Bo baby chcą popatrzeć: London

Londyn. Muzeum Narodowe

Londyn. Muzeum Narodowe

Wiem, że obecnie London, niegdyś stolica Europy i multi-kulti, obecnie stolica strachu przed kolejnym atakiem terrorystycznym.
Ale gdy ja tam byłam, było pięknie – choć zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i wciśnięto mi kalosze do walizki, bo przecież w Londynie pada, tak na złość słońce na tamten okres wyszło, a lało w Polsce przez cały mój pobyt w London City.

Dlatego dziś z archiwum…
Niestety p
onieważ jestem głupim siurkiem, na wszystko się gapiłam z rozdziawionymi ustami, zamiast robić zdjęcia, dlatego najmocniej was przepraszam za tę lakoniczność w fotografiach, albo też jak to mówią brytyjczycy: w zabieraniu obrazów (take a picture). 

Wolę podać wam 2-3 konkretne punkty, nad którymi warto się skupić, niż podawać wam standardowe punkty dla turystów.

*

SOHO

Londyn. Soho Square

Londyn. Soho Square

Nie weszłam na London Eye, nie oglądałam Muzeum Figur Woskowych, ani bogate Oxford Street. Nie dla mnie, nie przepadam za typowo-typowo-grubo-turystycznymi miejscami. Dlaczego? Bo jestem lamusem, a lamusy idą do muzeów.
To taka artystyczno-awangardowo-kulturowa część Londynu, która kiedyś cieszyła się opinią dzielnicy „moralnego zepsucia”. No i fajnie. Zresztą do tej pory pozostaje otwarte pod względem obyczajowości.
Niby to taka bohema, jednocześnie trochę elementy „czerwonej dzielnicy” amsterdamskiej oraz China Town, gdzie znajdziecie restauracyjki orientalne, sklepiki z obcymi dla nas produktami, rzadko spotykanymi nie tylko w naszym rodzimym kraju, ale i w samym Londynie, czy piekarnie; jak w tych amerykańskich filmach, na których ktoś kupuje nieznany korzeń albo zwierzę i to jest początek filmu przygodowego.

Soho Square. Jestem tak ukulturalniona, że poszłam pić do parku w Soho – taka to ze mnie poważna osoba. I to pierwsze polecę tym, którzy chcą zobaczyć prawdziwy Londyn, zamiast punktów torystycznych, w których prawdziwych londyńczyków i emigrantów się nie spotka. Zresztą na początku powstawania właśnie tu przybywali emigranci, żeby się osiedlić, dzięki czemu można jeszcze dziś poczuć to bogactwo wielokulturowości.
Mamy główną ulicę Old Campton Street - jak ją określają, „ulicę seksu”, przy której znajdziemy najwięcej pubów dla gejów.

Jest to najbardziej rozrywkowa część Londynu, w której dzieje się Coś o każdej porze dnia. Nawet z pozoru zwykłe targowiska, na których możemy zakupić produkty spożywcze jak i odzież czy pamiątki, są czymś wciągającym ze względu na swój klimat, kolorowość i różnorodność.

I trochę ze mnie niemota, że nie robiłam zdjęć w dzielnicy Soho, ale nie chciałam być jak dzikus, który pierwszy raz widzi Murzyna i będzie go pokazywał palcem.
Ale szkoda z tego względu, że skoro żyjemy w społeczeństwie obrazkowym, to łatwiej przekonają was zdjęcia i obrazy, aniżeli opisy. Bo w Soho jest wszystko (z tego, co pamiętam):
kolorowi ludzie, z kolorowymi włosami, alternatywne sex shopy, fryzjerzy tworzące niebanalne fryzury, puby, przed którymi się pije i pali i rozmawia na krawężnikach (warszawskie pawilony to taka namiastka tego, jak żyje Soho), małe sklepiky wypełnione po brzegi płytami vinylowymi z każdą muzyką (hipsterzy mieliby tu wyżerkę: „Mam płytę zespołu, o którym nigdy nikt jeszcze nie słyszał!”), księgarnie, bary dla transwestystów i gejów, gdzie – w przeciwieństwie do naszych rodzimych miejsc- tu mogą być sobą. Zresztą dlatego właśnie określa się mianem „londyńskiej stolicy homoseksualistów”. No i fajnie!

I wiecie co? I nikt tutaj nie gapi się na ludzi, których rzadko możemy spotkać w Polsce. Bo tu ta rzekoma odmienność, jaką kochamy podkreślac w naszym rodzimym kraju, jest normą.
Idziesz takim Soho i tak jak masz ochotę, tak wchodzisz do pierwszego pubu i zaczynasz rozmawiać z ludzikami i nikt tu się nie kryguje i nie peszy, jak w Polsce.

Jeśli polecicie sobie latem do Londynu, w Soho Square, czyli parku Soho, które mieści się w centralnej części dzielnicy Soho, odbywają się tu darmowe koncerty na świeżym powietrzu pod gołym niebem.
Jakby ktoś miał problem z dojazdem, to wysiadka na stacji metra Tottenham Court Road, ewentualnie Oxford Circus, Leicester Square i Picaddily Circus. To taka centralna część dzielnicy West End.

Awangarda pełną gębą.

*

 MUZEUM BRYTYJSKIE 

Londyn. Muzeum Narodowe

Londyn. Muzeum Narodowe

Londyn. Muzeum Narodowe

Londyn. Muzeum Narodowe

Muzeum Brytyjskie

Muzeum Brytyjskie

Muzeum Brytyjskie

Muzeum Brytyjskie

Muzeum Brytyjskie

Muzeum Brytyjskie

Znielubicie mnie za tę agresję, bycie nadętą, snobizm i arogancję, ale ja nie rozumiem, jak można być w Londynie i nie wejść do chociażby jednego z muzeów, skoro powszechnie wiadomo, że wszelkie (a przynajmniej większość) muzea w Londynie są za darmo. Wszelkie muzea sa zwolniony od opłat. I jeśli poprzednie zdanie nie zniechęciło was do mnie, tak teraz to się stanie, gdy powiem to: to, że nie obeszło się muzeów londyńskich, to chyba kwestia tego, czy ktoś naprawdę jest ciekawy świata, czy tylko pochwalenia się na nasza-klasa.pl, że się gdzieś było. Sorry.

Kiedyś, gdy pracowałam dla magazynu „Gentleman” (lata świetlne temu), przeprowadzałam wywiad z dyrektorem Muzeum Kolejnictwa – wbrew pozorom był to jeden z fajniejszych panów, z jakimi miałam przyjemnośc rozmawiać, ponieważ dyrektor (jako jeden z nielicznych) mówił ciekawie, a rozmawialiśmy o kulturze. Zastanawialiśmy się, czy gdyby w Warszawie muzea byłyby za darmo tak jak w Londynie, to czy ludzie by chodzili nieustannie do muzeów, czy wręcz odwrotnie: nie doceniliby tego, uważając, że to, co za darmo, jet niewiele warte.
Do tej pory się zastanawiam nad tym.

Żeby zobaczyć jak najwięcej najróżniejszych zabytków i eksponatów, trzeba poświęcić tu cały dzień (10:00 – 17:30, zaś w piątki o 20:00). Na własne oczy zobaczymy tu m.in. mumie (ludzkie oraz zwierzęce)  i sarkofagi egipskie, wyposażenie grobów królewskich z Ur, paletę Narmera, prehisotycznego Człowieka z Lindow, Marmury Elgina (fryzy wykonane z marmuru z Partenonu ateńskiego), popiersie Faraona, asyryjskie rzeźby z pałacu Minrud czy Kamień z Rosetty… And so on, and so on.

Poza niektórymi wybranymi, tymczasowymi ekspozycjami wstęp jest darmowy. Sztuka jest dostępna dla wszystkich. I nie można nie skorzystać z tego, skoro uczymy się o tych zabytkach w szkołach, to dlaczego mielibyśmy tego nie zobaczyć na własne oczy. Uczymy się o zabytkach, o sarkofagach, o płaskorzeźbach, o kulturze Mezopotamii, egipskiej, greckiej, rzymskiej, azjatyckiej, rzymsko-bizantyjskiej, prehistorycznej, dzieciaki muszą zaliczyć ten materiał w szkole, nie wiedząc, po co mają się tego uczyć, więc dlaczego – jeśli ktoś już jest w Londynie – miałyby nie zobaczyć tego na własne oczy, żeby być bliżej kultury i (ale to patetycznie zabrzmi) świata, który powstał dzięki tym kulturom?

 

*

TATE MODERN MUSEUM

Londyn. Tate Museum

Londyn. Tate Museum

Czyli muzeum sztuki współczesnej.

Cieszę się, że najpierw było Muzeum Narodowe, a później Tate (o nim później, czyli poniżej), ponieważ po Tate inne eksponaty nie wywarłyby na mnie aż takiego wrażenia.

Pamiętam, jak oglądałam „Children of men” („Ludzkie dzieci”, z Clive Owenem) i jak pozazdrościłam jednemu bohaterowi, że mieszka wsobie właśnie w tym muzeum. Bo gdy weszłam do Tate taka myśl mi przeleciała moje dwie szare komórki: że niesamowicie byłoby tu mieszkać – z własnym mostem, Millenium Bridge, który prowadzi do domu, i z widokiem na Londyn, a jednocześnie gdzieś z boku położonym.
Wchodziłoby się do mieszkania poprzez tzw. The Turbine Hall: wysokość 35 metrów i długość 152 metrów, zostawiając instalacje, które tutaj z tych największych są umieszczane. Nie obraziłabym się na takie mieszkanie.

Gdy ja sobie tam urzędowałam (w Londynie, nie mieszkając w Tate Modern) była instalacja m.in. dla dzieci, która pozwalała im na interaktywne zabawy z wielkimi przedmiotami, a także nieco bardziej z tyłu krótkie filmiki ukazujące nagie ciała w bryłach.

Rzecz, jaką głównie zapamiętałam z muzeum, było to, że w jednej z częście muzeum można było na kartkach napisać swoje myśli – coś, co chciało się przekazać zwiedzającym z całego świata. A następnie pracownicy Muzeum wybierali kartki, aby umieścić je w przezroczystej ściance – uwielbiam to! Przekazywanie swoich myśli, reagowanie na sztukę, interakcja, dzielenie się i wymiana myśli. Jakie to proste, a jednocześnie cudowne!
(poniżej widzimy efekt „fotografki” w akcji – nie ma to jak zamazane zdjęcie, które wszystko pokazuje!)

Bo od tego jest sztuka – aby na nią się reagowało i żeby wystąpił dialog pomiędzy ludźmi i pomiędzy nią, a odbiorcami.
Bo Tate Modern Museum to kolekcja sztuki nowoczesnej i podobnie jak w większości muzeach nie uiszcza się opłat za wejścia. Modern to jedna z czterech placówek należących do sieci Tate, pozostałe trzy to Tate Britain (również w Londynie), Tate St Ives (w Korwnalii) a także Tate Liverpool. Ale według mnie oraz według znawców Tate Modern Museum to najlepsze muzeum sztuki nowoczesnej na świecie. Tate przyciąga 5,8 miliona odwiedzających rocznie! I jest to najchętniej na świecie odwiedzane przez turystów miejsce, które oferuje ekspozycję z dziedziny sztuki nowoczesnej.

Jak widać po orbie na zdjęciu – tam jest genialna energia. Choć w środku cudownie, to na zewnątrz przypomina klocowaty moloh, fabrykę z kominami, ale to dlatego, że  powstało przez przebudowę postindustrialnego budynku, mianowicie jednej z elektrowni. Podoba mi się pomysł wykorzystywania starych budynków na sztukę.
Mamy siedem pięter… Siedem pięter, kurwa, sztuki! Zaś główna kolekcja umieszczona jest w czterech skrzydłach o nazwach: „Nude/Action/Body”, , „History/Memory/Society”,  ”Still Life/Object/Real Life”, „Landscape/Matter/Environment”. Zaś całą kolekcje obejrzymy z zakresu takich gatunków jak surrealizm (o tak!), kubizm, pop-art oraz futuryzm, a także takie prace jak Warhola, Picasso, Pollock, Lichtenstein, Moneta, Rothko, Matisse.
Nawet nasza polska artystka miała tam swoją wystawę: „Embriologię”, dzieło polskiej artystki Magdaleny Abakanowicz.

Ponieważ – jak wspomniałam – jestem głupim siurkiem, na wszystko się gapiłam z rozdziawionymi ustami, zamiast robić zdjęcia, dlatego najmocniej was przepraszam za tę lakoniczność w fotografiach, albo też jak to mówią brytyjczycy: w zabieraniu obrazów (take a picture).

Dlatego też lećcie i sami „zabierajcie obrazy”, będąc mądrzejszymi ode mnie. 

*

Londyn. Tate Muzeum.

Londyn. Tate Muzeum.

Londyn. Tate Muzeum.

Londyn. Tate Muzeum.

Londyn. Hyde Park

Londyn. Hyde Park

Londyn. West Minster

Londyn. West Minster

 

Londyn. Tate Muzeum

Londyn. Tate Muzeum

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *