Pytania do feministki

środa, Sierpień 10, 2016 2 No tags Permalink 0
"Feministki to grube baby, z wąsem, których nikt nie chce i które nie potrafią gotować"

„Feministki to grube baby, z wąsem, których nikt nie chce i które nie potrafią gotować”

Skoro są pytania do blogerek, typu „Jak zrobić idealne kreski eyelinerem” czy też „Czy szminki są bardzo kaloryczne?”, zatem może idealne pytania do feministki?
Polećmy banałem: 

1.     Dlaczego feministki nie chcą robić kanapek swoim facetomi? Dlaczego uważają, że im to uwłacza.
I robią kanapki i gotują obiad i zajmą się swoim partnerem, kiedy ten jest chory. Kto powiedział, że tego nie zrobią?… Ah! Już wiem: powiedzieli tak ci, którzy chcą nastraszyć biednych panów i nieświadome kobiety przed feministkami, żeby tylko nie daj Boże społeczeństwo nie pozwoliło na równouprawnienie! I żeby mężczyźni nadal stanowili epicentrum naszego świata.
No właśnie. Jedyne o co może chodzić z tym nie ugotowaniem obiadu dla swego partnera, to o to, że feministki chcą uświadomić ludzi, że nie jest to najważniejsza rzecz w życiu kobiety; że nie powinna czuć się dowartościowana tylko dlatego, że zrobiła dobry obiad.

2. Dlaczego feministki to kobiety, którym nie wyszło w życiu – nie mogą mieć dzieci lub/i nie mają z kim ich mieć – bo facet ich nie chce?
A skąd ten ograniczony sposób myślenia i te stereotypy? Skąd pomysł, że jeśli kobieta nie ma faceta lub nie urodziła dzieci, to nie wyszło jej w życiu?
A dlaczego nie odwrotne pytanie: dlaczego kobiety, które nie zrobiły kariery, nie zostały politykami, nie osiągnęły w życiu czegoś więcej, nie miały pomysłu na siebie, urodziły dzieci, żeby COŚ w ich życiach się działo? Można by też i równie obraźliwie w ten sposób powiedzieć.
I przede wszystkim: skąd pomysł, że każda feministka, to baba, która nie ma męża/partnera/narzeczonego/chłopaka i jest nieszczęśliwa, zaś każda, która urodziła dziecko i wyszła za mąż, jest spełniona i nie jest feministką?

3. Dlaczego kobiety nie pójdą do kopalni?
Pójdą, poszły i chodzą… Mimo tego, że są słabsze fizycznie. Owszem, jesteśmy słabsze fizycznie. Feminizm tego nie zmieni, bo nie o to feministkom chodzi

4.     Czy też kobiety same nie wniosą lodówki na ósme piętro?
Podobnie jak w punkcie nr 2.: jesteśmy słabsze fizyczni. A dla wielu panów równouprawnienie jest usprawiedliwieniem dla lenistwa i chamstwa. Panowie nie muszą pomagać kobietom, nie muszą wykazywać się kulturą osobistą: przepuszczać w drzwiach, robić małe gesty (kwiaty) itp.
Zresztą… Który pan sam wnosi lodówkę bez pomocy?
 
5.     Dlaczego feministki nienawidzą facetów?
To, że kobiety walczą o równouprawnienie, nie znaczy, że nienawidzą mężczyzn.
Te, które nienawidzą ich, cierpią na mizoandrię, ale to nie jest coś, na co chorują feministki.

6.     Dlaczego feministki są przeciwko rodzeniu dzieci i uważają, że matki to inkubatory?
Ktoś tu chyba czegoś nie zrozumiał, jeśli uważa, że feministki są przeciwko rodzeniu!
A że uważają, że traktuje się kobiety jak inkubatory? Owszem, jeśli wg naszego polskiego prawa kobieta nie ma prawa do decydowania o swoim życiu i ciele, a jest jedynie po to, żeby rodzić – „Nie ma na emerytury! Zacznijcie rodzić dzieci! A czy je utrzymacie, czy nie, to już wasz problem!” – lub żeby stanowiły narzędzie polityczne – „Nasza partia jest przeciwko aborcji! Będziemy walczyli o ten brzuch, bo jest sprawą polityczną!” – to wtedy mówimy tu o traktowaniu kobiety jak żywego inkubatora.
Szczególnie, jeśli w realnym życiu politycy, dyrektorzy szpitali, księża chcą bronić lekarzy, którzy wybrali swojego Boga nad życie i zdrowie kobiety, odmawiając usunięcia płodu, który zagraża życiu i zdrowiu kobiety. Bo najważniejsze jest, żeby ta kobieta doniosła ciąże, a co się dalej z nią czy z dzieckiem stanie – to już nikogo nie interesuje.

7.     Dlaczego feministki nie walczą w krajach Arabskich o równouprawnienie?
Walczą… Proszę sobie poczytać, podowiadywać się, zmienić kanał czy portal na BBC, etc.

Tak wyglada feminisra

Tak wyglada feminisra

8.     Dlaczego feministki nienawidzą atrakcyjnych kobiet?
Oczywiście jest to kolejna bzdura. Kolejny mit.
Feministkom chodzi raczej o to, żeby kobiety nie były sprowadzane tylko do jednego, czyli do bycia tylko i wyłącznie obiektem seksualnym. Feministki chcą, żeby też zaczęto patrzeć na kobiety jak na istoty myślący, które mają coś do powiedzenia. I jak na partnera godnego rozmowy.
9.     Dlaczego feministki nie lubią, kiedy otwiera im się drzwi czy płaci za nie np. w restauracji?
Niektóre nie lubią, niektóre lubią. Są ludzie, którym nigdy nic nie będzie pasowało i bycie feministką nie ma tu nic do rzeczy.
Akurat w tym przypadku mogę mówić jedynie za siebie: ja lubię, kiedy mężczyzna wykazuje cechy gentlemana. Mogę sama za siebie zapłacić, ale miło jest, kiedy mężczyzna traktuje mnie wyjątkowo na różne sposoby. Czy to jest podarowanie kwiatów, prezentu, przepuszczenie w drzwiach, pocałowanie w dłoń, żeby okazać szacunek, czy chodzenie po stronie ulicy, etc.
Mój partner tak postępuje – z szacunkiem, miłością i jak ostatni gentleman, a jednocześnie jest feministą.
 
10.     Dlaczego współczesne feministki walczą o równouprawnienie, skoro ono jest?
Ok., na tak durne pytanie aż ciężko odpowiedzieć…
Serio? Sądzi ktoś, że równouprawnienie istnieje? Chyba ktoś żyje w słodkiej niewiedzy. Nie mamy równouprawnienia, nie mamy też porozumienia w wielu kwestiach prawnych – jest to jedynie wygoda ze strony panów polityków.
- w kwestii zarobkowej nie ma równouprawnienia
- w kwestii dostawania się do rządu (patrz punkt 10.)
- w kwestii porodowej nadal kobiety, które rodzą, nie są szanowane, chociażby pod względem prawnym
- w kwestii porodowej politycy nie interesują się sprawą kobiet rodzących, warunkami w szpitalach – uważają, że albo to nie ich sprawa (choć sam fakt o przymusie rodzenia to jest ich sprawa), albo też że kobiety „jakoś sobie poradzą”
- w kwestii decydowania o własnym życiu, ciele i zdrowiu decydują za nas panowie politycy, panowie lekarze i panowie księża, jak również pod względem prawnym – W 1991 rok.u panowie biskupi uznali, że społeczeństwo nie jest godne wypowiedzieć się w referendum na temat legalności przerywania ciąży. Politycy wyrzucili 1,5 mln podpisów za prawem kobiet do wyboru do kosza

Współczesne feministki walczą o to, żeby to, o co walczyły sufrażystki, nie poszło na marne.
 
11.  O co niby teraz walczą feministki?
O utrzymanie świadomości społecznej. I dalej o równouprawnienie – punkt wyżej.
Feminizm jest nam potrzebny, ponieważ naszych mężczyzn pytają o ich pracę, natomiast nas pytają o to, kiedy zajdziemy w ciąże.
Najsmutniejsze jest to, że dziewuchy pozwalają im na to. Leniwe baby przytakują mężczyznom we wszystkim, oddalając im walkowerem władzę, zamiast dogadać się z mężczyznami i pokazać, że jesteśmy partnerami do rozmów.
Swoją drogą: baby, które nie solidaryzują się z innymi kobietami, przytakują mężczyznom, nazywając feministki wrednymi lesbijkami, same zamykając się w domach. Im jest najwygodniej, więc nic ich już nie interesuje. Najsmutniejsze jest to, że te, które podbudowują męskie ego, jednocześnie umniejszając kobietom, są właśnie kobiety. Utwierdzają polskich panów w ich i tak już mocno iluzorycznym przekonaniu o ich nieomylności.

Tam, gdzie dominują mężczyźni, kobiety są sobie nieprzychylne. Stają się sobie wrogie, ponieważ nie mają na kim odreagować.

12.   Dlaczego feministki nie walczą o równouprawnienie tylko o wyższość płci kobiecej nad męską, chociażby żądając parytetów?
Do partii ludzie dostają się przez kumoterstwo. Nawet dzieci wiedzą, że w polityce ludzie dostają się po znajomości. Stąd zmuszenie panów, żeby przestali obsadzać na stanowiska swoich kolegów.

13. Dlaczego feministki skupiają się tylko na tak nieistotnych kwestiach jak nazewnictwo? Tj. „prezydentka” czy „premierka”? Zresztą to takie sztuczne określenia.
Po pierwsze – nie tylko. Jak już tłukę.
Po drugie – nie jest to sztuczne określenie, po prostu nie jesteśmy z tym słownictwem obeznani i do niego przyzwyczajeni.
Po trzecie – jest to istotna kwestia, ponieważ przez język postrzegamy rzeczywistość. Ona wpływa na naszą podświadomość. Jeśli małe dzieci od początku ich rozwoju słyszą słowo „prezydent” lub „premier”, to słyszą męski wydźwięk, dlatego też już narzuca się dzieciom, że premierem czy prezydentem może zostać mężczyzna.

14. Dlaczego nie ma tylu noblistek co noblistów?
Pomijam fakt, że przez lata kobiety nie mogły się kształcić, a jak już mogły, to wykształcenie dla kobiet było inne niż dla mężczyzn. A kiedy już mogły uczyć się tego samego co mężczyźni, to zapraszam do zapoznania się z „Efektem Matyldy”.

Podsumowując:
Feminizm jest jak cholesterol. Dzieli się na dobry i zły. Tak samo jest z innymi dobrymi rzeczami, które często wykorzystuje się w złych celach.

Choć z samego założenia jest to w rzeczywistości dobry – dąży do równouprawnienia i partnerstwa. Dąży do tego, żeby nie zamknąć kobiety w sztucznie przypisanych jej rolach płciowych. Feministki dążą do tego, żeby kobiety nie były wiernymi, biernymi odbiciami potrzeb i oczekiwań swoich mężów oraz większości społeczeństwa.
Wbrew powszechnej propagandy tych, którym nie na rękę równouprawnienie, feministki nie są brzydulami, które chciałyby wykastrować facetów, a ich jądra i penisa zawiesić sobie na szyi jak łup wojenny. 

Feministki są grube, wąsate i samotne

Feministki są grube, wąsate i samotne

0
2 Comments
  • Atom
    Sierpień 22, 2014

    Czytam Twojego bloga – cieszę się że są mądre kobiety jeszcze na tym świecie, ale mam prośbę czy można zmienić tło dla liter / kolor tekstu, bo ich nie widać, bardzo trudno się to czyta. Muszę zaznaczać tekst by przeczytać :) Pozdrawiam i czekam na przyszłe posty!!!

  • Zet
    Listopad 7, 2017

    Punkt 12 – ,,Do partii ludzie dostają się przez kumoterstwo. Nawet dzieci wiedzą, że w polityce ludzie dostają się po znajomości.”
    Niekoniecznie jest tak jak piszesz. Tylko w modelu wodzowskim i medialnym, gdzie cała partia jest tworem marketingowym, a nie zbiorem ludzi z podobnymi pomysłami i interpretacjami rzeczywistości. Pompowana plakatami i czasem antenowym nie ma nic wspólnego z pracą u podstaw, a wiele z dopychaniem się w hierarchii blisko lidera – najczęściej faceta.
    A czemu to najczęściej facet? Bo nadal wyższy wzrost, niższy głos kojarzą się z większą siłą przebicia, mądrością, powagą. To pewnie ewolucyjne i najtrudniejsze do zmiany. Druga rzecz to wychowanie, czyli to, że kobiety uczone są odzywać się i pchać ,,na afisz” tylko kiedy są perfekcyjne. Facet nawet jak nie ma nic do powiedzenia, jest przekonany, że może się wypowiadać. Takie ssacze i behawioralne, czyli znowu – ten ma władzę kto chce ją sobie wziąć, kto stroszy pióra tak, żeby na władcę wyglądać. Rzadko robią tak kobiety uczone samokrytyki i skromności. Robiono wiele analiz medialnych i politycznych. Okazało się, że nawet z doświadczenia dziennikarek i dziennikarzy – facet do mediów sam się pcha i zawsze ma czas, kobiety się stresują, wykręcają, godzinami analizują czy to co powiedziały było na pewno ok.
    Parytety mają szansę zmieniać przyzwyczajenia. Nawet gdy to niewygodne, trzeba się ich trzymać konsekwentnie.

    Co do reszty punktów – smutny obraz heteroseksualnej rzeczywistości. Tak jakby faceci wiązali się z kobietami tylko z powodu afirmacji rzekomej odmienności. Czyli na płaszczyźnie ludzkiej są to związki puste. Wszyscy odczuwamy ból, cierpienie, złość, miłość, radość itd. Najpierw jesteśmy ludźmi. Jeśli się kocha to robi dla człowieka np. miłe rzeczy i nic nie ma to wspólnego z tym jaka jest jego płeć. Jeśli ktoś tego nie pojmuje ma wyjątkowo jałowy żywot.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *