W obronie pornografii

niedziela, Wrzesień 22, 2013 2 No tags Permalink 1

Jeśli filmy pornograficzne przyczyniają się do gwałtów, to długopisy same popełniają błędy ortograficzne.

 

W obronie pornografii; "120 dni Sodomy"

W obronie pornografii; „120 dni Sodomy”

Skąd pomysł, że pornografia jest wymysłem społeczeństwa konsumpcyjnego, skoro pornografia towarzyszyła człowiekowi od zawsze? Podkreśla to sama Araszkiewicz, pisząc w tekście „Kobieta w pornografii: feministyczne sprzeczności”, że rysunki pornograficzne istniały w kulturach starożytnych od wieków. Dowód? Rysunki przedstawiające akty seksualne i figury kopulujące na ścianach groty Lascaux, rysunki w Pompejach czy też płaskorzeźby w świątyniach Kadżuraho (Indie). Zatem jest to nieodłączny element kultury człowieka. Coś, co najwyraźniej było mu potrzebne od momentu tworzenia się cywilizacji. To dopiero kultura chrześcijańska, czyli ta, w której zostaliśmy zmuszeni wychowywać się, narzuciła nam pruderyjne normy zachowań i wmówiła nam, że mężczyzna, który lubi pornografię, nie jest stworzony do czystej miłości, a swojej kobiety nie będzie nigdy szanował.

Pornografia miała swoje „dołki” w latach 70. XX w., kiedy to ruchy feministyczne takie jak Women Against Violence Against Women, Women Against Violence in Pornography and the Media: “Take Back the Night”, Women Against Pornography (1979 r.) sprzeciwiały się jej rozpowszechnianiu. Twierdziły bowiem, że traktuje się kobiety przedmiotowo, poniża i zniewala je. Przeciwnicy pornografii twierdzą, że w krajach, w których jest legalna, jest większy odsetek gwałtów. Te statystyki wytworzyły ugrupowania prawicowe, albowiem trudno zgodzić się z tym twierdzeniem, ponieważ teraz każdy może zajrzeć do Internetu i znaleźć to, co go interesuje. Zatem te wyniki badań nie są wiarygodne. Ponad to odkąd powstało hasło „gwałt” i „molestowanie”, kobiety utożsamiały każdy przejaw seksualny z przemocą.

 

Dalej w tym samym tekście Andrea Dworkin twierdziła m.in., że „unieważnienie kobiety jest źródłem tożsamości dla mężczyzny”,  zaś „erotyzacja morderstwa jest esencją pornografii”. Jednak obalamy tę tezę, stwierdzając, że jeżeli pornografia traktuje przedmiotowo kobiety, to tym samym traktuje przedmiotowo mężczyzn. Chciałabym to spróbować wyjaśnić, ale najlepiej wytłumaczyła to Jutta Brückner, niemiecka reżyserka:

On pracuje i coś wytwarza. Jego członek nie tylko pochwę, ale i całe ciało kobiety wprawia w konwulsje pod spojrzeniem mężczyzny, który śledzi rezultat swego dzieła, gdy tymczasem ona zamyka oczy i odrzuca głowę do tyłu na znak nieograniczonej rozkoszy”.

Jeśli nasz partner stymuluje się seksualnie w momencie, kiedy ogląda film pornograficzny, w którym kilku mężczyzn penetruje jedną kobietę, to obawiamy się, że i nas może traktować jak żywy otwór do zaspokajania swojej potrzeby fizjologicznej. Ale rodzajów i tematów filmów pornograficznych jest wiele – do wyboru, do koloru – dlaczego więc wiele kobiet boi się obejrzeć coś, co im przypadnie do gustu? I co w tym dziwnego czy tez złego, że mężczyzna chce sobie obejrzeć podniecające go sceny? To tak jakby zabronić psu lizać się… tam, gdzie ma potrzebę polizania siebie. Naturą człowieka jest to, że ma potrzeby. I czy świat by się zawalił, gdyby nagle okazało się, że kobiecie również spodoba się pornos, gdy wraz z partnerem będą oglądali filmy dla dorosłych, pieszcząc się wzajemnie?

 

Co jest w tym złego, że jednostki mają swoje indywidualne potrzeby? I dlaczego wartościujemy te, które nie zgadzają się z naszymi potrzebami seksualnymi, oczywiście do momentu, w którym nie krzywdzimy drugiej osoby? Jeśli zabronimy ludziom tego rodzaju stymulacji, tylko dlatego że inni tego nie preferują, bez problemu można to będzie nazwać tyranią większości. Niczym więcej.

Wróćmy jeszcze na chwilę do rzekomej korelacji powstałej między gwałtami a dostępnością do filmów porno: jeśli filmy pornograficzne przyczyniają się do wzrostu ilości gwałtów, to długopisy same popełniają błędy ortograficzne. Ten sposób myślenia usprawiedliwia gwałciciela na tej samej zasadzie co myśl „Bo spódniczka była za krótka”. Czyli wina nie jest gwałciciela, a kobiety,  ponieważ ubrała się „jak szmata”, a filmy pornograficzne powodują, że mężczyźni chcą gwałcić.

A kobiety co w takim razie? Chcą bardziej seksu, idąc tym tropem myślenia? Czy tez może dostają kompleksów, ponieważ nie są zawsze gotowe, ponętne, z powiększonymi piersiami i waginami po zabiegach estetycznych? Jeśli  tak, to powiem brutalnie, ale dosadnie: w takim razie takie kobiety są po prostu głupie i płytkie, i jest to tylko i wyłącznie ich winą, jeśli przez takie filmy zaniżają sobie samoocenę.

Ograniczanie dostępu do filmów pornograficznych jest jak zamiatanie brudu pod dywan. Przypomina to nieco ograniczanie osobom tej samej płci do legalizowania swoich związków. Dlaczego? Ponieważ zasada jest prosta: jeśli ktoś nie chce małżeństwa między kochankami tej samej płci, to niech nie zawiera takiego – ktoś nie lubi filmów pornograficznych, niech ich nie ogląda; to, że pewnej rzeczy zabroni się ludziom, nie oznacza, że potrzeby seksualne znikną. Ba! Seksuolodzy zgodnie twierdzą, że ograniczenie potrzeb seksualnych (póki nie krzywdzi się innych) prowadzi do nerwic (Freud), a niektórzy (Strossen) twierdzą, że filmy erotyczne mogą pomóc w rozwiązaniu problemów klinicznych, uczyć kobiety technik seksualnych a także poprzez techniki  masturbacyjne umożliwić im auto poznanie.

 

Poprzez działania organizacji feministycznych, szczególnie w latach 70, przyjęło się powszechnie, że pornografia jest głównie skierowana do mężczyzn. Cóż, nie wiadomo, skąd wzięło się takie przekonanie, ale Alicja Długołęcka, edukatorka seksualna w rozmowie dla Gazety Wyborczej (rozmowa z Magdaleną Grzebałkowską 2010-02-01) komentuje to krótko: „Żałosne i smutne”. Jak wiemy, jest to jedynie stereotyp, czyli ograniczony i uproszczony wizerunek świata. Dworkin w swych tekstach starała się przekonać, że pornografia uwłacza kobietom. Dodatkowo jest to wręcz seksistowski sposób myślenia, że przeważnie mężczyźni lubią pornografię.  Tym samym odbiera się kobietom prawo do posiadania potrzeb seksualnych. Pornografii nie należy rozpatrywać w kategoriach genderowych: czy jest potrzebna bardziej mężczyznom czy kobietom. Ale w kategoriach, jakim jednostkom. Jednostkom, które potrzebują tego rodzaju dodatkowej, wzbogaconej stymulacji. Na szczęście wraz z utworzeniem się grup antypornograficznych pojawiały się głosy, które sprzeciwiały się takim poglądom, jak choćby głos Pat Califia – „wiktoriańska wizja kobiety, która ma być aseksualna i czysta” – czy też Ellen Willis – „Seks w naszej kulturze stał się tak głęboko upolityczniony, że nie można dokonać klarownego rozróżnienia między ‚autentycznymi’ impulsami seksualnymi i tymi, które są uwarunkowane przez patriarchat”. Twierdząc, że tym samym odbiera się kobiecie jej naturalne prawo do potrzeb seksualnych.

Ale pamiętajmy, że „to feministki ustawiły łechtaczkę na mapie. Nie pozwólmy cenzurze jej usunąć”.

1
2 Comments
  • Myśli Nieskrywane
    Listopad 21, 2013

    Każdemu potrzebna jest odskocznia – wyjście z domu lub właśnie porno.
    Nawet w super związku ogień przygasa po jakimś czasie!

  • milena
    Styczeń 16, 2014

    Pani chyba nie widzi różnicy między płaskorzeźbą przedstawiającą stosunek a dzisiejszą pornografią, głównie filmem dostępnym online. W każdym razie chciałam tylko nieśmiało zauważyć, że mainstreamowa pornografia jest do bólu konserwatywna i bronienie jej z pozycji feministycznych to czysty idiotyzm i strzał w kolano. Pornografia mówi o seksie tym samym językiem co religie judeochrześcijańskie, dlatego w krytyce pornografii nie chodzi o samo jej istnienie ale o to jaki przekaz z niej płynie. Bełkot o molestowaniu i gwałcie przemilczę, bo to totalna kompromitacja/

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *