Orgazm zamiast gotowania

na zdjęciu: John Stewart

na zdjęciu: John Stewart

Ok, widnieje wielki napis nad moim blogiem, ale nadal niektórzy nie do końca pojmują, o co w nim chodzi. Że nowa dieta? Że niby tłuściochy chcę zagonić do sypialni?

Wszystko, oczywiście, rozbija się o równouprawnienie. A dokładniej chodzi o prawo kobiet do posiadania takich samych potrzeb seksualnych jak mężczyźni.
Niby już ci bardziej ograniczeni przyjęli teoretycznie do wiadomości, że kobiety pragną seksu tak samo jak mężczyźni, ale nadal pewne zachowania seksualne nie są akceptowane, za które mężczyźni dostaliby uścisk dłoni. Kiedy (nie lubię tego określenia) singielka ma ochotę na seks, ale nie ma ochoty z nikim się wiązać, jej „one night stand” czy też jej ochota na posiadanie „przyjaciela z przywilejami” jest źle postrzegane. Kiedy kobieta przyznaje się w towarzystwie, że ma ochotę na czysty seks bez zobowiązań, traci na wartości jako kobieta.
Przez wieki kobiety nie miały prawa do tego orgazmu. Pokrótce… począwszy od 10. Przykazań, uważano, że kobieta nie ma popędu: Nie pożądaj żony bliźniego swego (…), ani żadnej rzeczy, która jego jestpomijam fakt, że kobieta nie jest rzeczą, Ale dlaczego mowa tu jest tylko, żeby żony czyjejś nie pożądać? Bo tylko mężczyźni pożądają? Normalnie bym zrozumiała to jako pozwolenie dla kobiet, by te mogły sobie pragnąć kogo chcą, bo zakaz jest skierowany tylko do mężczyzn, ale patrząc na późniejszą historię, dochodzimy do wniosku, że po prostu uznawano, że kobieta nie ma tego pociągu. Co się dziwić, skoro jeszcze do XIX w. uważano, że orgazm u kobiety to atak epilepsji! Jej brak pożądania był naturalnym stanem rzeczy, zresztą do tej pory nie neguje się kobiet, które nie mają potrzeb – te są dobre, a ich moralność nie jest poddawana wątpliwościom. Zaś za impotencję u mężczyzn karano kobiety jeszcze w XV – XVII w., uznając je za czarownice, które rzuciły klątwę na swoich mężów.
Idźmy dalej z historią. Mały guziczek zwany łechtaczką „odkrył” dopiero w XVI wieku renesansowy profesor z Padwy, Mateo Colombo (zapamiętajmy, drogie panie, to imię i wielbmy je po wsze czasy!), ale niestety jakoś nikt jej istnienia nie przyjmował do wiadomości, albowiem jeszcze w XIX w. teolog moralny, mnich J. C. Debreyne nawoływał do clitoridectomii, czyli zabiegu usuwania łechtaczki, która – jak stwierdził Kościół – służy jedynie perwersji i jest zbędna do poczęcia. A co do Kościoła i poczęcia, to nic dziwnego, że rozwijała się mizogińska postawa, skoro nawet św. Tomasz z Akwinu głosił, że zarodek płci męskiej staje się człowiekiem po 40 dniach, zarodek żeński po 80 dniach. Dziewczynki powstają z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów. Jak to inaczej nazwać jak nie mizoginią, skoro w tamtych czasach nie mógł przeprowadzić żadnych badań, żeby udowodnić swoją teorię. Ten sam „mądry” powiadał również, że „wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych„. Podobnie zresztą uważał jego kolega, św. Jan Chryzostom twierdząc, że „kobiety są głównie potrzebne do zaspokajania mężczyzn”, zaś „cała płeć żeńska jest słaba i lekkomyślna. Uświęcona zostaje jedynie przez macierzyństwo”.

Joan Rivers

Joan Rivers

        I weź tu, człowieku, bądź normalny, skoro nasza kultura europejska opiera się na doktrynach chrześcijańsko-katolickich, które najchętniej zagoniłyby babę do kuchni z przerwami na skok do sypialni, aby zaspokoić swoich mężów.
A jak kobieta nie wyszła za mąż? Cóż, według pana Chryzostoma nie jest w pełni wartościowa. Zresztą nie tylko wg tego zacofanego mizogina, ale i wg wielu współczesnych…
Orgazm zamiast gotowania oznacza, że potrzebą, powinnością i prawem kobiety nie jest tylko i wyłącznie gotowanie. Niby taka oczywista oczywistość, ale jak przychodzi co do kwestii praktycznej, ludzie zaczynają nieco się mieszać.
Panom wydaje się, że kobietom naprawdę zależy na tym, żeby przede wszystkim nakarmić swojego mężczyznę i że dzięki temu określamy swoją kobiecość czy też poczucie wartości jako kobiety.
Natomiast jeszcze po dziś dzień nasze matki powtarzają niektórym dziewczynom czy dorosłym kobietom:
- Musisz nauczyć się gotować (i sprzątać), bo kobiecie nie wypada tego nie umieć.
- Musisz nauczyć się gotować (i sprzątać), bo kto ciebie zechce?
Nikt jakoś nie dziwi się, kiedy mężczyzna nie umie ugotować czy posprzątać w domu, ale dużo ludzi śmieje się czy krytykuje, kiedy kobieta nie skupia się na tej czynności. Nawet jeśli potrafi ona naprawić samochód tudzież coś w domu, czy też jeśli jest świetnym pracownikiem, kierownikiem w korporacji, firmie, czy też jest osobą niezwykle kreatywną, zaradną, inteligentną, zabawną, etc., to i tak zobaczy zdziwione miny u rozmówców, kiedy przyzna się, że nie umie gotować.

Tu chodzi o takie mentalne wyjście z kuchni – zarówno przez kobiety jak i przez mężczyzn.

Są wyjątki, kiedy kobieta może ugotować..

Są wyjątki, kiedy kobieta może ugotować..

0
1 Comment
  • kasiek89
    Październik 18, 2014

    A ja brzydko napisze, że mam w dupie to co inni mi mówią i radzą :D
    To moje życie i tylko ja je sobie układam, innym wara od tego…inaczej będę krzyczeć :D czyli wyjdę ich zdaniem na frustratkę wariatkę :D uwielbiam to :D Całus dla Pani, za kolejny super wpis! Feministki górą! Dbać o swoje potrzeby, a przy tym nie robić krzywdy innym, to sztuka :D

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *