Bo baby chcą popatrzeć: Bawaria

Bawaria

Bawaria

Widok z okna

Widok z okna

Bawaria zimą

Bawaria zimą przed moim domkiem

Z Bawarią jest tak, że nie da się w niej nie zakochać. Albo nienawidzić. Oczywiście, że brzmi to arcy-banalnie, ale ci, którzy tam przyjechali, rozumieją to.
Inni przyjechali tu, żeby zarobić, ale nie mieli szczęścia co do ludzi, co do pracy i nauki języka, zatem nie tyle zniechęcają się do tego miejsca, ile zaczynają je nienawidzieć. Inni nie mogą nie odkochać się w tym, że codziennie, gdzie się nie spojrzy, wokół jest po prostu, fuckme, przepięknie.

Nie namawiam do zwiedzania ogrodu Angielskiego, Muzeum BMW czy placu Mariackiego w samym Monachium. Może dlatego, że zaraz wokół placu mamy do dyspozycji sieciówki z ciuchami i inne McDonaldy, a może dlatego, że to są miejsca, które niewiele po sobie w nas pozostaną. Ale to tylko kwestia subiektywna.
Jak to poniżej, co od razu najlepiej zobaczyć, gdy jest się w Bawarii.
I podam wam tylko parę rzeczy, które sama zobaczyłam, ponieważ na nadmiar czasu, jadąc do pracy do Niemców, nie narzekałam.

Nie będę skupiała się na wszystkim, co możecie przeczytać w każdym podręczniku dla turysty. Skupię się na 2-3 punktów, na których warto najbardziej się skupić, zamiast pobieżnie na piętnastu. 

WODOSPADY
Byłam mocno zdziwiona, że można żyć parę set metrów od takich miejsc jak wodospady. I nie muszą to być Niagary, żeby zachwycało. Akurat w tym przypadku wielkość nie ma znaczenia.

Do niemalże każdego wodospadu z Monachium czy spod Monachium można dojechać od 1h do 3h w zależności od tego, który wodospad wybierzemy:

  • Lechfall
  • Hinanger
  • Scheidegger
  • Tatzwurm
  • Ziplefsbach.

Ja wam pokażę zdjęcia z z Joseftshaller Wasserfall, do którego jechało się bodajże 1,5h samochodem spod Monachium, a dokładniej to z Grobenzell (pod Monachium). I do którego łatwo można było trafić. Ale z gie pe esem, hehe.

Niesamowite jest to, że ludzie mieszkają tuż przy takich miejscach, jak np. wodospad z Joseftshaller – dla mnie to może coś niezwykłego, ponieważ jestem mieszczuchem, urodzona i wychowana w najbardziej znienawidzonym mieście w naszym kraju… Warszawie. Dlatego płyty betonowe i stacje metra są dla mnie codziennością, nie zaś jedne z najczystszych wód, które można (owszem, można!) pić.

I wiecie, co tu jest najpiękniejszego? To, że mimo tego, że chodzą tu ludzie, to jest tu, kurwa, cicho!
Jakby panowała niepisana zaada: nie hałasujemy, nie odzywamy się, udajemy, że nas nie ma. Nawet dzieci się nie drą (ale to jest jedna z cech niemieckich dzieci: 90% z nich są ciche, nie drą paszczy, tłumacząc się „To tylko dzieci”, a jak na ulicy słyszy się drzące dzieciaki, to można być pewnym, że to nie niemieckie). Tu nie dość, że górskie potoki są czyste, to jeszcze jedyną rzeczą, którą się słyszy, to las, szum, wiatr, natura. I cisza. I można tak tu siedzieć godzinami. I na cholerę muzuem BMW?

Mam was przekonywać do zobaczenia na własne oczy wodospadów? Do czystej wody czy spacerów po lesie wzdłuż rzeki? I do spokoju? No chyba nie muszę.

Bawaria

Bawaria

Daję dowód, że tam byłam, hue hue

Daję dowód, że tam byłam, hue hue

WIdok z góry wodospadu

WIdok z góry wodospadu

Wodospad bawarski

Wodospad bawarski

wodospady w Bawarii - siebie pokazuję, żeby nie było, ze mnie tam nie było

wodospady w Bawarii – siebie pokazuję, żeby nie było, ze mnie tam nie było

 

DACHAU
Długo zastanawiałam się, czy dać te zdjęcia, ponieważ nie uważam Obozu za miejsce turystyczne. Ale życie to nie tylko centra handlowe, a FB nie jest tylko od pokazywania słit selfie. Więc jednak macie.
Wejście do Dachau jest darmowe i uważam, że każde tego rodzaju miejsce takie powinno być, aby każdy miał dostęp, ponieważ tego rodzaju miejsca powinny przypominać, ale nie w celu samoudręczania się, ale po to, żeby historia się nie powtórzyła.

Do Dachau bezpośrednio prowadzą autobusy z różnych miasteczek podmonachijskich lub z samego Monachium. Dlatego nie ma wymówki, żeby nie pojechać i zobaczyć coś więcej niż tylko muzeum BMW czy Centrum Handlowe Olimpiaeinkaufszentrum, ani ucieczki przed naszą przeszłością.

Nie zobaczycie baraków, tylko pozostawione po nich puste miejsca. Nie wiem, co było bardziej wymowne: gdyby stały czy ślad po nich, który nie zniknie.

Wejście do Dachau

Wejście do Dachau

Dachau

Dachau

Dachau

Dachau

Dachau

Dachau

Dachau

Dachau

ZOO MONACHIJSKIE
Mam tak mocno ambiwalentny stosunek do zoo i tego rodzaju parków, że można dostać choroby bipolarnej. Sama, przyznaję, byłam w zoo w Monachium, i nie mam na siebie usprawiedliwienia, i już nie chcę wracać do takich miejsc więcejAle nie dlatego, że takie miejsca są brzydkie, ale dlatego, że są smutne, gdy widzę zwierzęta w miejscach, w których nie powinny być.

Bawaria

Bawaria

Martastycznie

Zoo monachijskie

 

FLO MARKET
Flo Market, czyli po polsku, czyli po ludzku, to inaczej „pchli targ” i jest to esencja tego, co się dzieje w Niemczech – multikulti i różnorodności kulturowej. Bo na pchlim targu spotkacie wszelkie zbiorowisko starości i nowości, Polaków, Czechów, Greków, Arabów, Chorwatów, Niemców, Serbów, Bośniaków i pewnie wielu innych mniejszości narodowych, które wcale mniejszościami nie są.

W moim miasteczku pod Monachium ludzie wystawiali się na wielkim placu przed Kauflandem (po niemiecku pełną gębą, jak widać), brali wózki sklepowe, żeby powsadzać w nie swój dobytek, który chcieli posprzedawać, żeby opłacić co nieco. Bo Niemcy to kraj recyclingu – recycling śmieci, zwrot butelek, sprzedaż starą rzecz, żeby mieć dwadzieścia pięć centów chociażby. Wsłuchasz się w tłum na pchlim targu i usłyszysz miks językowy, jak mało gdzie. Niemcy to skupisko multi-kulti, zaś pchli targ to multi-kulti do potęgi trzeciej.

Poszłam na pchli targ, bo mnie ciągnęło do staroci, choć wmawiałam sobie, że sentymentalizm jest zbędny. Ale jak nie być sentymentalną, skoro wśród niemieckich staroci znalazłam znaczek „Solidarności”, dzień przed rocznicą Powstania Warszawskiego? To było tak banlanie piękne.
A obok mnie akurat stali Polacy, wśród tylu Niemców i obok tego znaczka. Więc zagadałam, nie chcąc być nachalną, ale oni niezbyt odpowiadali, choć mężczyzna mówił, że jest tu już siedem lat. Ale przecież nie szukałam przyjaciół, a mimo to dziwnie odebrałam ich niechęć. Wróciłam po drodze do pierwszego stoiska, na którym po raz dwunasty przyglądałam się staremu, tandetnemu pierścionkowi. 3 euro powiedziała pani, ale ja liczyłam tu każdy grosz, bo kraj zwany Zagranicą wcale nie był od razu mlekiem i miodem płynący. Na deszczu rozmawiałam z panią, która okazała się Greczynką. Stara Greczynka opowiadała o swoim 20-letnim życiu w Niemczech, o córkach, o mężu, o jej zdrowiu, o mojej pracy, o byciu samym za granicą, o studiach córek, o jej operacjach, o Polakach, o tęsknocie za rodziną, za Grecją, za ojczyzną, za Polską. I nagle stara Greczynka z pchlego targu dała mi pierścionek, któremu wcześniej się przyglądałam. Pierścionek był tandetny, ale na ten moment jest dla mnie piękny.

Bo takie są flo markety – tu można ciekawe rzeczy i różnorodnych ludzi spotkać.

Solidarność na niemieckim pchlim targu i prezent od starej Greczynki

Solidarność na niemieckim pchlim targu i prezent od starej Greczynki

 

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *