Jeszcze czego! – jeszcze do tego

środa, Kwiecień 27, 2016 1 No tags Permalink 4

ciąg dalszy moich odczuć po
„Jeszcze czego! Nie ma miłości bez równości” Pauliny Młynarskiej

Czytaj książki, dziewczyno!

Czytaj książki, dziewczyno!

Klasyczny Janusz
            Wystarczy włączyć telewizor… Zresztą nie trzeba go włączać, u wielu polskich mężczyzn ten odbiornik gra permanentnie, żeby zagłuszyć ciszę braku konwersacji… Już od samego rana w programach śniadaniowych widzę panie: wybielone zęby, tylko 2% tłuszczu, nogi muszą być pokazane i ich uśmiech, który nigdy nie schodzi z wygładzonych twarzy; jakby ten uśmiech ktoś operacyjnie umieścił i nie może zejść (strzykawką z jakąś substancją w jeden policzek – jeden kącik ust idzie skrajnie-karykaturalnie do góry – strzykawką w drugi policzek – i drugi kącik ust idzie do góry! I tak powstaje uśmiech!). Te panie muszą się uśmiechać, bo kobieta, która się nie uśmiecha, to nie jest kobieta, którą inni chcą oglądać. Bo kobietę się ogląda, nie zaś słucha.
Oczywiście są wyjątki, bo dla równowagi mamy inteligentne dziennikarki jak Paulina Młynarska tudzież Dorota Wellman. Ale to są wyjątki.
A obok takiej pani siedzi niezbyt urodziwy, z brzuchem, łysiejący albo z przerzedzonymi włosami pan, który żartuje sobie niewybrednie, że współczesne roboty kuchenne to Ukrainki. Ale o jego żarcie nikt już nie pamięta – łatwo go zamazać faux-pas prezenterki, która założyła nieodpowiednie buty, bo kolorystycznie nie pasowały do sukienki.
Jest wyjątek. Marcin Meller. Ale to wyjątek.
Telewizja pokazuje, że pani ma być ładna i przyjemna, a panu się wybaczy.

I tak też postępujemy w życiu: kobieta jakoś to zniesie i da sobie radę, jak jej się wytknie dodatkowy kilogram, panom nie zwracamy uwagi, ponieważ możemy ich wykastrować, więc trzeba być wobec nich delikatnymi, ergo? Nie śmiemy im zwracać uwagi. Jakbyśmy żyły po to, aby mężczyzn zadowalać na każdym kroku.
Szantaż penisem, który, gdy tylko przechodzi w stan spoczynku, staje się wrażliwy jak mimoza, już na mnie nie działa.

Wgłębiam się w „Jeszcze czego” Pauliny Młynarskiej i widzę obraz klasycznego Janusza, który wierzy, że za partnerkę powinien mieć (z wyglądu) Pamelę Anderson oraz (z zamiłowania do sprzątania) Marthę Stewart w jednym. Dziennikarka nie ma litości dla polskich mężczyzn, ponieważ – jak sama powiedziała w jednym z wywiadów – polscy mężczyźni nie mają litości dla kobiet.

 

"Jeszcze czego" Paulina Młynarska

„Jeszcze czego” Paulina Młynarska

Żeby nie być gołosłowną…
            Żyjemy w świecie, w którym kraty mentalne stawiają kobietom panowie. Mentalnie i prawnie. Panowie i liczby rządzą światem, a poniższe liczby tworzą polską rzeczywistość.
Liczba centymetrów – w społeczeństwie panuje niejawnie wyznaczona dopuszczalna długość sukienki, żeby osądzić zgwałconą kobietę. „Bo spódniczka była za krótka”.

We Francji czy USA za gwałt ze szczególnym okrucieństwem skazuje się średnio na 8,8 roku więzienia, w Polsce średnia długość wyroku za to przestępstwo wynosi zaledwie 3,3 roku – o tym też Paulina Młynarska pisze w swojej książce, ponieważ przedstawia dowody na to, że w Polsce rządzą panowie. Bo po co skazywać mężczyzn za błahostkę, prawda? W końcu gwałt to nie takie tam znowu przestępstwo.

W Polsce mamy najniższą ściągalność alimentacyjną w całej Europie – przecież niepłacenie na swoje dzieci i pozwolenie im głodować to żadne przestępstwo; skoro matki są od rodzenia (ojcowie natomiast od orgazmu, żeby zapłodnić), to niech one zajmą się tym problemem, jakim jest dziecko. „Nogi rozłożyła, to teraz ma” – „najlepszy”, bo najbystrzejszy argument w tej całej dyskusji. Bo o to chodzi – aby językowo ośmieszyć kobietę i zdyscyplinować ją za pomocą wstydu.

Skoro liczby rządzą światem, to język kształtuje rzeczywistość. Wg prawa polskiego nastolatka, która urodzi dziecko, nie będzie pełnoprawną matką – prawa do swojego dziecka będzie mogła sobie schować, choć prawa do zadecydowania, czy chce je urodzić, już nie ma – chyba że stanie się żoną i wyjdzie za pełnoletniego ojca tego dziecka, wówczas jako żona staje się pełnoprawną matką. Bo jako samotna matka nie jest w pełni samodzielna, potrzebuje być żoną mężczyzny, aby państwo polskie potraktowało ją poważnie.

Kobiety mają niższe płace niż mężczyźni na tych samych stanowiskach, ale to wiadomo. Dodatkowo kiedy to mężczyzna dochodzi do wysokiego stanowiska w pracy, nikt nie śmiałby oskarżyć go o „karierę przez łóżko” – coś, z czym regularnie kobiety się spotykają. Kobiety są karane za to, że żyją tak samo jak mężczyźni.

Niedawno za gwałt zbiorowy sprawcy dostali wyrok w zawieszeniu, a politycy zastanawiają się, czy kobieta, jeśli poroni, ma nie zostać pozbawiona wolności na parę lat. To chyba nieco niepoważne.
No ale może taki mniej poważny przykład: wyśmiewanie żeńskich końcówek, które przepisuje się do zawodów, świadczy o niepoważnym podejściu do roli kobiecej w danym zawodzie.
Liczba partnerów seksualnych czy też życiowych również determinuje to, jak kobieta jest postrzegana przez innych, a także nierzadko determinuje jej poczucie wartości; wstydliwą liczbą jest „za duża” liczba owych partnerów. Kobieta, żeby nie być społecznie odrzuconą, nie przyznaje się do rzeczywistej liczby partnerów seksualnych. Często też sama odrzuca swoją seksualność i potrzeby, żeby siebie nie potępić, podczas gdy panowie za tę samą liczbę są poklepywani po plecach przez swoich kolegów. To jest (nie)jawna manipulacja kobiet.
Mizoandria wcale ze mnie się nie leje, tylko uczuleniem reaguję na ograniczającą kobiet rzeczywistość.

 

"Jesteście źle wychowani, rozpieszczeni, roszczeniowi, nieodpowiedzialni, leniwi, zapatrzeni w siebie. Do tego często zaniedbani, źle ubrani, zakompleksieni, nieprzyjemni w obejściu i kiepscy w łóżku, przy równoczesnym przekonaniu, że jest dokładnie odwrotnie" (str. 18)

„Jesteście źle wychowani, rozpieszczeni, roszczeniowi, nieodpowiedzialni, leniwi, zapatrzeni w siebie. Do tego często zaniedbani, źle ubrani, zakompleksieni, nieprzyjemni w obejściu i kiepscy w łóżku, przy równoczesnym przekonaniu, że jest dokładnie odwrotnie” (str. 18)

Miłość ci wszystko wypaczy
            Dlaczego kobiety tkwią w związkach, choć nie są szczęśliwe? Bo chyba nie wiedzą, że szczęście same sobie mogą dać. I nie chodzi mi tu o orgazm. Nie tylko o niego.
Polki chyba nie wiedzą, bo za cicho i za mało się mówi o tym, że miłość nie jest lekarstwem na wszystko. Że to nie mężczyzna jest wyznacznikiem ich szczęścia. Bo wiele związków jest jak przyklejanie plasterka na nowotwór – samiec nie jest od tego, żeby czuć się szczęśliwą i spełnioną w życiu. Mężczyzna nie jest wyznacznikiem tego, że z nami jest wszystko jest i jesteśmy w pełni wartościowe, a już na pewno nie jego akceptacja czy też jego ocena.

Inni zarzucają autorce książki, że opowiada o swoich (zbyt) osobistych doświadczeniach i że się sprzedaje. Ale Paulinę Młynarską kosztowało już to, żeby powiedzieć to na głos. Nie wymienia niczyich nazwisk, tylko pokazuje Polkom:
- Miałam tak, powiem to pierwsza, jeśli wy się wstydzicie.
To tak jak kiedyś nie wypadało mówić o przemocy domowej:
- To ich osobista sprawa, po co to wywlekać na forum publiczne.

Ten sam mechanizm: uciszyć babę, która mówi, jak wygląda sytuacja kobiet w Polsce. Tylko dziwne, że na tę wypowiedź negatywnie reagują głównie mężczyźni, a babom raczej ten temat odpowiada.
Uciszyć babę, która zachęca inne, żeby w siebie uwierzyły. Ponieważ na tym polega rola osób publicznych – powinny mówić o rzeczach ważnych. Ale lepiej uciszyć kobiety, które chcą pokazać Polkom, że ich „książę z bajki” to zwykły stajenny od przerzucania gnoju. Niestety wielu musi ten stajenny wystarczyć, ponieważ przy wybieraniu partnerów, to kobiety mają się silić, aby zbliżyć się do ideału, byleby przypodobać się „Januszowi”, któremu nie w głowie, żeby wymagać od siebie. A to wszystko dlatego, że „rynek matrymonialny” jest bardzo zawężony – nawet jeśli pan w połowie nie jest dobrym kandydatem na partnera/męża, to przynajmniej nie jest aż tak tragiczny.

Paulina Młynarska nie jest grzeczna, bo nie jest cicha – mówi, jak jest. I mówi to głośno. I wiele kobiet może jej podziękować, ponieważ kiedy nie wychodzi im związek czy też kiedy ich książę okazuje się zwykłym bucem, zastanawiają się w pierwszym odruchu, co z nimi, kobietami, jest nie tak, że to on nie chce ich traktować jak księżniczki – „Przecież, gdybym była wystarczająco atrakcyjna i inteligentna, to zobaczyłby, że dla mnie warto się starać” – a tu mamy babkę, której niczego nie brakuje, taką Paulinę Młynarską, i ona nie boi się powiedzieć, że i ona takich panów spotkała w swoim życiu.

Dziwne, że panowie jeszcze nie zbojkotowali tej książki. Nie daj Bóg w siebie uwierzą te babska. Pfff, jeszcze czego!

4
1 Comment
  • Kasia
    Wrzesień 30, 2016

    Mamy podobny gust, jeśli chodzi o książki ;-)
    Czyżby przypadek? Nie sądzę
    A książka świetna, tak jak sama Pani Młynarska!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *