Sentymentalizm jest wstrętny

niedziela, Lipiec 31, 2016 1 No tags Permalink 0
Solidarność na niemieckim pchlim targu i prezent od starej Greczynki

Solidarność na niemieckim pchlim targu i prezent od starej Greczynki

 

Wszędzie jest chemia. Balsamujemy ciała od wewnątrz chemicznym żarłem. W jedzeniu jest chemia. W kosmetykach jest chemia. Skoro ludzie nie piją benzyny, to czemu z tych samych powodów wcierają ją w skórę? W kremach. SLES, SLS, ALS, PEGów, silikony, parabeny, sztuczne barwniki, dihydroxyacetone, methylisothiasolinone, tocopheryl acetale w jedzeniu, aby było smaczniej. Żeby życie było bardziej kolorowe, a my świecący w nocy. Konserwujemy siebie za życia.
Jak nie chemia w jedzeniu, to faszerujemy siebie antybiotykami. dygresja: nie wiem, czy wiecie, ale miłość do łykania i przypisywania pacjentom antybiotyków jest charakterystyczna dla państwa polskiego. Znajomi, którzy pouciekali za granicę, zauważyli poprawę zdrowotną, odkąd zagraniczni lekarze przestali im przypisywać antybiotyki. Sama mam tak samo ja. Odkąd zapalenia gardła, powiększone migdałki, itp. leczę wodą i zdrową żywnością, choruję rzadziej i szybciej wracam do zdrowia.
Dlatego – mimo diety – coś musiało pójść nie tak, kiedy w ostatnim tygodniu przed wyjazdem moje ciało odmawiało współpracy. Zachorowałam, jakby ciało wzbraniało się przed emigracją. A ja mu tłumaczyłam: „Wyzdrowiej, musisz, bo musimy stąd wyjechać. Zobaczysz, tam ci będzie lepiej”. Do tej pory wierzyłam, że trzeba słuchać swojego ciała, bo kiedy zaczyna chorować, to znaczy, że trzeba zwolnić, zacząć znowu jeść zdrowo, mniej się stresować, itd., a teraz zaczęłam się z nim sprzeczać. Nawet sama ze sobą muszę się kłócić.
Może ono miało rację?

Zaczynają się pierwsze tęsknoty. Nie chodzi o bliskich, bo to było oczywiste, czy o mój „WF” czy moją klacz. Zaczęłam tęsknić za położeniem. Położeniem się na swojej kanapie wieczorem przed zaśnięciem i włączyć mój serial komediowy. Tutaj też on leci, ale w języku, który kuje; kuje, bo codziennie przypomina, że jestem nie u siebie. Myśli biegną po swojemu, w swoim języku.
Zmieniłam swój numer telefonu, który miałam przez 13 lat. Coś jest nie tak, więc dzwonię na infolinię po pomoc, ale pomoc jest obca. Czekam w kolejce na polskiej linii – pewnie takich jak ja, co potrzebują pomocy, jest więcej niż mi się wydaje.
Nie zadzwoni się też do rodzicielki, żeby przyjechać i zjeść domowe jedzenie. Nie dzieli nas parę stacji metra, ale paręnaście godzin samochodem. Ciurkiem.
I takie banalne rzeczy się przypominają i męczą sobą, jak zapachy ulubionego jedzenia, ale więcej nie powiem, bo więcej jest za bardzo intymne. Ale przecież teoretycznie mogę wrócić. Teoretycznie. Przecież to nie jest wojna, stan wojenny, granice są otwarte, ale Polska odpychaBo wystarczy, że posłucham wiadomości z Polski i już zamyka mi się chęć powrotu.
Wcześniej grzeszyłam, uważając, że ci na emigracji rozdmuchując swoją sytuację i podkręcają sentymentalizm, który jest zbędny.
Sentymentalizm jest wstrętny.
Bo jest zbędny.

Tak sobie powtarzam, żeby nie tęsknić już nigdy.

Słucham też z daleka tutejszych Polaków. Dziewczyna pyta o antykoncepcję awaryjną – jak tutaj nazywa się tabletka „72h po”. Polacy zawsze służą dobrą radą, ale nigdy pomocą. Zaczynają polecać, żeby się nie puszczała, bo to jest najlepsza antykoncepcja. Ale żaden Polak nie pomoże Polce na emigracji.
Polak może liczyć na wsparcie Polaka.
Polka, która mieszka i pracuje tutaj, szuka sposobu, żeby dostać 500+, bo oficjalnie i formalnie jest zameldowana w Polsce. Bo „Polak potrafi” – że Polak przycwaniaczy i jest z tego dumny, a mi jest wstyd. Że też jemu nie jest wstyd.

Czasem nie dziwię się Polakom, że nie chcą ze sobą trzymać, czasami się dziwię, że nawet miłej rozmowy unikają.
Idę na pchli targ, bo mnie ciągnie do staroci, choć wmawiam sobie, ze sentymentalizm jest zbędny. Ale jak nie być sentymentalną, skoro wśród niemieckich staroci znajduję znaczek „Solidarności”, dzień przed rocznicą Powstania Warszawskiego. To jest takie banalnie piękne.
A obok mnie akurat stoją Polacy, wśród tylu Niemców i obok tego znaczka. Więc zagaduję, nie chcę być nachalna, ale oni niezbyt odpowiadają, choć mężczyzna mówi, że jest tu siedem lat już, na co odpowiadam, że ja dopiero nowa i sama. Ale przecież nie szukam przyjaciół, a mimo to dziwnie odbieram ich niechęć. Wracam po drodze do pierwszego stoiska, na którym po raz dwunasty przyglądam się staremu, tandetnemu pierścionkowi. 3 euro mówi pani, ale ja liczę tu każdy grosz, bo kraj zwany Zagranicą wcale nie jest mlekiem i miodem płynący. Na deszczu rozmawiam z panią, która okazuje się Greczynką. Stara Greczynka opowiada o swoim 20-letnim życiu w Niemczech, o córkach, o mężu, o jej zdrowiu, o mojej pracy, o byciu samym za granicą, o studiach córek, o jej operacjach, o Polakach, o tęsknocie za rodziną, za Grecją, za ojczyzną, za Polską. Opowiada, dopóki stara Greczynka z pchlego targu daje pierścionek, któremu wcześniej się przyglądałam. Pierścionek jest tandetny, ale na ten moment jest dla mnie piękny.

Bo wśród jednych ataków z bronią czy maczetą, a samobójczych ataków bombowych, i tęsknoty, ja nadal nie chcę wracać do Polski.

0
1 Comment
  • Ruda
    Kwiecień 20, 2017

    Mam dokładnie tak samo. Brakuje mi bardzo rodziny, przyjaciół, spontanicznego wyjścia na piwo bo zawsze ktoś chętny się znalazł. Łózka, palnika gazowego,ciągłego bałaganu w domu, brakuje mi nawet moich nerwów po ciągłych telefonach od mamy…teraz się cieszę jak dzwoni… Ale wracać też nie chcę, wstydzę się Polski, jej mentalności, zacofania. I po raz pierwszy w życiu chce żeby było już za 2 lata, żeby niemiecki nie był tak obcy jak jest teraz.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *