Matki Polki psują Polaków

czwartek, Lipiec 21, 2016 1 No tags Permalink 2
Lepiej powiedzieć "dość", zanim się będzie miało dość

Lepiej powiedzieć „dość”, zanim się będzie miało dość

Owszem, Polaków, bo z tych rozwydrzonych bachorków wyrastają Polacy: politycy, księża, nasi mężowie.

            I tak, tak, przemawia pewnie przeze mnie nienawiść do mężczyzn i zgorzkniałość, bo pewnie sama zostałam porzucona i teraz się mszczę.
            A może ja mówię „dość”, zanim będę faktycznie miała dość.

Polskie matki, przestańcie kultywować tak swoich synów i się tak nad nimi roztkliwiać! Bo potem to my, kobiety, musimy spośród nich wybierać sobie partnerów życiowych. A to wy sprawiacie, że panowie myślą, że spod skrzydeł jednej matki pójdą pod skrzydła drugiej.

Znałam raz jednego 40-parolatka (teraz ma z 50-tkę), który nie mógł przeżyć, że jego św. pamięci ojciec był wobec niego tak surowy (okazało się, że wcale nie był). I rozczulał się nad tym facet (choć uchodził za opanowanego i twardziela) i nad tym, że ojciec mu zmarł, kiedy on był bardzo młody, przez co go niemalże osierocił. Choć mu została matka. I chociaż facet miał wówczas 20-parę lat. Ale takich facetów jest pełno.

Znam też 54-latka, który ma za sobą dwa rozwody i trzeci związek za sobą i za żądnym razem nie jest to jego wina tylko tamtych kobiet (obecna żona już przy nim zostanie do śmierci, bo facet miał już za sobą zawały, a młoda obecna narzeczona bardzo zawzięła się na pieniądze i mieszkania faceta). Za każdym razem to z poprzednią było coś nie tak (dwójka z trójki jego dzieci nie chce mieć z nim kontaktu – ale matka mu powtarza, że to też i nie jego wina; on tu nie zawinił). I nie jest w tym nic złego, że matka wozi 54-latkowi jedzenie (śniadanie i obiad) do pracy i że przychodzi i mu sprząta codziennie w jego mieszkaniu.

 

I pełno tych matek, które są tak dumne z synków, którzy żyją i działają, idąc linią najmniejszego oporu. Nie szkodzi, że mają 30 lat i nadal mieszkają z rodzicami. Nie szkodzi, że inny dostał mieszkanie od rodziców, gdy ten miał 20-parę lat, a rodzice nadal opłacają jego rachunki. Nie szkodzi, że jedyne co w życiu robi, to pracuje, ale po powrocie z niej, to już za wiele nie robi.
- Przynajmniej nie pije. Przynajmniej pracuje.
Przynajmniej. Bo matki mają jakieś niewielkie oczekiwania wobec swoich synków. Bo czego on nie zrobi, to jest: „Dobrze, że ma pracę. Dobrze, że nie pije. Dobrze, że nie bije”.

Bo to złe kobiety były

On nie usłyszy, kiedy wróci zmęczony z pracy:
- Posprzątaj po sobie. Mężczyzn i taki bałagan? Nie wstydź ci?
No nie. On jest zmęczony po pracy, a że mieszkanie się sprzątnie? Oczywiście to „się” to się nazywa „kobieta”.

Niejedną mam znajomą, która zarzekała się:
- Ojciec i matka pracują po tyle samo godzin, ale on musi poczekać, aż to matka wróci do domu i zrobi ten obiad. Obydwoje mają wolne w weekend, ale to matka sprząta… Ja nigdy taka nie będę!
A potem przyszedł związek i powielały schematy swoich matek. Bo przecież co to za kobieta, która swojego faceta nie nakarmi.
No zła kobieta. Bo pracująca kobieta. Kiedyś to faktycznie ona gotowała, bo tylko ona była w domu, a mąż tylko pracował. A teraz nie dość, że kobiety pracują i zarabiają same na siebie, albo i na dom, zajmują się dziećmi (bo przecież to obowiązek kobiet), to jeszcze zajmują się dziećmi. Bo przecież co to za wyrodna matka, która nie zajmuje się dziećmi, choć to dziecko ma dwójkę rodziców. Kobiecie nie wypada mieć zasyfiałego mieszkania, ale co innego jak to jest facet. „Ojtam, ojtam, taka męska natura”. Nie męska natura, tylko natura Matek Polek, które tak wpajają synkom od urodzenia.

Niejedną też miałam koleżankę, która się zarzekała:
- Matka zawsze mi kazała sprzątać po bracie lub zamiast niego, albo mu zrobić coś do jedzenia. Wiesz, bo to facet. Ja nigdy taka nie będę!
A potem przychodził związek i dziewczyny nie widziały, że same w taką pułapkę wpadły:
- Oj, Marta, co ja się będę czepiała mojego chłopaka: taką on ma naturę, że nie zauważy bałaganu.

 

Fajerwerki na kanapie

Faktycznie, niech taki pan zostanie na tej swojej kanapie, kiedy kobieta będzie sprzątała. Tylko nogi podnosi, jak ona odkurzaczem przejedzie obok. Tylko, że ta kobieta przejdzie któregoś razu raz a dobrze, a on zostanie na tej kanapie.

Kiedy byłam na jednych i drugich studiach, wokół siebie widziałam głównie kobiety (nie liczę Politechniki – faktycznie, tam jest mnóstwo mężczyzn). Kiedy przeprowadzałam się w różne miejsca w Warszawie, zawsze z ciekawości pytałam o statystyki: kto najwięcej czyta. I zawsze padała zdecydowana odpowiedź: kobiety. Kiedy chodziłam na różne kursy czy to językowe, czy sportowe, to również dominowały kobiety. Na siłowni czy w fitness klubie? I tu też się zdziwicie: niemalże równo, z niewielką przewagą kobiet. Etc, itp. itd. O co mi chodzi? O to, że zazwyczaj kobiety są takie, że chcą się rozwijać i kształcić. Chociażby dla samych siebie. Kobiety chcą być zaskakiwane w związku, ale też i same potrafią zaskakiwać. Bo bez fajerwerków w związku ten cały ogień zgaśnie na amen.

Trzeba siebie również intelektualnie zaskakiwać… I nie, nie mówię o tym, żeby nas partner obudził o 2:00 w nocy i nagle zaskoczył czymś z fizyki teoretycznej… Czy też żeby nieustannie się sobie podobać. Jakoś nie słyszałam, żeby ktoś zwracał uwagę mężczyźnie, że ma brzuch ciążowy, podczas gdy kobietę upomina się, kiedy się zapuści – bo „babsko złapało faceta, to już nie musi się dla niego starać”. Bo w oczach mamusi ten synek, nawet już dorosły chłop, zawsze będzie dla niej oczkiem w głowie i „dużym, przystojnym synkiem”, wychowany w kulturze, że facetom się ustępuje. I nie mówię wam tu ustępowaniu (młodym) panom miejsca w komunikacjach miejskiej:

- Marta, ustąp mu w sprzeczce, bo to facet.
- I?
- Niech on sobie pogada, niech myśli, że ma rację.
- Przecież nie ma racji.
- Ale niech tak myśli. Nie bądź kłótliwa.
- A on może?
- On po prostu broni swojej racji, bo to facet. Facet musi mieć poczucie, że ma rację, więc mu ustąp.
Taką kiedyś miałam rozmowę z koleżanką odnośnie jej faceta. I takie sytuacje powtarzają się na okrągło. Bo panowie polscy są przyzwyczajani, że to oni są pępkiem świata. A bycie pępkiem świata często mylą z byciem jego hemoroidem. Sądząc, że to oni powinni być rozpieszczani, rozpieprzają sami swoje związki.

I taki synek-mamusi, przyzwyczajony, że może odpocząć po szkole czy po pracy, zostanie na kanapie i nawet tego nie zauważy, że ona poszła sobie dalej.


Ojcowie po rozwodzie

Zauważyliście, jak kobiety reagują, kiedy widzą samotnego ojca? Nagle pojawia się pełno kobiet, które chce im pomóc, wesprzeć, odciążyć ich od roli samotnego ojca. Widziałyście kiedyś, żeby tyle samo mężczyzn lub kobiet rzucało się z taką gorliwą pomocą w stosunku do samotnych matek? No nie zauważyliście pewnie, bo taka matka sama sobie poradzi.

Ojciec też nie zauważy, że nieco więcej powinien dawać z siebie jako rodzic, nawet jeśli rozwiódł się z matką jego dzieci – czyli paskudną kobietą, która to jemu odebrała wszystko i to ona jest zła.
Ojcowie po rozwodzie to niedzielni tatusiowie, którzy głównie gdy widzą się z dzieckiem to po to, aby zabrać je do kina, na plac zabaw, na atrakcje dla dzieci. Jest to niedziela, kiedy mają wolne, więc pod pretekstem spotkania z dzieckiem mogą sami się wybawić. Z dzieckiem jest zabawa, więc o co chodzi tym matkom-krzykaczkom? Oni biedni mogą zająć się i pobawić z dzieckiem raptem parę godzin w tygodniu, a jak im się znudzi, albo się zmęczą, to babcie przechwycą na chwilę wnuka.
A matka? Ona może przecież z dzieckiem mieć zabawę przez cały tydzień.

Ostatnio znajoma mówiła, że jej były mąż, nie mógł w niedzielę zabrać ich dzieci do siebie, ponieważ… ten miał katar. Więc chory nie był w stanie się nimi zająć – myśląc o dzieciach, nie chciał ich zarazić. Dobry rodzic, prawda? Tylko szkoda, że kiedy matka (naprawdę) choruje czy ma gorączkę, taki tatuś wtedy też nie może pomyśleć o dzieciach i zabrać je na tydzień, żeby od matki się nie zaraziły. W końcu świetna okazja, żeby pobył z dziećmi, skoro tak marudzi, że mało czasu z nimi spędza. I skoro tak narzeka, że sąd nie przyznał mu dzieci do stałej opieki.

A pieniądze? Przecież tatusiowie płacą parę stów alimentów – powinno starczyć na jedzenie, rachunki za dzieciaków, ciuchy, z których wyrastają do ok. 16. roku życia, na lekarzy, podpaski i tampony dla córki, na zajęcia dodatkowe, podręczniki do szkoły, rodzicielskie, wyjście do kina z klasą lub z kolegami/koleżankami, korepetycje…

Znowu: synkowie-tatusiowie spełniają swoje obowiązki. Więc nie ma co na nich marudzić.

Tak samo inni mężowie-synkowie – też wypełniają swoje obowiązki. A że to wszystko to jest minimum, jakie im się stawia?
Co z tego – najważniejsze, że to minimum spełniają.

2
1 Comment
  • Bartek
    Sierpień 10, 2016

    Bergman żalił się nieraz, że stary zamykał go w szafie. A ponoć kręcił później genialne filmy. To znaczy ja się z tym nie zgadzam, bo dla mnie one są po prostu nudne. Wolę Woodiego Allena, robi to samo, ale zabawnie. No ale, ale ludzie powszechnie uważają, że to były genialne filmy.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *