą w XXI wieku. Jest mi wstyd. I już tu nie jest miło.

Kiedy byłam w liceum na wymianie międzyszkolnej w Kolonii niemieckiej, szłam z koleżanką i naszymi Niemkami do domu późnym wieczorem – zobaczyłyśmy, że sklep z komputerami jest zamknięty, ale nie ma krat.
Zapytałyśmy je, dlaczego. Zdziwione odpowiedziały: „A dlaczego miałyby mieć?!”. Wtedy zrozumiałam pierwszą różnicę między polską, a zachodnią mentalność. Bliżej nam do ruskich. Tutaj miły widok sprawia mi nawet to, że rowery masowo są nieprzypisane, po prostu zostawiane. Taka banalna rzecz, ale wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

Idę na DeepWork dziś. Jedna z kobiet na sali mówi do mnie:
- Marta?
- Tak, zgadza się! Skąd pani wiedziała? – cieszę się.
Pokazuje mi na matę:
- Mata? Chce pani matę na zajęcia?

W szatni na siłowni chodzą sobie nago i nikt się temu nie dziwi. Dla nich to jest coś naturalnego. Jakby nikt im nie powiedział, że mają się czegoś wstydzić. Robią to też 60-letnie kobiety, których na siłowni jest pełno.
Bardzo rzadko to widziałam w polskich fitness klubach. Jak już któraś się rozebrała, słyszałam szepty innych (jakby dostały prawo do oceniania): „Chodzi bez wstydu, bo pewnie uważa się za najpiękniejszą”.
To inne mają twarzy nawet nie pokazywać, żeby nie uchodziły za narcystyczne?
Zresztą czgo tu się wstydzić, skoro wszystkie mamy to samo: cellulit na dupie, cycki nam zwisają, a włosy odstają na łonie.

Na jodze staram się zrozumieć, jak po niemiecku kobieta tłumaczy o czakrach.
Nie załamuję się nieznajomością języka, jest to zbyt zabawne. Nie tylko na zajęciach jogi, ale na siłowni, na bieżni i na zajęciach crossfitowych widzę starsze kobiety. Ja to rozumiem: nasi emeryci zastanawiają się, skąd wziąć na lekarstwa, więc gdzie im w głowie siłownie i dbanie o siebie. Rozumiem to. Ale mówię o tych, które w ogóle zapomniały o sobie. W Niemczech odróżniam Polki – naprawdę jesteśmy najładniejsze i potrafimy się ubrać. Ale to jest „stonowany” strój, taki „bezpieczny”. Nie dziwię się, bo jak się polskim kobietom wmawia, że jesteśmy stare już w wieku 30 lat, że „nienajświeższy produkt” (rubaszny męski śmiech), to kobietom nie chce się. Nie chce się stroić, starać, silić, wyróżniać.
Tak powoli mija życie na obczyźnie, kiedy chce się ułożyć sobie tutaj życie. I chwilowo nie wracam. Dlaczego?
Po pierwsze: odpowiedź macie w TV. Po drugie: bo nawet jak nie jest najlżej na obczyźnie, to Polka będzie widziała te dobre, zabawne strony i nie odpuści sobie.

W pracy nikogo również nie interesuje to, co mam na sobie i na głowie. Ale jak pracuję. I mówię to, zaczynając w Bawarii – ponoć najbardziej konserwatywnym landzie.
Nikt też niepytany nie wypowiada się na temat zielonych włosów, ust, niebieskich różowych, włosó, poglądów religijnych, jednorożcowych rzeczy, ponieważ twierdzą:
„A co mnie to i kim jestem, żeby się wtrącać?!”

W Niemczech nikt nie uzna kobiety w kolorowych włosach za mniej wartościową.

W Niemczech nikt nie uzna kobiety w kolorowych włosach za mniej wartościową.

Jakoś za często nie ślęczę na forach internetowych – jest tam za dużo pomyj; takiego najgorszego szamba, jakie ludzie z siebie wylewają, ponieważ myślą, że obejdzie się bez żadnych konsekwencji.
Ale jakiś czas temu zaczęłam być w grupie zamkniętej na ukochanym przez wszystkich portalu, tj. Facebooku; w grupie z Polakami w Niemczech – bo wiadomo, że zawsze można z kimś się czymś wymienić, informacją, rzeczą itp.
Na forum Polka zapytała, czy jest w Niemczech odpowiednik tabletki „72h po” i czy jest ona bez recepty.
Czekała na odpowiedź, a z czym się spotkała? Z licznymi komentarzami i inwektywami pod jej adresem. Bo wiadomo, że dziewczyna pewnie się puściła i wszystkim na forum w Internecie się tym chwali i nie odczuwa wstydu, żeby się tym chwalić.
Jak to z Polakiem: gotowy dać rady, ale nie udzielić pomocy.

Bo taka mentalność: polska vs. niemiecka.
Na niemieckich fanpage’ach widziałam zabawny tekst: „Kobiety obejrzą na youtubie dwa tutoriale z make-upem i już potrafią się malować. Mężczyźni od lat oglądają porno i niczego nie potrafią się nauczyć”.
Na niemieckich fanpage’ach pod tym tekstem komentowali mężczyźni, których ten tekst rozbawił. Kiedy ja to wstawiłam po polsku na mojego fanapge’a, polscy mężczyźni się wnerwili, oburzyli i zaczęli komentować, że tak to jest z feminizmem: że tak się dzieje, jak kobietom da się władze; że nie potrafią sobie poradzić ze swoimi emocjami – tak ni to przypiał, ni wypiął takie komentarze, ale w każdym razie polscy mężczyźni poczuli się niezwykle urażeni.
No tak to już jest, że choć Polska i Niemcy znajdują się blisko siebie, to brak tego dystansu do samych siebie.
Tutaj w Niemczech mężczyźni nie są przewrażliwieni jakoś na swoim punkcie. Nie mają większych kompleksów, dlatego też nie atakują innych kobiet przy każdej okazji, żeby je tylko stłamsić: czy to jeśli chodzi o ich pewność siebie i to, że śmią zażartować sobie z mężczyzn, czy też jeśli chodzi o kobiecą niezależność seksualną (dostęp do antykoncepcji czy prawo do ich orgazmu).
Tutaj w Niemczech nie panuje dzika mentalność. Czuje się tę kulturę i cywilizację.
Klasyczny Janusz nie będzie na ulicy ciumkał do kobiety, dlatego że ta idzie w shortach latem i obcisłej koszulce. Bo przecież tak jest w Polsce: kiedy kobieta ubierze się adekwatnie do upalnej pogody – założy to, na co ma ochotę, żeby to jej było wygodnie – może być święcie przekonana, że zostanie zaczepiona. Bo przecież polskim panom się wydaje, że:
A) skoro ubrała się ładnie, to żeby się facetowi spodobać
B) skoro śmiało się ubiera, to pewnie też jest śmiała seksualnie (mówiąc delikatnie)
Kiedyś w Polsce  szłam w jeansowych shortach i koturnach po ulicy. Z daleka widziałam „klasycznego Janusza” – przerzedzone włoski, wielki brzuch, byle jaki t-shirt rozciągnięty i sprany, czarne skarpetki podciągnięte prawie pod kolana, jakieś ortalionowe  spodenki, wyraz twarzy nieskażony inteligencją. Janusz gapi się nachalnie na mnie, mówi do mnie „lalka”, cmoka do mnie i mruga okiem, dumny z siebie. Zdążyłam jedynie powiedzieć jemu, gdy mnie mijał:
- Ble! Zemdliło mnie przez ciebie!
Panowie mówią, że mamy się nie dziwić, że się obleśnie na nas gapią, skoro się tak ubieramy. Brzmi to nieco tak: „Jeśli złapię cię za tyłek, to dlatego, że sama sprowokowałaś. Sama ubiorem się prosiłaś”.
A my, polskie panie, chciałybyśmy, ubierając się ładnie, mieć święty spokój; chciałybyśmy, żeby żaden obleśny „klasyczny Janusz” nas w sposób chamski nie zaczepiał, nie cmokał, nie ślinił się, wgapiając nachalnie w nasze dekolty. Zaś argumenty, że panowie są wzrokowcami, nie są wystarczająco mocnymi argumentami, ponieważ tak samo argumentuje się gwałty: „Mężczyźni myślą tylko o jednym. Taką mamy naturę. Nie należy nas za to winić”.
Przykro mi, polscy panowie, ale nie stanowicie epicentrum naszego świata – ubierając się ładnie dla siebie samych i chcąc podkreślić swoją kobiecość, nie myślimy o was. Dlatego też i feminizm, czyli walka o równouprawnienie, nie polega na walce z wami; żeby to was zwalczyć i znienawidzić.
Tutaj nikt się nie gapi na dziewczynę z różowymi włosami. Nie gapi się obleśnie na jej nogi, kiedy latem chodzi w shortach.
Za granicą, w Niemczech, w cywilizowanej Europie, super jest to, że chodzę, jak chcę, nawet w różowych włosach i ludzie na ulicy co najwyżej się uśmiechną przyjaźnie.
Tutaj, w Niemczech, nikt nie atakuje feministek, bo wie, że feminizm to egalitaryzm i że nie jest to atak na mężczyzn. I nikt nie podnosi larum z tego powodu, że feministki chcą zniewolić męską płeć, tylko dlatego, że feministki chcą równych praw. Tylko w Polsce i innych dzikich krajach nadal patrzy się na nie i na cywilizowaną kulturę, jak na odchyły psychiczne.

I jak to z Polakami: kochają oceniać.
Szczególnie jeśli chodzi o kobiecą seksualność. Bo najlepiej ocenić wartość kobiety przez pryzmat tego, co robi w łóżku. Nie ważne, czy jest dobrym człowiekiem, czy nikogo nie krzywdzi, czy jest inteligentna, zabawna, inteligentna, niezależna emocjonalnie i finansowo, bo nie siedzi na głowie faceta.
Wszystko to traci na wartości, kiedy kobieta miała orgazm.

Kiedy dziewczyna nie chce iść z facetem do łóżka, to jest pruderyjna, albo jest zwykłą lesbą, czyli feministką. Bo przecież feministki to te, które nienawidzą mężczyn.
Kiedy dziewczyna szuka tabletki „72h po”, to pewnie się puściła.
Kiedy stosuje antykoncepcję, to pewnie jest z nią coś nie tak, skoro nie chce mieć dzieci.
A jak jest za legalną aborcją, to pewnie też puszcza się z każdym i stosuje aborcję jako najlepszą metodę antykoncepcyjną.
Z okazji Halloween obok kościoła zorganizowano jakiś mały festyn dla dzieci.
Kościół wziął udział w obrządkach i zabawach. Nie straszą ludzi tym, że Bóg się zezłości, kiedy dzieci będą się dobrze bawiły. W Polsce księżom przeszkadza, że w Halloween dzieci chodzą po domach i zbierają słodycze, ale nie przeszkadza im, gdy sami chodzą i wyciągają pieniądze.
Dlaczego tak jest z okazji Halloween? W najbardziej konserwatywnym landzie? Ponieważ nikt tu się nie wpierdala! Do cudzej religii, cudzych spraw. Dlaczego? Ponieważ to się nazywa kultura osobista!
Gdy podpisuję umowę w pracy, mogę ZADECYDOWAĆ SAMODZIELNIEna jaki Kościół idą moje podatki.
I gdy płacę te podatki, to później nie muszę płacić za pogrzeb, ślub, chrzciny. Ponieważ już raz przeznaczyłam na to pieniądze. Ponieważ na to już idą moje podatki.
To jest szacunek do obywatela. To jest kultura osobista.
Kiedy pytam szefową „A jak nie chcę na żaden Kościół?”, dziwi się: „No to nic nie zaznaczasz. Przecież nie musisz”.
I idiotycznie mi jest powiedzieć, że w Polsce KAŻDY płaci podatej na Kościół Katolicki. To jest szacunek do obywatela. To jest kultura osobista.

Kiedy byłam na wymianie międzyszkolnej w liceum, w Kolonii, prawie się zagłodziłam…
Bo przez tydzień wstydziłam się mojej rodzinie niemieckiej odpowiedzieć: „Tak, chciałabym prosić o dokładkę”, kiedy mnie pytali, czy się najadłam jednym tostem na śniadanie. Skończyło się tylko zasłabnięciem. W Polsce na pytanie, czy jeszcze lub czy coś podać, krępujemy się zazwyczaj i pięć razy mówimy „nie, dziękuję (nie chcę robić kłopotu”. Kiedy dziś ze sklepu tachałam wielką torbę z zakupami, podszedł do mnie mężczyzna chcąc pomóc. „Nie, dziękuję” – mężczyzna od razu, jak poparzony zabrał rękę. Bo w Niemczech „nie” oznacza „nie” i może dlatego panowie nie myślą, że „nie” u kobiety oznacza „tak”.

Femigracja do Niemiec

Femigracja do Niemiec

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *