Jeszcze czego! Nie ma (miłości bez) równości

wtorek, Kwiecień 26, 2016 0 No tags Permalink 3
Czytaj książki, dziewczyno!

Czytaj książki, dziewczyno!

Wgłębiam się w „Jeszcze czego. Nie ma miłości bez równości” Pauliny Młynarskiej i widzę obraz klasycznego Janusza, który wierzy, że za partnerkę powinien mieć (z wyglądu) Pamelę Anderson oraz (z zamiłowania do sprzątania) Marthę Stewart w jednym.

Sceptycznie podchodzę do książek, które piszą znane osoby, ale tutaj ogromnie się cieszę, że osoba publiczna, taka jak Paulina Młynarska, napisała to, co napisała, czyli przewidziała wielkie exodus Polekemigrację seksualną w poszukiwaniu partnera życiowego.
Zapowiedź książki nawołuje:
„Masz prawo żyć tak, jak chcesz. Choć wszyscy dookoła Ciebie zdają się mówić: Jeszcze czego!”.
Panowie komentują:
- Baba przesadza!
A ja sobie myślę:
- Skąd to znam?
I zastanawiam się, ile Polek reaguje tak samo jak ja.

Ogólnie rzecz biorąc, dziwię się, że wiele kobiet w Polsce wstydzi się siebie nazwać feministką czy też nie chcą przyznać się, że równouprawnienia nie ma. Może po prostu rzeczy nienazwane mniej uwierają. Większym wstydem jest bycie feministką, niż brak wiedzy z wielu dziedzin. Lepiej żeby osoby publiczne, dziennikarki, celebrytki, kobiety ze świata kultury mówiły o medycynie estetycznej niż o tym, co mają pod kopułą. Cieszę się, że są takie Polki jak Paulina Młynarska, ale szkoda, że takie można policzyć na palcach jednej ręki…

 

"Jeszcze czego! Nie ma miłości bez równości!" Paulina Młynarska

„Jeszcze czego! Nie ma miłości bez równości!” Paulina Młynarska

Krótko już na początku, bez owijania w bawełnę:
takich książek powinno być więcej. I więcej kobiet, które powinny mówić o takich rzeczach. I więcej takich dyskusji w przestrzeni publicznej. W końcu słyszę inteligentną kobietę, osobę publiczną, która nie ględzi o diecie i urodzie, tylko zauważa przedmiotowość, z jakim podchodzi się do kobiety, oraz zauważa relatywizm w świecie rzekomego równouprawnienia. Paulina Młynarska zauważa to, co mało oczywiste dla tych, którzy nie chcą tego zauważyć, mianowicie to, że wielu panów we współczesnym świecie – który notabene oni chcą budować – sądzą, że to oni mają prawo do wydawania osądów i ustalania zasad, dziwiąc się, że my, kobiety, w ogóle śmiemy się buntować przeciwko nim.

Chcę więcej takich kobiet, które mówią takie rzeczy, które są opisane w „Jeszcze czego” – czuję się, jakby ktoś mi chlusnął w twarz zimną wodą w duszny dzień. Orzeźwiła mnie i dała odetchnąć, dając poczucie, że w tym współczesnym feminizmie nie jestem sama. Zaś pozostałe kobiety powinny choć raz w życiu przeczytać tę książkę (zamiast łazić do terapeutów), żeby zaczęły odróżniać kawior od kaszy – mężczyznę ich życia od buca. I żeby zrozumiały czy też przypomniały sobie, że ich wartość nie jest ich wadą czy przeszkodą do szczęścia.

Paulina Młynarska pokazała w książce to, co jest oczywiste, ale wszyscy wokół mnie temu zaprzeczają: w pokoju jest wielki różowy słoń, ale wszyscy wmawiają mi, że go nie ma i że to ja jestem nienormalna, skoro go widzę i jeszcze na dodatek o tym mówię.

Paulina Młynarska w książce wali pięścią w stół, tupie nogą, oburza się, gdy o tym wszystkim mówi. I podoba mi się ten jej sposób wypowiedzi – dla kogoś może zbyt emocjonalny, bo słychać, że dziennikarka, choć nie jest agresywna, to się wkurzyła. Ale czemu się dziwić?!  Jeśli nie ma egalitaryzmu w sferze społeczno-kulturowej, to jak możemy mówić o równouprawnieniu ekonomicznym czy też prawnym?
Jesteście źle wychowani, rozpieszczeni, roszczeniowi, nieodpowiedzialni, leniwi, zapatrzeni w siebie. Do tego często zaniedbani, źle ubrani, zakompleksieni, nieprzyjemni w obejściu i kiepscy w łóżku, przy równoczesnym przekonaniu, że jest dokładnie odwrotnie (str. 18). Brzmi oschle, czyż nie? Ale co?! Nie ma racji?

Gdyby równouprawnienie istniało w praktyce, wiele kobiet tak by nie reagowało, jak reaguje. Panie się krzywią, bo coś je ewidentnie uwiera. Panowie ustalili obowiązujące nas zasady, ale nie gwałtownie, tylko po cichu, żeby nie było większego krzyku. Babskiego krzyku.
Łatwo być dżentelmenem, kiedy się ustępuje kobiecie miejsca w tramwaju. Trudniej, kiedy przychodzi do ustąpienia miejsca w świecie (str.24).

I – o dziwo – wiele kobiet zgadza się na to, aby były ciche; Polki ewidentnie chcą być grzeczne. Niegrzeczne tylko w łóżku, żeby ich „klasyczny Janusz” ich nie zostawił i pochwalił je, ale grzeczne w życiu, czyli ciche, dlatego tak bardzo wypierają się feminizmu, podczas gdy inne osoby publiczne – w USA czy zachodniej Europie – działają na rzecz równouprawnienia. Tamte kobiety coś robią. Tylko u nas obciachem jest walka o swoje prawa. Żeby tylko – nie daj Boże! – jakiś facet ich nie wyśmiał. Byleby mu się przypodobać. Bo przecież „żaden normalny facet” w Polsce nie zechce feministki. Przy takiej trzeba się wysilić. A tego wielu „Januszów” nie chce.

A u nas? Kobiety muszą pokazać swoją stylizację: musi nam być wystarczająco zimno, aby sutki nam seksownie sterczały w kiecce i jednocześnie ciepło, żeby tę kieckę na gołe nogi założyć w lutym. Musimy być samowystarczalne – finansowo i zawodowo, żeby stać nas było, kiedy ojciec naszego dziecka zostawi nas dla innej, tej „bardziej zadbanej” – a jednocześnie nie obnosić się z tymi wysokimi zarobkami. Musimy być mądre, żeby się w tym wszystkim połapać i nie zwariować, ale jednocześnie nie chwalić się tym, żeby przed mężczyzną nie wyjść na przemądrzałą. Mamy pokazać, że jesteśmy takie przebojowe, bo jesteśmy kobietami pracującymi i jednocześnie matkami zajmującymi się dzieckiem, żeby nikt nam nie zarzucił, że jako matki niepracujące jesteśmy pijawkami naszych mężów. Dobrze by było, gdybyśmy zarabiały więcej np. na wypadek, gdybyśmy musiały iść zająć się dzieckiem na macierzyńskim (większa płaca, większa wypłata na „urlopie”), kiedy to tylko partner będzie pracował, ale nie mówmy głośno o naszych zarobkach, żeby go nie wykastrować.

Musimy balansować, kiedy to nam dokładają kolejne wymagania, na cienkiej granicy i utrzymać tę równowagę. Najlepiej w niebotycznych szpilkach.
W Polsce mamy być idealne i niepozorne. Postępujemy tak a nie inaczej dla uciechy mężczyzn.

Każda z nas myśli, że postępuje tak, jak ona uważa za stosowne; że żyje wg swoich zasad; że jest wolna. I już tutaj wiele z nas się myli. Już od małego nam, dziewczynkom, były kodowane pewne zachowania, które stosujemy w dorosłym życiu i nawet nie zdajemy sobie sprawy. To nas od małego uczono, żeby być grzeczną, a grzeczna dziewczynka to ta, która nie krzyczy, nie marudzi, upominając się o swoje i taka, która ciągle przeprasza – za swoje zachowanie nieidealne, czy za to, że nie wygląda jak Pamela. Zakodowano nam w naszej kulturze „czystość” – kobieta powinna być czysta, inaczej mężczyźni będą jej się brzydzili. Ten wszechobecny kult dziewictwa. Podczas gdy nikt tej „czystości” nie wymaga od mężczyzn. I nawet jeśli nie jesteśmy wierzące, gdzieś „z tyłu” głowy mamy cichy, wnerwiający głosik, który nam przypomina te zasady ustalone przez większość.
Żyjemy w klatce mentalnej, ale tego nie widzimy, skoro te kraty były dla nas naturalnym środowiskiem od zawsze.

O tym jest książka „Jeszcze czego! Nie ma miłości bez równości” Pauliny Młynarskiej, która nie wyssała tych teorii z palca, tylko na przestrzeni kilkunastu lat, przeprowadzając wywiady z różnymi kobietami w telewizji czy radiu, wysłuchała setek historii kobiecych, łącząc to ze swoim doświadczeniem. Zazwyczaj mówi się, że coś z kobietą jest nie tak, skoro nie potrafiła wytrwać w małżeństwie/związku partnerskim, bo przecież normalna baba faceta nie porzuca! I zazwyczaj mówi się, że to ona nie miał szczęścia do facetów – ale czy ktoś najpierw pomyśli, że to może oni mieli pecha, natrafiając na taką kobietę, która ma po prostu wymagania wobec siebie i wobec mężczyzny? Ludzie raczej powiedzą, „ewidentnie baba nie potrafi sobie ułożyć życia”, czy raczej „ona po prostu chce ułożyć sobie życie po swojemu”?

I na wszelki wypadek mam półkę, na którą odkładam książki dla mojej córki (jeśli będę ją miała), żeby oprócz mojego jej nauczania swojej wartości i samodzielnego myślenia, czytała odpowiednie książki – zachowam tę książkę dla niej.

 

            Z mojej strony ciąg dalszy nastąpi…
I mam nadzieję, że ze strony Pauliny Młynarskiej również.
Oraz innych kobiet.

"Jeszcze czego! Nie ma miłości bez równości" Paulina Młynarska

„Jeszcze czego! Nie ma miłości bez równości” Paulina Młynarska

3

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *