Fajerwerki w związku

Marlena Dietrich powiedziała, że „Najbardziej rozczarowane małżeństwem są zawsze te kobiety, które wyszły za mąż, by nie pracować”. Ja uważam, że najbardziej rozczarowane  małżeństwem są te kobiety, które wyszły za mąż z miłości.
Pomijam już te, które wyszły za mąż z miłości, sądząc, że małżeństwo załatwi wszystko – że już zawsze będzie „żyli długo i szczęśliwie” i że to sprawie, że samo się wszystko załatwi.
Myślę głównie o tych, te, które wyszły z miłości, sądząc, że miłość będzie sama z siebie trwała wiecznie i że ten stan motylków w brzuszku będzie się utrzymywał, dopóki śmierć ich nie rozłączy. A potem przychodzi rozczarowanie, z którym ludzie muszą się pogodzić. Jak dla mnie ogień i fajerwerki muszą być w długoletnim związku. Dlaczego partner miałby mi się nie znudzić? Naturalne jest, że one znikają same z siebie.

Choć dla niektórych fajerwerki to ślęczenie z drugą osobą sobie na głowie, spacery i robienie wszystkiego do wyrzygu razem. Domagam się mieć fajerwerki w stałym związku. Oczywiście tym, którzy chcą czegoś więcej od życia i od związku wmawia się, że są niedojrzali. Ja uważam, że ci ludzie, którzy tak mówią, nie są dojrzali, ale spierniczali.

Ja chcę zjeść ciastko i mieć ciastko i nie widzę w tym nic złego. Można tak.
Ale nas przyzwyczaili do tego, że „jesttaksobie”, czyli bylejak też jest dobre. Tak nie musi być – dlaczego kobiety mają zadowalać się tym, co nie sprawia im przyjemności?

A jak znikną fajerwerki, bo z partnerem nie zadba się o to, żeby one były? Mogę się rozstać, nie widzę w tym nic złego, żebym się rozstała. Mamy być z kimś w stałym związku, bo a nuż nam się nikt inny nie trafi już więcej? Czy też dlatego, że jest to głupotą bycie samemu, żeby być szczęśliwym, niż bycie z kimś, bo to jest najważniejsze w życiu.

Mój facet ma dostarczać mi (między innymi) fajerwerków (z wzajemnością), abym z nim ciągle chciała być. Mam się nim nie znudzić, a on mną.

Oczywiście nie muszę mówić, że te fajerwerki powinny być, kiedy zostaną spełnione (między innymi) takie punkty jak  poczucie bezpieczeństwa w związku (akceptacji, odpowiedzialności, zaufania).

I nie mówmy, że „jak ludzie się naprawdę kochają, to te fajerwerki i ogień nigdy nie znikną”. Nie mam pięciu lat i nie wierzę w bajki Disneya. Poczucie zauroczenia – czyli okres tych „motylków w brzuszku” – znika po 6 – 9 miesiącach. Hormony zakochania wietrzeją. Więc tu potrzebny jest kawał dobrej roboty, żeby ciągle wzniecać ogień między dwojgiem, który jest jednym z niezbędnych elementów, aby związek funkcjonował. A jak druga osoba nie potrzebuje tego ognia? To trudno, ja chcę się ogrzać. Nie będzie (między innymi) fajerwerków – odchodzę.

Nie mówmy też, że fajerwerki nie są istotne dla człowieka. Dla mnie są i tego chcę. A że ktoś uważa, że chcę „nie wiadomo ile od życia”? To już jest problem tych, którzy krytykują takie podejście – to znaczy, że ci ludzie godzą się na to, co mają. Chcę tego w związku, żeby normalnie funkcjonować w nim i żeby mi zależało na drugiej osobie. Żebym była zakochana i też żebym kochała (owszem, to są dla mnie dwie różne rzeczy).

Podobno związki to też ból – jak mnie coś boli i mi się nie podoba, to należy odejść. Kropka. I nie mówmy też, że żyjemy w czasach, w których ludzie wolą wymieniać coś na lepsze, zamiast naprawiać to, co się ma. Ja zawsze wtedy odpowiadam:

- Jak zdechnie wam pies, to reanimujecie go przez następne dwa czy pięć lat?

Nie. Zdechł. Miłość się ulotniła i tego się już nie naprawi, a ludzie nie są szczęśliwi. I tu jest pies pogrzebany.

Tak banalnie wszyscy mówią, jak jakiś Paulo Coelho, żeby żyć pełnią życia i przeżywać to życie, a jednocześnie zamyka się w domu i to nie z powodu braku pieniędzy, ale z powodu bezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą takie zamknięcie. Znaleźć sobie bezpiecznego partnera, przy którym mamy pewność, że nie musimy się ulepszać, że nas nie zostawi, że nie będziemy musiały do doganiać (no chyba że za nim latać), ponieważ to on będzie tym, który nieustannie będzie się rozwijał, z nami zwiedział świat, z nami poznawał itp.
Niektórzy nie chcą kochać na pół gwizdka. Substytutów uczucia. Nie zgadzam się z tym, że namiętność jest tylko na filmach – jak ktoś jest namiętny, to będzie namiętny. Ludzie są namiętni, a jeśli ktoś tak mówi, to znaczy, że sam taki nie jest. Niektórzy nie chcą bawić się w zauroczenie: „Pożądam, póki jestem zauroczona”. Chcę namiętności i pożądania na zawsze.

A potem głównie smsy, aby kupić mielone i bułki, ponieważ związek to GŁÓWNIE/TYLKO ta szara codzienność.

Mamy być z kimś w stałym związku, bo a nuż nam się nikt inny nie trafi już więcej? Czy też dlatego, że jest to głupotą bycie samemu, żeby być szczęśliwym, niż bycie z kimś, bo to jest najważniejsze w życiu.

Mamy być z kimś w stałym związku, bo a nuż nam się nikt inny nie trafi już więcej? Czy też dlatego, że jest to głupotą bycie samemu, żeby być szczęśliwym, niż bycie z kimś, bo to jest najważniejsze w życiu.

0
4 Comments
  • Maja
    Grudzień 10, 2014

    Wciąż nie wiem co masz na myśli pisząc fajerwerki :)

    • zadna-kolejna-milostka
      Luty 5, 2017

      Wzajemne siebie pobudzanie intelektualne chociażby :)

  • gałganiara
    Maj 13, 2016

    Jakbym siebie słyszała. Dokładnie. Nie rozumiem, czemu nie można tego mieć. Tych fajerwerków. To po co żyć?

    • zadna-kolejna-milostka
      Luty 5, 2017

      <3 <3

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *