Niebieski anioł czy diaboliczna kobieta?

czwartek, Styczeń 3, 2013 0 No tags Permalink 0

Atrakcyjna, niezależna i silna – jest ucieleśnieniem ideału współczesnej kobiety. Do tego dochodzi aura tajemniczości, którą zawsze roztaczała wokół siebie i to nie tylko na ekranie. 6 maja 2012 r. minęło 20 lat od śmierci Marleny Dietrich, najsłynniejszej ze sławnych femme fatale. Ironia losu sprawiła, że pożeraczka, nie tylko męskich serc, umiera samotnie z powodu niewydolności… serca.

Ikona biseksualizmu i dekadencji
Już za czasów swej młodości była świetnie rozpoznawalna w berlińskich klubach gejowsko-lesbijskich. Jak później powie: W Europie nie ma znaczenia, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą. Kochamy się z każdym, kto nam się spodoba. Dla Marleny nie jest ważna płeć, zarówno w miłości, jak i na scenie. Gdy w latach 50. rozpocznie karierę piosenkarki, swoje występy podzieli na dwie części: w pierwszej będzie występowała jako kobieta, w drugiej jako mężczyzna.

Do grona swych kochanków zalicza m.in. Ericha Marię Remarque’a, prezydenta Johna F. Kennedyego, Franka Sinatrę, Johna Wayne’a, Jacka Kennedyego (Marlena zawsze przyznawała, że wybiera mężczyzn, z którymi może przeprowadzać głębokie rozmowy), Mercedes de Acosta i – oczywiście – jej metresę oraz swą rywalkę, Gretę Garbo…  Co ciekawe, mimo swych licznych podbojów miłosnych, przed ołtarzem staje jedynie raz w życiu.
(…)

Błękitny anioł czy diaboliczna kobieta?
Aniołem (Błękitny Anioł, 1930) była jedynie na ekranie, nigdy zaś w życiu! Pewność siebie Marleny nie jest wulgarna, ale bije z niej już na pierwszy rzut oka. O sobie mówi nieskromnie: Ludzie, którzy mnie oglądają przypominają widzów na meczu tenisowym. Z tą tylko różnicą, że ich głowy nie poruszają się z lewa na prawo, lecz z dołu do góry.

Gdy się na nią patrzy, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to boskie stworzenie nie boi się nawet samego diabła. Pierwsza Niemka nominowana do Oscara jest na tyle pewna siebie, że gdy Adolf Hitler pragnie się z nią osobiście spotkać, jako zdeklarowana przeciwniczka nazizmu, odmawia. Choć świadoma swego kobiecego magnetyzmu, wie, że może kanclerza Rzeszy uwieść i owinąć wokół palca. Nie w głowie jej jednak życie w cieniu mężczyzny. Nawet, jeśli jest nim sam Wódz.

Ikona mody i stylu
Niegdyś działała na wyobraźnię mężczyzn i kobiet, teraz zaś – projektantów i stylistów. Jej nowatorski styl z tamtych czasów stanowi inspirację dla współczesnych kreatorów mody, którzy w swoich strojach łączą, tak jak kiedyś ona, cechy męskie i żeńskie. Marlena uwielbiała bawić się płcią. Raz zakłada męskie garnitury, cylindry, muszki, innym razem subtelnie wyzywające, nowatorskie oraz stylowe i zawsze eleganckie suknie. W czasie pamiętnego występu w warszawskiej Sali Kongresowej, miała na sobie strój uszyty z piór ponad trzystu łabędzi, który miał trzy metry szerokości i aż cztery długości!

W jej ubiorach, czy to estradowych czy codziennych, brak nachalnego epatowania gołym ciałem. Fantastycznie łączy swój seksapil z klasą, którą zawsze prezentowała.  Za każdym razem widzimy ją elegancką, stylową i pełną seksapilu, a to za sprawą subtelnego wyeksponowania swojej nienagannej sylwetki i nieziemsko zgrabnych nóg. Przez nie zresztą straciła kiedyś pracę w zespole muzyków pod dyrekcją Giuseppe Beccego. Wszystko, dlatego, że artyści nie byli w stanie skupić się na grze… A, że sylwetkę ma nienaganną, to do późnego wieku może sobie pozwolić na noszenie obcisłych sukien.

Ikona klasy
Gdy Maria Magdalena (aktorka zmienia imię na Marlena w wieku 13 lat) przylatuje w styczniu 1964 r. do Warszawy, ma zaplanowane jedynie trzy koncerty. Uciskanemu narodowi daje jednak sześć, następnie udaje się do Klubu Medyków, gdzie grzecznie odrzuca zaloty Zbyszka Cybulskiego. Zaś w momencie, gdy zrywa z Georgiem Rafte, Dietrich wręcza mu swe zdjęcie z napisem „Kochaj mnie!”. Aktor do końca życia trzyma je przy swoim łóżku.

Po występie, w Sydney w 1977r., podczas którego doznaje poważnego złamania kości udowej, postanawia zakończyć karierę i ukryć się w swym paryskim mieszkaniu. Choć nasz Błękitny Anioł spada ze sceny, schodzi z afisza w swoim stylu – dostojnie. Wie, że upływającego czasu i mijającej młodości nie oszuka. Po roku, tylko na chwilę pojawia się w filmie Zwyczajny Żigolo (1978) wcielając się w rolę baronowej von Semering. Oparta o fortepian wykonuje tytułową piosenkę, żegnając się tym samym oficjalnie z kinem.

Śpiewa: There will come a Day, youth will pass away, then what will they say about me…

Wiele lat później w hotelu na Riwierze Francuskiej jedzie windą z kobietą, która uważnie się jej przygląda.

- Pani wygląda zupełnie jak Marlena Dietrich – odzywa się nieznajoma.

- Możliwe – odpowiada Marlena. – Ale ona była znacznie młodsza.

źródło: http://www.ikmag.pl/miesiecznik/kobiety_niezapomniane/marlena_dietrich_tylko_raz_zstapil_na_ziemie_taki_aniol.html

marlene dietrich 1932 - shangai express - by don english

0

No Comments Yet.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *