Język kształtuje rzeczywistość

niedziela, Marzec 17, 2013 2 No tags Permalink 0

Ustaliliśmy już, co do kwestii „nimfomana”. Czyli swoisty pleonazm, albowiem mężczyzna nigdy nie może chcieć za bardzo i za dużo, zaś nimfomanka to oksymoron, czyli kobieta również nie może za bardzo lubić seksu, ale już pod innym względem – także nie może za bardzo lubić, inaczej jest to sprzeczne z jej naturą.

Bezrobotna Pani Domu

prawidłowe zdjęcie: baba w kuchni.

 

Jakiś czas temu podczas Maratonu Idei organizowanego z okazji Dnia Kobiet użyto ponownie słowa „ministra”. Niektórych to słowo śmieszy, mnie niegdyś drażniło, uważając je za sztuczny wytwór. Ale teraz zrozumiałam, dlaczego ono powstało.
Otóż ministra, psycholożka, socjolożka, doktorka powstały nie dlatego że zawzięte feministki, które rzekomo nienawidzą mężczyzn i pragną ich sprowadzić do podziemi, tak sobie wymyśliły, ale dlatego żeby pokazać, że kobiety faktycznie są w społeczeństwie. I choć to ostatnie stwierdzenie brzmi niedorzecznie (jakbyśmy inaczej się rozmnażali?), to niekiedy o tym zapominamy, ponieważ używanie męskich form (dyrektor, poseł itp) spycha kobiety w życiu publicznym na pozycję drugorzędną. A jak wiemy, toż to język kształtuje naszą świadomość i sposób odbierania świata. Te określenia powstały po to, aby podkreślić, że ważne stanowiska nie są jedynie rodzaju męskiego. Że role-zawody nie są zarezerwowane jedynie dla mężczyzn.

Już wspominałam nie raz, ale powtórzę po trzykroć ten przykład: mężczyzna bierze, a kobieta daje przyjemność? Czyli znów kobieta jako ta strona bierna, która daje to, co mężczyźnie potrzebne – seks. Co on potrzebuje, ale nie czego ona również pragnie. Określenie „mężczyzna bierze, kobieta daje”, oznacza, że to ona jest tą, która oddaje się mężczyźnie, a on czerpie przyjemność z seksu. Że niby kobieta wcale z ochotą nie podchodzi do przyjemności seksualnych, można by wnioskować. I tak samo jak z określeniem „zdobywca” na mężczyznę: przekonanie, że facet jest zdobywcą, świadczy o mizogińskim podejściu, że po pierwsze kobiety seksu pragną mniej niż faceci i że niby same z siebie niechętnie uprawiają go. Po drugie, że kobieta jest głupsza od sama, więc trzeba ją podejść podstępem.
Podczas pewnego spotkania kobiecego od organizatorki usłyszałam, jak jedna dziewczyna, którą poznała, określa cipkę mianem: „pupy z przodu”. Pupa to coś, co kojarzy nam się z czymś brudnym, czymś, co wydala. Taka kobieta sama sobie odbiera sobie płeć w ten sposób. Nadaje nijakość płciową. Ale z drugiej strony, musimy przyznać, że ciężko znaleźć odpowiednie określenie na narządy płciowe. Są one językowo albo trywializowane (pączuch, mufinka, muszelka i inne śmieszne określenia), albo podchodzi się do nich pod względem anatomicznym lub też w sposób ordynarny. To pokazuje, jak nienaturalne mamy podejście do własnych stref intymnych. A co za tym idzie, to fakt, że w pewien sposób odrzucamy piękno i tę wyjątkowość, jaka towarzyszy sferze erotycznej.

Język_2                  Zatem przejdźmy do części bardziej przyziemnej i mniej osobistej. „Matka niepracująca”. Kogo zazwyczaj mamy na myśli? Kobietę na macierzyńskim. A ja pytam: A co to ona robi w takim razie w domu, skoro jest niepracująca? Siedzi w domu przed telewizorem i popija jedynie drinki? Niekiedy ona nawet nie ma kiedy usiąść!

Matka nie jest tylko jedna, albowiem „matka niepracująca” to nie jedyne niesłuszne określenie. „Matka-Polka”, czyli stary jak świat przymusowy nieświadomy nakaz, że kobieta, która stała się matką, ma ślęczeć przy dziecku, cieszyć się jedynie z tego, że ma dziecko, bo jakże to że kobieta po ciąży chce wrócić do pracy?
„Matka Polka”, a… Ojciec nieznany? Zaś syn pierworodny, bo jakże to brzmi dumnie. A córka? Popierdółka…

Ah! I skoro jesteśmy przy tej kwestii. Last, but not east, ostatnio modne, ale fajne określenie: „matka samodzielna”. Niegdyś samotna matka, teraz samodzielna – w pełni wystarczalna. Bo samotna oznaczało osobę smutną, opuszczoną, nieporadną, zaś samodzielna to kobieta, która bez ojca dziecka potrafi sobie sama pomóc i iść dalej. O tyle pozytywnie na zakończenie, że przynajmniej to określenie zmieniło się z czasem. Najwyższa pora.

0
2 Comments
  • Ray
    Marzec 31, 2013

    Zaczynając od języków – mamy dziwną tendencję, że zamiast edukować, wolimy zmieniać by pominąć naukę – w ten sposób zwrot „poszłem” podobno już jest poprawny (bo zbyt często był używany), co strasznie mnie drażni. Dlatego nie zmieniajmy – dlaczego zamiast „ministerki” nie można powiedzieć „pani minister” ? Czy to uwłacza kobiecie?

  • zadna-kolejna-milostka
    Marzec 31, 2013

    Akceptowanie formy „poszłem” czy też „wziąść” świadczy o regresie kulturowym….
    Minister wciąż jest kojarzony z mężczyzną, czyli podkreślaniem tego, że ważne funkcje w kraju sprawują mężczyźni. Że to dla nich jest miejsce np. na scenie politycznej.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *