Żadna kolejna miłostka

Na miłość lub zakochanie jest odpowiedni wzór, a dokładniej wzór chemiczny. Zatem nie ma co tu się czarować: romantyczność nie istnieje. Jest jedynie chemią, która zachodzi w naszych głowach. Miłość sobie wymyślamy.

            Tłumacząc prostym językiem…

Mamy tu do czynienia z hormonami. (C8 – H11 – N) A dokładniej to z węglowodorem azotu, fenyloetyloaminą. Potocznie nazywane jest to „narkotykiem miłości” i faktycznie wywołuje podobne emocje o charakterze euforycznym jak amfetamina.

Ale jest mniej szkodliwa (teoretycznie) niż amfa. Wniosek? Ludzie, którzy częściej i szybciej się zakochują, żyją dłużej, bo są szczęśliwsi i zdrowsi tym samym.

Romantyczność nie istnieje. Mamy tu do czynienia z hormonami. Hormony i odpowiednie aminokwasy wywołują w człowieku szczęście i syntetyzują się w organizmie, kiedy w okolicy pojawia się „wyśniony” obiekt uczuć i pożądania. Te hormony dają nam poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i optymizmu życiowego.

Miłość romantyczna, czyli spontaniczna i bez rozumu, zależy od tego, jak ktoś jest podatny na wytwarzanie odpowiedniego hormonu.

Długoterminowa miłość jest tam, gdzie ludzie są bardziej oziębli w seksie – nie mają większych potrzeb seksualnych, więc i na początku związku nie kierowali się „lędźwiami”, ale czysto wyrachowanym podejściem: „Z tym człowiekiem czeka mnie sensowna przyszłość”. Tylko czy to jest miłość wtedy?

 

Już chyba Wam kiedyś do pisałam, ale powtórzę: podobno, kiedy ludzie się parzą, ich rytm serca się do siebie dopasowuje. Przy czym to kobiece serce spowalnia. Wniosek? Kobiety same siebie spowalniają, tracą swoją energię i potencjał.

Ponoć za sukcesem każdego mężczyzny stoi kobieta. A za sukcesem kobiet? (A teraz szowinistyczny żart: jakim sukcesem kobiet?!) Za naszymi sukcesami nikt nie stoi, mam wrażenie. Same jesteśmy swoją energią napędową, naszego ego nikt nie musi zagłaskiwać, żebyśmy coś sensownego ze sobą robiły. Tylko niepotrzebnie nam do tej pory wmawiało się, że to w kobiecej naturze leży poświęcenie, przez co to my rezygnujemy z wielu rzeczy w swoim życiu. Dlatego zamiast skupiać się na sobie i swoich sukcesach, kobiety powinny wspierać ukochanego, przez co marnują swoje życiowe szanse (przykładów mogę podawać, ale Wy sami pewnie znacie wiele). Ale to przecież tylko tam takie moje myślenie…

Ale tak jest, kiedy kobiety się zakochują – jakoś niechcący

Dlatego kiedy się zakochujemy, ok, korzystajmy, ile wlezie z tej przyjemności i tego poczucia, że latamy nad ziemią, nie zabijajmy tych cholernych motylków w brzuszku, ale pamiętajmy jednocześnie, że trzeźwo to zaczniemy myśleć dopiero po okresie zauroczenia (ok. 6 – 9 miesięcy). A na ten moment niech uniesienie nas prowadzi, ale cały czas myślmy o sobie, żeby nie obudzić się z ręką w nocniku czy głową w kiblu, kiedy wytrzeźwiejemy po mocnej dawce hormonów.

 

Żadna kolejna miłostka

Żadna kolejna miłostka

A co z tymi, którzy zachowują trzeźwość umysłową przez cały okres zauroczenia? Wcale nie są lepsi od tych, którzy odczuwają intensywniej zauroczenie – oni po prostu dostają inną dawkę hormonów produkowanych przez organizm. Wcale nie są mądrzejsi, ponieważ oni też nie działają świadomie – to hormony za nich działają.

Z popędem i zauroczeniem jest jak z ludźmi w różnych krajach: Norweg, który w grudniu ubiera się w puchową kurtkę, nie może oczekiwać od Egipcjanina, żeby ten o tej samej porze roku w swoim kraju również zakładał ocieplającą kurtkę.

To wszystko to miłość, czyli odpowiedni związek chemiczny, który wchodzi w reakcje z różnymi hormonami, a jak wiemy z chemii, każdy związek inaczej reaguje.

 

No dobra, a co jest później? Przecież te hormony nie mogą utrzymywać się cały czas i tyle lat w organizmie, powodując poczucie zakochania czy miłości.

Kiedy jesteśmy zakochani i zaczynamy z partnerką bądź też z partnerem uprawiać seks, w trakcie stosunku wytwarza się w naszym organizmach odpowiedni hormon, oksytocyna, który jest zwany też „hormonem przywiązania”. Oksytocyna w połączeniu z testosteronem, czyli hormonem występującym w największej ilości u mężczyzn, powoduje poczucie senności (dlatego mężczyźni po stosunku usypiają), natomiast w połączeniu z estrogenem, czyli żeńskim hormonem, który dominuje u pań, powoduje poczucie przywiązania, który bardzo często jest mylony z miłością. Dlatego po seksie kobiety – zazwyczaj – mają poczucie zauroczenia czy też miłości.

Wniosek? Im więcej uprawiamy seksu, tym dłużej i mocniej nam się wydaje, że kochamy partnera.

A to mogą okazać się po prostu kolejne miłostki.

1

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *