Ludzkie dzieci

piątek, Lipiec 22, 2016 0 No tags Permalink 0
niebo nad Monachium

niebo nad Monachium

W tym samym krótkim czasie telefony i wiadomości od znajomych i rodziny: „Czy wszystko ok?”. Nie. Nie jest okej. Jest jak najdalej od „jest ok”. W Monachium dwóch mężczyzn z długą bronią weszło do Centrum Handlowego i zaczęło strzelać do ludzi.

W Niemczech wprowadzono stan wyjątkowy. W Monachium wszystko stoi. Mówi się, że autostrady na Północ mogą być lada chwila zablokowane. Czesi wprowadzili kontrole na granicy, zaś do Monachium jedzie specjalna grupa wojskowa GSG9, czyli niemiecka jednostka terrorystyczna, uznawana za najlepszą na świecie.  Zaleca nam się, abyśmy pozostali w domach i nie poruszali się po mieście.
A mimo to wole być tu, w Niemczech, niż w kraju, który jest rozszarpywany przez polityków i ludzi.

Co oznacza „poli” i „tics” po angielsku?
poli – wielu
tics – kleszcz, czyli mała „pijawka”, która wdziera się w człowieka, dostaje się do jego mózgu i niszczy tego człowieka od środka.
Dlatego śmieszne i straszne jest to, że społeczeństwo, wybierając polityków, wierzy, że działają dla naszego dobra.

Ataki terrorystyczne przestały nas dziwić. Nadal przerażają, ale czekamy jedynie, aż za parę dni usłyszymy o kolejnych atakach. Euro2016 ciężko było oglądać w świętym spokoju, bez dusznej atmosfery, że w tak wielkim i pozytywnym wydarzeniu może zginąć – znowu – kilkadziesiąt tysięcy ludzkich istnień. Wojny religijne i domowe stały się codziennością i głównie jak na to reagujemy to umieszczając całe swoje emocje w cyber-zniczu. I podniecając się newsami jak plotkami i intrygami.
A rzeczywistość zaczyna przypominać książkę z 1992 r. „Ludzkie dzieci” (możecie obejrzeć film pod tym samym tytułem) – ludzie przestają być płodni, coraz mniej par zachodzi w ciążę z niewiadomych powodów. Ale moim zdaniem to Natura się broni, bo nie chce sprowadzać nas na świat.

Parę dni temu, również niedaleko mnie, również w Bawarii, w pociągu mężczyzna zaatakował innych siekierą. W Nicei kolejny atak terrorystyczny. Teraz w Monachium w Centrum Handlowym dwóch mężczyzn zaczęło strzelać do innych. A mimo to, ja wolę być tu w Niemczech, niż w Polsce.
Dlaczego? Kiedy ktoś umrze, to najbardziej dotknie to najbliższych tej osoby, to one będą cierpiały, nie zmarły. Tak samo jest z głupotą – boli wszystkich dookoła. Nie tę głupią osobę.
Dlatego cały naród polski musi cierpieć przez garstkę.

Bo problem nie polega na tym, że nie możemy wykarmić biednych, ale na tym, że bogaci nie mogą się nażreć.
Że otyli ludzie każą niedokarmionym zacisnąć pasa.

 

A W POLSCE: POLITYKA, PIENIĄDZE I PIENIĘDZY BRAK
W Polsce wszystko funkcjonowało prawidłowo u mnie od zawsze: urodzona w Warszawie, pod nosem miałam wszystko – teatry, zajęcia w teatrze, taneczne, językowe – to, co chciałam. Stać mnie było, żeby jeździć konno, żeby mieć co do garnka włożyć, wyjechać na wakacje etc. A mimo to człowiek chciał stąd wyjechać. To pytanie może powinnam nie do siebie, ale do polityków skierować.
Mieszkam na początku w pokoiku w hotelu pracowniczym – warunki nie są złe, to chyba w Polsce wydaje nam się, że takie hotele to jest szczurownia, bo tu warunki są jak w naszych porządnych hotelach. Tylko kuchnia nieco za mała, więc muszę wykazać się kreatywnością, żeby w powietrzu ukroić słodkiego ziemniaka tępym nożem i ugotować w małym garnku z ryżem. A mimo tego jeszcze nie chcę wracać. Jak jestem w domu, leci telewizja niemiecka, oglądam niemiecki mecz – najlepiej, jak Niemcy grają, bo najwięcej wtedy komentatorzy mówią – czytam niemiecką gazetę dla bab i podsłuchuje prywatne rozmowy w sklepach, żeby nie pozostać w tyle.

Idę do knajpki. Zamawiam duże piwo, które kosztuje 3 euro, w Polsce takie kosztowałoby około 12 złotych. W Polsce musiałabym przepracować godzinę, żeby sobie kupić piwo. Jedno. W  Niemczech 20 minut, żeby kupić sobie tu piwo. Kupuję kartę z niemieckim numerem. 15 euro kosztuje. Niecałe półtorej godziny mojej pracy w Niemczech, żeby kupić taką kartę, w Polsce niemalże cały dzień mojej pracy. W sklepie kupuję owoce i warzywa: arbuz kosztuje 66 euro centów za kilogram, w Polsce… Nie pytajcie. Wycieczka do Meksyku? 600 euro. Prawie połowa mojej pensji.  Tutaj ceny jedzenia czy pewnych produktów za adekwatne do pensji – jestem w stanie wyżyć za 1,5 tys. euro miesięcznie. Może tylko benzyna jest droższa, ale tutaj nie dolewa się wody do niej…

Może czas, żeby politycy zainteresowali się naszą gospodarką, a nie pomnikami i bzdurami? Bo gospodarka leży. Tak jak oni. Bo są zmęczeni przyznawaniem sobie podwyżek.
Wiecie, jacy są Niemcy? Przemili. Przepomocni. Kiedy ktoś na ulicy ma problem, Niemcy podchodzą i bez słowa pomagają, po jeszcze poczekają chwilę, żeby się upewnić, że „Alles in Ordnung”.
Nawet w pracy jestem permanentnie zaskoczona – do tej pory nie pracowałam z kobietami, które nie byłyby zakompleksione, a tym samym zawzięte, żeby za plecami tworzyć intrygi czy żeby były zawistne. To jest dla mnie kompletna nowość.
Margaret Albright powiedziała raz, że dla kobiet, które nie pomagają innym kobietom, jest specjalne miejsce w piekle. Dużo Polek chyba jeszcze tego nie rozumie… No ale jak niektóre wolą śledzić Natalię Siwiec niż wiedzieć, kim była Margaret Albright, czy pisać tylko o tym, jaki typ sylwetki się ma, to o czym ja tutaj…
Nie wiem, czy to wynik tego, że wiele kobiet w Polsce nie chce przyznawać się, że są feministkami (mimo tego, ze zajmują wysokie stanowiska, co zawdzięczają właśnie feministką, czy też chcą być niezależne emocjonalnie i finansowo etc) i dlatego wierzą, że lepiej działać na niekorzyść innych kobiet. Tu feminizm jest rzeczą naturalną, jak kultura i życzliwość wobec drugiego człowieka.

W poniedziałek podjeżdża chłopak z pracy, który od początku pomaga – jeździ, rozmawia przy mnie o wszystkim, tłumaczy z niemieckiego na niemiecki – zabiera ze sobą, żeby pomóc założyć konto bankowe. Mimo tego, że dziś ma już urlop.
- Potrzebne jest najpierw zameldowanie, więc bardzo mi przykro – tłumaczy kobieta w biurze – ale muszą państwo wrócić do hotelu pracowniczego po potwierdzenie.
Wychodzimy z kwitkiem i wracamy do hotelu.
- O matko, ile papierkowej roboty… Przepraszam, że tyle załatwiania i problemów.
Śmiech ze strony polskiej.
- Szkoda, że nie żyłeś w Polsce. To jest nic.
Bo to jest nic. Po prostu trzeba się wrócić do hotelu, który jest 100 metrów dalej. I tyle.
W hotelu nie ma właściciela hotelu pracowniczego – a tylko on może podpisać takowe potwierdzenie – więc za dwa dni podjedzie kobieta ode mnie z pracy z tym potwierdzeniem, podjedzie do mojej pracy, żebym złożyła podpis, a następnie zawiezie, by mi założyć konto bankowe.

Swoją drogą kobieta z recepcji hotelowej jeździ najnowszym Audi A3, chłopak, który pomaga, jeździ Mercedes S, dwie osoby, które pracują na poczcie jeżdżą najnowszą Skodą Fabią i kolejnym Mercedesem S.

W pokoju sprawdzam, jak wygląda sprawa założenia własnej działalności gospodarczej tudzież firmy w Niemczech. Czytam, tłumaczę i wychodzi na to, że nawet nie trzeba zakładać działalności, jeśli jest to niewielki dochód, tylko odprowadzić podatek. W Polsce nawet jeśli ktoś dorabia dając korepetycje, musi założyć działalność, nawet jeśli przychód ma z tego 600 zł – bo przecież to taki dochód, że można spokojnie wyżyć! Więc to zwykłe okradanie państwa. A jeszcze trzeba odprowadzać składki od tego. Nie szkodzi, że ktoś ma już pracę i te składki są odprowadzone, trzeba to zrobić drugi raz, tylko to jeszcze miałoby sens, gdyby te pieniądze jeszcze rzeczywiście się na coś odkładały.

Ale zakończę banalnie: To człowiek człowiekowi zgotował ten los. Świat zwariował i nadal mu odpieprza. Robimy wszyscy to sobie na własne życzenie.

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *